wtorek, 27 kwiecień 2010 19:57

Ex oriente lux?

Napisał

Nie usiłuję zatruć źródeł. Lecz pokazać, że są zatrute.

Nicolás Gómez Dávila (1913-1994)

W szeroko pojętych kręgach narodowych i konserwatywnych spotyka się ? i to wcale nie tak znowu rzadko ? pewien schemat myślowy. Wychodzi on od diagnozy cywilizacji zachodniej, ocenianej ? z czym się zresztą zgadzam ? jako upadła i niemożliwa do uratowania. Zachodnia Europa topi się w bagnie własnego nihilizmu ? z niezmąconym samozadowoleniem wyśpiewując peany na cześć demokracji, tolerancji oraz tzw. praw człowieka ? i osiądzie w końcu na jego dnie; w dodatku obszczekuje i kąsa dłonie, które usiłują ją z niego wyciągać. Skoro tak, nie ma sensu reanimować trupa (co więcej, trupa samobójcy): odrodzenie Zachodu nie nastąpi jego własnymi siłami, należy więc zwrócić się w stronę, skąd mogłoby nadejść.

Tu wzrok wielu pada na Wschód, nieskażony ponoć demoliberalnym wirusem. Szczególną życzliwością tych kręgów cieszy się Rosja, postrzegana jako zdolna dostarczyć Europie ożywczego impulsu ? i to w trojakim sensie: duchowego (przezwyciężenie zachodniego materializmu), kulturowego (powrót z ponowoczesnej pustki do wartościowań absolutnych) i państwowotwórczego (w miejsce obecnego demontażu państw narodowych). Rosja jawi się im jako ojczyzna narodu, który nigdy w najmniejszym stopniu nie zaakceptował demokracji i z racji swego kulturowego dziedzictwa jest do tego niezdolny, jako kraj, gdzie patriotyzm ? i to imperialny ? stanowi postawę deklarowaną powszechnie, a nie tropioną i rugowaną przez zawodowych ?antyfaszystów?. Siły prewencji nie chronią tam marszów sympatyków pedałowania, lecz rozbijają je w drzazgi, w czym sekundują im rosyjscy narodowcy. Rosja ma wreszcie odwagę głośno artykułować sprzeciw wobec globalnej hegemonii ?demokratycznego żandarma? ? USA ? jako państwo o imperialnych tradycjach, a zatem z pozycji, które nie mają nic wspólnego z popiskiwaniem antyglobalistów czy lewicowych malkontentów pokroju Joschki Fischera i Jacquesa Chiraca.
Podobnych przyczyn fascynacji krajem Wielkiego Stepu wyliczyć można znacznie więcej. Wszystkie wydają się mieć charakter, by tak rzec, estetyczny, a nie merytoryczny. Czy jednak ożywczych inspiracji mogą dostarczać same tylko wrażenia estetyczne?
Orientacja prorosyjska (nie chcę używać niezbyt wdzięcznego terminu ?rusofilstwo?) ma na pozór w Polsce silne zakorzenienie w przeszłości, a ściślej w koncepcjach obozu narodowego. Endecja przeszła na pozycje przychylne wschodniemu mocarstwu de facto podczas rewolucji 1905 r., co później teoretycznie uzasadnił Roman Dmowski w wydanej w 1908 r. książce Niemcy, Rosja a sprawa polska. Lektura tej zapomnianej dziś pozycji bynajmniej nie dostarcza argumentów współczesnym zwolennikom zwrotu na Wschód. Pan Roman podkreślił m.in., że z Rosją warto się związać przez wzgląd na jej... niższość kulturową, odsuwającą groźbę wynarodowienia Polaków (za prawdziwe zagrożenie dla przetrwania narodu uznał Niemcy ? państwo o silnej, żywotnej kulturze); twórczego wkładu w rozwój kultury europejskiej na pewno się po niej nie spodziewał. Jako główny powód swego prorosyjskiego nastawienia podał tworzącą się w tamtych latach nową międzynarodową koniunkturę, która ? nie wchodząc w szczegóły ? jego zdaniem dawała Polakom realne nadzieje na odzyskanie niepodległości pod warunkiem zawarcia ugody z monarchią carów.
Precyzyjną krytykę argumentacji Dmowskiego przedstawił w wydanej w 1910 r. pracy Sprawa polska wybitny polski konserwatysta, geopolityk Władysław Gizbert-Studnicki (1865-1953). Kilka lat później rozstrzygające wydarzenia potoczyły się dokładnie po myśli tego ostatniego: podczas I wojny światowej własny byt państwowy przywrócił Polakom nie imperator rosyjski, a cesarze Niemiec i Austro-Węgier. Jednak gdyby nawet stało się inaczej, nie należy zapominać, że swą ?grę na Rosję? opierał Dmowski na konkretnej, przemijającej sytuacji polityczno-dyplomatycznej, toteż jego ówczesnej postawy nie można rzutować na zupełnie inne lata późniejsze, nie mówiąc o dniu dzisiejszym. Co zaś do okresu międzywojennego, orientacja prorosyjska nie zdominowała w nim obozu narodowego. Jego radykalne odłamy ? RNR-Falanga, ONR-ABC i Związek Młodych Narodowców/Ruch Narodowo-Państwowy ? nie kryły swego antyrosyjskiego (antysowieckiego) ostrza, tworzące zaś nurt główny Stronnictwo Narodowe zajmowało w sprawie Rosji stanowisko niejasne, zmienne w czasie.
Wracając do jednego z wcześniejszych wątków, nie jest prawdą, że Wschód w przeciwieństwie do Zachodu oparł się demoliberalnej epidemii. Wystarczy spojrzeć na współczesne Indie, zokcydentalizowany kraj Bollywoodu, ukształtowany przez oparty na wzorcach zachodnich, liberalny politycznie i socjaldemokratyczny gospodarczo ruch narodowy. Ile jeszcze mają wspólnego z sakralną cywilizacją indyjską, do której wzdychają dziś rzecznicy tradycjonalizmu integralnego? A Chiny ? opanowane przez zachodni kult prosperity, a wcześniej przez wymyślony na Zachodzie komunizm? No właśnie... Carska Rosja, zwana w liberalnej Europie kozackim reżimem (zwłaszcza przez pismaków z Francji ? państwa o reżimie masońskim), skutecznie obroniła się przed chimerami Wielkiej Rewolucji Antyfrancuskiej: demokracją, parlamentaryzmem, laicyzmem, partyjniactwem etc. Ale później ogarnęła ją pożoga jeszcze gorszej rewolucji. Rewolucji bolszewickiej, która na siedem dekad zacisnęła jej na gardle śmiertelną garotę. I tu dochodzimy do zagadnienia najciekawszego, a zarazem najbardziej drażliwego dla współczesnych sympatyków wschodniego mocarstwa.
(?)
Adam Danek
Wyświetlony 2526 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.