sobota, 28 maj 2016 11:53

Prawo a aborcja

Podczas niedawnego wywiadu dla prezentera MSNBC Chrisa Matthewsa, republikański faworyt – Donald Trump, stwierdził, że kobiety, które poddały się aborcji, powinny podlegać jakiejś formie kary. Trump później wyjaśnił, że mówił o hipotetycznej sytuacji w kontekście nielegalnej aborcji, czyli wykroczeniu w świetle prawa cywilnego. Następnie stwierdził, że wolałby, aby to poszczególne stany mogły ustanawić własne prawa chroniące nienarodzone dzieci.

Jego słowa dotyczące karania kobiet spowodowały spore zamieszanie, nie tylko w mediach głównego nurtu (czego można było się spodziewać), lecz również, o dziwo, w kręgach pro-life. W związku z tym, chcielibyśmy rozważyć kwestię zakazu aborcji i czy powinna podlegać karze. Spojrzymy na te pytania z perspektywy katolickiej teologii, jak również rozumowania stojącego za prawem i sankcjami z niego wynikającymi.

Czym jest prawo?

Św. Tomasz z Akwinu definiuje prawo jako rozporządzenie rozumu dla dobra wspólnego, promulgowane przez tego, kto ma pieczę nad wspólnotą. Prawdziwym celem prawa jest kierowanie człowieka w jego działaniach, tak aby mógł łatwiej osiągnąć cel, dla którego został stworzony. W konsekwencji prawo cywilne powinno być odbiciem nie tylko prawa naturalnego (które jest Wiecznym Prawem Bożym odciśniętym na ludzkim rozumie), lecz również Boskiego Prawa Pozytywnego (nauczania wynikającego z Objawienia). Ze względu na to, że Magisterium Kościoła jest ustanowionym przez Boga interpretatorem objawionego depozytu, jest oczywiste, że Kościół i państwo nie mogą być rozdzielone, lecz powinny pracować razem na rzecz dobra człowieka w pełnym wymiarze duszy i ciała. Oczywiście, jest rzeczą zrozumiałą, że w niekatolickim i laickim państwie, np. w Stanach Zjednoczonych, ten ideał nie może być zrealizowany, i stąd prawo cywilne nie reflektowałoby nakazów Boskiego Prawa Pozytywnego (choć ten ideał powinien być pożądanym celem). Jednak, nawet w świeckim państwie, nakazy naturalnej moralności i prawa naturalnego powinny być inkorporowane do prawa cywilnego tak, aby człowiek mógł tym łatwiej żyć zgodnie z prawym rozumem, skoro rozum jest czymś, co mają wszyscy ludzie (religijni bądź nie).

Wszyscy mają również wolną wolę, która była dana człowiekowi nie po to, aby wybierał zło, ale żeby w sposób wolny mógł wybierać dobro. Lecz wola ludzka jest ślepą zdolnością, która polega na intelekcie (rozumie), aby być ukierunkowana i prowadzona. Wola człowieka usytuowana jest w połowie drogi między osądem intelektu a bezmyślnymi pragnieniami ciała.

Wbrew temu, co wielu dziś wyznaje, prawdziwa wolność nie polega na robieniu tego, czego się pragnie, lecz na robieniu tego, co się powinno. Jest realizowana przez tych, których intelekt jest wolny od błędów, a wola wolna od występków. W takiej osobie, wolna wola jest zdolna wybrać to, co intelekt słusznie osądza jako prawdziwie dobre. W zależności od stopnia uwikłania w błędach lub występkach, jego prawdziwa wolność jest proporcjonalnie pomniejszona.

(...)

sobota, 28 maj 2016 11:44

Zmiany w procesie

Mitis Iudex Dominus Iesus – tym motu proprio papież Franciszek dokonał zmian w procesie o stwierdzenie nieważności małżeństwa, których – jak sam pisze – oczekiwał od niego nadzwyczajny synod biskupów poświęcony rodzinie. Wprowadzenie tych zmian nie jest zaskoczeniem, jeszcze bowiem przed rozpoczęciem synodu wiadomo było to, że będzie to jeden z wiodących tematów na nim poruszanych. Sprawa wzbudzała i nadal wzbudza sporo emocji. Zarówno szeroko rozumiane konserwatywne kręgi katolickie (w warunkach Kościoła posoborowego), jak i wszelkiej maści katoliccy i niekatoliccy liberałowie upatrują we wprowadzonych zmianach pośredniej akceptacji rozwodów przez Kościół, diametralnie różnie jednak je oceniając.

Bezsporne jest, że w ciągu ostatnich kilku dekad lawinowo wzrosła liczba spraw o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Pod względem liczby spraw przodują Stany Zjednoczone, Włochy i Polska. Każdego roku do polskich trybunałów kościelnych wpływa ponad 10 tysięcy skarg o nieważność. Przyczyn takiego stanu rzeczy duchowni, zwłaszcza kanoniści – praktycy pracujący na co dzień w sądach kościelnych, chętnie upatrują w większej świadomości wiernych, wśród których wiedza na temat procesu o stwierdzenie nieważności zawartego małżeństwa i możliwości skorzystania z niego stale wzrasta. Co więcej, wydają się taki stan rzeczy aprobować. Oczywiście, mają w tym dużo racji, zapominając jednak o drugiej stronie medalu. Zalew sądów skargami o nieważność małżeństwa świadczy o pogłębiającym się kryzysie małżeństwa i rodziny, a także o coraz mniejszej znajomości prawd wiary i coraz gorszej katechizacji, a także coraz gorszej kondycji moralnej i psychicznej wiernych. Nie bez powodu w większości spraw zakończonych wyrokiem stwierdzającym nieważność przyczyną jest daleko idąca niedojrzałość nupturienta (osoby mającej zawrzeć małżeństwo – red.), zaburzenia osobowości czy też zupełne nierozumienie istoty małżeństwa lub wykluczanie jego najistotniejszych przymiotów. Problem ten dostrzegał już kilka lat temu, skądinąd kojarzony raczej z liberalnym skrzydłem episkopatu, znawca prawa małżeńskiego biskup Tadeusz Pieronek. Krakowski hierarcha słusznie zauważa, że to (rosnąca liczba spraw – BG) dowodzi fatalnej kondycji psychicznej młodych ludzi, którzy po prostu nie dorastają do roli małżonków. Nikt ich do tej roli nie przygotowuje. W mediach małżeństwo, ślub jawią się jako zabawa.

Do takiego stanu rzeczy przyczynia się, niestety, także szafowanie sakramentem małżeństwa na lewo i prawo przez samych duchownych, niemających nierzadko odwagi odmówić ślubu narzeczonym, którym nie powinno się go udzielać, z czym zwykle mamy do czynienia przy ślubach, do których jedyną pobudką jest nieplanowana ciąża. O tym jednak hierarchia kościelna głośno mówić nie chce. Nie bez znaczenia jest także samo rozumienie małżeństwa w Kościele posoborowym, ujmowanego personalistycznie, wręcz wbrew prawu naturalnemu. Tragedii dopełniają kursy przedmałżeńskie, które, niestety, sprowadzają się do nauki „katolickiej antykoncepcji”, znanej powszechnie pod nazwą naturalnego planowania rodziny.

Niewątpliwe obłożenie sprawami sądów kościelnych dodatkowo wydłuża wnikliwy proces. Niemal nigdy nie kończy się on w przepisanych prawem terminach. Kościelne sądy dotychczas miały rok na rozpatrzenie sprawy w pierwszej instancji i sześć miesięcy w apelacji. Pogłębiający się problem potrzebował i nadal potrzebuje rozwiązania. Papież Bergoglio jako, moim zdaniem co najmniej wątpliwy, środek naprawczy wybrał skrócenie i uproszczenie procedury. Wśród najistotniejszych zmian, które weszły w życie 8 grudnia 2015 roku należy wskazać: 1. zmianę właściwości sądu I i II instancji; 2. skrócenie procesu poprzez zniesienie obligatoryjnej apelacji do sądu II instancji; 3. wprowadzenie skróconego procesu przed biskupem diecezjalnym; 4. zmniejszenie liczby członków składu sędziowskiego w wyjątkowych okolicznościach. Postulowano także obniżenie kosztów procesowych.

(...)

Wstęp

Nie tylko chrześcijanie mają własny kalendarz, dzięki któremu odróżniają np. porę karnawału od Wielkiego Postu. Także genderyści, aborcjoniści i globaliści mają własne kalendarze. Trzeba je znać, aby rozumieć polityczne wydarzenia, a nie gapić się na nie, stając się w ten sposób „użytecznym idiotą” dla jednych, a dla wszystkich – przyćmionym umysłowo szkodnikiem.

Kiedy zatem od początku roku 2015 zadano nam temat pigułki aborcyjnej, a zaraz później ratyfikację konwencji „antyprzemocowej” Rady Europy, to od razu należało zajrzeć do kalendarza aborcjonistów i genderystów, aby się zorientować, jaką światową politykę także realizuje się w „teoretycznie istniejącej” Polsce. Tę politykę Jan Paweł II nazwał globalnym spiskiem przeciwko życiu, a w tym roku jesteśmy świadkami i obiektami szczególnie zintensyfikowanych działań owych „spiskowców”.

Rok 2014 to czas podsumowywania osiągnięć zaplanowanych na konferencji „demograficznej” ONZ w Kairze z 1994 roku, kierowanej koniec końców przez Billa Clintona, nazwanego w jego biografii „aborcyjnym prezydentem”. Nic dziwnego, bo pod jego kierunkiem przygotowano na tę konferencję dokument końcowy otwierający drogę legalizacji aborcji na całym świecie. Rok 2015 to zaś czas wzmożonej aktywności na rzecz realizacji postanowień z IV międzynarodowej konferencji w sprawie kobiet ONZ w Pekinie. Dwadzieścia lat minęło od tych ogólnoświatowych wydarzeń i przyjętych planów co do przyszłości całego świata. Jakie to były plany? Jak dzisiaj są one realizowane?

 

Pigułka aborcyjna a program działania z Kairu

Przygotowane na konferencję ludnościową ONZ-u w Kairze plany Billa Clintona et consortes spaliły na panewce w wyniku zawiązania się koalicji katolicko-muzułmańskiej podczas konferencji. Przełomowe znaczenie miał dla tej koalicji list Jana Pawła II rozesłany do przywódców wszystkich państw tuż przed tą konferencją. Papież zauważył, że treść projektu dokumentu końcowego była dla niego bolesnym zaskoczeniem, bo zawiera przejawy zagubienia moralnego i zdradę najszlachetniejszych ideałów ONZ z racji traktowania małżeństwa jako „instytucji już przestarzałej”. Zwłaszcza jednak niepokój budzą liczne propozycje powszechnego uznania na skalę światową, prawa do aborcji bez żadnych ograniczeń.


Dzięki wysiłkom Papieża i poważnych polityków udało się podczas głosowań zmienić zapisy dokumentu końcowego, przynajmniej w pewnym zakresie, bo delegacja watykańska zaaprobowała dokument końcowy tylko częściowo i zastrzeżeniami. Wprawdzie w przyjętym dokumencie końcowym z tej konferencji już nie pojawiają się otwarcie proaborcyjne sformułowania, to jednak ukryte są one pod niejednoznacznymi określeniami tekstu. Zdaniem ks. prof. Tadeusza Stycznia – szczególnego obserwatora tych wydarzeń – rzuca się na pierwotny program coś w rodzaju słownego welonu, spod którego przecież wyłania się w końcu wyraźne poparcie dla takiego modelu rodziny, której ma być z góry zagwarantowane prawo do swobodnego zabijania tych, których rodzi. Ten „słowny welon” to pojęcia „zdrowia reprodukcyjnego”, „środków planowania rodziny”, „niebezpiecznej aborcji”, itp.

Do dzisiaj trwają spory o rozumienie tej nowomowy. Wedle wykładni WHO pojęcie „planowania rodziny i seksualnego zdrowia” obejmuje także „przerwanie niechcianej ciąży”. Zapytywani o to unijni politycy posługują się wykrętnymi wypowiedziami. Ta mętność i uchylanie się od jednoznaczności było i jest konieczne, ponieważ spora część świata zakazuje prawem aborcji (przynajmniej w jakimś zakresie, jak to mamy w Polsce). A zatem uroczyście zadeklarowano w Programie Działania, że nie popiera się aborcji jako metody planowania urodzeń, ale to jeszcze nie znaczy, że się zawsze i wszędzie wyklucza. Już niedługo wprowadzono do dokumentów politycznych nową definicję „poczęcia”: jako momentu implantacji. Wtedy też środki wczesnoporonne nie mogą być nazywane „aborcją”, ale „antykoncepcją postcoitalną”. A zatem zawarte w Programie Działania zobowiązania do zabezpieczenia wszystkim – także nastolatkom i chłopcom – dostępu do „reprodukcyjnego zdrowia” nie oznacza zamknięcia, ale otwarcie drogi praktykom aborcyjnym.

W Programie Działania postawiono też granicę czasową tej akcji, a jest nią rok 2015, jak czytamy w par. 7.6 tego dokumentu. Kiedy zatem na początku tego roku polskie ministerstwo zdrowia oznajmiło wszystkim – tubą posłusznych mediów – o nieskrepowanym (także dla nastolatek) dostępie do pigułki wczesnoporonnej, to od razu widzimy powody podjęcia tej akcji.

Te domysły wprost potwierdził wiceminister zdrowia, twierdząc, że Polska „musi” przyjąć to rozwiązanie. Niektórzy przeciwnicy pigułki zapomnieli, że Polska „istnieje tylko teoretycznie” i szydzili z ministra, że nie wie, iż prawo UE pozostawia wszystkim państwom członkowskim swobodę w „sprawach moralnych”. Wytykano mu też łamanie polskiej konstytucji. Jedno i drugie to oczywiście prawda, ale znów „teoretyczna”. W praktyce zaś – aktualna przewaga tzw. pozytywizmu prawnego prowadzi do praktycznego wniosku, że o prawie decyduje siła panującego. Polska „musi” zatem sprzedawać zabójczą „pigułkę”, bo tego życzą sobie prawdziwe ośrodki władzy w świecie. Reprezentujący Polskę w Kairze minister Cimoszewicz podpisał wtedy Program Działania, krwawy cyrograf, z datą wykonania 2015 rok. Ze sprzedażą „pigułki” ruszono tuż po Wielkanocy 2015.

Z jakich powodów światowa władza stara się o to, aby jak najszerzej korzystano z aborcji? Wyjaśniają to dokumenty Kościoła katolickiego, w tym i wypowiedzi Papieża Polaka. W encyklice Evangelium vitae demaskuje się globalny spisek przeciwko życiu. „Spiskowcy” to bogata Północ chcąca dalej jak najwięcej konsumować ziemskich dóbr kosztem reszty świata, czyli biednego Południa. Osłabieniu jego demograficznej, a zatem i ekonomicznej siły służy prowadzona tam polityka antyurodzeniowa, za pieniądze i pod kontrolą bogatej Północy. Najskuteczniejszym środkiem kontroli urodzeń jest aborcja, bo wszędzie tam, gdzie ją zalegalizowano, tam nastąpił spadek wskaźnika płodności aż o połowę.

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

 

sobota, 12 wrzesień 2015 15:00

Ciemność ze Wschodu

Polecam Medytację Uśmiechającego się Buddy. Siedzimy na podłodze lub na krześle z wyprostowanym kręgosłupem. Oczy są zamknięte i skupione na punkcie między brwiami. Ramiona zgięte w łokciach, dłonie podniesione tak, aby ich wnętrza skierowane były do przodu. Palce obu rąk – mały i serdeczny – są zgięte, przyciskamy je kciukiem. Palce wskazujący i środkowy są złączone i wyprostowane. Przesuwamy ramiona i łokcie lekko do tyłu, dzięki czemu łopatki zbliżą się do siebie, a klatka piersiowa nieco wysunie do przodu. Utrzymujemy tę wymagającą pozycję podczas całej medytacji, to znaczy od 3 do 11 minut. Oddychamy głęboko, świadomie wydłużając każdy wdech i wydech. Po zakończeniu opuszczamy ramiona, relaksujemy oddech, a gdy na twarzy pojawi się uśmiech, zachowajmy go w sobie jak najdłużej.

Czy wiedziałeś, że istnieje coś takiego jak „joga uśmiechu”? Że w jej reklamówkach będą pojawiały się takie pojęcia jak endorfiny, kortyzol i adrenalina? Że w prosty sposób wprowadzi cię w jogę strona mojanirwana.pl? Jeśli nie wiedziałeś, być może nie jesteś też świadom, że Zachód został najechany przez Wschód. Lata temu. Naprawdę.

Mało kto wie, że 35% Polaków wierzy w reinkarnację. Niebywałe w katolickim ponoć kraju. Nie dla mnie. Od czasu rozpoczęcia moich studiów nad ruchem New Age z roku na rok coraz silniej zacząłem zdawać sobie sprawę, że jest on fenomenem zaprojektowanym pod koniec XIX wieku. A w słabszej wersji: większość idei newage'owych powstało w obrębie okultystycznego Towarzystwa Teozoficznego. W swej istocie zaś główne przekonania praktyków New Age – panteizm, monizm, reinkarnacjonizm – są zeuropeizowaną nieco wersją wschodnich filozofii.

Joga w Polsce w ciągu ostatnich dziesięciu lat przestała być jedynie domeną środowisk artystycznych i inteligenckich, jest realną propozycją ćwiczeń dostępnych dla większości młodych Polaków. Orient jest na Zachodzie modny. Odkąd cieszący się wtedy globalną popularnością George Harrison zaczął medytować, propagowaniem wschodnich idei zajęła się popkultura. I ma w tej dziedzinie wiele sukcesów. Jeśli jednak ktoś sądziłby, że mamy tu do czynienia z naturalnym procesem przenikania się kultur, myliłby się. Tak silna obecność na Zachodzie wschodnich idei jest również efektem planowanej i przeprowadzanej przez kilka pokoleń agresji ideowej inicjowanej i sterowanej przez środowiska teozoficzne i okultystyczne. Do walki z chrześcijaństwem wykorzystują one bowiem wszelkie nurty i tradycje, które można uczynić atrakcyjnymi dla zachodniego rynku idei i duchowości.

Wiele środowisk w takich krajach jak Indie czy Japonia świadomie przeszczepia swój sposób myślenia oraz duchowość na Zachód. Powstają fundacje, ośrodki promocji jogi czy sztuk walki. Jednak dla orientalizacji Zachodu najwięcej zrobiły zachodnie stowarzyszenia okultystyczne.

Pierwsze jaskółki zainteresowania się filozofiami Wschodu w Europie zaczęły pojawiać się od początku XIX wieku. Był to jednak nurt związany głównie ze środowiskami artystycznymi i ograniczał się do normalnej postawy ciekawości świata. Dopiero ruch teozoficzny Heleny Bławatskiej, spirytystki i okultystki, doprowadził do trwałego osadzenia się w myśli człowieka Zachodu takich pojęć, jak reinkarnacja, joga, idea ukrytych mistrzów. W latach apogeum popularności Towarzystwa Teozoficznego w USA, Europie i Azji działało kilkaset jego oddziałów. Głównym zamierzeniem tej powstałej w 1875 roku organizacji było sterowanie rozwojem ludzkości na podstawie uniwersalnego przekazu mistycznego rodem z Tybetu. Przekaz formułowany był przez ukrytych, duchowych mistrzów, wyższe istoty duchowe, które wyzwoliły się już z reinkarnacyjnego kręgu. Teozofowie szukali też Nauczyciela Świata – Maitrei, którego duch zamieszkiwał już w ciałach Jezusa Chrystusa i Buddy.

Teozofowie przedstawiają się jako ruch uniwersalny, w rzeczywistości ich system wierzeń jest dogmatycznym antychrześcijaństwem, którego tezy powstały w efekcie doświadczeń spirytystycznych i mediumicznych, o czym twórcy teozofii pisali wprost. Zaplanowana przez teozofów Światowa Religia otwarcie nazywana była „lucyferyczną” zarówno przez Helenę Bławatską, jak i przez Davida Spanglera. Celem ruchu teozoficznego było zaś zniszczenie chrześcijaństwa. Następczyni Heleny Bławatskiej, Ann Bailey, podaje listę Kościołów i religii, tak zwanych grup negatywnych, które należy wyeliminować. Z chrześcijaństwem na czele.

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

niedziela, 02 wrzesień 2012 12:28

Rzecz zbyt poważna

Człowiek potrzebuje dwóch lat, by nauczyć się mówić. I pięćdziesięciu, by nauczyć się milczeć (tak przekonywał swoich fanów Hemingway). Dorzućmy do tego trzecią prawdę: większości z nas życia nie starcza, by nauczyć się myśleć. I prawdę czwartą: są tacy, którzy bezmyślność większości starannie pielęgnują.

niedziela, 02 wrzesień 2012 12:23

Gotowa koncepcja

Ernst Kretschmer, niemiecki teolog, filozof i lekarz psychiatra, prezes Powszechnego Towarzystwa Psychoterapii, tuż przed złożeniem dymisji powiedział: Zabawne rzeczy dzieją się z psychopatami. W normalnych czasach wydajemy o nich opinie. W czasach politycznie niespokojnych to oni nami rządzą.

sobota, 07 lipiec 2012 00:28

W mózgu czy na papierze?

W XXI wieku lekarze spierają się o zupełnie podstawową procedurę medyczną. Zdaniem części medyków pochopnie orzeka się śmierć niektórych pacjentów.

sobota, 07 lipiec 2012 00:24

Kastracja edukacji

Jeśli rewolucja polega na natychmiastowym niszczeniu pewnych instytucji, wartości i  reguł, to reforma oznacza ich destrukcję rozłożoną w czasie, a więc destrukcję na raty.

wtorek, 29 maj 2012 22:34

Kobieta ma w sobie siłę

Rozmowa z dziennikarką TVN24, Brygidą Grysiak, autorką książki Wybrałam życie.

Czy pani książka jest odpowiedzią na proaborcyjne głosy ze świata rozrywki, o których ostatnio było dość głośno w mediach?

Książka powstała jeszcze zanim kolejne znane kobiety zaczęły publicznie ogłaszać, że usunęły ciążę. Niektóre z nich mówiły, że aborcji miały kilka i że się z tego cieszą. To mnie po ludzku przeraża. Bo aborcja to zawsze dramat kobiety. Aborcja to nie jest powód do dumy. Powód do dumy mają bohaterki mojej książki. One wybrały życie. Dziś są szczęśliwe, choć nie jest im łatwo.

wtorek, 29 maj 2012 22:32

oszukany kraj, oszukiwani ludzie

Tak jak ?okrągły stół? wyzwolił nas z niepodległości i prawdy o Polsce, tak współcześni politycy oraz współczesne media wyzwalają nas z przyzwoitości oraz z prawdy o ludziach i świecie.

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.