niedziela, 30 maj 2010 09:56

Dokąd zmierzasz, Akademio?

Napisane przez

Przez polskie akademie przewala się fala buntu i nieposłuszeństwa obywatelskiego. Trudno uwolnić się od mimowolnego Schadenfreude: oto środowisko, które od dziesięcioleci przywykłem uważać za najbardziej oportunistyczne, samolubne i nacechowane serwilizmem wobec każdej władzy; dystansujące się od wszelkich spraw, jakie wykraczają poza własne podwórko - mobilizuje się nagle we froncie nieposłuszeństwa obywatelskiego, wzywa do niepoddania się rygorom ustawy lustracyjnej i w imię zachowania godności gotowe jest do najwyższych poświęceń. Ogłasza profesor Janusz Grzelak, dziekan Wydziału Psychologii UW: jestem gotów stracić pracę, byle zachować godność. Specjalna uchwała Prezydium PAN z 20 marca 2007 stwierdza, że ustawa ta gwałci zakorzenioną głęboko w polskiej tradycji prawa zasadę autonomii szkolnictwa wyższego i nauki. Zbierają się senaty i rady wydziałów, zbierają się rektorzy i z całej Polski rozlega się jeden wielki jęk protestu!

Na czele, co naturalne, stają humaniści, w pierwszym rzędzie rady wydziałów prawa. Któż, jak nie profesorowie prawa są bardziej kompetentni, by orzec, że inkryminowana ustawa jest bublem prawnym i postawić jej dziesiątki zasadniczych zarzutów? Któż jak nie poloniści najlepiej potrafią ocenić, czy to, co zapisane w ustawie, jest zgodne z duchem języka polskiego? Naturalne jest więc i to, że w czołówce obywatelskiego sprzeciwu ramię w ramię z prawnikami, stają poloniści i językoznawcy, ze słynnym opiekunem poprawnej polszczyzny, profesorem Janem Miodkiem. Nawet fizyk, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, który jako pierwszy ogłosił, że jego uczelnia spełni niezwłocznie obowiązek lustracyjny, pod wpływem perswazji prawników i polonistów, zrozumiał, że w języku polskim niezwłocznie oznacza kiedy ustaną wszelkie wątpliwości, a te rozstrzygnąć może dopiero werdykt Trybunału Konstytucyjnego! No a wątpliwości przecież nie brakuje. Do tego stopnia, że rektor Uniwersytetu Gdańskiego raczej przekwalifikuje swoich profesorów w asystentów, niż pozwoli na to, żeby ich tak niesprawiedliwie upokarzano. Rzecznik Praw Obywatelskich, dr Janusz Kochanowski, akademik jak najbardziej, wyznał w TVP, że 26 lat czekał na tak wspaniały przykład zaangażowania obywatelskiego środowisk akademickich. Nasz ombudsman dostrzega wszystkie wady ustawy lustracyjnej i nawet nosi się z zamiarem zaskarżenia jej do Trybunału Konstytucyjnego, jednakże reakcja jego uczonych kolegów wprawia go w zdumienie. Istotnie, ani w czasie stanu wojennego, ani po jego zniesieniu, ani w ciągu całych 17 lat istnienia wolnej Rzeczypospolitej, trudno znaleźć podobny przykład solidarnej obywatelskiej postawy polskich uczonych. A przecież działo się wiele, bubli prawnych naprodukowano bez liku, prawa nie tylko pojedynczych obywateli, ale i całych wielkich grup społecznych, niejeden raz wystawiane były na szwank. Dr Kochanowski jakby miał do nas pretensje jeszcze od czasów stanu wojennego, ale senaty, wydziały i rektorzy starannie unikali mieszania się do polityki także w Wolnej Polsce, a więc gdy komunizmowi wybito już wszystkie zęby. Ostatnie 17 lat to okres historycznej transformacji ustrojowej, podczas której gwałtownym zmianom ulegał i sam ustrój państwa, i prawie wszystkie instytucje, i następowały ogromne przemiany społeczne. Przy takich procesach niezliczoną ilość razy gwałcone i naruszane były prawa, popełniono masę niegodziwości, które dotykały nie tylko pojedynczych ludzi, ale całe grupy społeczne i wolno postawić pytanie: gdzie w tym wszystkim słychać było głos wydziałów i senatów, jakie stanowisko zajmowało w nich środowisko akademickie?

? Gdzie był głos uczonych, gdy z pogwałceniem wszelkich zasad ponownie rejestrowano NSZZ Solidarność, z arbitralnie zmienionym statutem i z czystką w Związku, która zepchnęła na margines polityczny większość członków jego krajowych i regionalnych władz, eliminując ludzi, którzy z najwyższym poświęceniem walczyli o jego powrót do życia publicznego?
? Jakie stanowisko zajmowały gremia akademickie, kiedy budowano fundamenty III Rzeczypospolitej, zasady konstytucyjne, prawa wyborcze?
? Jak zareagowali rektorzy i senaty, gdy w trakcie historycznych wyborów czerwcowych zmieniano ordynację, aby zanegować decyzję społeczeństwa, które odrzuciło w całości tzw. listę krajową?
? Co oświadczały statutowe władze akademickie, kiedy Polska stawała się największą w świecie pralnią brudnych pieniędzy, kiedy z dnia na dzień wyparowywały oszczędności milionów obywateli, kiedy likwidowano dorobek pokoleń, a tajni i jawni współpracownicy służb ? kosztem milionów ludzi bezceremonialnie pozbawianych pracy i środków do życia ? z dnia na dzień stawali się milionerami? Bezrobocie nie dotknęło przecież środowisk akademickich, przeciwnie, stworzyło niezwykłą okazję do dorobienia się łatwym kosztem, do utworzenia całej masy pseudouczelni, w których pseudouczeni, sprzedając pseudowiedzę zwielokrotniają swoje dochody.
? Polscy ustawodawcy pobili już rekord świata w częstotliwości zmian i poprawek podstawowego prawa ustrojowego, jakim jest ordynacja wyborcza do Izby Ustawodawczej, fundując nam przy każdych wyborach nową procedurę wyborczą, jakby nie było wielowiekowego dorobku ludzkości w tej dziedzinie. Wszystkie te procedury naruszają podstawowe prawa obywatelskie i zasady sformułowane w Konstytucji, dezintegrując scenę polityczną, generując podziały społeczne i korupcję. Jednak, kiedy rok temu kilkudziesięciu profesorów, różnych specjalności i z różnych uczelni, zwróciło się do Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich o otwarcie debaty publicznej w tej sprawie, odpowiedzią było milczenie, bo rektorzy nie mogą mieszać się do polityki.
Ustawa lustracyjna niewątpliwie ma wady, które nie przynoszą zaszczytu jej twórcom. Najprawdopodobniej środowiska akademickie będą w stanie przeszkodzić jej egzekucji, tym bardziej że uderza ona w zaplecze doradczo-eksperckie rządzących. Będzie to jednak zwycięstwo pyrrusowe, a jego skutkiem będzie utrata społecznego autorytetu uczonych i nauczycieli akademickich. Aby się dowiedzieć, jaki jest stosunek zwykłych zjadaczy chleba do tego protestu środowiskowego, wystarczy zajrzeć do Internetu, który jest dzisiaj jedynym naprawdę wolnym medium, w którym internauci mogą swobodnie prezentować swoje opinie. Nie są to, w żadnym razie, opinie pochlebne.
Jeśli autorytet uczonych środowisk ma być uratowany, to uczeni, ich rady i senaty muszą wychylić się nieco ze swojej wieży z kości słoniowej, porzucić postawę eskapizmu i ignorowania najbardziej żywotnych problemów państwa i narodu. Uniwersytety i akademie nie mogą nadal być jedynie bankiem ? magazynem, z którego rządzący, według własnego uznania, dobierają sobie usłużnych potakiwaczy i ekspertów gotowych zawsze znaleźć uzasadnienie ich najbardziej nawet absurdalnych pomysłów. Uniwersytety nie po to istnieją, aby produkować ludzi z dyplomem. Społeczeństwo ma prawo spodziewać się po nas czegoś więcej.

 

Jerzy Przystawa

Wyświetlony 5228 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.