poniedziałek, 05 kwiecień 2010 21:01

Wenezuelskie Karaiby

Napisał

Karaiby w Wenezueli to nie tylko zatłoczona i brudna wyspa Margarita, na którą zapraszają liczne polskie biura podróży. Proponuję udać się bardziej na zachód, by poznać dziksze i mniej "turystyczne" rejony wenezuelskiego wybrzeża Morza Karaibskiego.

 

Słońce w położonej blisko równika Wenezueli przez cały rok jest niemiłosierne od samego rana. Już przed godziną dziewiątą rtęć w termometrze dochodzi do 30 kreski. Mimo tak sprzyjających warunków pogodowych naszym celem nie jest leniuchowanie na plaży, lecz zwiedzanie okolicy. Dlatego wyruszamy starym samochodem toyota land cruiser na całodniową wycieczkę na półwysep Paraguana. Jedziemy z Norweżką, Dunką i parą z Brazylii, a kierowcą jest Francuz mieszkający na Karaibach od lat. Najpierw dojeżdżamy do znajdującego się u nasady półwyspu Parku Narodowego Medanos, gdzie wędrujemy po piaszczystych wydmach. Z każdym krokiem piasek coraz głębiej wdziera się w nasze buty, jednak nie zrażamy się tym, bo widoki są wspaniałe. Tylko w oddali widać niektóre wyższe budynki i elektryczne instalacje miasta Coro.
 
Z wydm jedziemy do malutkiej i sennej miejscowości Santa Ana, gdzie przy Plaza Bolivar z obowiązkowym pomnikiem Simona Boliwara, południowoamerykańskiego wyzwoliciela szczególnie mocno czczonego w Wenezueli, znajduje się XVII-wieczny kościół, którego białe ściany wspaniale kontrastują z błękitnym, bezchmurnym niebem. Francuz skombinował gdzieś klucz i dzięki temu weszliśmy na wieżę świątyni, która zazwyczaj jest zamknięta. Z góry rozpościera się widok na cały półwysep, w tym na najwyższy jego szczyt ? górę Santa Ana o wysokości 830 m n.p.m. Wokół Placu Boliwara stoją typowe jak na Amerykę Południową kolorowe domy: żółto-czerwone, niebiesko-białe czy pomarańczowe. Jeden z nich ? dwupiętrowy, ale odrapany budynek ? był nawet na sprzedaż, o czym informowała zielona kartka zawieszona na czarnej kracie w drzwiach. Następnie jedziemy do Rezerwatu Biologicznego Montecano. Podczas jazdy w wiekowym aucie zepsuł się układ kierowniczy, ale na szczęście nic nie jechało z przeciwka, bo w przeciwnym razie mielibyśmy czołowe zderzenie. Francuz prowizorycznie nareperował samochód drutem zerwanym z pobliskiego płotu i podwiózł nas do rezerwatu. Ponad godzinę chodziliśmy po dżungli z wielkimi kaktusami, widzieliśmy zielone i niebieskie iguany, niedużego węża veruca, a także wielką włochatą tarantulę, której ukąszenie, wbrew powszechnej opinii, nie jest dla człowieka zbytnio niebezpieczne. Na koniec zwiedziliśmy budynek, w którym jest minimuzeum z miejscowymi okazami. Czekając na naprawę auta, wpisaliśmy się do księgi gości.
 
Kolejnym etapem wycieczki była laguna Boca del Cańo, gdzie z daleka można było obserwować różowe flamingi i czerwone ibisy. Niestety, odległość do tych ptaków była tak duża, że aby je lepiej zaobserwować, konieczne było użycie teleobiektywów w aparatach fotograficznych. Stamtąd pojechaliśmy dalej, by zobaczyć saliny nad Morzem Karaibskim ? Salina de Cumaraguas, gdzie uzyskuje się sól z wody morskiej. Co ciekawe, kiedy jest niski poziom wody, to ze względu na kolor podłoża woda w salinach jest koloru fioletowego. Ostatnim punktem wycieczki była rybacka miejscowość Adicora, gdzie poszliśmy na plażę pod palmami, gdzie chętnie odpoczywają zarówno turyści, jak i miejscowi. Plaża jest tak niezwykła, że wielu miłośników opalenizny pozostaje tu na wiele tygodni. A trzeba pamiętać, że sezon na plażowanie w Wenezueli trwa przez okrągły rok. W drodze powrotnej udało nam się zaobserwować zachód słońca nad zatoką Coro.
 
Następnego dnia postanowiliśmy zwiedzić kolonialną starówkę Coro, która w 1993 roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO. Nie robi ona oszałamiającego wrażenia, ale przynajmniej wyłączona jest z ruchu samochodowego, więc nie wdycha się śmierdzących spalin z jeżdżących po całej Wenezueli wiekowych krążowników szos. Niektóre z kolonialnych budynków są już odremontowane, inne w trakcie odnawiania. Szczególnie interesująco komponują się one w porannym lub wieczornym świetle słonecznym. Przy Plaza Bolivar znajduje się najstarsza zachowana w Wenezueli XVI-wieczna katedra. W Coro można natknąć się na wiele tablic upamiętniających historyczne wydarzenia. Jedna z takich tablic głosi, że w tym miejscu 4 sierpnia 1806 roku generał Sebastian Franciszek de Miranda założył swoją kwaterę główną i proklamował wyzwolenie ludu. Przygnębiające wrażenie robią natomiast kraty we wszystkich oknach i drzwiach domów w Coro.
 
(...)
Wyświetlony 4652 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.