wtorek, 27 kwiecień 2010 15:09

Ziemia nieostygła

Napisane przez

Sytuacja na Bałkanach wymyka się spod kontroli. Wydarzenia toczą się niczym kula śniegowa w dół stoku, zagarniając pod siebie a to zwietrzałe uzgodnienia międzynarodowych traktatów, a to dni, a to godziny, a to ludzkie emocje. Obawiam się, że tej lawiny nie sposób zatrzymać.

 

Gdy obserwujemy casus Serbii, tracącej integralność terytorialną za przyzwoleniem USA (oraz zdominowanej przez Niemców Unii Europejskiej), niczego nie wiadomo z całą pewnością. Skoro można bezkarnie ?okroić? niezależną Serbię, to powojenny kształt granic w całej Europie przestał być niewzruszony. W konsekwencji bowiem, przyznanie prymatu prawu do samostanowienia kosztem integralności terytorialnej państwa, oznacza ni mniej, ni więcej, że wydarzenia w Kosowie pogrzebały ideę państwowej suwerenności.
 
Pierwszą ofiarą tego procesu pada Serbia. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale to dopiero początek: po secesji Kosowa, a precyzyjniej po uznaniu tej secesji przez kilku znaczących graczy na międzynarodowej scenie politycznej, można podważyć integralność terytorialną dowolnego państwa, mającego znaczącą procentowo mniejszość etniczną.
 
Były minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej, Adam Daniel Rotfeld, pełniąc funkcję dyrektora sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (1991-2002), pozwolił sobie na następujący lapsus: Integralność nie może już mieć najwyższego priorytetu. I dodał zaraz potem: Zasada nieingerencji w sprawy wewnętrzne również wymaga korekty na rzecz praw człowieka.
 
Cóż za obleśna obłuda, cóż za przerażający cynizm! Przypominając, że przed secesją Kosowa Albańczycy wygnali z domów ponad 200 tysięcy Serbów, Andrzej Kumor słusznie zauważył na tych łamach, że najwyraźniej wyszło na to, że opłaca się stosować czystki etniczne. W istocie, polityka faktów dokonanych wiedzie prym, trzeba tylko być silniejszym (albo chociaż stać po stronie silniejszego) ? wówczas każdy ruch separatystyczny, nawet ten o charakterze terrorystycznym, może liczyć na poklask, uznanie oraz wsparcie. Czyż nie tego dowodzi wyrażenie zgody na utworzenie niezależnego państwa przez ludzi, których Departament Stanu USA uznawał do niedawna za reprezentantów organizacji terrorystycznej?
 
I pomyśleć, że jeszcze przedwczoraj zdawało się, że porządkowi poczdamskiemu nic nie może zagrozić. Minęło czasu mało-wiele, a dziś ktoś ponownie usiłuje podpalić Europę...
 
Kosovo je srce Srbije! ? powtarzają dziś Serbowie. To znaczy powtarzają to ci, którym unijna idea nie spacyfikowała sumień i nie amputowała pamięci. Ci, którzy pamiętają Kosowe Pole, gdzie w XIV wieku czterdziestu tysiącom bohaterskich Serbów poderżnięto gardła (a uczyniły to muzułmańskie miecze). Kosovo je srce Srbije! ? powtarzają Ci, którzy pamiętają, że mimo klęski ich ojcowie nigdy nie przestali buntować się przeciwko agresywnemu islamowi. Kosovo je srce Srbije! ? powtarzają ci, którzy nie zapomnieli, gdzie spoczywają kości serbskich królów i prawosławnych świętych. Gdzie znajdują się najświętsze dla serbskiej państwowości cerkwie i monastery ? to znaczy te, które ocalały, na przestrzeni bowiem ostatnich dziesięciu lat Albańczycy z Armii Wyzwolenia Kosowa (UCK) spalili ponad sto obiektów sakralnych (w tym i takie, które przetrwały kilkuwiekową okupację turecką).

(...)

Wyświetlony 5137 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.