wtorek, 06 kwiecień 2010 11:33

Krytycznie o Napoleonie

Napisane przez

Bonapartystów nie brakowało w Polsce nigdy. Jeszcze za życia "boga wojny" nasi rodacy angażowali się w próby dopomożenia mu w ucieczce ze Świętej Heleny (wcześniej towarzyszyli mu w czasie Stu Dni). Po nich pałeczkę przejęli rozmaici Rzeccy, z rozrzewnieniem wspominający Bonapartego i z nadzieją patrzący na jego bratanka, Ludwika Napoleona (późniejszego Napoleona III). W międzywojniu pojawił się nam cesarz w hymnie, a w ostatnich latach piękną kartę pronapoleońskiej epopei zapisuje Waldemar Łysiak, bo też pisarz z niego wyśmienity.

 

Nie waham się jednak napisać, że właściwie od samego początku legenda napoleońska w Polsce budowana była na kłamstwie. Kłamstwo to najlepiej chyba obrazuje wypowiedź księdza Robaka z czwartej księgi Pana Tadeusza:
 
Nieprawda ? rzekł Bernardyn ? nie! Pan Najjaśniejszy, Napoleon, katolik jest najprzykładniejszy; Wszak go papież namaścił, żyją z sobą w zgodzie
I nawracają ludzi w francuskim narodzie (?)
 
Bernardyn wypowiadał te słowa w czasie, kiedy obłożony ekskomuniką Napoleon więził Ojca Świętego w Fontainebleau...
 
Od oficera do cesarza
Jakkolwiek Napoleon, geniusz niewątpliwy, dawał o sobie znać już wcześniej, na dobre wkroczył na scenę historii dopiero w czasie rewolucji. Często zaznacza się błyskawiczny bieg jego kariery; mniej dziwi on, kiedy wziąć pod uwagę pęd ówczesnych wydarzeń. Dla ukazania ich wystarczy przykład tego, co się działo z władzą królewską: w ciągu niespełna czterech lat od rozpoczęcia rewolucji we Francji zdążono (dekretem Zgromadzenia Narodowego) nadać królowi tytuł odnowiciela francuskiej wolności (1789), uznać za przestępstwo noszenie białej (burbońskiej) kokardy (1790), odebrać Ludwikowi XVI resztkę władzy (1791), zdetronizować go i uwięzić (1792), wreszcie ściąć (1793). Władzę zdobywały kolejne stronnictwa ? a tracąc ją, najczęściej były masakrowane przez następców.
 
W tych okolicznościach Bonaparte dał się poznać jako gorliwy stronnik jakobinów. W lipcu 1793 roku opublikował broszurę Wieczerza w Beaucaire ? propagandowy pamflet na potrzeby radykalnej lewicy. Znaleźć w nim można zdania takie jak to, traktujące o bohaterskich rojalistycznych powstańcach: Wojna Wandejczyków to wojna fanatyzmu, despotyzmu; nasza przeciwnie ? to wojna prawdziwych republikanów, miłujących prawo i porządek, wrogów anarchii i łajdaków. Wszak mamy trójkolorowy sztandar! Pół roku później armia ?prawdziwych republikanów, miłujących prawo i porządek? pod wodzą generała Turreau wymorduje 300 000 mieszkańców Wandei, w większości cywilów. Jednak nie tylko piórem służył młody Napoleon nowemu ładowi ? i nie pióru zawdzięczał błyskawiczny awans. Kapitan Bonaparte odegrał w grudniu 1793 roku decydującą rolę w stłumieniu innego rojalistycznego powstania, w Tulonie. To dzięki dowodzonej przez niego artylerii doszło do zdobycia miasta i zmuszono do wycofania wspierających powstańców korpusów zagranicznych (angielski, hiszpański i neapolitański). W nagrodę został Bonaparte (w styczniu 1794 roku) najmłodszym generałem w armii. Miał niespełna 25 lat.
 
Być może, najbliżej śmierci ? bliżej niż w licznych bitwach i zamachach na jego życie, jakie później będą organizowane ? przyjaźniący się z Augustynem Robespierre?em Napoleon znalazł się po upadku jakobinów, latem 1794 roku. Jakkolwiek szafotu uniknął, przez kolejny rok (a w rewolucyjnym kalendarzu jest to cała epoka) traktowany był przez władze z rezerwą. Wszystko zmieniło się, kiedy młody generał stłumił kolejne rojalistyczne powstanie ? tym razem w samym Paryżu, w październiku 1795 roku (13 vendemaire?a). Tym razem nagrodą było dowództwo armii we Włoszech. Następnie była wyprawa egipska, z której generał powrócił w roku 1799 już po władzę (zamach 18 brumaire?a).
 
Jakkolwiek do tej pory Bonaparte był wiernym sługą zbrodniczej rewolucji, a dwukrotnie uratował nawet jej los, francuscy rojaliści powitali jego dojście do władzy z ulgą i nadziejami. Oto bowiem skończył się koszmar ?rządów ludu?, a władzę przejął człowiek wybitny, zwycięski wódz, do tego jawiący się ? w porównaniu z poprzednikami ? konserwatystą. Doskonałym przykładem takiej nadziei jest postawa późniejszego zatwardziałego nieprzyjaciela ?cesarza Francuzów? ? Franciszka Rene de Chateaubrianda, który powrócił z emigracji, wierząc w dobrą wolę Pierwszego Konsula, a w roku 1803 przyjął nawet posadę sekretarza ambasady francuskiej w Rzymie, co tłumaczył tak: W imię religii zgodziłem się na stanowisko poza Francją ofiarowane mi przez potężnego geniusza, zwycięzcę anarchii (?) lecz nie króla uzurpowanej monarchii. Na dobrą sprawę właśnie uzurpacja Bonapartego przekreśliła ostatecznie oczekiwania, że dyktatura generała stanie się krokiem do przywrócenia prawdziwej monarchii (chociaż, w pewnym sensie, i tak się nim stała).
 
Dla każdego człowieka prawicy ogrom winy generała Bonapartego nie powinien budzić wątpliwości. Chociaż bowiem niewątpliwie był on jednostką większego formatu niż Ludwik XVIII, ten drugi uosabiał zasadę, wobec której geniusz Napoleona winien był okazać pokorę. Jak pisał Chateaubriand: Zaiste, starożytni, wdzięczniejsi od nas, niechybnie nazwaliby boskim ród, który, poczynając się z roztropnego i dzielnego króla a kończąc na męczenniku, liczył, w ciągu dziesięciu wieków, trzydziestu trzech monarchów, a między temi ani jednego tyrana (?) Szlachetna i luba krew Kapetów, jeżeli czyniła pauzy w płodzeniu bohaterów, to jedynie aby wydawać królów zacnych ludzi. Jednak prawo Burbonów do tronu nie wynikało ze świetności rodu, a jedynie było przez nią wsparte. Prawo to wynikało z zasady niedysponowalności francuskiej korony, której nikt z ludzi nie mógł zdjąć z głowy monarchy (nawet on sam; tym samym abdykacja Ludwika XVI z sierpnia 1792 roku była nieważna) i nikt nie mógł naruszyć reguł dziedziczenia jej. Burbonowie, chociaż pozbawieni władzy, nie przestali być prawowitymi władcami Francji. Napoleon mógł postąpić sprawiedliwie i oddać królowi co królewskie ? jednak on postanowił sam stać się monarchą. Nie powinno to dziwić: Bonaparte ani na chwilę nie przestał być rewolucjonistą, stał się jedynie reformatorem rewolucji ? nigdy jej wrogiem. Warto tę oczywistość podkreślić, ponieważ bardzo wiele osób zdecydowanie krytykujących rewolucję francuską i ład porewolucyjny, jednocześnie należy do apologetów Bonapartego. Tymczasem dla rewolucji nikt nie uczynił tak wiele, jak on.
 
Kodeks Cywilny
Już na Świętej Helenie pokonany ?cesarz? stwierdził: Moją prawdziwą chwałą nie było wygranie sześćdziesięciu bitew? To, co nigdy nie zagaśnie, co żyć będzie wiecznie, to jest mój Kodeks Cywilny. Kodeks, który uznał świętość własności ? ale tej zasadzonej na kradzieży: bronił bowiem stanu rzeczy, jaki istniał w chwili wprowadzenia Kodeksu w życie. Przypomnijmy: w latach rewolucji zagrabione zostało niemal całe mienie kościelne we Francji. Wyjąwszy renegatów (pokroju Filipa Równość), majątki stracili arystokraci. Podobny los spotykał lojalnych poddanych króla ? zarekwirowano niezliczone drobne posiadłości. Te grabieże zostały przez Napoleona nie dość, że uznane, to jeszcze uświęcone. Kodeks wprowadził także instytucję rozwodu (zniesiono ją dopiero w 1816); nadto zaś wprowadził regułę dzielenia majątku przy dziedziczeniu (co oznaczało, że nie mógł go odziedziczyć ? jak to było wcześniej ? najstarszy syn, dziedzicząc razem z ziemią obowiązek opieki nad resztą rodziny). Jak stwierdził na początku dwudziestego wieku ks. Henri Delassus; Kodeks cywilny zniszczył u nas rodzinę rodową. W wyniku trwałego rozpadu, jaki narzucił, skazał wielkie rodziny na pomniejszanie się wraz z każdym pokoleniem. Rodziny burżuazyjne postawił wobec niemożności wzniesienia się, a nawet utrzymania na dotychczasowym poziomie, rodziny robotnicze zaś zostały skazane na pozostawanie na tym samym poziomie, na jakim się znajdowały.
 
Gdziekolwiek ze swoimi wojskami zaszedł Bonaparte, starał się wprowadzić swój Kodeks. Nie miał przy tym złudzeń co do efektów jego wprowadzenia: Chcę mieć w Paryżu sto rodzin, wszystkie wyniesione razem z moim tronem i jako jedyne mające prawo do wyróżnienia. Cała reszta, poza tymi rodzinami, będzie rozbita zgodnie z Kodeksem Cywilnym. Wprowadźcie Kodeks Cywilny w Neapolu. Wszystko to, co nie będzie wam wierne, rozpadnie się w kilka lat, a to co będziecie chcieli zachować, umocni się (list do Józefa Bonaparte, ?króla Neapolu?, z roku 1806). Podsumowując warto raz jeszcze oddać głos ks. Delassus: Kodeks Cywilny Napoleona, inspirujący większość współczesnych kodeksów, był najdoskonalszym spośród kiedykolwiek wymyślonych narzędzi do zburzenia społecznego i politycznego gmachu budowanego w Europie przez ponad tysiąc lat. Kodeks ten przyczynił się zasadniczo do zniszczenia rodzin, zniesienia spadków, unicestwienia tradycji lokalnych, izolacji jednostek oraz do stopniowego unieważnienia wszelkich wpływów terytorialnych i przemysłowych na korzyść kapitału anonimowego i kosmopolitycznego.
 
Kościół
Nic dziwnego, że relacje Napoleona z Kościołem nie układały się dobrze. Stosunek Bonapartego do katolicyzmu był indyferentny i zależał wyłącznie od względów politycznych. W czasie rewolucji on, krewniak archidiakona i szlachcic, którego matka codziennie uczestniczyła we Mszy świętej, był antyklerykałem (popierał konfiskatę i wyprzedaż majątków kościelnych, entuzjastycznie odnosił się do schizmatyckiej Konstytucji Cywilnej Kleru, studiował wrogie Kościołowi książki). Jednak kiedy doszedł do władzy i zorientował się, że Francuzi nie przestali być katolikami, jego podejście do Kościoła uległo zmianie i zaczęło przynosić dobre owoce. Gdybym rządził Żydami, odbudowałbym Świątynię Salomona, powiedział na posiedzeniu Rady Stanu. Zgodnie z tą myślą, na początku roku 1800 otworzone zostały (po siedmiu latach) kościoły. Według raportów policyjnych, tłumnie gromadzący się w nich wierni płakali z radości. W tym samym roku 1800 podjęte zostały negocjacje mające doprowadzić do podpisania konkordatu. Porozumienie z Rzymem było potrzebne Bonapartemu, między innymi, do przeciągania na swoją stronę zwolenników prawowitego władcy, Ludwika XVIII. Tak się konsulowi do konkordatu spieszyło, że posunął się do groźby zajęcia Rzymu (!), byle negocjacje rozpoczęły się najszybciej. Stronę watykańską reprezentował sekretarz papieski, Ercole Consalvi. Wydawało się, że do podpisania dokumentu dojdzie 13 lipca 1801 roku, jednak w ostatniej chwili okazało się, że wysłannikowi Piusa VII przedłożono do podpisania tekst zgoła odmienny od wynegocjowanego. Consalvi, rzecz jasna, podpisu odmówił ? a wtedy wściekły Bonaparte spalił dokument i podyktował kolejny, którego przyjęcie zamierzał narzucić już choćby siłą. Ostatecznie jednak stanowczość Consalviego zwyciężyła i podpisano wersję dopuszczalną z punktu widzenia Stolicy Apostolskiej. Ostro na ten kompromis zareagowali rojaliści: Joseph de Maistre posunął się nawet do napisania: z całego serca życzę papieżowi śmierci, z tego samego powodu, dla którego życzyłbym jej memu ojcu, gdybym wiedział, że mnie jutro zhańbi. Zważywszy na sytuację Kościoła we Francji przed podpisaniem konkordatu, trudno jednak podzielić tak surową ocenę papieża, który doprowadził do skończenia prześladowań i zakończenia schizmy tzw. księży zaprzysiężonych (na Konstytucję Cywilną Kleru).
 
2 grudnia 1804 roku Bonaparte sam siebie koronował na ?cesarza Francuzów?. Obecny podczas kuriozalnej ceremonii Pius VII miał nadzieję wyjednać tym gestem ustępstwa Napoleona w kwestii Artykułów Organicznych ? przepisów znacząco (i na niekorzyść Kościoła) modyfikujących postanowienia konkordatu. Sama uroczystość miała przebieg cokolwiek cudaczny: dopiero tuż przed nią, w nocy, nieomal potajemnie, zawarte zostało sakramentalne małżeństwo Napoleona i Józefiny; ?cesarz? nie chciał też przyjąć publicznie Komunii świętej, a sztab urzędników czuwał nad tym, by elementów religijnych na ceremonii było jak najmniej, bo mogłyby razić ?oświecone? elity. Kiedy papież się oddalił, nowy ?cesarz? złożył przysięgę, z której wynikało, że jest koronowanym przedstawicielem zwycięskiej Rewolucji.
 
Francuski Kościół w dużym stopniu okazywał posłuszeństwo reżimowi napoleońskiemu. Księża byli wdzięczni Bonapartemu za zakończenie kilkuletniej schizmy. Zależność Kościoła od państwa zwiększały Artykuły Organiczne, ale kiedy Ojciec Święty zaprotestował przeciwko ich wprowadzeniu, nie zyskał odzewu ze strony francuskich kapłanów. Wysocy dostojnicy sprowadzeni zostali do roli państwowych funkcjonariuszy. Nad Kościołem we Francji sprawowany był oficjalny nadzór rządowy, a obowiązujący na terenie kraju katechizm zawierał w sobie obowiązek miłości posłuszeństwa i wierności wobec cesarza. Ośmielony tym Bonaparte liczył, że także samego papieża zdoła sobie podporządkować.
 
Apogeum konfliktu nastąpiło, kiedy Państwo Kościelne nie przyłączyło się do blokady kontynentalnej, jaką przedsięwziął Napoleon przeciwko Anglii. Próbował papieża przekonać groźbą, próbował nadać wojnie charakter starcia katolicyzmu z anglikanizmem ? jednak Pius VII pozostał nieugięty. W styczniu 1808 roku Bonaparte nakazał zajęcie Rzymu, a półtora roku później anektował Państwo Kościelne. Wówczas papież ekskomunikował go. Napoleon zareagował ostro: Dostałem wiadomość, że zostałem ekskomunikowany przez papieża. To niebezpieczny szaleniec ? trzeba go zamknąć. Tak też się stało ? Pius VII został aresztowany, a następnie (po podróży, w czasie której traktowany był z wielką brutalnością) uwięziony w Savonie. Pomimo to nie udało się papieża złamać. Pius ignorował oddawane mu honory i wręcz ostentacyjnie podkreślał swój status więźnia (odmawiał przyjęcia pensji, a nawet posług służących ? sam prał swoją sutannę). Jednocześnie odmówił udzielania inwestytury biskupom nominowanym przez Napoleona, ponieważ był on obłożony ekskomuniką. W roku 1812, kiedy nieopodal Savony pojawiła się angielska flota, Piusa przeniesiono do Fontainebleau (jednocześnie była to kolejna próba wywarcia na niego nacisku). Przebywał tam aż do roku 1814, kiedy Napoleon był już przegrany. Zwycięski papież wrócił do Rzymu.

(...)

Wyświetlony 5128 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.