wtorek, 27 kwiecień 2010 17:20

Jak nie czytać "Strachu" J.T. Grossa?

Napisane przez

Jak czytać, jeśli w ogóle czytać, co nie jest wcale oczywiste, mimo zapewnień autorytetów, głośną, okrzyczaną już jako dobroczynną sensację, książkę Grossa? Głośną raczej z powodu wcześniejszej kampanii amerykańskiej, drażliwości jej tez i ogólnie antypolskiej wymowy, niż ze względu na jej merytoryczną wagę, rzetelność w poszukiwaniu prawdy o stosunkach polsko-żydowskich po wojnie. Główną tezą tej książki jest odwieczny, nieustający polski antysemityzm, który odradza się nawet po wojnie i Holocauście, kiedy to Polacy, mają rzekomo dokończyć za Niemców dzieła Zagłady. Teza ta jest oparta na jednym większym wydarzeniu, jakim był "pogrom" w Kielcach 4 lipca 1946 roku, i licznych pojedynczych mordach na mieszkańcach żydowskich w pierwszych latach powojennych, latach bynajmniej nie pokojowych, w czasach wprowadzania systemu komunistycznego w Polsce na bagnetach Armii Czerwonej, podczas krwawego terroru NKWD i UB, zwalczania pozostałych oddziałów partyzanckich, które nie godziły się na nową, sowiecką okupację.

Książka Grossa nie uwzględnia tej skomplikowanej i tragicznej sytuacji stanu wojny już po wojnie, wielostronnych konfliktów, a też wypadków zwykłego bandytyzmu, wynikającego z demoralizacji wojennej. Wyodrębnia tylko sytuację żydowską bez związku z całym uwikłaniem historycznym i z żywiołem walki o byt państwa polskiego, zagrożony przez sowieckie panowanie. Gross patrzy osobno na sprawy żydowskie i tylko z tego punktu widzenia postrzega i osądza totalnie rzeczywistość historyczną, subiektywnie i aktualizująco, jakby zbrodnia na Żydach trwała stale i odbywała się również dzisiaj. W ten sposób tworzy rodzaj aktu oskarżenia, pamfletu, który obwinia i piętnuje wszystkich Polaków za ich wrodzony, nieusuwalny antysemityzm.

W licznych już wypowiedziach krytycznych po polskim wydaniu książki Grossa podkreślano, że nie jest to praca w pełni historyczna, a raczej esej lub nawet utwór literacki. Jest to również określenie mylące i zastępcze, mające usprawiedliwiać radykalne a nietrafne sądy autora i jego ostre, często niewyszukane, jednostronne i emocjonalne opinie ostateczne, brzmiące często jak wyrok. Jego książka zawiera przede wszystkim publicystyczne oskarżenie, w którym pomówienie o totalny antysemityzm Polaków ma służyć do jakiejś walki, staje się strategią zadziwiająco aktualną, która, czego może autor nie zauważa, ideologizuje również, traktuje instrumentalnie Zagładę.

Nie warto powtarzać wszystkich zarzutów wobec książki, które postawili już historycy wobec zasadności uogólnień Grossa o polskim antysemityzmie. Poprzestanę tylko na kilku uwagach o najważniejszych kwestiach historycznych, na których Gross zbudował swe oskarżenie i antysemicką generalizację. Główne wydarzenie, na którym się w tym oparł, czyli ?pogrom kielecki? w 1946 roku, nie został nawet wnikliwie przez niego zbadany i szerzej, wielostronnie opisany, już sine ira et studio, jako wydarzenie historyczne. Założona z góry teza o polskim antysemityzmie, uprzedzenie antyantysemickie i schematyzm myślowy nie pozwoliły autorowi na obiektywne dochodzenie prawdy, wcale nie tak oczywistej, jak mu się wydawało, na gruntowne przebadanie wszystkich wątków, wariantów i hipotez na temat tego wydarzenia. Tak skomplikowane zdarzenie, jak wykazały niejednoznaczne wyniki badań i śledztw, nie mogło mieć jednej przyczyny, lecz było raczej splotem kilku tragicznych okoliczności. Agresywne zachowanie tłumu pod wpływem plotki o porwaniu dziecka przez Żydów nie wyklucza tego, że pogrom kielecki mógł być w jakimś stopniu organizowany lub prowokowany. Może na to wskazywać nie tylko udział wojska i milicji, ale i bezczynność władz, także centralnych w Warszawie, które były na bieżąco informowane o przebiegu wydarzeń, a także obecność w Kielcach sowieckich doradców NKWD. Prawda o pogromie kieleckim nie jest więc wcale wyjaśniona do końca, mimo długotrwałych już badań historycznych i śledztwa IPN, które zostało umorzone, zwłaszcza że duża część dokumentów została zniszczona w 1989 roku.

Jak to było?

Autor ?Strachu? niczego nowego tu nie wniósł, opierał się na znanych już dokumentach i pracach historycznych. Nie próbował nawet wyjaśnić decydującego momentu tego wydarzenia, jakim był atak części oddziałów wojskowych na kamienicę zamieszkałą przez ludność żydowską przy ul. Planty 7. Powtórzył tylko dotychczasowe ustalenia, między innymi historyka Bożeny Szaynok, autorki pierwszej książki o pogromie kieleckim z 1992 roku, interpretując wydarzenia toczące się żywiołowo tylko według schematu antysemityzmu, zresztą też niekonsekwentnie, nie bez sprzeczności. Pisze Gross: Z budynku Komitetu Żydowskiego doktor Kahane telefonował do Sobczyńskiego, domagając się wycofania milicji; zastępca Sobczyńskiego kapitan Mucha, który też był w budynku, przez telefon naglił o przysłanie posiłków; wiceprzewodniczący Komitetu Żydowskiego Chil Alpert telefonował o pomoc do NKWD, ale odpowiedzieli, że nie mają jednostek w polskich, a nie chcą wysyłać w rosyjskich, żeby Polacy nie mówili, że Rosjanie ich mordują. Dalej po opisie chaosu, który powstał w tłumie pod kamienicą żydowską, Gross przytacza ustalenia Bożeny Szaynok: między godziną 10 a 10.30 na Plantach pojawiło się wojsko. ?Przybyłe wojsko nie miało wytłumaczone, że chodzi o prowokację, ani też nie miało specjalnych rozkazów od dowództwa. Jednostki wojskowe pomieszały się, obstawiły budynek komitetu żydowskiego, pozostawiając rozwydrzony tłum w zgromadzeniu?. Część żołnierzy weszła do budynku (...). Wejście milicjantów i żołnierzy do domu żydowskiego było początkiem pogromu. Wtedy padły strzały oddane przez żołnierzy czy milicjantów. Świadek Alpert, na którego powołuje się Gross, relacjonował: Żołnierze zaczęli strzelać w nasze okna. (...) W samym domu Planty 7 w Kielcach Żydów mordowało wojsko. Do kibucu żołnierze najpierw strzelali przez drzwi, a potem wdarli się, strzelali do ludzi i rzucali ofiary w tłum, który je dobijał. Nasuwa się od razu pytanie, jacy to żołnierze, jakie oddziały strzelały do Żydów? Sam Gross odpowiada na to pytanie: Pośród przeszło stu osób aresztowanych jeszcze tego samego dnia za udział w pogromie znalazło się 34 żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego oraz 6 żołnierzy i oficerów KBW, zbrojnego ramienia Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. A więc strzelali żołnierze i oficerowie WP i UB, organów nowej, komunistycznej władzy w Polsce. Od tego zaczął się pogrom, w którym uczestniczył później rozhisteryzowany i zapewne nastawiony antysemicko tłum, ale to nie on, jak z tego wynika, był jedynym sprawcą krwawych zajść. Do tego dołączyły się konflikty w dowództwach UB i Milicji, chaos w zarządzie miasta, zaskoczenie, jeśli nie była to jakaś prowokacja, którą Gross wyklucza, bo nie ma na to, jak twierdzi, żadnych dowodów. W każdym razie oskarżenie Grossa o totalny antysemityzm, który miał być jedyną przyczynę kieleckiego pogromu, nie zostało w jego książce udowodnione. Przeciwnie nawet, on sam ujawnia, czy też powtarza wątki, które temu przeczą.

Polscy naziści i ?fanatycy z krwią na habitach?

Po pogromie kieleckim i dość podejrzanym procesie powstało wiele interpretacji tych wydarzeń, które wykorzystano od razu do celów propagandowych. Nowe władze komunistyczne obwiniały ugrupowania niepodległościowe, konspiracyjne oddziały partyzanckie, władze emigracyjne, tzw. andersowców, a także Kościół o rzekomą bezczynność. Na Zachodzie zapanowała wykładnia całkowicie antysemicka, to znaczy o polskim antysemityzmie jako jedynej przyczynie sprawczej pogromu. Im dalej od Polski, tym bardziej wzmacniał się z upływem czasu mit polskiego antysemityzmu. Niewykluczone, że prowokował on sztucznie, wtórny antysemityzm, ale już nie czynny, a tylko słowny czy światopoglądowy, z którym mamy do dziś do czynienia. W poważnym wydawnictwie ?Encyklopedia Judaica? mówi się tylko, że pogrom został wywołany przez gniew polskich antysemitów spowodowany odbudową życia żydowskiego w Kielcach, a odpowiedzialni zań są polscy nacjonaliści i kilku komunistów. W ważnej na Zachodzie książce Gilberta ?Holocaust? jedynym sprawcą pogromu jest ?tłum Polaków?. Niedawno, w 1996 roku profesor Harvardu Alan Dershowitz stwierdzał już nawet o zamordowaniu ponad 1500 Żydów ocalałych z Zagłady przez polskich katolików, o fanatykach z krwią na habitach oraz o osobistej odpowiedzialności kardynałów Wyszyńskiego i Hlonda na masakry Żydów. Gdyby w Polsce panował taki antysemityzm, o jakim mówi Gross i podobni życzliwi znawcy, a raczej ideolodzy na Zachodzie, to takich pogromów jak w Kielcach byłoby wiele. Był tylko jeden. Jeśli później istniały tendencje antysemickie w polskim społeczeństwie, czemu trudno zaprzeczać, to były one ściśle związane z antykomunizmem, z wprowadzaniem systemu komunistycznego w Polsce.

(...)

Wyświetlony 3897 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.