wtorek, 29 czerwiec 2010 12:39

Węgierska droga do wolności

Napisał

Powstanie 1956 roku w Budapeszcie pamiętam, jako pierwszą przeprowadzoną na tak wielką skalę, próbę wyrwania się z pęt wspólnego dla nas wroga. Warszawa w tym czasie żyła pełnią wolności, o jakiej przedtem i długo, długo potem nikt nie śmiał marzyć. Polacy przyjeżdżający z węgierskiej stolicy często nawet w obecności dygnitarzy z Biura Politycznego otwarcie i bez żadnych aluzji opowiadali publicznie o tym, jak rosyjskie czołgi tratują i rozjeżdżają węgierską rewolucję, która zapragnęła wolności. Polskie gazety wobec obezwładnionej wtedy cenzury pokazywały zdjęcia z Budapesztu, gdzie na czterech rogach rynku stały sowieckie czołgi przy absolutnej wokół nich pustce. Budapeszt był martwy. W tej sytuacji spontaniczne oddawanie krwi, pieniędzy, lekarstw, koców i żywności było patriotycznym obowiązkiem każdego, kto chciał, aby Węgry były równie wolnym krajem, jak Polska. Potem zarówno w Polsce, jak i na Węgrzech przystąpiono do zawracania z drogi do wolności. U nas powoli, łagodnie i coraz bardziej twardo, tam rozstrzeliwano, maltretowano i skazywano na długoletnie więzienia. Tysiące ludzi uciekło z socjalistycznego piekła, przez otwartą granicę węgiersko-austriacką. Wielcy tego świata biernie przyglądali się węgierskiej tragedii. Dla nas było to - a może nawet i nadal jeszcze jest – poważnym ostrzeżeniem przed liczeniem na jakąkolwiek istotną pomoc ze strony wolnych państw Zachodu. Głęboki ślad tych represji na Węgrzech widać było jeszcze 33 lata później, kiedy u nas już kilka miesięcy był rząd Mazowieckiego, tam w urzędach wisiał jeszcze portret Lenina. Węgierskie powstanie 1956 roku nie byłoby możliwe, gdyby nie długoletnia, a nawet wielowiekowa tradycja narodowa własnej drogi do wolności. Na tej drodze splatają się polskie i węgierskie losy, które warto poznać, a nawet naśladować i podziwiać.

Stefan Batory
Już Zygmunt August planował unię Polski i Siedmiogrodu przez wybór po jego śmierci węgierskiego władcy Jana Zygmunta na króla Polski. Przedwczesna śmierć Węgra uniemożliwiła realizację tego projektu. Jednak kilkanaście lat później projekt ten zrealizował książę siedmiogrodzki i król Polski ? Stefan Batory. Panowanie Batorego staje się najświetniejszym okresem rozwoju stosunków polsko-węgierskich. Stanowczy, "nie malowany król" potrafił skupić wokół siebie i pozyskać sympatię najwybitniejszych współczesnych mu Polaków ? od Zamojskiego i Żółkiewskiego po Kochanowskiego. Wybitny wódz, strateg i polityk umiał doprowadzić do sławnych zwycięstw z silniejszym przeciwnikiem, jakie osiągnął pod Pskowem i Wielkimi Łukami. Doskonały organizator i reformator, któremu tylko przedwczesna śmierć przeszkodziła w ukróceniu samowoli magnatów i wprowadzeniu radykalnych kroków dla naprawy Rzeczypospolitej. Bilans dokonań dziesięcioletniego władania jest imponujący. Usprawnienie podatków, rozwój działalności menniczej, powołanie oddziałów chłopskich ? tzw. piechoty wybranieckiej. W 1578 r. utworzył w Wilnie Akademię, przekształconą później w uniwersytet, której pierwszym rektorem został ks. Piotr Skarga. Jest to najstarsza wyższa uczelnia na ziemiach wschodnich. Sam katolik, ostro występował przeciw próbom organizowania antyprotestanckich tumultów religijnych, kazał karać śmiercią za napady na kościoły i domy różnowierców, głosząc, że nie ścierpi, by wiarę szerzono przemocą, ogniem i żelazem miast nauczaniem i dobrymi przykładami. Szlachta polska źle odbierała wszystkie królewskie sukcesy widząc w nich nieomylne dążenie do tyranii. Chciano króla słabego, symbolicznego i niedołężnego. Uskarżał się na to Batory, że polska szlachta jest chciwa i lekkomyślna mówiąc, iż: ...w Polsce ciężko jest królować... Wszedłem sam in miserrium purgatorium (tj. w ten straszny czyściec) ? by nie szło o sławę puściłbym to królestwo.... Czas utrwalił legendę o Batorym jako wzorze władcy, jednym z największych polskich królów, którego charyzmę utrwalił Jan Matejko na obrazie "Batory pod Pskowem".

Generał Józef Bem
Trzysta lat później na Węgry przybywa polski generał Józef Bem. Jego pomnik zdobi Budapeszt. Jest on do dziś symbolem walki o wolność. To spod tego pomnika październikowa demonstracja 1956 roku na rzecz poparcia przemian w Polsce przerodziła się w powstanie, o którym wspomniano na wstępie. Pierwsze talenty dowódcze Bem ukazał w czasie powstania listopadowego, kiedy kierując artylerią osiąga zwycięstwo pod Iganiami, a następnie ratuje od rozbicia całą armię w bitwie pod Ostrołęką. Za to pierwsze zwycięstwo zostaje awansowany ze stopnia majora na generała. Był to nowoczesny dowódca w pełnym tego słowa znaczeniu. Dużą rolę przypisywał zaskoczeniu. Stąd jego plany zawsze owiane były tajemnicą. Przykładem niech tu będzie bitwa z Austriakami pod Piskami. Bem wysłał pięciu węgierskich huzarów naprzeciw pułku austriackiej piechoty. Gdy huzarzy ociągali się z wykonaniem rozkazu, zawołał: Każę was rozstrzelać! wyciągając pistolet. Huzarzy chcąc, nie chcąc, wyruszyli w kierunku pułku austriackiego, który natychmiast sformował regulaminowy czworobok. Wówczas Bem błyskawicznie zaczął strzelać z dobrze wycelowanych dział w tłum Austriaków i zacierając ręce z uśmiechem pomrukiwał österreichische Taktik (austriacka taktyka). Jego ogromna odwaga osobista, czasami granicząca z ryzykanctwem, pozyskiwała mu uwielbienie żołnierzy, którzy wreszcie znaleźli kogoś odważniejszego od siebie. Wojenne przygody generała są prawie niewiarygodne. Kiedy we wspomnianej bitwie pod Piskami Austriacy próbowali zagarnąć dwie armaty, Bem bił ich z konia pejczem, wołając Zostawcie, kanalie, to są moje armaty. Osłupieni żołnierze zostawili je! Specyficzną cechą Bema było zachowanie zimnej krwi nawet w najrozpaczliwszych sytuacjach, co pozwalało mu na znalezienie trafnego pomysłu wykołowania wroga, zawsze przy tym zachowywał dobry humor.
Zwycięstwa Bema były tym cenniejsze, że przyszły w sukurs rewolucji węgierskiej dosłownie za pięć dwunasta. Był to moment, w którym rewolucyjny rząd węgierski po serii porażek zmuszony był opuścić stolicę, a ofensywa austriacka groziła zduszeniem ruchu niepodległościowego. Zwycięska kampania Bema nie tylko przywróciła wiarę w sukces rewolucji, ale na wiele miesięcy odwróciła losy wojny i umożliwiła zwycięską wiosenną ofensywę wojsk węgierskich w 1849 roku. Naczelny wódz Kossuth w liście do Bema pisał: Imię Twoje stało się nierozdzielne z historią Węgier, złączone z nią na zawsze, będzie jej wieczystą chlubą. Największy węgierski poeta Petöfi w wierszu "Bem apó" (ojciec Bem) pisał:
O Bemie, dzielny wodzu,
O generale mój!
Twej duszy wielkość czuję,
Gdy idziesz z nami w bój.

I gdyby ktoś z śmiertelnych
Mógł czczony być jak Bóg,
Ty byłbyś z nim z pewnością,
Do Twoich padłbym nóg!...

Niejeden cię porzucił,
Klnąc twardość twą i hart,
Ja zawsze pozostanę,
Boś, starcze, tego wart.

Do śmierci będę z tobą
I pójdę w każdy bój.
O Bemie wodzu świetny!
O generale mój!


Dzisiaj
Dzisiejsze kontakty polsko-węgierskie pomimo tak wspaniałej historii są prawie niedostrzegalne. Gdyby nie ostatnie protesty węgierskiego społeczeństwa przeciwko swojemu premierowi kłamcy i okrągła rocznica powstania z 1956 roku, o Węgrzech pamiętalibyśmy tylko tyle, że warto zwiedzić stolicę tego kraju, Budapeszt, który leży nad pięknym modrym Dunajem. Tłumaczeń z węgierskiej literatury brak absolutny. Dotyczy to też filmu, teatru i prasy. Dzielny węgierski naród nie zasługuje na takie traktowanie. Najwyższa pora, aby to zmienić.

Adam Maksymowicz


Część historyczną opracowano na podstawie książki Jerzego Roberta Nowaka pt. "Węgry bliskie i dalekie" (Warszawa 1980).
Wyświetlony 9202 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.