czwartek, 29 kwiecień 2010 18:40

Lepiej deregulować niż dotować

Napisał

Przed wrocławskim sądem toczy się sprawa dotycząca korupcji w polskiej piłce nożnej. Chodzi konkretnie o "drukowanie meczów", jak to określano w kultowym polskim filmie "Piłkarski poker".

Cały sport nie byłby niczym innym, jak taką zabawą dużych dzieci, gdyby nie to, że w grę wchodzą olbrzymie pieniądze. Wszelkie afery korupcyjne, mające na celu zmianę wyniku meczu, właściwie nie szkodzą nikomu spoza grupy sportowców i działaczy, a kibice chyba już dawno przestali wierzyć w jakąkolwiek uczciwość sportu, który na dodatek jest fabryką kalek. Tak więc dlaczego publiczne sądy, opłacane z pieniędzy podatników, zajmują się sprawami korupcyjnymi w sporcie? Jak się sportowcy i działacze nawzajem oszukują, to niech to nadal robią. Jeśli się to komuś nie podoba, to niech odejdzie ze sportu. Dlaczego ja, podatnik, którego kompletnie nie interesują żadne zawody sportowe, mam opłacać sądy zajmujące się nawzajem oszukującymi się panami. A niech się dalej bawią w najlepsze! Co mnie to obchodzi!? Dlatego tym bardziej ani państwo, ani samorządy nie powinny finansować tych brudnych zabaw. Sport powinien być wyłącznie prywatną domeną osób nim zainteresowanych. Dlatego skandalem jest finansowanie z pieniędzy podatników mistrzostw Europy w piłce nożnej Euro 2012. I tym się powinny zająć sądy powszechne, a nie łapówkarskimi aferami, których jedynym skutkiem jest to, że dany mecz wygrała inna drużyna, niekoniecznie gorsza. Nie ma to przecież żadnego znaczenia ani dla rozwoju gospodarki, ani podniesienia jakości życia przeciętnego Polaka. A samozadowolenie kibica nie jest tyle warte, by się tym zajmował wymiar sprawiedliwości.

Jan Krzysztof Ardanowski, wiceminister rolnictwa, cieszy się, że eurosocjaliści z Komisji Europejskiej, na wniosek Polski i Francji, zdecydowali o dopłatach do eksportu wieprzowiny do państw spoza tzw. Unii Europejskiej. Problemem jest niski kurs dolara i wysokie ceny paszy, co powoduje, że wieprzowina produkowana w krajach UE ma wysoką cenę. Jeśli tak, to może należałoby po prostu zakończyć jej produkcję i importować tańszą wieprzowinę z krajów, gdzie tamtejsi rolnicy potrafią ją taniej wyprodukować, a nie znowu sięgać do kieszeni podatników. Można było znieść cła na import zbóż, dlaczego by nie otworzyć granic dla wieprzowiny? Tylko czekajmy, aż pojawią się kolejne afery korupcyjne związane z tymi dotacjami. Takie jak w Bułgarii, gdzie w mieście Ruse zapadł pierwszy wyrok skazujący za malwersację unijnych funduszy. Julian Spasow sprzeniewierzył 20 tysięcy euro z unijnego programu PHARE, a kolejny proces ruszy w Sofii, gdzie grupę biznesmenów oskarżono o wyłudzenie 7 mln euro z programu SAPARD. Tymczasem brukselscy euroidioci poszerzają bazę możliwości korupcyjnych ? wymyślili nowe normy bezpieczeństwa dla osobowych wind, których w samej Polsce nie spełnia 40 tysięcy dźwigów tego typu. Z pewnością wielu użytkowników zamiast zapłacić 100 tysięcy zł za modernizację całkowicie sprawnej i bezpiecznej windy będzie wolało dać kontrolerom choćby i połowę tej sumy w postaci łapówki.
Tymczasem do tego korupcyjnego towarzystwa pchają się kolejne kraje. Unia Europejska otworzyła po dwa rozdziały negocjacyjne w sprawie członkostwa Turcji i Chorwacji, a władze Bośni i Hercegowiny, niezrażone unijnym przeregulowaniem i megafiskalizmem, podpisały umowę o stowarzyszeniu, stanowiącą pierwszy etap na drodze do członkostwa w tej organizacji. Mieszkańcy tych naiwnych krajów już niedługo będą tego żałować, jak okaże się, że ceny różnych towarów pójdą w górę. Na przykład Komisja Europejska proponuje drastyczne ograniczenia emisji dwutlenku węgla przez samochody, co z pewnością podniesie ich ceny. Z kolei w Polsce narzucony przez Brukselę obowiązek korzystania z droższej ?zielonej? energii oraz niskie limity emisji dwutlenku węgla spowodują kilkuprocentowe podniesienie cen elektryczności. Mało tego ? ekoterroryści z Greenpeace twierdzą, że to wszystko za mało, i żądają od eurourzędników większych ograniczeń i limitów! No, ale mądry Turek, Chorwat i Bośniak po szkodzie.
Po podpisaniu tzw. traktatu reformującego, czyli Traktatu Lizbońskiego, na naszych oczach tworzy się już państwo Unioeuropejskie. Węgry jako pierwszy kraj ratyfikowały traktat. Oczywiście, bez referendum. Także władze innych państw, w obawie przed powtórzeniem się scenariusza francuskiego i holenderskiego, kiedy upadł projekt unijnej konstytucji, po kolei rezygnują z referendów w swoich krajach na rzecz ratyfikacji traktatu przez parlament. Tak zrobiły już Niemcy, tak prawdopodobnie będzie w Polsce, a duńskie Ministerstwo Sprawiedliwości wydało ekspertyzę prawną, zgodnie z którą traktat może zostać ratyfikowany przez parlament, co wywołało protesty ze strony wielu partii politycznych i organizacji pozarządowych. Tak rodzi się dyktatura. Dopóki wygrywaliśmy referenda, to należało je robić pod publikę. Jeśli możemy je przegrać, to lepiej ich nie przeprowadzać, wydając ekspertyzy prawne. Oczywiście, nikt nie podnosi głosu, że w ten sposób łamane są fundamentalne zasady demokracji, tak hołubionej w Brukseli. Mamy gorszą sytuację niż w Wenezueli, gdzie Hugo Chavez, komunistyczny dyktator, nie odwołał referendum, które w rezultacie zakończyło się dla niego klęską. I nie zdecydował się na zatwierdzenie nowej konstytucji przez zdominowany przez jego zwolenników parlament.

 

(?)
Tomasz Cukiernik

 

Wyświetlony 4486 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.