czwartek, 29 kwiecień 2010 18:42

Polityka oświatowa państwa nie powinna naruszać terytorium rodziny

Napisała

Rozmowa z prof. Bogusławem Śliwerskim, specjalistą od edukacji alternatywnej, rektorem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi, kierownikiem Katedry Teorii Wychowania UŁ

 

Czy edukacja domowa jest dla Pana formą edukacji alternatywnej?

 

Naturalnie. Edukacja domowa bazuje m.in. na: zastąpieniu specjalistycznego wykształcenia rodziców, jako organizatorów procesu uczenia się, silną więzią emocjonalną z dzieckiem, naturalnym rozpoznaniu jego możliwości rozwojowych, zainteresowań i potrzeb edukacyjnych, udostępnieniu interaktywnych źródeł zdobywania wiedzy (media, Internet), położeniu silnego nacisku na samokształcenie i samodyscyplinę, wzmocnieniu poczucia własnej wartości dziecka, podmiotowemu podejściu do niego i na rzeczywistym dialogu z dzieckiem.

 
Czy sytuacja, w której rodzice, może nawet bez wykształcenia pedagogicznego czy dyplomu studiów wyższych (to akurat zdarza się w Polsce bardzo rzadko) będą sami uczyć własne dzieci powoduje jakieś zagrożenia?
Wykształcenie rodziców czy prawnych opiekunów dziecka nie jest bezpośrednim czynnikiem zagrażającym realizacji w edukacji domowej powyższego obowiązku. W tej formie mogą kształcić własne dzieci także rodzice mający nawet podstawowe wykształcenie. Poziom wykształcenia rodziców nie może być czynnikiem rozstrzygającym o ich prawie do zapewnienia edukacji własnemu dziecku, a tym bardziej już nie można żądać od rodziców posiadania kwalifikacji pedagogicznych czy nauczycielskich, gdyż istotą tej formy edukacji jest właśnie poszanowanie naturalnych praw rodziców do właściwego zatroszczenia się o własne dzieci, a to oznacza ? niekoniecznie z ich wyłącznym udziałem. Tacy rodzice mogą przecież angażować w tę edukację innych, nieprofesjonalnych czy profesjonalnych, nauczycieli, także rodziców z osobistego kręgu zaufania. Najważniejsze jest to, by dziecko mogło uzyskać wiedzę i umiejętności, dzięki którym będzie mogło kontynuować własną edukację w dowolnym czasie i w dowolnym typie instytucji edukacyjnych. To, kto się przyczyni do ich pozyskania, musi być całkowicie pozostawione decyzji rodziców. To rodzice są pierwszymi i jedynymi naturalnymi ?właścicielami? praw ich dziecka do rozwoju, w tym do jego jak najlepszej edukacji.

 

Czy poparłby Pan proponowaną przez środowisko edukacji domowej formę egzaminów co trzy lata, zgodną z cyklem edukacyjnym opisanym w podstawie programowej?
Jestem zdecydowanym zwolennikiem regulowania procesu weryfikującego osiągnięcia edukacyjne dziecka zgodnie z istniejącym w naszej, powszechnej edukacji 3-letnim rytmem, a więc po etapie trzyletniego cyklu kształcenia zintegrowanego, na poziomie sprawdzianu po szkole podstawowej, na poziomie egzaminu gimnazjalnego i maturalnego. W wyniku edukacji domowej rodzice mogliby sami decydować, w którym momencie ich dziecko miałoby przystąpić do powyższych egzaminów. Ta forma edukacji stwarza najkorzystniejsze warunki do indywidualizacji, a tym samym i wcześniejszego nawet wywiązania się ucznia z obowiązujących go na danym poziomie standardów wykształcenia.

 

Czy edukacja powinna być w ogóle objęta obowiązkiem?
Zależy, jak rozumianym obowiązkiem. W moim przekonaniu korzystne jest, gdy ten obowiązek dotyczy państwa, a nie jego obywateli, tak jak to jest w Danii. Wówczas to władze publiczne są zobowiązane do stworzenia jak najkorzystniejszych warunków, rozwiązań do uczenia się przez dzieci i młodzież, obywatele zaś mogą egzekwować jakość usług, które są przecież finansowane z ich podatków.

 

Czy to dobrze, że władza (po raz kolejny i zapewne nie ostatni) obniża wiek przystąpienia do realizacji przymusu szkolnego?
Gdyby obowiązek edukacyjny spoczywał na władzy, to rodzice wraz ze swoimi pociechami mogliby sami decydować, kiedy, w jakim okresie życia nie tyle organizować im edukację, gdyż ta rozpoczyna się już wraz z przyjściem dziecka na świat, ale w jakim momencie zgłaszać dziecko do egzaminu zewnętrznego. Obniżanie wieku przymusu szkolnego wiąże się z polityką oświatową państwa, a ta w żadnej mierze nie powinna naruszać terytorium rodziny zainteresowanej wyłącznością troski o swoje dziecko.

 

Czy w Polsce potrzebne jest w ogóle Ministerstwo Edukacji?
Jest potrzebna instytucja profesjonalistów, menedżerów i prawników oświatowych, sprawnie lobbująca na rzecz właściwych rozwiązań prawnych w (i dla) edukacji oraz zarządzająca środkami publicznymi. Natomiast zupełnie nie jest potrzebna ?czapa ideologiczna?, składająca się z kilkudziesięciu urzędników, najczęściej dublujących role regionalnego nadzoru pedagogicznego, a troszczących się o wpływy światopoglądowe partii politycznych, które wyniosły ich do tych stanowisk. Nie jest zatem potrzebne ministerstwo edukacji rozumiane jako nadzór ideologiczno-polityczny. Od tego są standardy kształcenia, obowiązujące w kraju podstawy programowe, by w toku edukacji nie został naruszony interes wartości narodowych.

 

W jaki sposób uniezależnić instytucję złożoną z profesjonalistów od nacisków władzy? A z drugiej strony jak uniknąć sytuacji, w której grupa takich profesjonalistów zacznie forsować własną ideologię?
Taka instytucja musiałaby być poddana kontroli parlamentarnej i rozliczana przez Sejm RP. Wówczas musiałaby troszczyć się o dobro wszystkich dzieci w kraju, a nie o zabezpieczanie ideowych interesów zwycięskiej partii politycznej. Wymagałoby to jednakże dodatkowo uniezależnienia się środowiska nauczycielskiego od władz państwowych i oświatowych poprzez powołanie samorządu zawodowego nauczycieli. Dzięki temu nastąpiłoby odcięcie od wpływów politycznych także oświatowych związków zawodowych, które przecież realizują tę samą ideologię polityczną, co adekwatna do nich partia polityczna. Gdy jest u władzy partia konserwatywna, to natychmiast w opozycji do niej jest środowisko ZNP, a jak u władzy jest lewica, to uruchamia swoje struktury działań opozycyjnych Sekcja Oświatowa NSZZ ?Solidarności?. Te gry i manipulacje się nigdy nie skończą, jeśli nauczycielstwo, jako jednolite środowisko zawodowe, profesjonalne, nie stworzy własnej korporacji i nie zacznie stawiać władzy żądań, których charakter musiałby wynikać tylko i wyłącznie z możliwości jak najefektywniejszego realizowania przesłań własnej profesji, a nie angażowania się w politykę i grę o władzę.

 

Czy muszą istnieć szkoły publiczne?
Nie muszą istnieć, o ile władze publiczne zapewnią odpowiednimi regulacjami prawnymi bezpłatny dostęp do edukacji wszystkim dzieciom i młodzieży aż do poziomu szkoły wyższej, bez względu na status społeczny i materialny ich rodzin. Państwo może realizować publiczną misję poprzez struktury szkolnictwa publicznego, jak i tylko szkolnictwa niepublicznego. Szkoły mają włączać dzieci i młodzież w symboliczną i materialną kulturę tego świata, a nie z niej wykluczać. Tymczasem dzisiaj mamy 99,9% szkół publicznych w Polsce, w których w zdecydowanej większości dochodzi do wykluczania części uczniów z procesu edukacji i własnego rozwoju, i to za pieniądze podatników. Mamy ponad 30% nauczycieli totalnie wypalonych w zawodzie, nienawidzących miejsc pracy i tych, którym powinni służyć swoją wiedzą oraz troską. Cóż to zatem za przywilej społeczny i kulturowy uczęszczać do szkoły, w której trafiają się tacy nauczyciele?

 

Uczestniczy Pan w wielu różnych konferencjach pedagogicznych. Czy przedstawiciele władzy korzystają w jakiś wymierny sposób z takich konferencji? Czy są na nie zapraszani?
Władze oświatowe ? zarówno centralne, jak i terenowe zapraszane są regularnie przez organizatorów naukowych konferencji pedagogicznych, ale osobiście nie doświadczyłem sytuacji, by ? jeśli nawet przedstawiciele władz wzięli w nich udział ? wytrwali dłużej, niż wynikało to z oficjalnej, uroczystej części otwarcia obrad. Nie mogę jednak twierdzić, że nie korzystają z materiałów pokonferencyjnych czy z publikacji naukowych naszego środowiska na temat edukacji czy szeroko pojmowanej oświaty. Mam nadzieję, że jednak coś czytają i podnoszą swoje kwalifikacje.

 

Jak ocenia Pan realne korzystanie rodziców z dwóch praw konstytucyjnych:
? z prawa do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami, z uwzględnieniem wolności jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania,
? oraz prawa wolności wyboru przez rodziców szkół innych niż publiczne?
Jeśli chodzi o pierwsze prawo, to jest ono w Polsce respektowane przez sam fakt istnienia alternatywnych form i modeli alternatywnego kształcenia. W szkolnictwie publicznym prawo to jest jednak łamane odpowiednio do wprowadzanej przez zmieniającą się po każdych wyborach parlamentarnych władzę w resorcie edukacji, a tym samym także w nadzorze terenowym.
Natomiast drugie prawo jest w pełni respektowane w naszym kraju. Jedyny problem to woluntaryzm niektórych dyrektorów szkół, pozbawiający prawa rodziców do edukacji domowej.

 

Dziękuję za rozmowę.
Pytała Natalia Dueholm

 

Wyświetlony 4399 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.