środa, 09 maj 2018 21:14

III RP czyli barbarzyńcy w roli elit

Napisane przez

W celu uformowania quasi-państwowego potworka, jakim był PRL, Sowieci przeprowadzili gigantyczną operację „podmiany elit”. Krótko po cyklu konferencji z przełomu roku 1939 i 1940, w ramach których NKWD wraz z Gestapo wymieniało się doświadczeniami z zakresu eksterminacji, sama Zbrodnia Katyńska wraz z Akcją AB przyniosły śmierć czwartej części Polaków legitymujących się wyższym wykształceniem. Dzieła dopełniły kolejne zbrodnie oraz inżynieria społeczna, skutkiem której ludowa Polska stała się ochlokratycznym „światem na opak”, w którym im bardziej ktoś był szlachetny – tym bardziej zagrażało mu skazanie na marginalizację.

Czym było „obalenie komunizmu”?

Prof. Andrzej Nowak, mówiąc o „przełomie z roku 1989”, stwierdził, że należałoby go raczej nazwać „korektą”. Trudno się nie zgodzić, że w myśl słów Tomasso de Lampedusy w tym pamiętnym roku „wiele zmieniono po to, by wszystko zostało po staremu”. Ustrojowa transformacja wczorajszych właścicieli PRL-u przekształciła w rzeczywistych prawnych właścicieli najcenniejszych składników narodowego majątku. Siepacze reżimu nie tylko nie spotkali się z jakimkolwiek rozliczeniem, ale stali się finansową elitą kraju. Największymi przegranymi okazali się walczący o wolność, przez PRL-owski reżim zepchnięci w nędzę, a których III RP tym bardziej skazała na zapomnienie. Pookrągłostołowy „ład” nie został rozsadzony społecznym wybuchem wyłącznie dzięki wentylowi bezpieczeństwa, z braku którego wcześniej właściciele PRL-u zmuszeni zostali do ustępstw. Tym wentylem bezpieczeństwa była w III RP możliwość masowej emigracji. Wychodźstwo milionów młodych ludzi oznaczało dla Polski demograficzną zapaść, ale dla beneficjentów Magdalenkowego dilu - dalsze konsumowanie przywilejów.

Istota transformacji

Barbarzyńcy w salonie to nie tylko powieść, ale też traktat socjologiczny. Procesy, opisane przez Stanisława Srokowskiego wiernie oddają to, z czym mieliśmy do czynienia w Polsce lat osiemdziesiątych. Komunistyczny system skutecznie zaczęła wtedy rozsadzać formacja, stanowiąca nową jakość zarówno pod względem moralnym, jak i intelektualnym. Rozrastający się krąg ścisłych umysłów tworzył coraz bardziej szczegółowe plany budowy państwa pod każdym względem nowatorskiego, choć silnie opartego na fundamencie tradycji. Działalność tej organizacji wzbudzała coraz większe zaniepokojenie nie tylko komunistycznych władz, lecz i konkurencyjnych środowisk opozycyjnych. Po rozważeniu oferty reżimu te ostatnie zdecydowały się na odwrócenie sojuszy. Do moskiewskich marionetek, osuwających się w kierunku śmietnika historii, dokooptowane zostały gremia w nie małej mierze złożone z niegdysiejszych partyjnych odszczepieńców. I to ta koalicja kontynuować będzie rządy, klecąc fasadową niby – demokrację a medialny quasi – monopol okrzykując triumfem wolności słowa.

Dalszy ciąg tragedii

Powieść Srokowskiego pełna jest bohaterów do złudzenia przypominających postacie ze współczesnego nam życia politycznego, kulturalnego czy naukowego. Ich mistrzowsko wymalowane, groteskowe wizerunki zdolne są rozbawić czytelnika do łez. Lecz, niestety, są to zarazem portrety do bólu prawdziwe. A po ćwierćwieczu panowania porządku, zbudowanego na przetrąceniu moralnego kręgosłupa narodu, wykwity wszelkiego rodzaju patologii osiągają stadium autodestrukcyjnej degrengolady. Wyzbyte zarówno tożsamości, jak i oparcia na jakichkolwiek wartościach indywidua, przekonane o swych nadzwyczajnych przymiotach, śmiało obierają kurs ku samozagładzie. Przychodzi im to bez trudu, gdyż wyposażeni w propagandowy aparat, jakiego mogliby mu pozazdrościć orędownicy stalinizmu, sami stali się ofiarami własnych narracji. Bo czy europejskie dziedzictwo godne jest ocalenia, jeśli się uznaje, że oferta wnoszona przez migrantów jest bardziej wartościowa? Czy warto troszczyć się o przyszłość Polski, jeśli się przyjmie, że zawsze była tylko powodem do wstydu?

Barbarzyńcy w salonie to prawdopodobnie najbardziej trafna literacka analiza procesów, które doprowadziły do utworzenia III RP. Obraz „elit” wyłonionych drogą okrągłostołowego kontraktu, choć kreślony językiem groteski, nadzwyczaj rzetelnie oddaje ich mentalną jakość. Najgrożniejszym memento jest jednak kierunek, wyznaczany przez rzekome elity, w istocie będące upudrowaną, medialnie spreparowaną hordą barbarzyńców. I najważniejsze – mimo ostatnich porażek te hordy nadal pchają się do steru okrętu, którym wszyscy płyniemy.

S. Srokowski, Barbarzyńcy w salonie, Wydawnictwo Arcana, Kraków 2017

Czytany 334 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.