sobota, 01 maj 2010 11:46

Ars moriendi

Napisane przez

Wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach nie ma już tematów tabu, że śmiało porusza się wszelkie problemy, które trapią współczesnego człowieka. W najróżniejszych programach telewizyjnych ludzie bezwstydnie odzierają się z intymności; czasem aż ciarki przechodzą po plecach, kiedy słyszy się, jak ktoś bez zażenowania opowiada o najciemniejszych zakamarkach swojej natury i swoich najdzikszych żądzach. Redaktorzy, prezenterzy, publicyści nie cofają się przed żadnym pytaniem, a robią, to oczywiście, "w imię prawdy". Każda obrzydliwość, jeśli tylko zaświtała komuś w głowie, powinna od razu zostać odpowiednio nagłośniona; niech wszyscy wiedzą, jaki jest świat.

Odkrywanie owej ?prawdy? ma, oczywiście, na celu dobro społeczeństwa. Tylko dzięki niej możemy porzucić stereotypy i śmiało, bez uprzedzeń kroczyć drogą postępu. Osobliwy to pogląd, że aby uleczyć społeczeństwo, należy informować je o wszelkich bezeceństwach, które normalnemu człowiekowi nie przyszłyby nawet do głowy, ale nie to jest istotą problemu, który chciałbym poruszyć. Rzecz w tym, czy rzeczywiście mówi się o wszystkim, czy aby na pewno nie ma tematów poruszanych niechętnie? Czy dziwactwa, o których dyskutuje się z takim zaangażowaniem, nie stanowią jedynie problemów zastępczych, przysłaniających te prawdziwe i dotyczące wszystkich ludzi?

Jak mało mówi się na temat śmierci. Nie brak, oczywiście, sensacyjnych relacji opisujących wypadki, klęski żywiołowe i katastrofy. Codziennie dowiadujemy się, jak wiele ludzi zginęło na drogach, w samolotach czy z powodu ciężkich chorób, ale problemu istoty śmierci nie podejmuje się prawie wcale. Śmierć jest rozważana przeważnie w jakimś szerszym kontekście, zwykle jako tragedia, nieszczęście, jako niesprawiedliwość bądź też jako sensacja, ale nie jako ostatni etap ludzkiego życia, który czeka każdego z nas.
Wokół kwitnie ?literatura poradnikowa?. Wciąż dowiadujemy się, jak dobrze się odżywiać, jak spać, aby się wyspać, jak się ubierać, jak się zachować w różnych sytuacjach; próżno jednak szukać wśród popularnych poradników odpowiedzi na pytanie: jak umierać? Umieranie, takie zwykłe ludzkie umieranie, traktowane jest per non est. Dostajemy rady, co robić, żeby długo żyć, zdrowo żyć, nie starzeć się i wciąż wyglądać młodo; jak korzystać z życia na emeryturze i jakie lekarstwa stosować na najczęstsze dolegliwości. Ale co potem?
Potem nie ma już nic, jak ktoś umiera, to niech to minie szybko, najlepiej, aby nikt tego nie widział. Niech nie cierpi, niech nic nie mówi, niech najlepiej nic nie czuje, niech nie wie, co się z nim dzieje; tak będzie najlepiej dla wszystkich. Ale przecież śmierć czeka każdego z nas, to nie jest ani tragedia, ani sensacja; to sprawa zupełnie naturalna!
Zadziwiająca jest beztroska, z jaką lekceważona jest śmierć, przy jednoczesnym wyolbrzymianiu problemów, które w jej świetle tracą jakiekolwiek znaczenie. Mimo wznoszonych próśb: Od nagłej a niespodziewanej śmierci wybaw nas, Panie, wielu zachowuje się tak, jakby ich wymarzoną śmiercią była właśnie nagła i niespodziewana; aż chce się zaapelować do każdego z osobna: Człowieku, przecież Ty umrzesz, bez względu na to, co będziesz jadł i pił, ile będziesz spał i jak będziesz wyglądał; choćbyś nie wiem jak zdrowy tryb życia prowadził, to i tak umrzesz, więc się zwyczajnie do tej swojej śmierci przygotuj!
W minionych wiekach, szczególnie zaś w uważanym obecnie za symbol wszelkiej ciemnoty Średniowieczu, śmierć była człowiekowi mniej straszna, gdyż dużo więcej uwagi niż dziś, poświęcało się nauce dobrego umierania. Nie uciekało się od problemu ludzkiej śmiertelności, pojmowano bowiem dobrze, że ucieczka od tego nie jest żadnym rozwiązaniem, z czego dziś tak wielu nie chce zdać sobie sprawy. Rozwijała się natomiast literatura mająca ułatwić człowiekowi odejście z tego świata i dobrze go do śmierci przygotować.
Śmierć jest podsumowaniem całego życia i może zadecydować ostatecznie o jego jakości; nawet najbardziej grzeszny i haniebny żywot można ocalić godną i szlachetną śmiercią, tak jak nieharmonijną i pełną dysonansów melodię można zakończyć pięknym i czystym akordem. Wystarczy tylko w tych ostatecznych chwilach walczyć z pokusami i prawdziwie żałować wyrządzonego zła.
Wyróżnia się pięć diabelskich pokus trapiących człowieka tuż przed śmiercią 1): temptatio de fide ? mające wywołać zwątpienie w wierze, temptatio de desperatione ? mające odebrać mu nadzieję na zbawienie z powodu jego licznych grzechów, temptatio de impatientia ? mające wywołać w umierającym bunt przeciw doznawanym cierpieniom i w ten sposób oddalające go od Boga, temptatio de vana gloria ? mające wzbudzić w nim pychę i temptatio de avaritia ? mające wzniecić żądzę dóbr doczesnych i żal za opuszczaną rodziną. Każdemu rodzajowi kuszenia odpowiadają pocieszenia anielskie, umacniające umierającego w wierze, nadziei, cierpliwości, skromności i miłości do Boga. Zdając sobie sprawę zarówno z rodzajów pokus, jak i możliwości uzyskania pociechy, człowiek może śmiało stanąć ze śmiercią twarzą w twarz. Tak dobrze rozumiano to w wiekach średnich, a czy pamiętamy o tym dzisiaj? Przecież w tych sprawach nic się nie zmieniło.

 

(?)
Przypisy
1) Teresa Michałowska, Średniowiecze, Wielka Historia Literatury Polskiej, Warszawa 2002, s. 499.

 

Filip Maria Muszyński

Wyświetlony 2709 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.