sobota, 01 maj 2010 11:57

Wodo czarna i głębsza od nocy

Napisane przez

Komunikat PAP z soboty 20 października 1984:
19 bm. około godziny 22.00 w okolicach miejscowości Przysiek koło Torunia został uprowadzony przez nieznanych sprawców ksiądz Jerzy Popiełuszko, ur. 23.09.1947, zamieszkały w Warszawie. Rysopis: wzrost około 170 cm, szczupły, twarz owalna, cera blada, włosy jasnoblond. Ubrany w sutannę i spodnie sztruksowe - Prokuratura Rejonowa i Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Toruniu proszą wszystkich, którzy mogą udzielić informacji, o skontaktowanie się.

 

Organa działały sprawnie, już we wtorek, 23 października, trzej oficerowie SB, Piotrowski, Chmielewski i Pękala, którzy przyznali się do porwania i zamordowania Księdza, byli pod kluczem. Przyznali się do torturowania, zabicia i wrzucenia ciała do Wisły. Z jakiegoś jednak powodu nie potrafili wskazać dokładnie miejsca wrzucenia zwłok, bo każdy z nich wskazywał inne miejsce. Z tego powodu liczne grupy płetwonurków przez cały tydzień przeszukiwały dno rzeki, a ogromne zastępy milicji i wojska na wszelki wypadek, poszukiwały zwłok na ziemi i w powietrzu. Ostatecznie we wtorek, 30 października, ok. godziny 16.00, w towarzystwie kamer telewizyjnych i mikrofonów radiowych, zwłoki Księdza Jerzego zostały wyłowione przy tamie we Włocławku. Błyskawicznie przeprowadzony został proces zabójców. Trwał od 27 grudnia 1984 do 7 lutego 1985. Obrady były jawne i transmitowane przez radio i telewizję. Episkopat Polski systematycznie publikował stenogramy z całości obrad w ?Piśmie Okólnym?. Trzej esbecy przyznali się do popełnienia zbrodni i szczegółowo opisali wstrząsającą Drogę Krzyżową Jerzego Popiełuszki. Na podstawie ich relacji przy drodze toruńsko-bydgoskiej powstały stacje tej Drogi, gdzie od ćwierci wieku modlą się pobożni pielgrzymi. Na procesie dobrego imienia Księdza Jerzego podjęli się bronić, jako oskarżyciele posiłkowi, wybitni adwokaci: Jan Olszewski (późniejszy poseł i premier), Krzysztof Piesiewicz (senator), Edward Wende (senator) i Andrzej Grabiński. Mordercy zostali skazani: Grzegorz Piotrowski na 25 lat więzienia, Leszek Pękala na 15, Waldemar Chmielewski na 14, a ich szef, Adam Pietruszka na 25 lat. Wszyscy, za dobre sprawowanie, po nadzwyczajnym złagodzeniu kar, już dawno wyszli na wolność. Pomimo szybkiego ujęcia sprawców i skazania ich, opinia publiczna potępiła zgodnie reżim komunistyczny, a Polska zyskała jeszcze jednego świętego ? męczennika.

Należę do ludzi, którzy od samego początku kwestionowali i kwestionują przyjętą oficjalnie wersję mordu na Jerzym Popiełuszce, kwestionują prawdziwość zeznań Piotrowskiego i spółki, podważają wiarygodność sędziów, adwokatów i ekspertów uczestniczących w tamtym procesie i przygotowaniach do niego. A to dlatego, że uznane za prawdziwe fakty są sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i logiką, istnieją również fakty, które wprost zaprzeczają ustaleniom śledztwa i sądu. Do tego stopnia, że istnieją poważne podstawy, aby wątpić, czy to Piotrowski i jego kompani naprawdę zamordowali Jerzego Popiełuszkę, a nie są jedynie wynajętymi aktorami w tym historycznym teatrze. Wymownie świadczy o tym tytuł książki Wojciecha Sumlińskiego Kto naprawdę Go zabił? (Rosner i wspólnicy, Warszawa 2005), napisanej w oparciu o materiały uzyskane z IPN.
W październiku 1984 redakcja wrocławskiego podziemnego kwartalnika ?Obecność? poprosiła mnie o opracowanie kalendarium sprawy zabójstwa Księdza Jerzego. Zostało ono opublikowane w nr. 8 ?Obecności? pod koniec 1984 roku. Pod datą 27 października przedstawiłem sprawozdanie z zakończonego tego dnia XVII Plenum KC PZPR, na którym gen. Czesław Kiszczak obszernie referował sprawę i postępy śledztwa, sylwetki aresztowanych sprawców. Niestety, nie mogę obecnie udzielić informacji ani nawet dostatecznie wiarygodnych domniemań co do losów ofiary porwania. Podejrzani składają w śledztwie krańcowo różne zeznania? jeden ze sprawców zeznaje, że ksiądz Popiełuszko został po uprowadzeniu pozostawiony żywy na przedmieściach Torunia. Długotrwałe poszukiwania w tym rejonie, z udziałem znacznych sił i środków, nie przyniosły jednak żadnych rezultatów? Żadnych śladów nie znaleziono?
Pod omówieniem wystąpienia Kiszczaka zanotowałem: Pomimo zapewnień gen. Kiszczaka ?z kół zbliżonych do MSW? przedostaje się wiadomość, że ciało ks. Jerzego Popiełuszki zostało jeszcze przed południem wyłowione z zalewu wiślanego k. Włocławka.
Wynika z tego, że za pomocą jakiejś dziwnej telepatycznej mocy opowiadający sobie tę historię prokuratorzy, po prostu przewidzieli to, co stało się całe trzy doby później, bo we wtorek 30 października! Pamiętam zdziwienie i rozbawienie, jakie towarzyszyło mi owego popołudnia, kiedy słuchałem reportażu radiowego z ukończonych spektakularnym sukcesem poszukiwań przy tamie we Włocławku!
Ponieważ jestem człowiekiem wychowanym na naukach ścisłych, nie wierzę w telepatię zbiorową. Było dla mnie od początku oczywiste, że całe te poszukiwania i wyławiania to wyreżyserowane widowisko dla maluczkich. Kiedy się okazało, że do takiego przebiegu wypadków nie mają zastrzeżeń ani uczeni eksperci od anatomopatologii, zarówno państwowi, jak i kościelni, ani jeszcze bardziej uczeni sławni mecenasi stojący po stronie prawdy, stało się jasne, że mamy do czynienia ze zmową, której celem jest ukrycie prawdy o prawdziwym przebiegu i przyczynach mordu na Jerzym Popiełuszce.
Moimi podejrzeniami dzieliłem się z kim mogłem, usiłując je opublikować w podziemiu, a nawet posyłając je red. Jerzemu Giedroyciowi do Paryża. Z jakiegoś jednak powodu nikomu nie odpowiadała moja spiskowa wizja wydarzeń i do pierwszej publikacji doszło dopiero w 1998 roku, w ?Tygodniku Nowojorskim?. Dzisiaj sprawa przedstawia się już inaczej. Poza kilkoma moimi publikacjami ukazała się książka Krzysztofa Kąkolewskiego Ksiądz Jerzy w rękach oprawców, potem pisali inni, wreszcie pojawiła się wspomniana już książka Wojciecha Sumlińskiego. Dzisiaj wiemy już z pewnością nie tylko to, że ciało znaleziono wtedy i tam, gdzie to wskazywała krążąca po Polsce od piątku 26 października plotka, ale także znaleziono świadków, którzy widzieli, jak w czwartek, 25 października, akurat w tym samym miejscu, w którym nazajutrz płetwonurkowie znaleźli zwłoki, jacyś osobnicy wrzucali późną nocą pakunek, który nie mógł być niczym innym, jak tym właśnie, co w piątek znaleziono! Wiemy natomiast, że 25 października Piotrowski, Pękala i Chmielewski byli już od dwóch dni pod kluczem w więzieniu MSW przy ul. Rakowieckiej. Jest oczywiste, że siedząc za kratkami, nie mogli jednocześnie wrzucać ciała do Wisły!
(?)
Jerzy Przystawa

Wyświetlony 4354 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.