środa, 17 marzec 2010 09:49

Cenzorzy mają się świetnie

Napisane przez

Pokonanie totalitaryzmu miało przynieść m.in. powszechną dostępność książek, których druk był przez komunistów zakazany. Okazało się jednak, że główni beneficjenci przemian zapoczątkowanych okrągłostołowym hochsztaplerstwem potrafili na wolność słowa nałożyć kaganiec nie mniej skuteczny od PRL-owskiego aparatu cenzury. W jakiejś części jest to wynikiem gorzkiej prawdy, że architekci Trzeciej Rzeczypospolitej nie do końca rozstali się ze stanowiącą treść ich młodości marksistowską ideologią.

 
O mentalności dominującej w szerokim kręgu Tadeusza Mazowieckiego dobitnie świadczą dzieje sprawy Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk. W czasie, gdy analogiczne instytucje w Czechosłowacji, na Węgrzech i we wschodnich Niemczech nie istniały już w jakiejkolwiek postaci, ?nasz? rząd w projekcie budżetu na rok 1990 przewidywał dalsze funkcjonowanie cenzury. Sądząc po planowanym podniesieniu nakładów na jej potrzeby można wnosić, że zakładano nawet rozwój tej instytucji. Adekwatna do mentalności tego, przekonanego o swej wyjątkowości, towarzystwa była jakość jego sumienia ? pozwalającego tuczyć siepaczy wolności, równocześnie przyjmując datki od społeczeństwa, niejednokrotnie w postaci rodowych sreber, ofiarowywanych w ramach wspierania pierwszego ?niekomunistycznego? rządu. Przypomnijmy, że w Polsce, kraju który dał światu Solidarność, jako pierwszy przystąpił do demontażu imperium i w dominującym stopniu do rozbicia radzieckiego molocha się przyczynił, cenzurę zniesiono wyjątkowo późno. Przejmowanie władzy przez środowisko potrafiące obłożyć i tak wybiedniałe społeczeństwo ogromnymi ciężarami, równocześnie nie szczędząc grosza dla reżimowych dygnitarzy, cenzorów, szpicli, oprawców świadczyło o tym, że kraj raczej wchodził w nową fazę fałszu, niż wyzwalał się z wszechwładzy kłamstwa. Wciąż wiele wskazuje na to, że nie mieliśmy do czynienia z odbudową wolnej Polski, lecz z transformacją sowieckiej kolonii w PRL?bis.
 
Dobitnym tego przykładem są dzieje literackiej spuścizny Józefa Mackiewicza. Wszyscy, którzy zaznali realiów życia w tzw. Polsce Ludowej, doceniać muszą zakres dzisiejszych swobód. Nie godzi się jednak przymykać oczu na smutny fakt, że w naszej ojczyźnie znaczna część wypowiedzi na temat spraw ważnych dla wszystkich jest z przestrzeni społecznej rugowana, skazywana na wegetowanie na marginesie życia publicznego. Struktura własności środków przekazu ciągle charakteryzuje się dominacją zwartego środowiska o rozległych, wspólnych interesach. W tym zakresie cała nadzieja w niewidzialnej ręce rynku, o ile ręka ta w jeszcze większym stopniu nie zostanie zastąpiona łapą uzurpatorów do rządu dusz, jakże dalece dziś pojednanych z kastą uwłaszczonej nomenklatury.
 
Nawet miłośnikom zbratania z byłymi namiestnikami Kremla powinno dać do myślenia istnienie dziś w Polsce, zadekretowanych sądowym wyrokiem, kategorycznych zakazów publikowania wielu książek. Ofiarą takiego, prawomocnie wydanego przez sąd Rzeczypospolitej Polskiej orzeczenia, jest twórczość powieściowa jednego z najwybitniejszych prozaików XX w. W opinii bardzo wielu historyków i krytyków literatury twórczość Józefa Mackiewicza, kandydującego niegdyś do Nagrody Nobla, jest niezbywalną częścią naszej kultury narodowej. W latach 1971-72 londyńskie ?Wiadomości?przeprowadziły ankietę, mającą na celu wskazanie najwybitniejszego polskiego literata współczesnego. Niekwestionowanym zwycięzcą okazał się właśnie autor Nie trzeba głośno mówić. W 2003 r. podobną sondę zorganizował ?Tygodnik Solidarność?. Wśród kilkudziesięciu pretendentów Mackiewicz zajął piąte miejsce, nieznacznie ustępując jedynie Herlingowi-Grudzińskiemu, Gombrowiczowi, Herbertowi i Miłoszowi. A przecież utwory tego pisarza publikowały wyłącznie bardzo nieliczne wydawnictwa emigracyjne i podziemne! W tzw. wolnej Polsce jego książek drukować nie wolno wcale, co w zasadzie jest równoznaczne z tym, że Polakom zakazuje się je czytać. Odpowiedź na pytanie dlaczego? znajduje się w pracy Grzegorza Eberhardta Pisarz dla dorosłych ? książce pasjonującej, budzącej zdumienie, począwszy od formy po rozmiar zawartych w niej, mało znanych informacji. Wyjątkowość jej polega też choćby na tym, że przynależy ona równocześnie do kilku gatunków, a w każdym jest świetna. Jako dzieło naukowe, opiera się na ogromnym, różnorodnym materiale źródłowym. Autor spenetrował zakamarki prywatnych archiwów, wydobył unikaty z biblioteki w Rapperswillu, dotarł do nieznanych rękopisów. Dzieje Mackiewicza i jego dorobku przedstawił w bogactwie perspektyw, przy czym opis ten nie ma nic wspólnego z typowym pokłosiem filologicznych dociekań. I wyjątkowość tematu, i jakość pióra, a także dobór cytatów, mogących służyć jako skrzydlate słowa,sprawiły, że czyta się to jak sensacyjną literaturę faktu, tyle że bardzo pogłębioną i często dotyczącą dnia dzisiejszego.
 
Opowieść Eberhardta prowadzi przez mnóstwo wątków, składających się na polskie doświadczenie historyczne nie tylko z czasów współczesnych Mackiewiczowi, ale i ostatnich dziesięcioleci. Z bogactwa kontekstów wyłania się m.in. mechanizm sprawczy postkomunistycznego socjologicznego i moralnego chaosu. W zasadniczej części wynika on, oczywiście, z półwiecza totalitarnej degrengolady. Opozycjoniści wywodzący się z PZPR-owskiego matecznika także po przejściu do odmienionej roli społecznej działali według bolszewickich schematów. KOR-owska lewica nie była zdolna w innych środowiskach dostrzec sprzymierzeńców, lecz jedynie konkurencję. Wywodzący się bezpośrednio z ideowej warstwy partii komunistycznej największą niechęć żywili wobec jednoznacznych przeciwników ustroju. Wybitni literaci, którzy nigdy nie uwikłali się w sowietyzację kraju, jak Józef Mackiewicz czy Zbigniew Herbert, stanowili dla nich wyrzut sumienia. Samym swym istnieniem obnażali małość pretendentów do wielkości. Nie inaczej ci konstruktywni opozycjoniści w latach osiemdziesiątych postępowali wobec organizacji przerastających kręgi dysydenckie swym rozmiarem i śmiałością dalekosiężnych programów. W celu budowania własnej pozycji, bez przebierania w metodach, dążono do marginalizacji Solidarności Walczącej czy zdyskredytowania bezkompromisowego orędownika etycznego maksymalizmu, jakim był Zbigniew Herbert. W projekcie przemian, polegających na uprzywilejowaniu byłych właścicieli Polski Ludowej i puszczeniu w niepamięć nawet najświeższych zbrodni, twórczość Józefa Mackiewicza, jak widać, miała odejść w całkowity niebyt. Zapewne zbyt wysoko stawiała poprzeczkę moralnych wymogów. Przy standardach wynikających z tej literatury gasła pozłota miernot, kreowanych na autorytety, dla których wzniesiono już cokoły niezasłużonych pomników.
 
Życie i dzieło autora Kontry stanowi główną oś Pisarza dla dorosłych. Wokół niej roi się jednak od przeróżnych kontekstów, rzucających nowe światło na wiele wydarzeń, których następstwa stanowią o kształcie naszej dzisiejszej rzeczywistości. Trudno o książkę równie bogatą w fakty ważne, a mało znane. Dla interesujących się współczesną Polską jest to więc lektura obowiązkowa.
 
G. Eberhardt, Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu. Wydawnictwo Lena. Biblioteka Solidarności Walczącej, Wrocław 2008
 
Wyświetlony 2714 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.