sobota, 01 maj 2010 12:14

Nacjonalizm polski, nacjonalitaryzm PRL-owski

Napisał

Jeśli mi Polska ma być anarchiczną,
Lub socjalizmu rozwinąć pytanie,
To już ja wolę tę panslawistyczną,
Która pod Carem na wieki zostanie!

(Cyprian Kamil Norwid)

Przez kilkanaście lat mojej działalności politycznej wielokrotnie dowiadywałem się, iż jestem ?nacjonalistą? (a raz nawet, że wręcz ?nacjonalistycznym bojówkarzem?), co zapewne wynikało z faktu, że nigdy nie dokonywałem wymaganych od ?ludzi przyzwoitych? rytualnych potępień nacjonalizmu i Obozu Narodowego, a wręcz przeciwnie: jestem rozpoznawany jako promotor idei monarchizmu ? narodowego konserwatyzmu, polityk głoszący potrzebę bliskiej współpracy wszystkich sił skrajnie, autentycznie prawicowych, zarówno konserwatywnych, konserwatywno-liberalnych oraz libertariańskich, jak i narodowych. Konsekwencją takiego stanowiska ideowego jest otwarcie na znajomość i współdziałanie z ludźmi, którzy jednoznacznie wyrażają poglądy nacjonalistyczne lub nawet narodowo-radykalne. Widzę konieczność zaistnienia wielkiej koalicji budującej Wielką Polskę.
Przydomek ?nacjonalisty? nie jest dla mnie problemem, choć nie oddaje on moich rzeczywistych poglądów politycznych. Myśl nacjonalistyczna może być inspiracją, przeszłość Obozu Narodowego powodem do dumy, twórczość muzyczna młodych narodowców źródłem satysfakcji i uznania dla polskiej kultury. Zdrowy, chrześcijański nacjonalizm nie jest niczym złym, lecz potencjalnie może stać się również własnym zaprzeczeniem, szowinizmem, barbarzyńską nienawiścią do obcych. Mówiąc wprost ? nacjonalizm może okazać się własną karykaturą: nacjonalitaryzmem, jeżeli będzie traktowany jak monoidea, wszechogarniająca zasada oparta na woluntaryzmie i resentymentach, która miałaby zastąpić w polskiej myśli politycznej fundament katolicki i konserwatywny. Twierdzę zatem, że nacjonalizm powinien być ?dopełnieniem? prawicowej myśli politycznej, ale nie nacjonalitaryzmem ? ?wyznaniem wiary?, w którym poczesne miejsce zajmować będą odwieczni wrogowie i genetyczna nienawiść.
Nacjonalizm, który odrzucam, jest nacjonalitaryzmem słabeuszy, ludzi gotowych do destrukcji, lecz bezradnych wobec dzieła tworzenia. Odrzucam nacjonalizm strachu i kompleksów, nacjonalizm moralnych zwycięstw i realnych klęsk, nacjonalizm posuwający się do fałszowania historii w imię chwilowego podbudowania własnych racji. Wyrażam stanowczy sprzeciw wobec nacjonalitaryzmu, który ma źródła w jakobinizmie i pseudofilozofii tzw. Oświecenia, który odrzuca zasady katolickie kumulujące się w legitymizmie.
Z prawdziwą przykrością muszę napisać, że właśnie taki (pseudo)nacjonalizm, który uznaję za karykaturalny, odnajduję w artykule p. Rafała Orszaka pt. Pruski fortepian (?Opcja na Prawo? nr 9/2007). Wpisuje się on w groźną tendencję, która każe niektórym postendeckim publicystom głosić również w XXI wieku m.in. pochwałę polityki Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, potępiać działalność opozycyjną, wyrażać zrozumienie dla dylematów PZPR-owskich namiestników Moskwy i rozgrzeszać działaczy PAX-u. A wszystko to w imię Dobra Narodu...
Zniewolenie PRL-owskie mamy szczęśliwie za sobą, ?...dziś Bruksela?, ale mimo tej zmiany drogowskazów w sercach i umysłach pozostały pewne utarte schematy, które zawsze niezbędny zimny realizm zastępują emocjami. A w prawdziwej polityce (czy choćby wartościowej publicystyce politycznej!) nie ma miejsca na emocje ? emocje są dla tłumu. W zmienionych warunkach, kiedy przed paroma laty niepodległość Ojczyzny została przez większość obywateli Polski przekazana tzw. Unii Europejskiej, polska myśl polityczna musi być czymś innym, niż tylko słabą kserokopią z publikacji dawno zmarłych Mistrzów.
Dzięki prof. Konecznemu wiemy, że najwyższa znana ludzkości cywilizacja to ? obecna m.in. w Polsce ? cywilizacja łacińska. Naszym zadaniem jest jej rozwijanie i uczynienie atrakcyjną dla tych sąsiadów, którzy ulegają przede wszystkim wpływom bizantynizmu, turańszczyzny czy cywilizacji żydowskiej. Niestety, po formalnym odzyskaniu suwerenności kolejne rządy w Rzeczypospolitej czyniły wszystko, aby stało się inaczej. Niepodległość okazała się zbyt wielkim ciężarem dla ludzi o mentalności niewolniczej, przyzwyczajonych do życia w cieniu Wielkiego Brata. Sytuacja Narodu z roku na rok ulega pogorszeniu. Rodzi się naturalna potrzeba, aby przeciwdziałać niszczeniu Polski, ale jakobiński nacjonalitaryzm nie jest środkiem zaradczym. Przeciwnie ? jest on trucizną.
Przeanalizujmy zatem najbardziej szokujące twierdzenia p. Orszaka.
Dowiadujemy się od niego, że obecność ekonomiczna Niemców w Polsce lub przypominanie przemilczanej w latach 1945-1989 historii zachodnich i północnych ziem Polski to kontaminacja głupoty, zdrady i kompleksu niższości. Działania te miałyby służyć złośliwej, bezprawnej i bezczelnej aktywności Niemców. Z kolei celem polskich władz i elit zamieszkujących Ziemie Odzyskane miałaby być regermanizacja. Samo nagromadzenie przesyconych emocjami epitetów i oskarżeń jest dowodem bezradności, pojmowania polityki i rywalizacji na arenie międzynarodowej w kategoriach nie tyle ?moralnych?, ile ?moralniackich?. W tej neoromantycznej wersji historii Polska to zawsze nieskalana ofiara, która niczym Mahatma Gandhi zwycięża moralnie bez użycia przemocy. Nasza Ojczyzna okazuje się terytorium, na którym przestają działać prawa wynikające zarówno ze zwykłego doświadczenia historii, jak z geopolityki i socjobiologii. ?Odwieczni wrogowie? nie mają wyjścia: po prostu muszą uszanować naszą słabość. Inaczej dowiedzą się o sobie, że są złośliwi, a naturalna rywalizacja o ludzi, dobra i terytoria jest bezprawna. Przyznam, że mam wątpliwości, czy takim językiem posługiwał się Bolesław Chrobry, kiedy zwycięsko walczył ze św. Henrykiem II lub kiedy przyłączał do Polski Czechy i Grody Czerwieńskie... Kogo pytał o pozwolenie Zygmunt III przed wyprawą na Moskwę? Działacz polityczny, jakim jest p. Orszak, musi wiedzieć, że końca historii nie będzie, a prawo lub bezprawie w stosunkach między państwami znaczą tyle, co siła, jaka za nimi stoi i pozwala je egzekwować. Zdaje się, że wiedział już o tym arcybiskup Ignacy Krasicki, hrabia Świętego Cesarstwa, zresztą poddany króla Prus. Bezradne zaklinanie rzeczywistości słowami typu: Niemcy bowiem nie mają do tych ziem żadnych, ale to żadnych, praw! lub: nienażarte i bezczelne hieny zza Odry jest wyłącznie żałosne i przeciwskuteczne. Jęcząca ofiara losu, która za jedyną broń ma obelgi, nie wzbudza niczyjego szacunku, tylko politowanie. A zachodnioniemieccy odwetowcy z pewnością nawet nie będą udawali zmartwionych swoim brakiem żadnych praw. Im do szczęścia wystarczy, że będą od nas mocniejsi. Æwiczenie umysłu na czas wolny: jakie prawa miał Klaudiusz do podboju Brytanii?
Co charakterystyczne, posługując się terminem Niemcy, p. Orszak nie wyjaśnia, czy w danym fragmencie swojej publikacji ma na myśli państwo, obywateli czy członków narodu. Równocześnie wymiennie posługuje się nazwami Niemcy i Prusy. To nie jest to samo! ? ale znakomicie ułatwia manipulację...
Bezpłodne narzekania na ?złych Niemców? warto zastąpić refleksją nad problemem: W czym jesteśmy lepsi od Niemców? Co możemy zrobić, aby gospodarka polska była silniejsza od niemieckiej? Jak pokonać polski kompleks niższości? Dokonajmy analizy SWOT! Niestety, odpowiedzią p. Orszaka jest nacjonalitaryzm PRL-owski. Prócz tego co parę linijek czytamy w artykule miotane z furią obelgi: ślepota, idioci, kretyni, zdrajcy itp. Zresztą większość jego rozważań lokuje się na takim poziomie ogólności i pustosłowia, że nie można ich odnieść do żadnych konkretów, nie da się ich zweryfikować. Jak sądzę, w raporcie o poziomie przestępczości w Polsce autor Pruskiego fortepianu pisałby zapewne: ?jest źle?, ?wszyscy kradną?, ?lekarze to łapówkarze?, ?taksówkarze to mafia?, ?każdy pijak to złodziej?. Chcemy faktów!
A tam, gdzie już pojawiają się jakieś konkrety i fakty, nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać. Pan Orszak m.in. martwi się, że bezsensowną, komunistyczną nazwę Hali (rzekomo) Ludowej zastąpić mogłoby historyczne miano Hali Stulecia. Co jest złego w przywracaniu właściwej nazwy? Otóż okazuje się, że nazwa jest głęboko niesłuszna, a wręcz haniebnie skandaliczna (znowu te zbędne emocje...), bo... upamiętnia chwalebne zwycięstwo wojsk koalicji antynapoleońskiej nad uzurpatorem! Zaprawdę, trudno o bardziej kuriozalną motywację. Jeżeli ? być może się mylę? ? działacz LPR p. Orszak identyfikuje się z chrześcijaństwem i cywilizacją łacińską, powinien w imię elementarnej spójności poglądów cieszyć się, że ostatecznie klęskę poniósł człowiek, który ? zwolennik jakobinów! ? kazał mordować francuskich rojalistów, wydał rozkaz zamordowania księcia d?Enghien, uwięził papieża, obalał prawowitych władców, tworzył fikcyjne pseudokrólestwa i w imię szerzenia obłędnej, rewolucyjnej ideologii ?Wolność, Równość, Braterstwo albo Śmierć!? posłał na bezsensowną śmierć setki tysięcy Francuzów, Włochów i... Niemców. W poszukiwaniu szokujących szczegółów warto sięgnąć do Chateaubrianda. Warto pamiętać, że do czasu pojawienia się Hitlera na arenie dziejów, nowożytnym synonimem zła i tyranii był właśnie Napoleon Bonaparte. I nie bez powodu na Napoleonie I wzorował się cesarz Bokassa.
O, właśnie ? Hitler. Hitlera, tego demona współczesnej popkultury, oczywiście nie mogło zabraknąć w tekście p. Orszaka. Pan Orszak to kolejny autor, który znaną pracę Schopenhauera uzupełnia o następny wariant chwytu reductio ad Hitlerum. Skąd my to znamy? Margrabia Geron, św. Henryk II, krzyżacy, Królestwo Pruskie, Fichte i Nietzsche... No tak, jasne, oni wszyscy przygotowywali drogę dla Hitlera i w ramach jakiejś obłędnej preegzystencji dusz zawczasu ustalili, że całe doświadczenie niemieckie skumuluje się w XX wieku w tej osobie. Jak już ktoś przede mną zauważył: Niemcy dotknęli źrenicy Boga.
Być może mam wygórowane oczekiwania, ale sądzę, że łamy ?Opcji na Prawo? nie powinny być marnowane na powtarzanie chwytów gomułkowskiej propagandy. Jaka logika stoi za obawami, że przywrócenie nazwy będącej hołdem dla chrześcijańskiej, legitymistycznej Europy walczącej z jedną totalitarną tyranią będzie wstępem do uczczenia innego zbrodniarza? Śmiem sądzić, że nie jest to logika klasyczna. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego, a wszelkie wymuszone analogie okazują się absolutnie fałszywe, gdy mamy choćby elementarne pojęcie o nienawiści Hitlera do legitymizmu i arystokracji, kiedy pamiętamy, że dynastia Wittelsbachów trafiła do obozu koncentracyjnego, a cesarz Otton miał zostać zamordowany. Tak więc martwienie się, że do polskiej Hali Stulecia prowadzić będzie ul. Adolfa Hitlera, jest równie sensowne, jak rozmyślanie o tym, co się stanie, gdy mrówka urodzi słonia.
Żarty żartami, ale jest jasne, że odwoływanie się do Hitlera nie służy p. Orszakowi do sygnalizowania jakichkolwiek realnych problemów i obaw, lecz tylko do podsycania antygermańskich fobii, insynuowania, że polskie samorządy i instytucje zostały opanowane przez kryptohitlerowców. To nie jest poziom, na którym można by prowadzić merytoryczną dyskusję o przyszłości ziem polskich i naszego narodu. A jeżeli nie chodzi o poważną, rzeczową wymianę myśli o autentycznych problemach, to można tylko domyślać się, że rzeczywistym celem jest dezawuowanie przez p. Orszaka, jednego z liderów Ligi Polskich Rodzin, konkurentów do władzy. Zatem kampania wyborcza w pełni, a ja mam kolejne argumenty, aby brzydzić się demokracją.
Na marginesie pozwolę sobie zaznaczyć, że byłbym dumny, gdyby Polacy wznieśli jako pewne uzupełnienie treści ideowej Hali Stulecia monument upamiętniający wygnańczy pobyt króla Francji Ludwika XVIII na ziemiach polskich. Warto byłoby też zrobić porządek z nazwą ul. Komuny Paryskiej, ale ona chyba nie doprowadza autora Pruskiego fortepianu do stanu wrzenia...
Dla pełnej przejrzystości wywodu wspomnę, że istnieje również nieco inna, skrajnie prawicowa interpretacja wymowy ideowej Hali Stulecia. W tejże interpretacji Hala, owszem, powstała w celu uczczenia zwycięstwa starej, chrześcijańskiej Europy, ale została wzniesiona już w odmiennych warunkach politycznych (zjednoczone krwią i żelazem Niemcy!) i z tego powodu skierowana była w przyszłość, stanowiąc antycypację nadchodzącej masowej demokratyzacji. Zwolennicy tego poglądu akcentują modernistyczny kształt architektury obiektu, który to gmach miał funkcjonować również jako miejsce wielkich, z ducha ludowładczych, zgromadzeń politycznych.
Pan Orszak najzupełniej słusznie przypomina mieszkańcom Wrocławia, że nasza ojcowizna jest polskim miastem. Nie rozumiem jednak, dlaczego konsekwencją tej oczywistości ma być wybiórcza, zdalnie zaprogramowana przez (LPR-owskich?!) inżynierów dusz, amnezja, która powinna ? jak się domyślam ? doprowadzić do tego, iż będziemy udawać, że nie mamy pojęcia o panowaniu nad Śląskiem królów czeskich, cesarzy Świętego Imperium oraz królów pruskich. Zapomnimy, że praw do Śląska zrzekł się Kazimierz Wielki (co zresztą szczęśliwie Stolica Apostolska uznała za nieważne). Może jeszcze będziemy twierdzić, że w Szczecinie nigdy nie panowali Szwedzi? Czy nauczanie historii w Polsce przyjmie za fundament iście sowiecką manipulację i hipokryzję? Czy lata 1335-1945 mają stać się kolejną ?białą plamą??
Komunistyczna, PRL-owska polityka historyczna, której zwolennikiem jest p. Orszak, polegała m.in. na tym, iż pseudopolska swołocz masowo równała z ziemią zabytkowe cmentarze, profanowała groby, burzyła to, co szczęśliwie przetrwało oblężenia i przejścia frontów, aby tylko odzyskać cegłę z ruin, wysadzała w powietrze pomniki. I bynajmniej nie były to groby esesmanów czy pomniki Hitlera, lecz miejsca upamiętniające osoby, które od kilku wieków nie żyły. Oczywiście, p. Orszak może stwierdzić, że tak samo w okupowanej Polsce postępowali Niemcy. Ale to nie jest żadne usprawiedliwienie dla komunistów ? zdrajców Polski, dla profanowania grobów, rabunków i orgii zniszczenia (zwłaszcza na ziemiach, które przecież wróciły do Macierzy!). To jedynie potwierdzenie, że narodowy socjalizm i komunizm są piekielnymi braćmi. Ale człowiek o elementarnym poczuciu katolickiej moralności musi wobec takich działań wyrazić sprzeciw. Nie zapominajmy przy tym, że w ramach ówczesnej polityki historycznej straszak niemiecki, a przede wszystkim nikczemne oskarżenia o filohitleryzm, były narzędziem propagandowym, wymierzonym w ostatniego papieża ? Piusa XII. Każdy katolik używający rozumu musi mieć tego świadomość.
Za pomocą pewnych charakterystycznych niedopowiedzień i przemilczeń p. Orszak próbuje manipulować przekazem historycznym, zręcznie sugerując w dalszej części swojego artykułu, że poza władaniem polskim Śląsk pozostawał jedynie w latach 1741-1945. Obsesyjnie skupia się na panowaniu pruskim, które jest dla niego synonimem wszelkiego zła. Germanizacja, która tak naprawdę była wielowiekowym, naturalnym procesem przynajmniej od Średniowiecza, w jego retoryce staje się brutalna i bezduszna. A przecież, co jest absolutnie normalnym zjawiskiem historycznym, po (pokojowym!) włączeniu Śląska w skład świętego imperium, na teren ten napływali nowi mieszkańcy: Czesi, Niemcy, Flamandowie etc, etc. W dawnych, szczęśliwych czasach, kiedy jeszcze nacjonalizm nie był potrzebny, Niemcy mogli być lojalnymi poddanymi królów Polski, a Polacy ? mieszkańcami Cesarstwa i nawet rycerzami zakonu krzyżackiego...
Kiedy analizuję meandry osobliwej logiki p. Orszaka, wnioskuję, że jego zdaniem germanizacja z definicji zawsze jest brutalna i bezduszna, natomiast polonizacja nie może być inna, jak delikatna i przeniknięta wzniosłą duchowością. Owszem, dobrze być Polakiem, choćby dlatego, że to w ramach polskiej kultury powstała wspaniała Potęga smaku, ale właśnie również dlatego od Polaków (narodowej elity, do której p. Orszak zapewne chciałby się zaliczać) należy wymagać więcej niż ? powiem metaforycznie ? walenia dookoła intelektualnym łomem i cepem.
Pan Orszak usiłuje wmówić czytelnikom ?Opcji na Prawo?, że lata panowania pruskiego na dawnych ziemiach piastowskich to okres zastoju gospodarczego. Owszem, o ile można mówić o trudnościach wynikających z konsekwencji wojen śląskich i późniejszej integracji nowej prowincji z resztą Prus, nie można zapominać, że Wrocław stał się jedną z trzech stolic Królestwa, a okres XIX wieku, szczególnie po zwycięstwie nad korsykańskim uzurpatorem, to czas bardzo szybkiego rozwoju ekonomicznego, rozbudowy miasta, komunikacji z Europą, wznoszenia wspaniałych obiektów, po których obecnie pozostały nam zdjęcia i plany architektoniczne... Mimo nacisków berlińskiej biurokracji i istotnego ograniczenia samorządności, w mieście przetrwały wolnościowe tradycje z czasów podległości królom czeskim. To jest genius loci! Czytelnikom pragnę w tym miejscu polecić bardzo interesującą książkę p. Agnieszki Zabłockiej-Kos pt. Zrozumieć miasto. Centrum Wrocławia na drodze ku nowoczesnemu city 1807-1858. Dla zachowania obiektywizmu zaznaczę od razu, że p. Zabłocka-Kos w swojej publikacji nie ukrywa bynajmniej negatywnych stron działalności władz pruskich we Wrocławiu, m.in. rabunku własności kościelnej, centralizacji etc., etc. Dostrzega również pozytywne skutki napoleońskiej okupacji Wrocławia (m.in. zburzenie murów obronnych hamujących rozwój terytorialny). O tym wspominam, aby p. Orszak nie spieszył się zanadto z oskarżaniem tej autorki o wysługiwanie się Niemcom...
Warto przypomnieć i podkreślić, że Prusacy nie są synonimem Niemców. Istnieje nawet powiedzenie, że Prusacy, to ludzie, którzy zapomnieli o swoim słowiańskim pochodzeniu. Nie zamierzam gloryfikować Prus i pruskiej monarchii. Ważąc zasługi i przewiny, zalety i wady, trzeba pamiętać, że to właśnie w Prusach (z dominującą cywilizacją bizantyjską) dzięki niesławnemu kanclerzowi Bismarckowi instalowano pierwsze w dziejach ?państwo opiekuńcze?, a przede wszystkim ? pogwałcono zasady legitymizmu i stworzono krótkotrwałe ?cesarstwo?, które z oczywistych powodów musiało skończyć się wielką, zasłużoną katastrofą. Dziś, wiele dziesięcioleci po tym, jak Prusy dosięgła Nemezis, oczekuję dyskusji sine ira et studio.
Zdobędę się jeszcze na osobistą refleksję, że jako wnuk żołnierza Habsburgów wolałbym, oczywiście, aby Maria Teresa zwyciężyła, a Śląsk możliwe długo pozostawał pod panowaniem Domu Austriackiego, ale moje ?chcenie? nie ma tu nic do rzeczy. Jeżeli Wrocław rozwijał się znakomicie pod panowaniem protestanckich Hohenzollernów, mogę się tylko cieszyć. A dla p. Orszaka podstawową winą Niemców, wszystkich Niemców, jest chyba to, że oni w ogóle istnieją. Cokolwiek by zrobili ? źle.
W histerycznej nienawiści do Niemców p. Orszak ma pretensje nawet o to, że w 1990 r. komunistyczny herb Wrocławia zastąpiono innym, nawiązującym do dawnych wzorów i całej historii miasta. Zacytuję za Wikipedią: Współczesny herb Wrocławia jest pięciopolowy. W prawym (kolejność heraldyczna, tj. odwrócona) górnym rogu w czerwonym polu znajduje się ukoronowany Lew Czeski, symbol przynależności do dawnej Korony Królestwa Czeskiego, w lewym górnym rogu czarny Orzeł Śląski (zgorzelec) w złotym polu z białą przepaską henrykowską na piersi i skrzydłach zwieńczoną krzyżem. W prawym dolnym, złotym polu znajduje się duża litera W od łacińskiej nazwy miasta Wratislavia, w lewym dolnym, czerwonym polu pierwotnie znajdowała się osadzona na odwróconej koronie głowa świętego Jana Ewangelisty (patrona kaplicy na ratuszu) w nimbie, w dzisiejszej wersji jest to głowa świętej Doroty, patronki niemieckich osadników (uwaga: oficjalna strona Wrocławia http://www.wroclaw.pl/p/1835/ podaje, że jest to głowa świętego Jana Ewangelisty o twarzy młodzieńca z lokami jakby kobiecymi). W centrum tarczy mieści się srebrna misa z odciętą głową świętego Jana Chrzciciela, patrona katedry wrocławskiej. Jak zatem skomentować niewątpliwie szokujący fakt, że funkcjonariusz Ligi Polskich Rodzin przedkłada zmanipulowane symbole, które miały być ?dowodem?, iż komuniści to prawowici spadkobiercy Piastów (sic!), nad symbolikę chrześcijańską? I do tego jak zacięta płyta powtarza slogany o rzekomym zacieraniu autentycznej tożsamości naszego miasta!
Przy okazji warto napomknąć, że przed komunistami przy tradycyjnym herbie Wrocławia majstrowali również narodowi socjaliści. Cóż, różnica między narodowym socjalizmem a nacjonalitaryzmem PRLowskim jest tak naprawdę subtelna. (...) Nadprezydentowi i gauleiterowi Śląska Josefowi Wagnerowi źle się kojarzy herbowa litera ?W?. Jest podobno ?zbyt słowiańska?, jako że stanowi inicjał imienia czeskiego księcia Wratysława, założyciela naszego miasta. Lew zresztą też ma niewłaściwe, bo czeskie pochodzenie. Poza tym Wagner uważa, że w starym herbie jest za dużo chrześcijańskiej symboliki. Widok głowy św. Jana Chrzciciela na misie nie poprawia samopoczucia naszego gauleitera. Zarządził więc wprowadzenie nowego godła.
Panu Orszakowi, jako miłośnikowi idei ?jednego, socjalistycznego narodu? niezwykle przeszkadza, że są miejsca w Polsce, gdzie używa się podwójnego nazewnictwa geograficznego. Zapewne trudno jest mu wyobrazić sobie, że wolni ludzie mają prawo wyboru języka, jakim się posługują i ? dopóki go nie narzucają innym ? mogą również używać nazw przyjętych w danym języku. Śmiem twierdzić, że Polska nie zawali się od tego, jeżeli obok polskich będą wisiały drogowskazy i nazwy ulic choćby we wszystkich językach świata. To powinno zależeć wyłącznie od osób tym zainteresowanych, które oczywiście byłyby skłonne pokryć koszty takiej operacji. Ich liczebność nie ma tu nic do rzeczy. Szkoda, że p. Orszak w ogóle nie zastanawia się nad problemem faktycznego umacniania niemieckiej potęgi przez komunistów, którzy przez kilka dziesięcioleci robili wszystko, aby ?przekonać? Kaszubów, Mazurów, powstańców śląskich i Warmiaków głosujących w plebiscytach lub zbrojnie walczących o Polskę, że w swoich życiowych wyborach popełnili tragiczną omyłkę. Dlaczego komuniści w imię obłędu ?jednego, socjalistycznego narodu? szykanowali język wilamowicki? Dlaczego w państwowych szkołach odgórnie narzucano ?jedynie słuszny język literacki?, a tępiono wszystkie odmienności, regionalizmy, dialekty? Dlaczego nawet folklor był narzucany i sztucznie preparowany w myśl ?generalnej linii partii?? Dlaczego zmuszano autochtonów przyznających się do polskości, aby emigrowali do Niemiec? Dotyczyło to także weteranów powstań śląskich. Pamiętajmy również, że setki tysięcy Polaków na stałe opuściły kraj po wojnie polsko-jaruzelskiej. Tego upływu krwi, tych zmarnowanych talentów nie zrekompensuje żadne ?becikowe?...
Pytania postawione przeze mnie tylko pozornie są retoryczne, jeżeli mamy świadomość, że również polityka koalicji, do której jeszcze niedawno należała Liga Polskich Rodzin, doprowadziła do emigracji około dwóch milionów Polaków. Zaiste, przy takiej determinacji naszej (?) ?klasy politycznej? wkrótce staniemy się ?drugą Irlandią?, bo większość rodaków zamieszka poza Polską. Jak to jest? ? histeryzować, że Polska słabnie, że już za chwilę upadnie pod niemieckim ciosem, a równocześnie robić wszystko, aby jak największą grupę osób najbardziej twórczych, produktywnych i w wieku reprodukcyjnym wypchnąć do innych państw tzw. Unii Europejskiej? Gdzie tak naprawdę zagnieździli się ci kretyni i zdrajcy, których p. Orszak nieustannie tropi wśród śląskich działaczy samorządowych?! Przecież to dzięki kreatorom IV RP nasz kraj stał się rezerwuarem taniej siły roboczej dla całej Europy.
W pewnym momencie lektury Pruskiego fortepianu przestaje jednak być śmiesznie, zaczyna być groźnie. Pan Orszak otwarcie nawołuje polskie sądy do łamania starej, rzymskiej zasady Każdemu, co mu się należy (Iustitia est constans et perpetua voluntas ius suum cuique tribuendi), wynikającej z prawa naturalnego podstawą sprawiedliwości i kryterium praworządności. W swoim zacietrzewieniu oczekuje, aby na wyroki wpływ miały przede wszystkim kryteria narodowości i obywatelstwa stron procesowych. W takim ujęciu jednostka okazuje się jedynie metafizyczną abstrakcją. To już kolejny przykład myślenia totalitarnego, które jest antynomią myśli konserwatywnej, nakazującej, by sądy były niezależne od jakichkolwiek uprzedzeń i ideologii, obojętne w swych wyrokach na status społeczny czy majątkowy stron. Lege non distinguente. Wolny dostęp do broni oraz niezależność sądów to najskuteczniejsza obrona przed tyranią.
Jeżeli najpierw komuniści łamali prawo poprzez pozbawianie własności ludzi zmuszanych do emigracji, a następnie kolejni jej użytkownicy nie legalizowali skutecznie przejęcia praw do tejże własności, mogą mieć pretensje tylko do siebie. Ciekawe, że teraz p. Orszak posuwa się do gróźb i obelg pod adresem sędziów, natomiast ostentacyjnie milczy o tym, że koalicja PiS, LPR i Samoobrony, której do niedawna sam był częścią, nie zrobiła dosłownie nic, aby unormować stan prawny, kwestie własnościowe na północy i zachodzie Polski. Panie Orszak ? zapytam wprost ? może ci tajemniczy kretyni i zdrajcy, to po prostu pańscy nieudolni koledzy z partii i koalicji, którzy przez kilkanaście miesięcy rządzili państwem? Tak więc wszelkie pretensje proszę słać pod adres Sejmu.
Pan Orszak w swojej malignie zaczyna w pewnym momencie insynuować, że sądy w Polsce są bękartem rewolucji francuskiej ? szkoda, że nie spojrzał wcześniej w lustro i nie spostrzegł, iż sam jest idealną kopią osiemnastowiecznego jakobina, czego dowodem są zarówno przedstawione na łamach ?OnP? postulaty rządów totalitarnych, jak i prymitywna, lewacka retoryka. Robespierre i Saint-Just są z Pana dumni, Panie Orszak! Jak zresztą zauważono już przede mną: od 2005 r. projekt IV RP realizują właśnie jakobini, których wyłącznie dla własnej, erystycznej wygody demoliberalne media fałszywie zaliczają do prawicy.

 

Sądy ludowe rozpoczną swą działalność,
Skończymy z tymi, co wyzyskują lud,
Ich wszystkich spotka zasłużona kara,
Dla zdrajców nigdy nie zabraknie kul,

? wesoło śpiewał narodowo-komunistyczny Sztorm 68. I przynajmniej wiadomo, z jakiego źródła pochodzi p. Orszaka wizja praworządności.
Właściwie nie ma się o co kłócić... Dobrze, niech nawet te sądy, które nie chcą działać jako Volksgericht i ośmielają się nie odnajdować wolności w obowiązku, będą rzeczywiście okrzyknięte bękartem, ale równocześnie musimy uznać, że p. Orszak to z kolei najwierniejszy i najgodniejszy tego w linii prostej dziedzic jakobinów, twórczy kontynuator ich idei woli powszechnej, jednej, totalnej republiki i jednego, scentralizowanego narodu. Nie zdziwię się, jeżeli kolejne pokolenia młodych rewolucjonistów zamiast portretów ?Che? przywdzieją t-shirty z uśmiechniętą podobizną p. Orszaka.
W zacietrzewieniu ?moja jest tylko racja i to święta racja? p. Orszak posunął się do szargania pamięci kardynała Adolfa Bertrama, pierwszego metropolity wrocławskiego, którego ostentacyjnie ?zdegradował? do rangi li tylko biskupa i znieważył obelgą gloryfikator Hitlera. Niech przemówią fakty, które przypomnę cytatem z miesięcznika ?Nowe Życie?: Kard. A. Bertram jako przewodniczący Fuldajskiej Konferencji Biskupów katolickich słał energiczne protesty do rządu, ale nie spotykały się one z żadną reakcją nazistów. Upominał się on o prawa nie tylko katolików; głośnym echem odbił się jego memoriał wysłany do ministra sprawiedliwości z dnia 16 lipca 1941 r., gdy naziści przystąpili do mordowania ludzi upośledzonych umysłowo. Nic więc dziwnego, iż władze hitlerowskie usiłowały usunąć kard. A. Bertrama z wrocławskiego ordynariatu. Jego dymisji domagał się nade wszystko zastępca A. Hitlera ? wicekanclerz Franz von Pappen [tak w oryginale ? przyp. AN]. Złożył on nawet pełną obłudy wizytę kardynałowi A. Bertramowi. Wrocławski Arcypasterz szybko zorientował się jednak w tych planach i zakończył jego wizytę grzecznym, ale stanowczym wyproszeniem go z rezydencji arcybiskupiej. Mieszane uczucia wywołały jednak nie tylko u katolików urodzinowe, życzenia, które od wybuchu wojny przesyłał Adolfowi Hitlerowi. Chciał on jednak przez tego rodzaju gesty zapobiec totalnej zagładzie Kościoła, którego położenie stawało się z roku na rok coraz to bardziej rozpaczliwe i tragiczne. Cytowany artykuł w dalszej części obszernie przybliża pozytywny stosunek kard. Bertrama do Polaków i polskiego poczucia narodowego: http://nowezycie.archidiecezja.wroc.pl. O rzeczywistym stosunku naszego metropolity do narodowego socjalizmu pisał także w 2001 r. ?Tygodnik Powszechny?.
Pan Orszak ma pretensje nawet o to, że kard. Bertram został uroczyście pochowany, ale chyba nie możemy się tej złości zanadto dziwić, gdy mamy świadomość, że polityka historyczna idoli p. Orszaka polegała m.in. na profanowaniu zwłok i grobów. Rzuci martwe ciało na pożarcie psom (Scarecrow).
W latach tak kochanej przez p. Orszaka PRL komuniści nakłaniali duchownych rzymskokatolickich do występowania z Kościoła i wzmacniania heretyków z Kościoła polskokatolickiego, jako rzekomo narodowego. Upiór wyznania narodowego ? obecny także w polityce wyznaniowej III Rzeszy! ? wciąż krąży nad Polską.
Na koniec zwrócę uwagę Czytelników, że p. Orszak ? wariujący na tle literatury historycznej poświęconej panowaniu pruskiemu na Śląsku ? ani słowem się nie zająknął, iż w ostatnich kilkunastu latach pojawiły się również publikacje przybliżające kilkuwiekową przynależność Śląska do Korony św. Wacława, odbywały się spotkania i konferencje naukowe. Czyżby milczenie wynikało z faktu, że taka informacja niszczyłaby łatwą dychotomię ?niemieckie hieny? versus ?niepokalani Polacy?? Warsztat manipulacji działacz LPR opanował perfekcyjnie... Swoją drogą ciekawe, czy bohemizacja była brutalna, czy raczej delikatna?
I jeszcze jedno: pomstowanie na celowy brak pomników polskości we Wrocławiu ma miejsce w momencie, gdy w centrum miasta pomnik króla Bolesława Chrobrego przygotowywany jest do uroczystego odsłonięcia...

 

***
Polacy szukają przede wszystkim Polski, a nie Królestwa Bożego, oto dlaczego, nie mają Polski. (Papież Pius IX)

 

Przejdę do pewnych uogólnień, gdyż polemika z publikacjami utrzymanymi w duchu ?panaorszakowym? jest o tyle trudna, że jedno kłamliwe słowo wymaga dziesięciu zdań sprostowania. Przy całym prymitywizmie wywodu i licznych manipulacjach, które mają udowodnić, że ?moja jest święta racja?, p. Orszak sygnalizuje sprawy ważne i wymagające reakcji polskich władz i elit narodu. Polityka realna to jednak nie są przepychanki i przezwiska na poziomie piaskownicy, którymi to zwrotami bogato inkrustowany jest cały artykuł.
Zastanówmy się zatem, czy propagandowe (i nieudolne!) kłamstwa to rzeczywiście skuteczna broń przeciwko potencjalnemu zagrożeniu niemieckiemu? Śmiem twierdzić, że nie, gdyż dowodem na to jest klęska PRL-owskiej propagandy antyniemieckiej. W tym miejscu warto przypomnieć, że w ramach tejże propagandy również opozycja antykomunistyczna była opisywana jako agenci działający na zlecenie i za pieniądze zachodnioniemieckich odwetowców. W swoim zacietrzewieniu p. Orszak nie potrafi pojąć pewnego prostego mechanizmu psychologicznego, który pozwolę sobie nakreślić poniżej...
Przez kilkadziesiąt lat sowieccy sługusi próbowali uwiarygodnić swoją uzurpację tym, że to właśnie oni pokonali Niemców i jako jedyni są w stanie powstrzymać germańską ekspansję na wschód. Na ziemiach zachodnich i północnych dodatkowo wmawiano Polakom, że między XIV wiekiem a 1945 r. nastąpiło tam swoiste ?zawieszenie Historii?, tak więc PPR i PZPR to po prostu królewski szczep piastowy. Prawowitym następcą księcia Henryka VI miałby być I sekretarz KW PPR we Wrocławiu... Niszczono ślady obecności czeskiej i niemieckiej na Śląsku, architekturę na siłę ?regotyzowano?, historię Śląska w powszechnej świadomości zamykano datą 1335 roku. Na wzór sowiecki kreowano fałszywą tożsamość Wrocławia, socjalistycznego miasta z amputowaną pamięcią. Sześćset lat miało obrócić się w nicość. W ogólnopolskiej skali zadręczano społeczeństwo opowieściami o ?odwiecznym wrogu?, czego egzemplifikacją miały być starannie spreparowane ad usum Delphini informacje o krwiożerczych margrabiach, krzyżakach, Prusakach, Hohenzollernach, a w końcu fikcyjnej ?skrajnej prawicy?, czyli NSDAP. Uczono iście orwellowskiej wersji historii XX wieku. Jak mantrę powtarzano, że czyhają na nas Hupka i Czaja. Ludzie jednak głosowali nogami ? im więcej wpajano nienawiści do Niemców, tym bardziej Polacy marzyli o ?niemieckim pochodzeniu? i szybkiej emigracji. Ekstremalnym dowodem nieskuteczności PRL-owskiej propagandy stało się w końcu pojawienie w naszym kraju narodowo-socjalistycznych grup muzycznych...
Pan Orszak i podobni mu nacjonalitaryści muszą pogodzić się z tym, że w dobie Internetu i wolnych mediów nie są w stanie narzucić jedynie słusznej, moczarowsko-gomułkowskiej wersji dziejów Polski. O ważności i popularności tematów decydują czytelnicy. Przez 45 lat było to niemożliwe. Ludzie po prostu CHCÂĄ czytać o historii Wrocławia i całego regionu, chcą poznawać różnorodne interpretacje przemilczanych lub zakłamanych faktów. Nie znaczy to jednak, że są miłośnikami Hitlera. Przeciwnie, oni czują się gospodarzami tej ziemi, nie boją się zmierzenia z jej przeszłością, dlatego pragną tworzyć w ciągłości. Marzenia o wprowadzeniu zakazu pisania, wydawania i czytania książek o czeskiej, austriackiej i pruskiej obecności na Śląsku mają charakter aberracji.
Takie zjawiska są najzupełniej normalną reakcją na dziesięciolecia prymitywnych kłamstw, cenzury, wbijania do głów rewolucyjnej ideologii, miłości do Związku Sowieckiego, zimnowojennej psychozy etc. etc. Sprężyna odbija w drugą stronę. Warto zaznaczyć, że w morzu lewicowych kłamstw musiały rozpłynąć się nawet informacje prawdziwe ? wszystko, co ?wyprodukowali? komuniści, obciążone było z góry piętnem kłamstwa. Pod tym względem p. Orszak jest dzieckiem PRL, choćby wtedy, gdy nawołuje, aby nie fałszować historii, którą najpierw sam w artykule w pocie czoła sfałszował. Również język używany przez p. Orszaka jest kopią nowomowy, interesująco omówionej przez p. Michała Głowińskiego, m.in. w książce Marcowe gadanie. Świadomie czy nieświadomie, tego nie wiem, ale p. Orszak przede wszystkim ośmiesza sprawę, której rzekomo służy. Pseudoargumenty, pieniactwo, wodolejstwo, knajacki styl artykułu, wyłącznie ośmieszają postulat obrony polskiego stanu posiadania na ziemiach północnych i zachodnich.
Państwo polskie ma prawo prowadzić politykę historyczną. Musimy w sposób jednoznaczny, czytelny i bezkompromisowy odrzucać wszelkie roszczenia, które mogłyby kwestionować wynik wojny i zachodnie granice, musimy nieustannie monitorować światowe media pod kątem prób wybielania niemieckich agresorów i obciążania Polaków odpowiedzialnością za wojnę. Ogromną rolę ma do odegrania Instytut Pamięci Narodowej. Zgoda odnośnie do polskiego interesu narodowego powinna mieć charakter ponadpartyjny. Nie możemy bać się Niemców i równorzędnej z nimi rywalizacji. Wracając jeszcze do kwestii podwójnego nazewnictwa: z oczywistych powodów należy odrzucać próby przywracania nazw miejscowości w brzmieniu zmienionym przez narodowych socjalistów w latach 30. W Polsce nie ma również miejsca na oddawanie honorów i budowanie pomników żołnierzom Wehrmachtu. Symbole są ważne. Ale trzeba mieć także świadomość, że obrona interesu narodowego polega na działaniach na rzecz restauracji monarchii, tworzeniu faktów politycznych, zawieraniu sojuszy, przywracaniu kary śmierci dla zbrodniarzy, ekspansji gospodarczej, wzmacnianiu rodzimej tożsamości, organizowaniu armii zawodowej i powszechnego uzbrojenia obywateli ? a nie na tworzeniu marnej publicystyki. Wyzwiska, poniżanie, groźby, to nie polityka, lecz raczej burdy drobnych pijaczków.
Z całego wywodu p. Orszaka sensowna jest tylko jedna sugestia, aby rządzący nie zajmowali się gospodarką, lecz skupili na obronie Polski przed Unią Europejską. Chciałbym mieć nadzieję, że w duszy jakobińsko-PRL-owskiego polityka LPR kryje się choć przebłysk libertarianizmu... Czy jednak moja nadzieja ma realne podstawy, jeżeli nieco wcześniej autor ten artykułował wyraźne pretensje o to, iż ziemia, prasa i fabryki zostały sprywatyzowane? A może po raz kolejny w swoim tekście p. Orszak mimowolnie wikła się w sprzeczności? W prawdziwym życiu jedyną drogą rozwoju gospodarczego Polski i ? co za tym idzie ? powstrzymania ekspansji niemieckiej jest właśnie całkowicie wolny rynek, pełna reprywatyzacja i prywatyzacja majątku zagrabionego przez władców PRL, najniższe z możliwych podatki oraz autentyczne, trwałe wycofanie się polityków i biurokratów z interwencji w gospodarkę. To wszystko nie będzie możliwe, dopóki w kraju panuje demokracja.
Po 1989 r. komunizm zastępowany jest miękkim totalitaryzmem UE. Mogłoby się wydawać, że wszyscy Polacy (potomkowie wolnościowych Sarmatów!) powinni jednoczyć się przeciwko tym tendencjom i bronić Wolności. Ale PRL nie całkiem umarła, gdyż stanowi matrycę wdrukowaną w umysły pseudonarodowców ? cieszących się, że po 1945 r. znacjonalizowano gospodarkę, a w 1968 r. PZPR stała się partią czysto aryjską. Sieroty po Polsce Ludowej, w których oczach PRON był Odrodzeniem Narodowym, są wrogami wewnętrznymi Polski. Dla nich wolność jest zagrożeniem, dlatego starają się rozbudzać resentymenty, wyzwalać agresywne emocje, kreować społeczne psychozy, aby ostatecznie radykalnie ograniczyć nienaruszalną sferę prywatności, a z kolei życie publiczne powtórnie sprowadzić do sterowanych odgórnie manifestacji poparcia. Dla sierot po PRL jednostka (pozbawiona własnej tożsamości) nie ma żadnych praw poza wspólnotą narodową, poza wolnością do podporządkowania samozwańczym obrońcom Dobra Narodu. W efekcie Dobru Narodu, temu śmiertelnemu bogu, miałyby zostać podporządkowane wszelkie nakazy prawa i moralności. Członkowie narodu będą aż do skutku kształtowani na wzór nacjonalitarnego ideału. Kolektywny naród równych stałby się wspólnotą samodeterminującą. Wrogość wobec indywidualizmu jest wspólna dla wszystkich form totalitaryzmu, gdzie wszystko jest polityczne, a życie ludzkie ma tylko jeden wymiar.
Gdybym był wrogiem Polski, złym Niemcem, natychmiast przetłumaczyłbym artykuł p. Orszaka na wszystkie europejskie języki i powielił w milionach egzemplarzy, aby udowadniać wszem i wobec, że społeczeństwo, które wydaje tak marnych myślicieli politycznych, zasługuje jedynie na zniewolenie. Albowiem jest smutną prawdą, że nikt nie potrafi(ł) tak zaszkodzić Polsce, jak sami Polacy. Niestety.

 

Adrian Nikiel




 
Zazwyczaj nie zabieramy głosu w toczonych na łamach ?Opcji? polemikach. Powyższy długi tekst musimy jednak opatrzyć przynajmniej paroma uwagami.
1. Jedynie ?uzurpator? Napoleon dawał Polakom nadzieję na wolność i w jakiejś mierze ją spełnił. Wrogiem Polski były w jego czasach trzy ?chrześcijańskie? monarchie. Nic dziwnego, że to właśnie ?uzurpatora? wsparli masowo Polacy i w bitwie, którą upamiętnia Hala Stulecia, walczyli (i ginęli) po jego stronie. Pozostając chrześcijanami, Polacy bynajmniej nie cieszyli się z klęski pod Lipskiem i śmierci Poniatowskiego, a dobrą pamięć o ?uzurpatorze? zachowują do dziś (?Dał nam przykład Bonaparte...?).
2. Emigracja zarobkowa jest normalnym, przejściowym zjawiskiem krajów wychodzących z gospodarczej biedy. Wcześniej przeszły przez to np. Hiszpania, Portugalia, Irlandia. To nie trwające kilkanaście miesięcy rządy PiS-u spowodowały masowe wyjazdy Polaków za granicę, a kilkudziesięcioletnie rządy ich poprzedników ? zwłaszcza komunistów. Prostowanie i naprawianie skutków ich ?gospodarzenia? zajmie nam kolejne dziesięciolecia. Zjawisko wystąpiło ostatnio, ale wcześniej masowa emigracja zarobkowa była po prostu niemożliwa.
3. Dla redakcji i dla większości katolików ostatni Papież to jednak Benedykt XVI
4. Okrągła sentencja zamykająca tekst jest może efektowna, ale oczywiście nieprawdziwa.

 

Redakcja

Wyświetlony 4547 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.