×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
niedziela, 19 grudzień 2010 21:12

Powakacyjne refleksje

Napisane przez

Przywykliśmy uważać, że zachodnioeuropejskie aglomeracje, główne ośrodki byłych imperiów kolonialnych, w stopniu niemal nieskończonym górują nad naszymi narodowymi metropoliami. I niestety – sporo jest w tym racji. Jeśli jednak zwiedzając stolice Europy (nawet te zwane"stolicami świata") oddamy się trywialnej dość, ale zajmującej zabawie w porównania - dojdziemy też do wniosków skutecznie kojących nasze kompleksy.

 

Prawda to oczywista i banalna, iż Londyn to miasto imponujące, pełne wspaniałej architektury, wielkie centrum finansów i życia kulturalnego, źródło przeróżnych tendencji, zakorzeniających się szybko i bez krytyki na obszernych połaciach globu. Ilość i jakość dzieł sztuki zgromadzonych w muzeach, metro dwudziestokrotnie większe od warszawskiego, pełne kafejek i muzyków ulice, przepastna oferta znakomitych koncertów i spektakli teatralnych, natłok gmaszysk wzniesionych w przeróżnych stylach ? porażające oznaki wielkości angielskiej stolicy można wymieniać jeszcze długo.
Już jednak hotel, podobno średniej tutejszej klasy, okazuje się małym rozczarowaniem. Stoi parę kroków od Oxford Street ? najdroższej ulicy miasta. Lśniąca bielą fasada, pełna kunsztownych detali ? zdaje się pasować do dzielnicy sklepów, które większości londyńczyków służą raczej do zwiedzania, niż zakupów. Jeszcze hotelowa recepcja robi bardzo korzystne wrażenie ? obsługa jest przemiła, w drzwiach mijamy się z pakującymi bagaże do taksówki turystami ze Stanów, do księgi gości wpisuje się francuskie małżeństwo. Nie trafiliśmy bynajmniej do noclegowni przybyszy z Trzeciego Świata. Pokój mamy na trzecim piętrze, ale tłum przy wolno się poruszającej windzie sprawia, że jako miłośnicy zwiedzania najrozmaitszych zakamarków ? tym bardziej wybieramy drogę schodami. Z każdym krokiem poznajemy nowe aspekty tutejszego szacunku do ? będącej materialnym przejawem tradycji ? starzyzny. Stopień zużycia podłóg i zadeptania chodników w pierwszej chwili po prostu dziwi. Najlepsze atrakcje czekają nas jednak w pokoju. Wątpię, czy gdziekolwiek w powiatowej Polsce znajdzie się tak archaiczną, analogicznie do wieku zdezelowaną armaturę łazienkową! To, że meble wytarte do takiego stadium jeszcze w ogóle istnieją ? budzi szczery podziw. A fakt, że przez cały okres pobytu, w czasie naszej nieobecności pokój był starannie sprzątany, wanna (podobnie ?zajechanych? egzemplarzy próżno u nas szukać nawet na ogródkach działkowych) wyszorowana, filiżanki umyte, pudełko z herbatą (piękny zwyczaj!) ? uzupełnione ? świadczy, że użytkowanie przedmiotów do ich absolutnej technicznej śmierci nie jest tu dziełem przypadku, lecz normą. Nękani obawą, że trafiliśmy do części hotelu specjalnie przeznaczonej dla gości z naszej części Europy ? skorzystaliśmy z zaproszenia świeżo poznanych, przesympatycznych Nowozelandczyków z pierwszego piętra. Ich pokój, choć równie czysty, składał się ze sprzętów wyeksploatowanych bodaj jeszcze bardziej. Naszych nowych znajomych zdawało się to wcale nie dziwić.
Zwiedzającym Londyn polecam górne piętra autobusów. Nie należy się jednak ograniczać do pojazdów wycieczkowych ? odjeżdżających głównie spod National Gallery przy Trafalgar Square i krążących wokół głównych atrakcji turystycznych. Warto wybrać którąś z linii przemierzających również dzielnice mieszkaniowe. Wiem, że to graniczy z podglądactwem, ale interesujące jest dla mnie także domowe życie innych narodów. Nie trzeba zresztą bardzo wypatrywać. Okna oddalone są często tylko na długość ręki i brakiem firanek najmniej wścibskich zachęcają do spojrzeń.
Przejechawszy kilka ulic mamy już pierwsze wnioski o charakterystycznych cechach mieszkań wyspiarzy. Np.: nawet najmniejsze lokum musi mieć coś w rodzaju salonu ? wyposażonego w wielkie skórzane fotele i, choćby miało to wyglądać skrajnie groteskowo, dużych rozmiarów kominek. Wszystko musi przy tym być wyposażone w lśniące, mosiężne okucia, klamki, pogrzebacze, a nieodzowne tło to ściany pełne obrazków. To pragnienie posiadania namiastki ?lordowskich? atrybutów, choćby na powierzchni kilku metrów ? sporo chyba mówi o samopoczuciu, jakiego pożądają nawet najubożsi Brytyjczycy. Według prof. Marii Ossowskiej ? wybitnej znawczyni funkcjonujących w Polsce wzorców kulturowych ? jesteśmy społeczeństwem o dominującym, ?szlacheckim? typie zachowań. Ilu jednak naszych rodaków ma potrzebę tak nachalnego dowodzenia związku z ?warstwami wyższymi??
Artur Adamski
Czytany 8608 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.