poniedziałek, 21 czerwiec 2010 16:50

Odpieprzcie się od Generała!!!

Napisał

Śmierć generała Augusto Pinocheta na nowo obudziła drzemiącą lewicę, pogrobowcy rewolucyjnych dzieci Che Guevary wyległy na ulicę wielu miast, by dać dowód swej radości z powodu śmierci tak znienawidzonej osoby, przy okazji paląc samochody, wybijając szyby, obrzucając stróżów porządku koktajlami Mołotowa.

 

Niejednokrotnie zadawałem sobie pytanie, dlaczego Augusto Pinochet budził i budzi tak skrajne emocje ? pod względem drastyczności i liczby ofiar nie może się równać ze swymi pobratymcami z Ameryki Łacińskiej (Kolumbia czy Nikaragua liczbę ofiar zamachów stanu szacuje w setkach tysięcy). Trudno go też porównać do wojskowych watażków, którzy po zamachu stanu w krótkim czasie doprowadzali kraj do ruiny finansowej, zawsze odwrotnie proporcjonalnej do stanu własnego konta. Co więc wywołuje tak wściekłe parkosyzmy szału u światowej lewicy, ilekroć przywołuje się postać Pinocheta? Zjawisko porównać można do choroby zakaźnej, casus Pinocheta wywołuje nawet u zrównoważonych zazwyczaj żurnalistów efekty ukąszenia heglowskiego ze spóźnionym działaniem. Interpretacja, do której każdy dziennikarz ma prawo, zamienia się w stek ordynarnych kłamstw, manipulacji i urabiania opinii publicznej na lewicową modłę. Nienawiść zjednoczonej światowej lewicy do Pinocheta można tłumaczyć tylko tym, że wyjątkowo skutecznie zatrzymał on pochód lewicy w Ameryce Łacińskiej, pochód z Kuby do Ziemi Ognistej, by w latach 70. wprowadzić pax sovietica.

W 91. rocznicę urodzin, zniedołężniały Pinochet opublikował swój polityczny testament, adresowany do Chilijczyków. Zdecydowana większość nagłówków prasowych doniosła o tym zdarzeniu w krótkiej notatce: Pinochet po latach przyznaje się do winy. Po czym cytowano najczęściej jedno zdanie z listu, w którym generał mówi o całkowitej osobistej odpowiedzialności za losy kraju w czasie przewrotu. Zestawienie tej wypowiedzi z tytułami nagłówków już wydaje się niepoważne. Postarałem się zatem dotrzeć do całości testamentu Generała. W swoim tekście lata przewrotu Pinochet przywołuje zawsze w kontekście miłości do ojczyzny. Oceniając je z dystansu, pisze: Stałem się przedmiotem okropnych i tchórzliwych polityczno-prawnych manipulacji, które z punktu widzenia moralności nic nie znaczą. Jestem całkowicie niewinny przestępstw i działań, które mi się przypisuje. Jak z tego tekstu wydedukować można jego przyznanie się do winy, wiedzą pewnie tylko żurnaliści.
Gdy umarł Augusto Pinochet, odżyły dawne spory dotyczące jego odpowiedzialności za zamach stanu. Zdecydowana większość mediów albo przemilczała liczbę ofiar konserwatywnej rewolty (enigmatycznie pisząc o dziesiątkach tysięcy ofiar) lub wspominała liczbę trzech tysięcy ofiar, jakie przypisuje się Pinochetowi. Prawie nigdy nie wspomniano przy tej okazji, że ofiary to zarówno rewolucjoniści, jak i ludność cywilna i żołnierze, którzy zginęli z rąk lewicowych bojówkarzy (kto dziś pamięta wysadzenie w powietrze w Santiago elektrowni, podkładanie specjalnie konstruowanych bomb puszkowych na uniwersytetach czy w szpitalach – nie robili tego krwawi żołdacy generała, lecz specjalnie przeszkoleni przez Rosjan bojówkarze). Na tego rodzaju argumenty krytycy generała stwierdzają, że nie chodzi przecież o liczbę ofiar, bo choćby połowa mniej zginęła, to nie jest to sprawa statystyki, lecz zasad. Warto odpowiedzieć na to z całą powagą.
Dla światowej lewicy dzień śmierci Pinocheta ma rzekomo ogólnoświatowy symboliczny wymiar. Pinochet umarł w Międzynarodowym Dniu Praw Człowieka ? wedle przeciwników Generała nawet sam Bóg wymierzył mu policzek, zabierając go właśnie tego dnia. W tym kontekście warto wrócić do uchwały parlamentu chilijskiego z 1973 roku, który większością głosów (informacja dla wszystkich zwolenników demokracji!) zaapelował do Naczelnego Zwierzchnika Sił Zbrojnych Chile o odsunięcie siłą od władzy prezydenta Allende, gdyż: łamie on podstawowe prawa człowieka i nie przestrzega konstytucji. Pinochet nie dość, że działał na polecenie Kongresu Chilijskiego, to stanął właśnie w obronie praw człowieka, prawa do życia, wolności i własności, która była tak skutecznie nacjonalizowana przez marksistowskiego szaleńca Allende, który nawet w przeddzień zamachu stanu sprowadził na ulice Santiago regularne wojsko kubańskie. Warto tu zacytować bratanicę prezydenta Allende (trudno ją posądzić o sympatię dla generała), która tak oceniała rządy swego stryja: wystarczyły trzy lata rządów stryja, by w sklepach nie było żywności i podstawowych środków czystości. Stryj nie wiedział, co robić dalej.
(?)
Roman Konik

Wyświetlony 5902 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.