wtorek, 27 kwiecień 2010 17:25

Farsa z mBankiem w tle

Napisane przez

"Nie lokuj na oślep. Sprawdź nas"- tymi słowami swego czasu wabił do siebie klientów mBank. Sprawdziłem. I w kontaktach z tą firmą rekomenduję daleko idącą ostrożność.

Wedle różnych szacunków, dostępem do internetu dysponuje dziś od trzynastu do piętnastu milionów Polaków. Około 40 procent z nich aktywnie internetu używa. Z kolei co czwarta, bądź nawet co trzecia osoba z tej grupy, korzysta z bankowości elektronicznej. Z danych Związku Banków Polskich wynika, że na początku 2007 roku w polskich bankach założono prawie dziewięć milionów kont internetowych. Na pytanie, czy pieniądze klientów zgromadzone na tych kontach są bezpieczne, bankowcy odpowiadają bez zmrużenia powiek: oczywiście (odpowiedzi zwykle uzupełniając wykrzyknikiem).

Nie wiem, jak to wygląda w innych firmach, lecz mBankowi zdarzają się kompromitujące potknięcia. W ich wyniku dane o stanie konta, operacjach finansowych, a nawet personaliach właściciela, mogą trafić w niepowołane ręce. Co gorsze, mBank nie ma w zwyczaju przepraszać za błędy ? w takich sytuacjach firma ta bandyckim zwyczajem ?idzie w zaparte?, dowodząc nierzetelności oraz braku kompetencji do prowadzenia bankowości elektronicznej. Bez wątpienia wiedza o tym może okazać się przydatna tym, którzy rozważają ewentualność założenia konta w mBanku.

 

Akt pierwszy: totalne zaskoczenie

Kiedy na należący do mnie adres poczty elektronicznej dotarł z mBanku e-mail, zawierający zestawienie operacji finansowych nieznanej mi osoby, niespecjalnie zainteresowało mnie, że pewien mężczyzna otrzymał z Urzędu Skarbowego zwrot podatku PIT za rok 2006 w takiej i takiej kwocie, po której to wpłacie saldo jego rachunku, numer taki a taki, opiewało na tyle i tyle. Przy okazji poznałem także inne, dokonane przez niego i na jego rachunku operacje ? nie sprawiłoby mi również większych kłopotów ustalenie jego adresu.

Zrazu zakwalifikowałem to w kategoriach incydentalnego ?wypadku przy pracy? mBanku i dopiero gdy po miesiącu sytuacja powtórzyła się, pozwoliłem sobie przyjrzeć się sprawie uważniej.

Informując o tych zdarzeniach mBank, napisałem między innymi: spodziewam się, że dołożycie Państwo wszelkich starań, by dzięki uzyskanej ode mnie informacji o kompromitujących BRE Bank S.A. pomyłkach (mBank jest częścią BRE Banku ? przyp. aut.), podobne przypadki nie powtórzyły się nigdy więcej i w stosunku do kogokolwiek.

Z kolei, gnany niepohamowaną żądzą pieniądza (mam ponadprzeciętnie wymagającą żonę), uznałem, że za wskazanie błędu naruszającego reputację i szkodzącego wizerunkowi pierwszego wirtualnego banku w Polsce, a tym samym za umożliwienie wyeliminowania podobnych błędów w przyszłości, od solidnej firmy mogę oczekiwać równie solidnej gratyfikacji finansowej. Ukontentowany własną inwencją, czym prędzej więc uzupełniłem list także o tę sugestię.

 

Akt drugi: żadnych nieprawidłowości

Niestety. Reakcja mBanku okazała się kompromitująca. Wiadomości, które Pan otrzymał wysyłane były na poprawny, podany przez Klienta adres poczty elektronicznej, w związku z tym ze strony Banku nie doszło do jakichkolwiek nieprawidłowości ? napisał Paweł Kucharski, dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej BRE Banku, dodając: z przykrością zmuszony jestem poinformować, iż wobec braku jakiegokolwiek zawinienia ze strony mBanku nie mogę niestety pozytywnie ustosunkować się do Pana prośby o przekazanie odpowiedniej gratyfikacji.

Do przesyłki dołączono ?skromny upominek? w postaci lampki do notebooka, opatrzonej znakiem firmowym mBanku.

Proszę zauważyć: dwukrotnie otrzymałem zastrzeżone informacje o operacjach finansowych klienta mBanku, a mBank nie dopatrzył się w tych faktach ?jakichkolwiek nieprawidłowości?. Gdy po dłuższej chwili wybrnąłem z otchłani poznawczego dysonansu, w kolejnym piśmie wyjaśniłem, na czym polega blamaż mBanku.

Wasze kompetencje do prowadzenia bankowości elektronicznej zdyskwalifikowało niezweryfikowanie podanego Wam adresu poczty elektronicznej

(...) wbrew zapewnieniom, że przekazanie danych odbywa się dopiero po uzyskaniu przez mBank potwierdzenia zgody na wykorzystanie adresu poczty elektronicznej podanej przez Klienta ? napisałem. Najwyższy czas przyznać, iż w inkryminowanym przypadku najwyraźniej zaniedbaliście owego wymagania i w tym zapewne należy upatrywać przyczyny Waszej kompromitacji. Pozwolę sobie wyrazić przekonanie, że dzięki mojemu działaniu skompromitowaliście się jedynie incydentalnie.

W kolejnym akapicie podtrzymałem nadzieje na podreperowanie domowego budżetu, ?skromny upominek? odesłałem zaś, sugerując przekazanie równowartości organizacji ?Caritas Polska?.

 

Akt trzeci: Jak zachrypnięta kukułka

Co przeczytałem w odpowiedzi? Ano, przeczytałem, że Dotychczasowa korespondencja przesyłana była na wskazany przez naszego Klienta adres, dlatego nie ma podstaw by twierdzić, iż po stronie Banku doszło do jakichkolwiek nieprawidłowości. O moich wątpliwościach związanych z niedopatrzeniem obowiązku zweryfikowania adresu ? ani słowa.

Na przestrzeni zaledwie kilku tygodni osoba reprezentująca mBank drugi raz z rzędu przekroczyła granicę między ?zabawne? a ?żenujące?, nie przyznając się do oczywistego zawinienia. Nie mieściło mi się w głowie, że poważna instytucja tak niepoważnie traktuje wyłożone kawa na ławę zastrzeżenia. Cóż było robić, zakasałem rękawy. 

(...)

Wyświetlony 4405 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.