czwartek, 29 kwiecień 2010 19:46

Moralny atut "Sprawiedliwych"

Napisane przez

Anna Poray, założycielka organizacji Pro Justicia, postawiła w końcu na swoim. Praca, która pochłonęła bardzo wiele lat jej życia, przybrała ostatecznie postać 400-stronicowej książki dużego formatu, rejestrując dla anglojęzycznego czytelnika nazwiska (a w wielu przypadkach zwięzłe losy) tych rodaków, którzy ryzykowali życie dla innych.

Dziś nie trzeba dodatkowych wyjaśnień, o kogo w tym przypadku chodzi. Dzięki nagłośnionym potężnie w światowych mediach badaniom nad Holocaustem Żydów w czasie II wojny światowej, ?Those Who Risked Their Lives? oznacza zawsze Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Tak nazwaną wysoką dystynkcję moralną wprowadzono w Izraelu dla uhonorowania osób, które miały wyjątkową odwagę, aby udzielać różnorodnej w swych formach pomocy Żydom, skazanym wtedy na zagładę przez hitlerowski porządek w Europie. W ogrodzie pamięci, na stokach góry w Jerozolimie, powstało słynne muzeum, gdzie sadzone przez ?Sprawiedliwych? drzewa stawały się oryginalnymi pomnikami ich szlachetnych gestów i czynów. Funkcjonujące tam archiwum ustalało, komu można nadać ten tytuł, w oparciu o starannie badane świadectwa osób uratowanych. Wydawało się, że wprowadzono system na tyle racjonalny, aby ?sprawiedliwości dziejowej mogło stać się zadość?. Aliści rychło pojawiły się głosy krytyczne, że chyba coś nie jest tak. Przyczyną sporu stali się również... Polacy.
W swojej grubej monografii tematu, zatytułowanej ?Sprawiedliwi: niewysłowieni bohaterowie epoki Holocaustu?, Martin Gilbert, jeden z najsłynniejszych brytyjskich autorytetów w tej materii, demonstruje, jak różni ludzie w różnych krajach przychodzili z pomocą Żydom. Japoński konsul w Wilnie wystawiał setkom osób z gwiazdą Dawida na ramieniu wizy na wyjazd do Kraju Kwitnącej Wiśni, aby tylko mogli wydostać się cało spod niemieckiej okupacji, i na ogół trafiali do zupełnie innej części świata. Francuska wioska o długich tradycjach niezależności i wręcz przekory wobec tego, co działo się w polityce tego kraju, przygarnęła setki zbiegów żydowskich, wcielając ich niemal do swojej wspólnoty, by stali się niezauważalni dla rzadkich, co prawda, ale jednak czasem tam zaglądających urzędników kolaboranckiego rządu. Duński polityk, niechętny dyktatowi okupacyjnej armii ze swastyką na sztandarach, wezwał miejscowych rabinów, by przekazać im tajną informację, kiedy Niemcy zamierzają przeprowadzić wywózkę miejscowych Żydów do Auschwitz, i dał im szansę na przygotowanie dość szalonego planu wywiezienia wcześniej rodzin żydowskich rybackimi barkami, do neutralnej Szwecji. A sprawa znanego dzięki filmowi Spielberga Oskara Schindlera, Austriaka działającego na wariackich papierach, który zorganizował w Generalnej Guberni fabrykę zatrudniającą Żydów z lokalnego getta, kupujących u niego praktycznie ?przepustkę do strefy przetrwania? za miejsce na liście zatrudnionych? O Sprawiedliwych nakręcono już sporo filmów, ale nie dotarto wciąż nawet do części jakże dramatycznych historii ludzkiego poświęcenia dla innych i śmiertelnego, związanego z tym ryzyka.
Nic dziwnego, że w powojennych dziesięcioleciach przez czas długi najliczniejszymi ?Sprawiedliwymi? w annałach jerozolimskiego Yad Vashem okazywali się Belgowie i Holendrzy, o których wojennym heroizmie prace historyczne mówiły raczej niewiele. Pochylano się też nad odwagą pewnych środowisk w Niemczech, które miały wolę wspierać znanych im sprzed wojny Żydów i udzielać im schronienia, w myśl powiedzenia, że ?najciemnniej jest pod latarnią?... Polacy, chociaż nieliczni, znajdowali się na liście Sprawiedliwych, tyle że na dalekich miejscach, traktowani głównie jako wyjątki potwierdzające raczej fatalną dla nas, generalną regułę. Rozpowszechniana wersja przypisywała im od lat opinie animalistycznych ?antysemitów, którzy wyssali nienawiść z mlekiem matki?, a także kraju, który zgodził się na zlokalizowanie na jego terytorium obozów koncentracyjnych, widział bowiem w tym szansę przyspieszenia procesu, jakiemu mieszkańcy skrycie, ale choć w sumie otwarcie, przyklaskiwali. Taką ocenę zobaczyłem w końcu na własne oczy na ścianie Muzeum Holocaustu w Yad Vashem i zapytałem zaraz potem polskiego konsula, dlaczego nasz rząd nic nie robi, aby te totalnie fałszywe, haniebne sądy w końcu sprostować. Obiecał mi, że nie wyjedzie z tamtego kraju, aż owa informacja nie zostanie usunięta z muzeum. Twierdził przy następnym naszym spotkaniu, że słowa dotrzymał, szkoda natomiast, że nie miałem sposobności o tym naocznie się upewnić i przekonać.
Zmierzam do tego, że przy agresywnej, antypolskiej propagandzie, jaką prowadzono przeciwko naszemu społeczeństwu i krajowi, co najmniej od zakończenia wojny, i to z kilku stron, przykład polskich ?Sprawiedliwych? mógł stać się koronnym atutem, że naprawdę było inaczej, a na pewno nie tak, jak tego chcieli, działający z różnych pobudek, ?polakożercy?. Przełom dojrzewał zwolna i długo, nie bez starań polskich rzeczników tej kwestii (wśród których godzi się przypomnieć dziś wysiłki Władysława Bartoszewskiego i Zofii Lewin), którzy opublikowali w r.1966 potężny tom, liczący ponad tysiąc stron druku: ?Ten jest z ojczyzny mojej ? Polacy z pomocą Żydom, 1939 -1945?, przetłumaczony i wydawany następnie na Zachodzie, najpierw jako ?Righteous Among Nations, How Poles Helped the Jews? ( London, 1969 ), a następnie ?The Samaritans? (Nowy Jork 1970). Stworzenie przez Jimmy Cartera prezydenckiej komisji do zbadania Holocaustu u progu lat 80. i ufundowanie monumentalnego muzeum w Waszyngtonie D.C., dało ogromny impuls dla wzmożenia nie tylko badań, ale przede wszystkim prezentacji medialnej tej przeszłości w Stanach i na Zachodzie. Trzeba było wszakże poczekać do końca tej dekady, aż w Polsce wróciła demokracja (co prawda, kaleka, bo ?okrągłostołowa?), a wraz z nią nowe relacje z Izraelem, by sama kwestia Sprawiedliwych w kraju nad Wisłą, mogła ożyć. Paradoksalnie, nie bez działań określonych osób i środowisk w świecie żydowskim, którzy przekonali się sami, że nadszedł czas, aby polskim Sprawiedliwym oddać w końcu to, co im od dawna było należne.
Działali oni z różnych pobudek i potrzebowali tego przykładu dla na ogół odmiennych, własnych celów. Szczególnie ciekawym przypadkiem stała się swoista krucjata, poprowadzona pod koniec lat 80. przez rabina Harolda Schulweisa z Temple Valley Beth Shalom w Encino, w Kalifornii, który w swoich książkach (?Evil and the Morality of God?), a przede wszystkim w licznych wystąpieniach publicznych, na konferencjach i seminariach, a także publikowanych artykułach głosił potrzebę zgoła innego nauczania o Holocauście, niż utarło się to w głównym nurcie edukacji o przeszłości młodych Żydów i Izraelitów. Schulweis słusznie dostrzegł, że tak jednostronna, przytłaczająca prezentacja prześladowań i masowych zbrodni, jakim poddano naród żydowski podczas II wojny światowej, działa w sumie mocno deprymująco na młode umysły i pogłębia w nich poczucie lęku i niższości. Przytaczał przypadki, kiedy młodzi Izraelici posuwali się do samobójstwa, zmiażdżeni pesymizmem lekcji niedawnej historii. Jego zdaniem, droga do ?postholocaustowej terapii? Żydów powinna oprzeć się na zwróceniu większej uwagi na strony jasne i budujące, a takie były zawsze historie altruizmu i poświęcenia obcych ludzi, którzy w strasznych czasach terroru i przemocy, mieli wciąż wolę, aby wyciągnąć pomocną dłoń do prześladowanych Żydów. Przykładem w jego prezentacjach stało się polskie rodzeństwo, które do końca wojny przechowało troje żydowskich dzieci, dzieląc się z nimi wszystkim, co sami mieli ? i ryzykując tym, co było najważniejsze, a więc bezpieczeństwem własnym i życiem.
Pojawiły się nagle w amerykańskiej telewizji publicznej dokumentalne filmy opowiadające wręcz zdumiewające historie, takie jak ?Po drugiej stronie wiary?, gdzie para osamotnionych dziewcząt z prowincjonalnego polskiego miasteczka otworzyła gościnnie drzwi przed żydowskimi uciekinierami, ukrywając ich konsekwentnie aż do wyzwolenia, choć niemal każdy ich dzień był balansowaniem na granicy życia i śmierci. Gdzie indziej znany chicagowski adwokat z Kenilworth, Harvey Sarner podjął się nieoczekiwanie zorganizowania całej serii wyjazdów polskich Sprawiedliwych do Izraela, aby mogli posadzić swoje drzewka, na które zasłużyli, a nie było im to dane przez dziesięciolecia z racji istniejących barier dyplomatycznych i paszportowych, nie mówiąc już o ich statusie finansowym. Zaintrygowany tą inicjatywą, zgłosiłem się w 1990 r. do Sarnera, chcąc poznać jego motywy i zobaczyć całą inicjatywę w akcji, a on z kolei powierzył mi rolę tłumacza i przewodnika dla kolejnej grupy Polaków, którą w grudniu tego roku przywiózł do Jerozolimy. Były to zaiste moje ?uniwersytety?: tych 26 ludzi z różnych stron Polski, głównie z głuchej prowincji, którzy pierwszy raz zdołali wyjechać za granicę, lecieli samolotem, zamieszkali w eleganckim hotelu, ludzi mocno wiekowo zaawansowanych i nie zawsze fizycznie sprawnych, dało Sarnerowi i mnie lekcję, jakiej nie zapomina się do końca życia. To były nie tyle ich wyznania i opowieści o okolicznościach, w jakich udzielali pomocy, wyrzeczeniach i poświęceniu, na jakie zdobyli się podczas okupacji i wojny, bo do tego okazali się nieskorzy. Natomiast sytuacje ?twarzą w twarz?, jakie utrwalałem wtedy na wideo, mówiły wszystko, bo były to ich pierwsze, od czasów wojny spotkania z uratowanymi, po tylu latach!

 

Anna Poray (zebrała i zredagowała), Those Who Risked Their Lives. Wstęp: Richard Lukas. Heralds of Truth, Ultimate Sacrifice Series, Chicago 2007. 378 ss.
(?)
Wojciech A. Wierzewski
Wyświetlony 5003 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.