wtorek, 29 czerwiec 2010 12:35

Przyjaźń Zachodu

Napisane przez

W całych swoich dziejach Polska ciążyła ku krajom Zachodu, wśród nich widziała swoje miejsce i nie szczędziła ofiar w obronie, budowanej wraz z nimi, cywilizacyjnej wspólnoty. Wprawdzie np. udział Polaków w krucjatach był minimalny, ale, jako nieliczni w Europie, graniczyliśmy wówczas z agresywnymi krajami pogańskimi, staliśmy na drodze najazdów mongolskich, a w wiekach późniejszych uniemożliwialiśmy rozpanoszenie się w Europie Turków. W zamian otrzymywaliśmy czasem odrobinę zainteresowania, innym razem sporo współczucia. Bywało, że udzielano gościny naszym uchodźcom.

 

Z entuzjazmem też przyznawano się do wielu naszych wybitnych postaci, konsekwentnie uznając za swoich rodaków Kopernika, Chopina czy Skłodowską-Curie. Od kilkuset lat bujnie rozkwita też tradycja uznawania za swoje przeróżnych polskich osiągnięć ? począwszy od prac Witelona, po takie wynalazki, jak rafinacja ropy, lampa naftowa, elektroniczny wykrywacz min czy deszyfrująca replika "Enigmy". Czasem utożsamienie się z polskimi zasługami popycha do zmasowanych fałszerstw, utrwalanych we wszystkich możliwych mediach, lub np. niszczenia przez brytyjski wywiad własnych zasobów archiwalnych. W tym ostatnim przypadku ? zdradzały one nazbyt gorzką dla niego prawdę, że u progu wojny z Niemcami po prostu niemal nie istniał i siłą tego faktu wartościowe informacje otrzymywał niemal wyłącznie od siatki szpiegowskiej sojusznika polskiego.
Jeśli w przeszłości zdarzało się polityczne poparcie Zachodu dla Polski, ograniczało się do słów, które stronę deklarującą nie kosztowały nic, a polegających na tych słowach ? nawet totalną katastrofę. Z potwornie kosztownej lekcji II wojny światowej wyciągnąć bowiem musimy naukę, że sojusze i gwarancje mogą mieć na celu jedynie cyniczne wmanewrowanie w wojnę. Brytyjskie deklaracje z 1939 r. służyły wyłącznie odpędzeniu zagrożenia od własnych granic, poprzez rzucenie nas na pożarcie w nadziei, że wspólni wrogowie zaspokoją żądzę podboju rozszarpując ojczyznę Polaków. Mało znanym dziś faktem jest to, że po klęsce wrześniowej okupowaną Polskę hitlerowcy okleili plakatami przedstawiającymi ruiny i skrwawione ofiary. Podpis głosił: Anglio ? twoje dzieło! Dziś treść tego afisza nie dla wszystkich jest czytelna. W latach wojny także nie było w zwyczaju komentowanie tej gorzkiej prawdy. Katastrofa Drugiej Rzeczypospolitej była bowiem, w znacznej mierze, owocem polityki brytyjskiej. Odradzanie się Polski w 1918 r. Anglia przyjęła bardzo niechętnie, jeśli nie wręcz wrogo. Wieloletni premier i minister spraw zagranicznych Arthur James Balfour na wiele sposobów argumentował, że Polska powinna pozostać co najwyżej autonomiczną prowincją Rosji. Premier Lloyd George na konferencji w Wersalu skłonny był zaakceptować nasz kraj jedynie w rozmiarach nie dających nam żadnych szans przetrwania, a możliwość posiadania przez Polskę Śląska porównywał do oddania zegarka w ręce małpy. Pogląd ten kontynuował minister Georg Nataniel Curzon, wykorzystujący nasze skrajnie niebezpieczne położenie do składania propozycji de facto oznaczających rychłe odejście Polski w niebyt. Kiedy jednak, na przekór tym planom, odrodziła się ona jako państwo o poważnych rozmiarach ? do późnych lat trzydziestych towarzyszyła mu, w najlepszym razie, lodowata obojętność Londynu. Diametralny przełom nastąpił w momencie, w którym flegmatyczni Anglicy uświadomili sobie, że "przespali" kilka lat, w czasie których Niemcy zbudowały śmiertelnie im zagrażającą, wojenną machinę. Dostrzeżenie tego faktu zaowocowało natychmiastową erupcją "miłości" do Polski i Polaków. Rząd Chamberlaina zaoferował jednostronne gwarancje i ogromne kredyty na dozbrojenie polskiej armii, z których zresztą potem w praktyce nie można było uszczknąć ani funta. Wszystkim, co w tamtej chwili był w stanie wymyślić rząd Jego Królewskiej Mości, było bowiem doprowadzenie do skierowania niemieckiej agresji w stronę Polski. Czy jej gehenna miała, wedle brytyjskich intencji, dać czas mocarstwom Zachodu na powiększenie militarnego potencjału, czy też liczono na to, że takie ukierunkowanie ekspansji trwale oddali widmo zmagań z Rzeszą? Nie brak świadectw tego, że przynajmniej znacząca część angielskich elit miała nadzieję na bieg wypadków według tego drugiego wariantu. Dymiły jeszcze w naszych miastach wojenne pożary, gdy nie kto inny, jak sam Georg Bernard Shaw na łamach "New Statesman" 7 października 1939 pisał, że: Hitler jedynie skorygował nasz błąd popełniony na konferencji w Wersalu (...) teraz naszym zadaniem jest zawrzeć z nim pokój, zamiast popełniać kolejne błędy. Najbardziej znany wówczas literat Albionu, laureat Nagrody Nobla, kontynuując swój wywód, stawiał wypełnione kpiną, retoryczne pytania: Poświęcić się? Dla kogo? Artykuł twórcy Pigmaliona niemal natychmiast przedrukowały największe gazety niemieckie i sowieckie. Już trzy dni później znalazł się on też w pierwszym numerze hitlerowskiej gadzinówki "Nowy Kurier Warszawski". Prasa brytyjska drukowała natomiast kolejne teksty w duchu idei Bernarda Shawa. Czy to, że wypadki potoczyły się wedle innego scenariusza, zawdzięczamy opiniom przeciwnym, czy też stanowisku Hitlera, zdecydowanego obrócić oręż w zachodnią stronę, pomimo płynących stamtąd pojednawczych ofert?
(...)
Artur Adamski
Wyświetlony 3007 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.