środa, 17 marzec 2010 14:41

Pies gończy III RP

Napisane przez

Najwyraźniej Adam Michnik od czasu do czasu musi zrzucić, co wątrobę nadto mu uciska, z charakterystyczną dla siebie swadą plotąc bezrozumnie o sprawach, które coraz częściej go przerastają. O dziwo, także intelektualnie.

 

Przed rokiem była to ?Modlitwa o deszcz?, noszący znamiona wykładu tekst opublikowany na łamach ?Gazety Wyborczej?, a w wersji skróconej także w ?El Pais?, hiszpańskim dzienniku znanym z antypolskich fobii (wówczas Adam Michnik wzdychał do starych, dobrych czasów III RP). Na początku lipca czytelnicy ?Gazety Wyborczej? mieli okazję obserwować bezpardonowy atak na autorów książki poświęconej nieznanym wątkom biografii Lecha Wałęsy. Atak upozorowany na polemikę, a w istocie będący ? by posłużyć się frazeologią rodem z GW ? erupcją wściekłej, zoologicznej nienawiści do Sławomira Cenckiewicza, Piotra Gontarczyka i im podobnych.
 
W sumie jakakolwiek polemika z ?tezami? artykułu zatytułowanego ?Zła przeszłość i psy gończe, czyli odpieprzcie się od Wałęsy? byłaby nierozsądna i naprawdę nie byłoby o czym wspominać, boć w eseju Michnika rzeczowości tyle, co kot napłakał (a i skomplikowanie intelektualne na poziomie odkurzacza), gdyby nie ponadprzeciętna, nawet jak na tego autora, egzemplifikacja nienawiści do historyków Instytutu Pamięci Narodowej, wyrażona aroganckim, momentami wręcz wulgarnym językiem ? świadectwem sam tytuł. Swój tekst Michnik zamknął również identyczną, zmodyfikowaną o nazwisko frazą, znaną z jego występu w obronie Wojciecha Jaruzelskiego.
 
Kim jest pętak
Pomiędzy tytułem a podpisem autora jest znacznie gorzej. Michnik atakuje impertynencko, w absolutnie nieuprawniony sposób. Niemal każde jego stwierdzenie woła o minimum uzasadnienia. Choćby takiego, że autorzy źle zinterpretowali to i to, a przecież powszechnie wiadomo, że to i to. Że Cenckiewicz z Gontarczykiem nie wzięli pod uwagę tego i tego, bo przecież to i to. Że nie mają racji, twierdząc tamto, ponieważ X wykazał, a Y potwierdził, że... i tak dalej, i tak dalej. Jak ktoś słusznie zauważył, zamiast powyższego ciągu argumentów, w tekście Michnika mamy dosadne orzeczenia w rodzaju: Trzeba być pętakiem, by nie zdawać sobie z tego sprawy.
 
Co należy podkreślić, zamysłem Michnika nie jest debata z adwersarzami. Nie idzie o wytknięcie błędów, ale o takie konstruowanie zdań, by ? wykorzystując efekt cepa ? zastraszyć przeciwników, a w dalszej kolejności zdezawuować ich samych oraz ich pracę. Odesłać przeciwnika w charakterystyczne dla tego środowiska ?zamilczenie na śmierć?.
 
Oto klasa polemiczna idola michnikowszczyzny. Zamiast wyjaśnić, że nie zgadza się z oponentami, ponieważ tu, tu, tu i tu się mylą, a mylą się, ponieważ to, to, to i to ? zamiast tego leje wiadro pomyj, nie troszcząc się o eksplikację swego plugastwa.
 
Ponieważ nie sposób zarzucić Michnikowi niedostatku inteligencji, zatem albo ta inteligencja odebrała mu rozum, albo swych apologetów i zwolenników, w tym czytelników ?Gazety Wyborczej?, ma on za skończonych kretynów. Mógł milczeć, jednak postąpił jak byle pętak. Zabrał głos, nie mówiąc nic rzeczowego. Dla publicysty to więcej niż zbrodnia, to błąd. A to, gdyż uświadamia czytelnikom, że ów publicysta warsztatową rzetelność i przyzwoitość ma tam, skąd nogi mu wyrastają.
 
Udusić prawdę
Krytyk filmowy i publicysta, Krzysztof Kłopotowski, przeczytawszy szyderstwa Michnika, zapytał: Kim jest dzisiaj Adam Michnik, były bohater narodowy Polaków, protektor Maleszki, żeby lżyć polskich patriotów? W pełni zasadna odpowiedź, jakiej Kłopotowski udziela, brzmi: pewnie przypuszcza, że może sobie na wszystko pozwolić dzięki temu, że był podziwianym opozycjonistą za czasów komuny, natchnieniem mnóstwa ludzi. Dziś mocno się przecenia. Roztrwonił kapitał bohatera, stając się zakładnikiem fałszu. Roztrwonił także kapitał publicysty, używając prawników do wyciszania swoich polemistów. Aż stał się gazetowym krzykaczem.
 
Nic ująć, a i dodawać nie ma czego. Tak to właśnie jest: niektóre umysły, niczym ekspresy, mkną tak szybko, iż trudno zauważyć, że są puste. Ale w końcu trzeba zauważyć i to: prócz pustosłowia oraz nienawiści do każdego, kto waży się kwestionować jego werdykty, w umyśle Michnika nie ma już nic. Nic godnego epitafium. Dlatego wołaniem na puszczy wydaje się apel, by Adam Michnik czym prędzej udał się po rozum do głowy ? i by tym razem nie wrócił z niczym.
 
Zresztą kto chce, niech woła. Po mojemu, to strata czasu. Stąd powtórzę jedynie, co pisałem wiele miesięcy temu: owszem, w wolnym kraju Adam Michnik ma prawo wypisywać dowolne głupstwa i wedle uznania manipulować opinią publiczną, a byle idiota może przyznawać naczelnemu redaktorowi ?Gazety Wyborczej? rację, bić swojemu guru pokłony oraz zachwycać się jego bredniami. Warto jednak pamiętać, że Michnik nie pisze prawdy. Przeciwnie, on perfidnie zmyśla, on dusi prawdę słowami!

(...)

Wyświetlony 5244 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.