poniedziałek, 21 czerwiec 2010 16:49

Śmierć Generała

Napisane przez

W ciągu niespełna miesiąca zmarło dwóch ludzi, którzy walnie przyczynili się do wyjścia Chile z gigantycznego kryzysu spowodowanego rządami Salvadore Allende. W połowie listopada zmarł Milton Friedman, którego uczniowie przeprowadzili tam reformy gospodarcze, a 10 grudnia Augusto Pinochet, który ich do Chile zaprosił.

 

O ile jednak śmierć profesora Friedmana nie wzbudziła na świecie ? i w Polsce ? większych emocji (choć można było, rzecz jasna, znaleźć w Internecie komentarze takie, jak ten z portalu lewica.pl: Zmarł głosiciel zabójczych koncepcji, które przełożyły się na rzeczywistość społeczną), o tyle zgon generała Pinocheta stał się na pewien czas wiadomością numer jeden, w polskich mediach, przyćmiewając nawet (co prawda na krótko) głośną ostatnio "aferę rozporkową" z panią Anetą Krawczyk w roli głównej.

Program pierwszy polskiego radia zaraz po informacji o śmierci "krwawego dyktatora" zaserwował słuchaczom wywiad z jakimś chilijskim emigrantem politycznym z roku 1974, który ze swadą opowiadał o okrucieństwach reżimu Pinocheta – reżimu, którego nie było dane mu zaznać, bo wyjechał z kraju w kilka miesięcy po przejęciu przez generała władzy. Tak pożegnała prawicowego dyktatora stacja oskarżana o to, że pod rządami Marcina Wolskiego stała się tubą propagandową prawicy. Na całym świecie dominowała satysfakcja po śmierci bodaj największego (po Franco, rzecz jasna) zbrodniarza od czasów Hitlera; szkoda tylko, że nie zdążono go najpierw skazać ? biadoliła Amnesty International wespół z Baltazarem Garzonem, hiszpańskim prawnikiem, który stał za aresztowaniem Pinocheta w Wielkiej Brytanii, w roku 1998 (co ciekawe, Amnesty International nie protestowała wówczas przeciwko temu ewidentnemu pogwałceniu prawa). Przy okazji śmierci Pinocheta, potępił go Biały Dom, prezydent Brazylii, francuski minister kultury, brytyjska minister spraw zagranicznych i wiele innych nieco tylko mniej wpływowych postaci. Jedyną znaną osobą, która wyraziła żal z powodu odejścia byłego dyktatora, była Margaret Thatcher, która nie pierwszy zresztą raz stanęła samotnie w jego obronie – poprzednio czyniąc to w roku 1998, kiedy aresztowanie generała (pod osłoną nocy, w szpitalu, gdzie kilka godzin wcześniej przeszedł operację) nazwała wprost porwaniem. Kiedy właśnie w 1998 roku Pinocheta postanowiło odwiedzić w Londynie dwóch prawicowych polityków polskich (i jeden, wówczas jeszcze prawicowy, dziennikarz), na lotnisku zostali oni ? jak doniosły media – oblani śmierdzącą cieczą. Podobnej "śmierdzącej cieczy" wylano na samego generała w ciągu ostatniego kilkunastolecia hektolitry. Pinochet zmarł w mozolnie wyrabianej przez te lata opinii mordercy, okrutnika, złodzieja, a nawet handlarza narkotyków. Szafując tymi określeniami przeciwnicy generała nie zaprzątali sobie głów faktami. Przyrównując go w Polsce do Wojciecha Jaruzelskiego (nawiasem mówiąc ? niestety ? pierwszy raz użyła tego haniebnego porównania opozycja antykomunistyczna, nazywając Jaruzelskiego "polskim Pinochetem"), nie baczono na to, że to nie Pinochet, a Allende kazał otworzyć ogień do strajkujących górników z kopalni El Teniente. Oskarżając o mordowanie opozycjonistów, nie przejmowano się tym, że opozycja prowadziła de facto wojnę partyzancką, nierzadko posuwając się do ewidentnych aktów terroru. Czyniąc z byłego dyktatora złodzieja (lub handlarza narkotyków) ? bo niby skąd miał tyle pieniędzy na zagranicznych kontach? ? "zapomniano" o szwedzkim milionerze, Johnie Hjerstedcie, który, umierając w roku 1980, cały majątek zapisał w spadku Pinochetowi.
(?)
Piotr Tadeusz Waszkiewicz

Wyświetlony 5564 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.