sobota, 01 maj 2010 11:44

Złe wiadomości

Napisane przez

Przemoc i medialna prawda

Wiek XX był totalitarny. Wiek XXI rozpoczyna się od spektakularnych ataków terrorystycznych, nie odrzuca więc całkiem totalitarnego spadku, jest posttotalitarny i ma zasięg światowy. Nowy terror opiera się na zaskakującym powiązaniu wielu różnych, zdawałoby się, sprzecznych sił: nowoczesnej technologii, a także wciąż udoskonalanych mediów, z archaiczną przemocą, żądzą walki i odwetu, posuniętą aż do samobójczej desperacji. Zmienia to świat, żądający od niedawna optymizmu za wszelką cenę, a zapominający lub unieważniający niedawne totalitaryzmy i ich wszechstronne, katastrofalne skutki.
Po powtarzających się od 2001 roku zamachach terrorystycznych także mass media utraciły po części swą neutralność i pełny obiektywizm, którym się przedtem, nie wszędzie oczywiście, szczyciły. Trudno już powiedzieć, że przekazują bezstronnie, bezinteresownie, obiektywnie relacje i informacje o krytycznych wydarzeniach, że dążą do pełnej o nich prawdy. Zostały bowiem użyte i będą wykorzystywane jako niezwykle ważny element działań terrorystycznych, wpływający na społeczeństwa i państwa nie gorzej niż same zamachy. Będą nową bronią w wojnie psychologicznej. Można by powiedzieć, że nasza własna broń została skierowana przeciw nam samym. Media mogą więc stać się orężem w walce, bronią, która jest obosieczna. Już wcześniej jednak media utraciły pewne racje moralne, promując przemoc i agresję, choćby i fikcyjną, penetrując życie osobiste i intymne ludzi, eksploatując je następnie w celach komercyjnych. Nie wzbudziło to specjalnych protestów nie tyle może u tych, którym dyskretnie wytyka się nadmierne zamiłowanie do moralności, ale u tych, co uważają się za zwolenników albo i fanatyków wolności, dla których życie indywidualne powinno być przecież najdroższe.
Nie lubimy złych wiadomości, zwłaszcza gdy zostają spotęgowane przez media i kumulują się w pewien trwały, a jednostronny obraz rzeczywistości. Pytamy, czy naprawdę są tak złe, czy zostały tylko wyolbrzymione przez media tak, że poza nimi nic innego nie widać. Myślimy nawet, że nie dzieje się to w sposób zamierzony, lecz że taka jest natura masowych środków przekazu, siła przekonywania i powszechność, lawinowy ?efekt pomnażania? zdarzeń. Do tego trzeba dołożyć jeszcze konkurencję w poszukiwaniu silniejszych środków wyrazu i sposobów oddziaływania na publiczność dla jej zdobycia i przywiązania. Chcąc nie chcąc, podejrzewamy więc, wierząc w potęgę mediów ? że one same, jak kreatorzy pewnej rzeczywistości, przyczyniają się pośrednio do rozpowszechniania, choć może nie propagowania złych wiadomości, do rozkrzewiania zła, do współuczestnictwa w jego postępie. Tak przynajmniej często się wydaje, choćby wyglądało to na jakąś spiskową teorię mediów.
Z drugiej strony zdrowy rozsądek podpowiada, że złe wiadomości są realne, zło jednak istnieje, pytamy tylko, w jakim stopniu, jak jest powszechne, czynne, groźne, zaraźliwe. Ze złem się stykamy, choć stale wierzymy, że nas nie spotka, ominie nas, że nie wyciągniemy złego losu. Media często to zło przybliżają, my chcielibyśmy je, co naturalne, oddalić. Nie możemy jednak przecież pominąć takich wydarzeń, jak ataki terrorystyczne w Nowym Jorku, w Hiszpanii czy w Londynie, wojna w Iraku i Izraelu i niezliczone krwawe konflikty, które powinny odstręczać od akcji sztucznych, widowisk i produkcji typu Hollywood, pełnych przemocy, okrucieństwa, horroru. A jednak tak się nie dzieje. Czy patrząc na świat przez okno telewizora odróżnimy krwawe ofiary zamachu w Hiszpanii i Londynie od zbryzganych czerwoną farbą aktorów w filmowej fikcji? Czy nie mylimy już realności z fikcją? Jeden z polskich reżyserów opowiadał, że kiedy zobaczył pierwsze relacje z ataku na World Trade Center, zgasił telewizor, myśląc, że to kolejna produkcja Hollywood.
Realność zła, ból, cierpienie są najbardziej rzeczywiste, gdy ich sami doznajemy, gdy nas dosięgają, gdy się objawiają jako przeszkoda lub zagrożenie dla naszego istnienia. Ale mamy też pewną, prawda, że mniejszą, możliwość doświadczania cudzego cierpienia, wglądu w przeżycia innych, wyobrażenia zła w ogóle. Mamy takie możliwości, lecz rozwijają się one w żywych i konkretnych relacjach międzyludzkich, te zaś ostatnio, w warunkach nowoczesnej cywilizacji, osłabiają się, zrywają, zanikają. Masowe środki przekazu, mnożące informacje, dające coraz pełniejszy obraz rzeczywistości, nawiązujące coraz liczniejsze kontakty między ludźmi, paradoksalnie, osłabiają zdolność wzajemnego obcowania ludzi między sobą, nie sprzyjają temu w każdym razie tak, jak by się wydawało.
Trzeba zauważyć, że media im bardziej i dosłowniej przekazują ?złe wiadomości?, tym bardziej jakoś izolują od rzeczywistości, sprawiając, że jesteśmy jej niezobowiązanymi do niczego uczestnikami, obserwatorami z daleka. Bezpiecznie podglądamy tylko cudze cierpienie. Media nie tylko potęgują pokazywane zło, ale i zmieniają do niego nastawienie, przyczyniając się do zobojętnienia wobec cudzych, nie naszych nieszczęść.

 

Fałszywa dobra nowina
Niewątpliwie nowoczesne media informatyczne są niezbywalną częścią wzorca cywilizacyjnego świata zachodniego, z którego wywodzą się panujące modele życiowe, wzorce obyczajowe, typy zachowań, sposoby przeżywania i myślenia właściwe dla masowych społeczeństw technokratycznych. Są to kreacyjne wzorce powodzenia życiowego, spektakularnej kariery, należnego szczęścia i dobrego samopoczucia, pozytywnego ? jak to się nazywa ? myślenia i przymusowego, by tak rzec, optymizmu. Przeciwieństwa tego ? a obowiązuje tu myślenie dwubiegunowe, schematyczne, czarno-białe ? są niepożądane, wykluczone, niedobre. Cudze niepowodzenie, nieszczęście, cierpienie nie mieści się w optymistycznym schemacie sukcesu, musi zostać z niego wykluczone, właśnie na równi z innym złem.
Wpływ owego ?pozytywnego myślenia?, które wygląda na współczesną postać magii ? zaklinania, zamawiania rzeczywistości w jej nieprzewidywalnych a groźnych objawach, podporządkowywania jej i wtłaczania w wygodny schemat, jest dowodem jakichś gruntownych zmian i regresu mentalności zachodniej. Przecież formułki ?pozytywnego myślenia? od takich w rodzaju: ?nie martw się, bądź szczęśliwy?, ?myśl i działaj pełen pogody ducha, a będziesz się czuł pogodny?, ?sukces odnosi się wtedy, gdy człowiek tak postępuje, jakby ten sukces już osiągnął? aż do takich: ?nie musisz czekać na zbawienie w odległej przyszłości, sam sobie jesteś zbawieniem?, ?jesteś dzieckiem życia bez granic, jesteś dzieckiem wieczności, ty właśnie jesteś cudem stworzenia? ? wszystkie one pochodzą z poradników nowoczesnej magii ? to jakaś karykatura tej niedawnej, oświeceniowej i racjonalnej tradycji liberalnego Zachodu. To nie wolność, ?prawa człowieka? i inne wzniosłe hasła, tylko czysta magia, myślenie życzeniowe i ogólny prymitywizm. Oczywiście, nie ma w tym specjalnej tajemnicy, to głównie frazeologia handlowa, mowa reklamowa komercyjnego sukcesu, terror zysku maksymalnego.
Wszystko to razem, ten naiwny jednak świat, to po prostu współczesna utopia zachodniego świata tworzonego według samych ludzkich pragnień, według życzeń i potrzeb, to iluzja rzeczywistości bez ograniczeń i konieczności, bez przeciwieństw i niewygód, bez trudności, cierpienia, śmierci, to świat inżynierii społecznej, technologicznej, z czasem biologicznej i psychologicznej, świat, przeczuwamy to przecież, w istocie nierealny, magiczny, choć pochodzący paradoksalnie z przeciwnego źródła: kultu Oświecenia, rozumu, nadludzkiej wiary w siebie, w ludzką potęgę.
Czy rzeczywiście tak łatwo sobie poradzić z trudnościami i słabościami naszej ludzkiej kondycji, jak się dziś wydaje i głosi w rozmaitych terapiach, na co jakoś nie wpadli przez setki lat nasi przodkowie? Co może poradzić nowoczesna magia i optymistyczna utopia na te ataki zła, które mamy teraz stale przed oczami, jeśli je zlekceważy, pominie, zakłamie?
Szok wywołany atakiem na Nowy Jork był dlatego tak wielki, że zdarzył się w centrum świata pewnego swego sukcesu, w miejscu wyróżnionym jako szczyt dzisiejszej cywilizacji. Terroryści uderzyli nie tylko w wybrane, symboliczne obiekty, ale i w zasady tego świata, wykorzystując jego główny nerw ? kanał globalnej informacji. Te same bowiem media, które przyczyniły się do banalizacji zła przez jego nadmierną reprodukcję i tym samym do zobojętnienia wobec niego, zostały teraz wykorzystane do siania ? dosłownie ? terroru, pośrednio posłużyły terrorystom do osiągania celów większych niż poszczególne zamachy. Nie same zamachy i akty terroru są już celem, lecz medialne ich rozpowszechnienie i wyolbrzymienie jako wszechobecnego i stałego zagrożenia, jako nowej, zagrażającej wszystkim realności. Terroryści wykorzystali broń przeciwnika, by zniszczyć go na jego własnym polu. Obalili przy tym mit nowoczesnych środków przekazu, obiektywnej, bezstronnej informacji, zbliżonej do bezinteresownej, nieuwikłanej w rozmaite gry i zależności prawdy. Wykorzystali bowiem media do stworzenia globalnego terroryzmu informatycznego. Już dziś terroryści wiedzą, jak wpływać na politykę i zachowania społeczeństw Europy niekoniecznie za pomocą licznych zamachów i niezliczonych ofiar. Wystarczą wypunktowane, ale stale zaskakujące ataki i odpowiednia liczba ofiar. Wystarczy terror strachu, ataki kamuflowane, spirala lęku. Reszty dokonają media.
Być może wirtualne kumulowanie złych wiadomości może przynosić całkiem realne zagrożenie, choćby tylko psychologiczne, co nie oznacza wcale, by zło ukrywać, przeciwnie trzeba pokazywać jego komplikację, doszukiwać się jego realności, poznawać jego strategię, podstępy i postępy, po to przecież, by wiedzieć, co nam może grozić. Czy istnieje jednak dobra strona złych wiadomości. Może istnieć, jeśli złe wiadomości są przedwczesne i się nie sprawdzają, a pomogą nam przygotować się do jakichś niebezpieczeństw. Dlatego proroctwa i przepowiednie nawet pesymistyczne mają swą wartość, są potrzebne, jeśli pozwalają dostrzec przyszłe zagrożenie. Omyłkowy pesymizm, sam się weryfikujący, nie jest wcale gorszy od naiwnego, odruchowego optymizmu, którego dobrym przykładem jest schemat ?pozytywnego myślenia?. Pozwala jasno i trzeźwo, bez nadmiernych złudzeń, oceniać rzeczywistość i tylko na takim gruncie sensownie ją kształtować, na ile to możliwe.
Mało tego. Wizja islamskiej Europy w nieco odleglejszej przyszłości też nie jest optymistyczna. Widok tolerancyjnej i ekumenicznej Unii Europejskiej, która rezygnuje z chrześcijaństwa, by przyjąć islam i zintegrować się pod przywództwem Arabów, to wizja dość odległa, że wyrażę się poprawnie politycznie, od tej, którą u początków obecnej Europy miał Karol Wielki, broniąc jej przed najazdami Maurów i Saracenów, odsuwając wpływy islamu poza granice Pirenejów. My też będziemy mogli sobie nieco ?odpuścić?, nie będziemy już przedmurzem chrześcijaństwa, bo nie będzie chrześcijaństwa (w Europie). A przecież mimo wszystko, wizja to również nieprzyjemna, mówiąc pozytywnym językiem eufemizmów, niewesoła i niezachęcająca. Ale i tu terroryzm sieje zamęt. Mówi się, że wynika on obecnie z fundamentalizmu religijnego, tak jak kiedyś z pobudek politycznych, moralnych czy historycznych. Ale ideologia tego terroryzmu jest sprzeczna z każdą prawdziwą i poważnie pojmowaną religią. Akty gwałtu i przemocy nie dadzą się pogodzić z żadną religijnością, bo jest ona afirmacją stworzenia, i przekonaniem o jej nadprzyrodzonych źródłach. Gdyby akceptowała terror, mordy, wysyłanie ludzi na śmierć, nawet w imię Boga, byłaby religią fałszywą, parareligijną sektą, posługującą się powszechnie wyznawaną wiarą do celów niegodnych i czysto ludzkich interesów.
(?)
Marek Klecel

Wyświetlony 2787 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.