czwartek, 29 kwiecień 2010 19:50

Polskie tropy w Ameryce (XI) Żywioł polski zaczyna się organizować w Ameryce

Napisane przez

Dzieje Polaków w Stanach Zjednoczonych w wieku XIX można zobrazować zderzając dwie sytuacje: niemal do połowy tego stulecia składają się na nie losy wcale licznych, wybijających się indywidualności, postaci należących z zasady do świata inteligencji. To podróżnicy, inżynierowie, naukowcy bądź ludzie pióra, choćby tacy jak Feliks Paweł Wierzbicki, który trafiwszy do Kalifornii, spisał swoje wędrówki po tym stanie i wydał tam w postaci książki, która do dziś jest klasykiem. Podobnie Aleksander Hołyński, który pracował w tak poszukiwanym wówczas zawodzie mierniczego i dzięki temu przemierzył słoneczny stan tam i wszerz, trafiając również do Teksasu (i nie omieszkał swojej wiedzy przelać w publikację, wydaną w Brukseli, w roku 1853). Kazimierz Stanisław Gzowski porwał się nie tylko na skonstruowanie mostu nad rwącą Niagarą, położył także wielkie zasługi w stworzeniu sieci kolejowej na tamtej części Stanów i w Kanadzie. Wszyscy oni należeli do politycznej emigracji z Królestwa po upadku powstania listopadowego. Dramatyczne wydarzenia Wiosny Ludów, a potem powstania styczniowego przyczyniły się tylko do powiększenia nowej fali emigracyjnej w sposób znaczący. Do Ameryki trafił m.in. dyktator powstania krakowskiego z 1846 r., Jan Tyssowski, wywołując swoją osobą liczne kontrowersje w niektórych środowiskach, w jeszcze większym stopniu czynił to uzdolniony, choć skrajny w poglądach, hr. Adam Gurowski. W Nowym Jorku przebywał też Kamil Cyprian Norwid, ale nie zagrzał tu długo miejsca, nie mogąc się zupełnie zaadaptować do warunków i stylu życia w Stanach.

 

Czas po wojnie secesyjnej, a więc druga polowa XIX wieku przynosi obraz całkowicie odmienny. Emigracja z dawnych terenów Polski (wciąż pod zaborami) dynamicznie zacznie narastać, niczym tocząca się i nabierająca ciała śniegowa kula, a jej struktura zmieni się nie do poznania. Zacznijmy od wiele mówiącej statystyki: w roku 1860 w Stanach było zaledwie 30 000 Polaków, w następnym dziesięcioleciu ich liczba wręcz się podwoiła, by osiągnąć już w latach 80. zaskakującą liczbę ? pół miliona! W 1890 r. Polaków był już milion, w r. 1900 dwa miliony, a w 1910 trzy miliony. Ta tendencja widoczna będzie również po zakończeniu I wojny światowej, aż do lat 20., kiedy to masowa emigracja z Europy zostanie praktycznie zahamowana za sprawą surowych przepisów, ograniczających napływ ludności. U progu lat 30., w efekcie wybuchu kryzysu ekonomicznego w Ameryce, a nastania niepodległości w kraju, zainteresowanie emigracją zacznie się wręcz odwracać. Daleko więcej Polaków z rodzinami zdecyduje się wtedy na powrót do kraju, niż myśleć będzie o emigrowaniu do Ameryki, a chodzi o ludzkie rzesze liczone już nie w dziesiątkach, a w setkach tysięcy osób. Wciąż w latach międzywojennych Polonia amerykańska szacowana będzie na cztery miliony naszych rodaków. Ciekawy pozostawał także inny fakt: ta wielka fala ludzka, głównie z Małopolski i Wielkopolski, daleko mniejsza z Kongresówki, obejmowała przede wszystkim ubożejące i ekonomicznie dotknięte przez fale przemian uwłaszczeniowych środowiska chłopskie, w obliczu postępujących też represji politycznych. Przywożący ze sobą nader skromny stan posiadania (szacowany na zaledwie 13 dolarów na osobę, na przełomie wieku, podczas gdy Czesi przyjeżdżali tu z dwukrotnie większa ilością ?kieszonkowego?, Niemcy czterokrotną, a Anglicy z reguły z 40-krotną!) nader ostrożnie stawiali pierwsze kroki na nowej ziemi.
Podczas gdy inne nacje odważnie kierowały się od razu w głąb kraju i ruszały na daleki Zachód, wierząc w szansę swojego startu od nowa, Polacy z reguły zatrzymywali się na Wybrzeżu Wschodnim, najwyżej podążali do Pennsylwanii bądź Ohio, słynnych wówczas z otwartego rynku pracy w przemyśle ciężkim, traktując już Mid West czyli Detroit, Chicago, Indianę za cel ostateczny. Wszystko to zdefiniowało charakter i styl życia ówczesnego ?żywiołu polskiego?, który kurczowo trzymał się swoich i nie myślał o żadnym indywidualnym ?podbijaniu Ameryki?. Uderzającą cechą grupy tamtych polskich emigrantów stało się tylko dalsze powiększanie istniejących już skupisk, najchętniej przy ustabilizowanych już kościołach parafialnych, w tradycyjnych dzielnicach, utworzonych przez poprzedników. Właśnie parafia polska okaże się typową formacją, wokół której rozwijać się będzie z końcem XIX wieku w Ameryce całe życie napływowej społeczności. Kościoły polskie, budowane wtedy wręcz w zdumiewającej liczbie, staną się ?fortecami polskości?. Nie tylko centrum życia religijnego, życiowego poradnictwa, także edukacyjnej, kulturalnej, a z czasem i politycznej działalności całej grupy. Nie trzeba dodawać, że w tej sytuacji naturalnymi liderami polskich środowisk emigracyjnych stali się księża, na których pomoc i wsparcie w ogromnym stopniu liczyli nowo przybyli.
Przykład osady Panna Maria w Teksasie (i wielu jej podobnych), w której inicjatorem przyjazdu i przywódcą emigrantów po ich przybyciu był ich duszpasterz, ilustrował doskonale ten wzór. Przejście ogromnych polskich mas emigracyjnych pod skrzydła tutejszego Kościoła da w ręce działających wśród nowo przybyłych zakonów, księży zmartwychwstańców czy chrystusowców, niespotykaną wcześniej władzę i publiczny autorytet. Praktycznie cała struktura środowisk emigranckich w drugiej połowie i z końcem XIX wieku opierać się zacznie na rosnących jak grzyby po deszczu polskich parafiach. W roku 1870 wymienia się 17 takich placówek, w dziesięć lat potem będzie ich już 75, w 1890 mówi się wręcz o 170, w roku 1900 zaś o 390! W nowym stuleciu będzie działać już 500 polskich kościołów, ale po I wojnie światowej będzie ich wręcz 800! Wszystko to dokonywać się pocznie w zasadniczym kontraście do niedawnej jeszcze tradycji życia patriotycznego całej grupy, której ton nadawali (co najmniej do połowy tamtego stulecia) emisariusze krajowych stronnictw politycznych, bądź ich wyznaczeni reprezentanci (tacy jak Henryk Kałusowski, reprezentujący rząd powstańczy w Warszawie), a więc inteligencja patriotyczna, pochłonięta głównie pasją mobilizowania pomocy zza Oceanu dla krajowych struktur podziemnych i militarnych, a w konsekwencji, kolejnych zrywów powstańczych.
Model ten widzimy na przykładach pierwszych polskich organizacji i gazet, jakie starały się nadać ton emocjom rodaków żyjących w Ameryce w połowie XIX stulecia. Za pierwszą narodową organizację polską w Stanach Zjednoczonych uchodzi założone w marcu 1842 r. w Nowym Jorku Stowarzyszenie Polaków w Ameryce, którego inicjatorami byli uczestnicy powstania listopadowego na emigracji: W. Lange, Henryk Pajęcki i Henryk Kałusowski. Za swój cel stawiali oni ?braterstwo i wzajemną pomoc?, ale rychło, publikując polityczne broszury i organizując obchody rocznicy powstania, ujawnili sens podjętej działalności. Zmierzali do powszechnego pozyskania sympatii dla sprawy polskiej i zmobilizowania pomocy dla przyszłych inicjatyw, na które nie trzeba było długo czekać. W dziesięć lat później wielu z tamtych aktywistów znajdujemy w składzie kolejnej formacji, jaką było Towarzystwo Demokratyczne Wygnańców Polskich w Ameryce, z którym związani byli zarówno Henryk Kałusowski, Paweł Sobolewski, jak i Ludwik Żychliński. Ich swoistym organem stały się ?Echa z Polski?, własne czasopismo mające informować ?rozsypanych po całym obszarze Ameryki emigrantów? o wypadkach w dalekiej ojczyźnie?, co służyć miało także ich mobilizacji w przypadku zbiórek pieniężnych. Działali oni w pełnym porozumieniu z rządem powstańczym w r. 1863, ale fakt, że w tym samym czasie Ameryka rozdarta była wojną secesyjną, zdecydowanie utrudniał im skuteczniejsze oddziaływanie na społeczeństwo tego kraju, poza własnymi emigrantami.
(?)
Wojciech A. Wierzewski
Wyświetlony 2865 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.