wtorek, 01 marzec 2011 02:35

Rozbić ofensywę antypolonizmu

Rozmowa z prof. Jerzym Robertem Nowakiem

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych ukazała się książka ?Upiorna Dekada? J.T. Grossa, która jest jakby przygotowaniem do frontalnego ataku na Polskę i Polaków. Jak Pan Profesor ocenia cele ówczesnego wystąpienia Grossa?

Prawdziwe intencje żydowskiego autora jako pierwszy publicznie zdemaskował słynny polski naukowiec z USA ? profesor Iwo Cyprian Pogonowski. Pisząc w krakowskich ?Arcanach? (nr 5 z 1998 r.) prof. Pogonowski akcentował jasno, bez ogródek, że prawdziwym celem Grossa jest stwarzanie mitów o udziale narodu polskiego w zagładzie Żydów. Łatwiej jest ściągać odszkodowanie od winnych niż od współofiar (...) Propaganda Grossa pomaga skrajnym ugrupowaniom żydowskim w ich próbach wymuszania od rządu polskiego haraczu za zbrodnie dokonane w Polsce przez Niemców, Sowietów i zwykłych kryminalistów. Z podobnie ostrym i jednoznacznym obnażeniem faktycznych intencji Grossa wystąpił znakomity uczony żydowski ze Stanów Zjednoczonych prof. Norman Finkelstein. W książce Przedsiębiorstwo holocaust (polski przekład Warszawa 2001, tł. M. Szymański) prof. Finkelstein pisał m.in.: Chciałbym też przyjrzeć się spostrzeżeniom Grossa na temat odszkodowań za holocaust, aby wykazać, iż jego fałszywe poglądy wspierają grabieżcze zamiary ?przedsiębiorstwa holocaust? wobec Polski (...) Z błogosławieństwem Grossa, Sąsiedzi stali się kolejnym orężem ?przedsiębiorstwa holocaust? w jego dążeniu do ograbienia Polski (...) Tak naprawdę zaś mamy tu do czynienia ze zwykłym chuligaństwem ?przedsiębiorstwa holocaust?. Gross przekonuje, że musimy być przygotowani do zwrotu mienia, że ?będziemy musieli zapłacić za moralny upadek pokolenia naszych przodków? itp. ?My?? Od trzydziestu lat Gross mieszka w Stanach Zjednoczonych. Ma amerykańskie obywatelstwo i wykłada na prestiżowym amerykańskim uniwersytecie. Jakież to ofiary poniesie więc, gdy ?przedsiębiorstwo holocaust? doprowadzi Polskę do bankructwa? Przypomnę, że według prof. Finkelsteina żądania amerykańskich Żydów wobec Polski sięgają sumy 65 miliardów dolarów. Bagatelka. Co prawda, niektórzy z bogatych Żydów amerykańskich uspokajają nas, żebyśmy nie bali się tak wielkiej kwoty, bo wielkodusznie rozłożą nam jej spłatę na raty!

Teraz powstały Złote żniwa Jana Tomasza Grossa i jego byłej żony Joanny Grudzińskiej-Gross. Co o tej książce mona powiedzieć?

To, co znajduje się w maszynopisie Złotych żniw, w każdym razie przebija bzdurnością antypolskich i antykatolickich oszczerstw wszystkie dotychczasowe książki Grossa w języku polskim. Książka ta na wielu stronach nosi wyraźnie znamiona rasistowskiego ataku na Polaków, zawiera szokujące rozmiarami fałszu oszczerstwa pod adresem narodu polskiego, Kościoła katolickiego w Polsce, hierarchów katolickich, ogółu polskich chłopów oraz różnych grup społecznych i zawodowych. Zdumiewająca jest potworna tendencyjność Grossów, fakt, że atakując bardzo często oszczerczo Polaków i Kościół katolicki całkowicie przemilczają wszelkie dowody przychylnego stosunku ludzi Kościoła do Żydów, świadomie i cynicznie milczą o rzeszy sprawiedliwych Polaków, którzy zapłacili życiem za swą pomoc dla eksterminowanych Żydów.

Złote żniwa stanowią produkt niebywale szowinistycznej i rasistowskiej propagandy. Dość przypomnieć, że Grossowie posunęli się do nie opartego na żadnych danych faktograficznych, dosłownie wyssanego z palca oszczerstwa, iż Polacy w czasie wojny wymordowali od 100 do 200 tysięcy Żydów (w ostatniej chwili Gross zmniejszył tę ilość w stosunku do maszynopisu do 70 tysięcy zamordowanych, co też jest skrajną brednią). Znaczącą część książki stanowią plugawe kłamstwa na temat polskiego duchowieństwa katolickiego. Książka powiela np. już raz obalone przeze mnie oszczerstwo o tym, jakoby ks. arcybiskup Adam Sapieha nigdy nie interweniował u generalnego gubernatora Hansa Franka w sprawie Żydów. Ciekawe, czy ?katoliccy? wydawcy ?Znaku?, któremu patronował ks. kardynał Sapieha, przynajmniej tym razem zdobędą się na usunięcie z książki Grossów fragmentu szkalującego wielkiego protektora ich instytucji?

Osobnym skandalem są zawarte w nowej książce Grossów liczne, wręcz rasistowskie ataki na polską wieś i chłopstwo. Haniebne uogólnienia Grossów na temat polskich chłopów idą w parze z całkowitym pominięciem faktu, że wiele rodzin chłopskich straciło życie za karę za ratowanie rodzin żydowskich.

W każdym narodzie są ludzie dobrzy i źli, szlachetni i szubrawcy. Grossowie ?nowatorsko? odchodzą od takiego obiektywnego spojrzenia na narody, przedstawiając całkowicie ponury, czarny obraz polskiego narodu, w którym są same łotry i nikczemnicy. Poszczególne opisane przez Grossów godne potępienia fakty odpowiadają prawdzie. Tyle że Grossowie wciąż uogólniają pojedyncze zdarzenia dla ferowania oskarżeń przeciwko całemu narodowi polskiemu. Zupełnie tak, jakby ktoś oskarżał cały naród żydowski za niebywałe bestialstwo policji żydowskiej, o której najsłynniejszy kronikarz getta warszawskiego Emanuel Ringelblum pisał: Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż Niemców, Ukraińców i Łotyszów. W paszkwilu Grossów konsekwentnie oskarża się cały naród polski, pisząc (s. 104 maszynopisu): I zaczynamy rozumieć, że normą zachowania w polskim społeczeństwie (...) było tropienie i wynajdywanie ukrywających się Żydów (...) nie zaś niesienie prześladowanym Żydom pomocy. W innym miejscu (s. 45) czytamy: Z przytoczonych relacji wynika, że mordowanie Żydów w czasie okupacji było sprawą publiczną, przedmiotem zainteresowania ogółu. Na 108 stronach maszynopisu paszkwilu Grossów nie ma dosłownie jednego zdania, ba, jednego słowa, o martyrologii jakichkolwiek Polaków. Ciągle czytamy o krwiożerczości i chciwości Polaków oraz o grabieniu przez nich mienia żydowskiego, a nawet poniemieckiego (s. 77-78), nie ma natomiast ani jednego słowa o grabieniu polskiego mienia przez Niemców czy Sowietów.

Uważam, że każdy kochający prawdę i obiektywizm wydawca po zapoznaniu się z paszkwilem Grossów musi uznać go za najbardziej antypolską książkę w zestawieniu z wszystkimi publikacjami wydanymi w Polsce od czasów stalinizmu! Uczciwy wydawca powinien natychmiast wyrzucić na śmietnik maszynopis tego typu paszkwilu i zwymyślać jego autorów za rozmiary antypolskich i antykatolickich oszczerstw, zamiast zajmować się promowaniem tak skandalicznej książki, jak robi to w sposób arcyniegodny, wręcz haniebny, wydawnictwo Znak z prezesem H. Woźniakowskim na czele. Swym postępowaniem w sprawie tego paszkwilu wydawnictwo ostatecznie się skompromitowało i powinno być dotąd bojkotowane, aż nie wyrzuci całego kierownictwa, odpowiedzialnego za druk tak plugawego antypolskiego paszkwilu. Kierowany przeze mnie Ruch Przełomu Narodowego zapowiedział już natychmiastowe wystąpienie do sądu przeciwko Znakowi. Poparcie dla wytoczenia sprawy sądowej Grossowi zapowiedziała w najnowszym tygodniku katolickim ?Niedziela? grupa profesorów, m.in. Jan Żaryn, Bogusław Wolniewicz, Tadeusz Marczak, ojcowie profesorzy paulini: Zachariasz Jabłoński i Janusz Zbudniewek. Kilka dni temu wyszła moja dwustustronnicowa książka Fałsze i przemilczenia Grossa, pokazująca rozmiary antypolskich zafałszowań paszkwilanta zza Oceanu.

(...)

Wielkie i znaczące dzieła, które przyczyniają się do upowszechnienia kultury i literatury polskiej, rodzą się w sercach i umysłach ludzi zaangażowanych i z charyzmą, kochających poezję i muzykę ? powstają w zaciszu domowym, skupieniu i bez udziału mediów, redaktorów, hałaśliwych reklam i świateł reflektorów. Jedyne światło, które towarzyszy nieodłącznie tym dziełom i idei, to blask nocnych latarń i poświata księżyca na uliczkach Warszawskiej Starówki, na Placu Zamkowym i przy Kolumnie Zygmunta.

wtorek, 01 marzec 2011 02:14

Brunatna inwestycja KGHM

Nadmiar gotówki w KGHM jest takim samym zmartwieniem, jak jej brak. Co począć, aby nie zmarnować tak wielkich dochodów? Jak zabezpieczyć się przed zbliżającą się dekoniunkturą? Gdzie bezpiecznie i sensownie inwestować?

wtorek, 01 marzec 2011 02:08

Płatna bezpłatna obwodnica Wrocławia

Niedawno po raz kolejny narosło oburzenie na wieść o tym, że autostradowa obwodnica Wrocławia ma być drogą płatną dla kierowców zamierzających nią wjechać do miasta bądź z niego wyjechać.

piątek, 28 styczeń 2011 19:28

Czas ludzi przyzwoitych

Ciemność nie zapada nagle, tym niemniej człowiek rozumny nie żywi wątpliwości: miniony rok dowiódł, że nad Polską i dookoła Polski robi się coraz ciemniej. Ciemno i bardzo smutno.

piątek, 28 styczeń 2011 18:57

Klęska Piskorskiego, Pawła Piskorskiego

Paweł Piskorski, który uchodził za Jamesa Bonda polskiej polityki, któremu wszystko dotąd się udawało i który wychodził obronną ręką z każdej sytuacji, poniósł ostatnio znaczącą sądową, prestiżową i polityczną porażkę.

Oto w dniu 13 grudnia ubiegłego roku, Sąd Okręgowy w Warszawie, VII Wydział Cywilny Rejestrowy na posiedzeniu niejawnym z udziałem partii politycznej Stronnictwo Demokratyczne postanowił wykreślić go z ewidencji tej partii. Sprawa ta nie byłaby interesująca, wszak na brak partii politycznych nie możemy narzekać, gdyby nie fakt posiadania przez SD znaczącego majątku. Orientacyjna jego wartość w skali kraju liczona jest w dziesiątkach milionów złotych. Są to przede wszystkim nieruchomości położone w centralnych miejscach największych aglomeracji w Polsce. Jest, o co walczyć.

Kariera polityczna

W telegraficznym skrócie przypomnieć trzeba, że Paweł Piskorski był czołową postacią Kongresu Liberalno-Demokratycznego (KLD), a potem Platformy Obywatelskiej (PO). Sukcesy tego młodego i prężnego polityka, który zdążył już być prezydentem Warszawy, kilkakrotnie wybieranym posłem do Sejmu RP i do Parlamentu UE, budziły podziw w kraju i poza jego granicami. Oskarżany był o udział w wielu aferach finansowych i majątkowych, jednak żadne z tych oskarżeń nie zaowocowało dotychczas skazującym wyrokiem sądowym. W styczniu 2009 wstąpił do Stronnictwa Demokratycznego , stając się tym samym jedynym eurodeputowanym tej partii, a także deklarując zamiar ubiegania się o stanowisko przewodniczącego SD. Stanowisko to uzyskał na Kongresie Nadzwyczajnym SD, odbytym w dniu 21 lutego tego samego roku. W październiku 2009 został zawieszony w obowiązkach szefa partii przez Naczelny Sąd Partyjny SD. Następnie, 21 listopada na kolejnym Nadzwyczajnym Kongresie delegaci biorący udział w obradach, uchwalili jego odwołanie ze stanowiska przewodniczącego, powierzając funkcję tymczasowego szefa partii Krzysztofowi Góralczykowi. Działaczom SD nie podobał się apodyktyczny, wręcz dyktatorski sposób kierowania partią. Nie akceptowali oni też koncepcji nowego przewodniczącego związanej z niekontrolowaną wyprzedażą majątku SD.

Wyprzedaż majątku

Wydawało się, że wszystkie manewry polityczne, skierowane przeciwko swoim przeciwnikom, Paweł Piskorski wygra bez żadnych trudności. Przemawiała za nim szybkość działania, energia w realizacji postanowień i egzekucja prawa własności wspierana przez organa porządku publicznego, a więc policję, sądy i prokuraturę. Zwykłe włamania do własnych lokali partyjnych i usuwanie z nich nieprzychylnych mu działaczy były na porządku dziennym. Żadne protesty i pisma wyjaśniające nie skutkowały. Zagarnięte lokale natychmiast były wystawiane na sprzedaż. Władze samorządowe miast, w których się one znajdowały, tego rodzaju działania akceptowały i uznawały za standardowe. Na tej podstawie, jako uprawnione do pierwokupu, wydawały zgodę na ich sprzedaż, co możliwie szybko było realizowane. Transakcje dochodziły do skutku nawet za połowę ceny wywoławczej. Centralne media, a przede wszystkim prasa komercyjna oraz publiczna telewizja stan ten uznawały za naturalny w walce politycznej o władzę w partii.

Spór o przerwę w obradach

Na posiedzeniu Rady Naczelnej 24 października 2009 roku doszło do sporu o prozaiczną przerwę w obradach. Większość obecnych opowiedziała się przeciw. W tej sytuacji Paweł Piskorski wraz z popierającymi go członkami RN opuścił jej zebranie i w tym samym czasie zwołał w swoim gabinecie posiedzenie Zarządu Głównego. Salę opuściło 21 osób, w tym dziewięciu członków Zarządu Głównego. Odbyli oni posiedzenie, na którym pozbawili członkostwa swoich przeciwników. Uchwały tego posiedzenia ZG oraz następnych w tym samym składzie w dniu 26 i 29 października sąd uznał za nieważne, bo odbyte niezgodnie ze statutem. Przede wszystkim sąd zakwestionował zwoływanie ZG doraźnie w trybie natychmiastowym, jak było w tym przypadku. Statut wymagał pięciodniowego wyprzedzenia informacji podanej jej członkom o zwołaniu ZG. Wymagał też wcześniejszego podania porządku obrad, czego w tym przypadku brakowało. Ponadto próba zwołania posiedzenia ZG w trakcie obrad najwyższej władzy między kongresami, a taką władzą w SD jest bezsprzecznie Rada Naczelna, uznane zostało za niedopuszczalne. Z tego powodu sąd uznał uchwały ZG, mimo posiadanej większości głosów za nieprawomocne. Na tej samej podstawie zwołany przez Pawła Piskorskiego Kongres z 4 listopada 2009 roku sąd uznał za nieważny. W ocenie sądu wszyscy wykluczeni przez Pawła Piskorskiego członkowie SD nadal zachowali swoje uprawnienia. Uchwały XXIII Nadzwyczajnego Kongresu SD z 21 listopada 2009 sąd uznał za prawomocne. Kongres wyłonił nową Radę Naczelną, która jeszcze tego samego dnia prawomocnie powołała nowy Zarząd Główny bez Pawła Piskorskiego.

(...)

piątek, 31 grudzień 2010 19:52

Państwo organizuje zabójstwa najsłabszych

Od 2005 roku Fundacja Pro-Prawo do Życia zorganizowała w całej Polsce około 100 wystaw pokazujących prawdę o aborcji. Wystawy były wielokrotnie atakowane. Podczas Przystanku Woodstock 2009 ?nieznani sprawcy? zdemolowali wystawę, a bojówki Owsiaka dokończyły dzieła zniszczenia. Dziennikarze ?Gazety Wyborczej? i funkcjonariusze SLD składali donosy na wystawę, ale wszystkie procesy zakończyły się sukcesem organizatorów wystaw. Od 2005 roku liczba zwolenników aborcji spadła dwukrotnie, a liczba zwolenników życia podwoiła się. Wystawa jest wspierana przez datki osób prywatnych.

piątek, 31 grudzień 2010 19:32

Oszustka intelektualna

Tłum zawsze jest taki, jakim czynią go jego nadzorcy ? i nie jest to opinia specjalnie odkrywcza. Warto natomiast przypominać, że tłum ze skaleczoną tożsamością staje się groźny dla indywidualnej tożsamości jego członków. Czyli dla samego siebie. Albowiem zbiór jednostek wyznających różne wartości nie może być zbiorem trwałym i wcześniej czy później musi zatomizować się do niebytu.

piątek, 31 grudzień 2010 19:22

Po smoleńskiej katastrofie

Rozmowa z Grzegorzem Wierzchołowskim

10 kwietnia 2010 roku uległ katastrofie rządowy Tu?154. Jak to możliwe, że dziennikarze będący na miejscu nic o niej nie wiedzieli, gdyż media najpierw mówiły o awarii samolotu prezydenckiego?

Dziennikarze znajdowali się na cmentarzu w Katyniu, gdzie miały odbyć się uroczystości ku czci Polaków pomordowanych tam w 1940 r.. Jest on oddalony o kilkanaście kilometrów od lotniska. Informację o katastrofie dziennikarze otrzymali telefonicznie i w związku z odległością, jaka dzieliła ich od miejsca tragedii, przez jakiś czas nie byli w stanie jej zweryfikować. Ponieważ część osób, które powiadamiały znajdujących się w Katyniu dziennikarzy i polityków o katastrofie, użyło słowa ?wypadek?, było naturalne, że nie wszyscy zdali sobie natychmiast sprawę z rozmiarów tragedii. Mogli myśleć, że chodzi o jakąś awarię czy niegroźne problemy przy lądowaniu.

W tym samym dniu prezydent Miedwiediew zaproponował powołanie wspólnej polsko-rosyjskiej komisji. Kto pierwszy z tej propozycji zrezygnował i dlaczego?

Z propozycji tej zrezygnował premier Donald Tusk, który formalnie zadecydował o tym, że przyczyny katastrofy będą badać równolegle komisja rosyjska, czyli MAK i komisja polska. Przy czym od razu było wiadomo, że wartość prac badawczych komisji polskiej będzie uzależniona od dobrej woli Rosjan. Tej woli ? jak dziś widzimy ? nie ma. O tym, dlaczego premier Tusk postąpił tak, a nie inaczej, wie najlepiej on sam. Moim zdaniem, choć dowodów na to jeszcze nie mam, Donald Tusk zachował się w ten sposób, bo ktoś mu to zasugerował albo kazał.

Wkrótce po katastrofie w internecie pojawił się film, na którym widać palący się wrak, słychać rozmowy i strzały. Czy kiedykolwiek zbadali go specjaliści i czy wydali na jego temat opinię?

Film badali eksperci z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Stwierdzili m.in., że nagranie jest autentyczne i że słychać na nim rozmowy w języku rosyjskim i polskim. Nie ustalono jednak, jakie dokładnie słowa słychać na ścieżce dźwiękowej filmu. ABW nie ustaliła też, kto i dlaczego strzelał w trakcie trwania tzw. akcji ratunkowej.

Są dwa dokumenty z przesłuchań kontrolerów lotu. Jeden zaprzecza drugiemu. Jak to jest możliwe i jak do takiej sytuacji odnosi się nasze prawo?

Pierwszych przesłuchań kontrolerów dokonano w kwietniu 2010 r., niedługo po katastrofie. Drugie pochodzą z sierpnia. Rosjanie zakwestionowali ważność zeznań kwietniowych, tłumacząc to względami proceduralnymi. Z dokumentów wynikało bowiem, że ci sami kontrolerzy lotu byli w tym samym czasie przesłuchiwani w różnych miejscach. Tak jak Pan wspomniał, zeznania z sierpnia 2010 r. różnią się kilkoma zasadniczymi informacjami: wynika z nich m.in., że lot Tu-154 miał charakter cywilny, a nie wojskowy, co ewidentnie pomniejsza winę Rosjan. Według polskiej prokuratury wojskowej ? śledczy w Warszawie musieli przyjąć zmienione zeznania, bo materiał dowodowy musi być zgodny z rosyjskim porządkiem prawnym. W rozmowie z ?Rzeczpospolitą? znany karnista prof. Piotr Kruszyński nazwał jednak decyzję polskiej prokuratury ?szokującą?, stwierdzając, że polska procedura karna nie przewiduje możliwości wykluczenia materiału dowodowego z akt śledztwa na takiej podstawie.

6 i 7 grudnia przebywał w Polsce prezydent Miedwiediew. Czy jego deklaracja dotycząca wspólnego, powtórnego działania komisji polskiej i rosyjskiej jest tak samo szczere jak ta z kwietnia i czy strona polska otrzyma dostęp do oryginalnych czarnych skrzynek? I jak w takiej sytuacji wygląda możliwość przesłuchania przez stronę polską rosyjskich kontrolerów lotu?

Nie wierzę w szczerość prezydenta Dmitrija Miedwiediewa ? tak jak nie wierzę żadnemu innemu byłemu członkowi partii komunistycznej. Gdy 10 kwietnia Miedwiediew zaproponował powołanie rosyjsko-polskiej komisji, doskonale wiedział, że premier Tusk posłusznie odmówi. Późniejsze deklaracje przywódcy Rosji w tej sprawie miały podobną wartość. Jeśli chodzi o dostęp do czarnych skrzynek, to nie mamy na co liczyć. Gdybyśmy mieli faktycznie zbadać oryginały rejestratorów, dostalibyśmy je już dużo wcześniej. W kwestii przesłuchania kontrolerów przez stronę polską sytuacja jest nieco lepsza, bo być może przed rocznicą tragedii, czyli przed 10 kwietnia 2011 r., uda się naszym śledczym z nimi porozmawiać. Oczywiście kontrolerzy nie powiedzą nic nowego, a nawet jeśli coś im się wymknie, to zeznania zostaną unieważnione albo polscy prokuratorzy poradzą sobie z tym problemem za pomocą innego wybiegu.

(...)

piątek, 31 grudzień 2010 19:17

Cień katastrofy smoleńskiej

Wyniki śledztwa MAK w sprawie katastrofy Tu-154 z prezydentem na pokładzie, w wersji przysłanej polskiej stronie, są nie do przyjęcia, a w Rosji są ludzie, którym zależy, aby cała prawda nie wyszła na jaw ? stwierdził Donald Tusk.

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.