wtorek, 27 kwiecień 2010 17:33

Partnerstwo czy hołd lenny?

Napisane przez

Wszystko dobrze, a nawet jeszcze gorzej: tymi słowami można podsumować wizytę premiera Rzeczypospolitej na Kremlu. Fakt, zielonogórski festiwal piosenki radzieckiej, przepraszam: rosyjskiej, zostanie reaktywowany. To kolejny, cudowny cud, uczyniony dłońmi polskiego Donalda Czarodzieja. Ale zacznijmy od początku.

W stosunkach z Niemcami nie powiodło się wieszczone hurra-optymistycznie tak zwane ?nowe otwarcie?. Kanclerz Merkel zręcznie wyartykułowała swoje ?nie? w każdej z najważniejszych kwestii, dzielących oba kraje. Budowa gazociągu omijającego Polskę będzie zatem kontynuowana, ?wypędzeni? mogą liczyć na mecenat państwa nad pomnikowym upamiętnieniem ich ?krzywd?, niemiecki rząd nie przejmie zaś ewentualnych zobowiązań odszkodowawczych wobec członków Powiernictwa Pruskiego, oczekujących na rozstrzygnięcie pozwów zaprezentowanych europejskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Tym oto sposobem, na oczach tych, którzy chcą widzieć, Niemcy przekuwają klęskę w zwycięstwo, podczas gdy durnie klaszczą w dłonie, zachłystując się ?Europą bez granic?.

Podpalając świat, Hitler cały czas powtarzał: ?Nam chodzi tylko o zakończenie wojny? ? mając na myśli tę pierwszą. Angela Merkel ma szansę zakończyć zwycięstwem tę drugą. Co najdziwniejsze, wszystkim tym niemieckim aspiracjom najgłośniej przyklaskują potencjalni przegrani. Rzeczywiście, brawo. Całkiem niezła sztuczka Niemcom wychodzi.

 

Obiecanki cacanki

Idźmy dalej i spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, czy warto zginać kolana, zyskując poklepanie po ramieniu? Moim zdaniem nie warto, a dowodem kilkaset lat polsko-rosyjskiej historii. Czy wizyta Donalda Tuska w Moskwie coś w naszych wzajemnych relacjach zmieniła?

Rzec można: podejrzewam, że wątpię. Fundamenty rosyjskiej dyplomacji pozostają bowiem niezmienne, rosyjską racją stanu pozostaje zaś ekspansja. Wydaje się zatem, że za przesadny rusofilizm Tuska drogo zapłacimy.

Rzeczywisty stosunek Rosji do Polski doskonale obrazują szczegóły, pozornie odległe od wielkiej polityki. Weźmy konflikt wokół eksportu na wschodni rynek naszego mięsa i produktów roślinnych. Rząd tryumfalnie odtrąbił zniesienie rosyjskiego embarga, ale Polacy nie dowiedzieli się, że jakiś czas temu prezydent Putin obiecał to nie polskiemu premierowi, lecz niemieckiej kanclerz. Zaiste oszałamiający sukces (chciałoby się zakrzyknąć: istny cud po prostu). Reżim kaczystowski nie mógł przeforsować tego przez dwa lata, a tu proszę, jeden uśmiech Angeli Merkel i Putinowi zmiękły kolana. Cytując klasyka polskiej publicystyki politycznej: Oto w jaki sposób przywódcy narodów mądrzejszych rozbrajają narody głupsze bez przerywania im snu (Stanisław Michalkiewicz).

Trzeba przy tym pamiętać, że koncesje eksportowe Rosjanie wydali ledwie kilku zakładom i polscy producenci mięsa i wędlin w dalszym ciągu nie są traktowani tak samo jak ich koledzy z krajów ?starej? Unii. To zupełnie nie ten poziom wzajemnych relacji. Ciekawe, że Moskwa najpierw wskazała polskie zakłady, które mogą mięso eksportować, a dopiero potem zniosła embargo ? teoretycznie bez żadnych warunków, a w praktyce jedynie na produkty pochodzące ze wskazanych firm.

 

Kto zyskał, kto stracił

Mało tego. Wartość eksportu polskich warzyw i owoców do Rosji kilka razy przewyższa wartość eksportu mięsa. Embargo na mięso Kreml zniósł, łechcąc tuskowe podgardle dłonią niemieckiej kanclerz, lecz polskich świadectw fitosanitarnych Moskwa nadal nie uznaje, przez co w dalszym ciągu mamy do czynienia z dużo bardziej dla nas kosztownym, choć formalnie przecież nie ogłoszonym, embargiem na eksport warzyw i owoców.

Na wizycie premiera w Moskwie skorzystała Rosja. Polska straciła. Rozmowy bilateralne niczego nie zmieniły. Panowie wymienili uśmiechy ? to znaczy Tusk masowo je wysyłał, a urzędujący prezydent, namaszczony przezeń następca oraz rosyjski premier doceniali je (przy czym Putin doceniał je z kamienną twarzą rasowego kagiebowca). Tym niemniej zapowiadany przełom w dwustronnych stosunkach nie nastąpił i już kilka godzin po powrocie premiera reprezentant Platformy Obywatelskiej stwierdził, że oba kraje pozostały przy swoich stanowiskach.

?A czegoś się, durniu, spodziewał?? ? chciałoby się zapytać. Od początku wiadomo było, że jeżeli z tej podróży ktokolwiek miałby wyciągnąć korzyści, to Putin, starający się na gwałt legitymizować dyktatorską Rosję przed zbliżającą się prezydencką farsą wyborczą. Ze strony Zachodu, mimo uwikłania w interesy gospodarcze, nie mógł na to liczyć. Lecz do tego fragmentu dyplomatycznej gry pt. ?zmiana wizerunku? Polska nadawała się doskonale.

Mało tego: tuż przed wizytą Rosja potrząsnęła knutem. Otrzymaliśmy znaczące sygnały o planach zaostrzenia polityki wobec Polski (pod naszym adresem padły nawet słowa groźby atomowego holocaustu), a w czasie wizyty Putin dał Tuskowi do zrozumienia, żeby nie przesadzał.

Słowa, słowa, słowa

Tymczasem na konferencji prasowej podsumowującej wizytę w Rosji szef rządu RP powiedział: Zapewnienia ze strony przywódców rosyjskich o gotowości do poprawiania stosunków rosyjsko-polskich nie są pustymi deklaracjami.

(...)

Wyświetlony 4579 razy
Więcej w tej kategorii: « Cuda, cuda! Maski Kościoła »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.