Wydrukuj tę stronę
wtorek, 29 czerwiec 2010 12:41

Cóż tam, panie, w polityce...

Napisane przez

Ktoś kiedyś powiedział, że w dzisiejszych czasach informacja sprzed pięciu sekund to już informacja prawdziwie historyczna. Można dodać, że boleśniej od maklerów prawdę tę odczuwają chyba tylko felietoniści, o czym zresztą przekonałem się na własnej skórze.

Już się zabierałem do pisania o upadku koalicji, a ta - jak feniks z popiołów - powstała ponownie, i to – żeby było śmieszniej - w tym samym składzie, co poprzednio. Właściwie nie wiadomo dokładnie, po co było całe to zamieszanie, skoro wszystko i tak skończyło się wielkim pojednaniem, kwiatami i serdecznym "Sto lat!", ale jedno jest pewne: okres bezkrólewia okazał się jednym z najciekawszych w historii niepodległej Polski, jeśli nie pod względem barwności, to przynajmniej obfitości tego, czego przeciętny Polak mógł się wówczas dowiedzieć o systemie, w którym żyje.

 

Przede wszystkim wyszła na jaw niebezpieczna prawda, że życie codzienne toczy się własnym torem, w zasadzie bez względu na to, czy ktoś nami rządzi, czy nie. Poczta, urzędy, banki, a nawet ? o dziwo! ? zwykłe sklepy funkcjonowały dokładnie tak samo pod nieobecność Andrzeja Leppera w rządzie, co w czasie, gdy pracowicie zajmował się on projektowaniem ustaw o zmianach ustaw. Co więcej, każdy też mógł się na własne oczy przekonać, jak naprawdę wygląda scena polityczna, kiedy zgasną już jupitery, widzowie pójdą do domu, a aktorzy znikną w kuluarach, gdzie bez ogródek i, tak męczących w telewizji, frazesów pytają się nawzajem, przechodząc prosto do rzeczy: kto, na kogo i za ile. Przyjęcie do wiadomości wszystkich tych szczegółów naraz okazało się jednak dla cierpliwego dotąd społeczeństwa ciężarem nieco ponad siły, skutkiem czego inicjatorzy rewolucji moralnej zostali zgodnie okrzyknięci jej grabarzami. Normalne zaś w innych okolicznościach pytanie, cóż słychać w polityce?, nabrało dziwnie pejoratywnych konotacji.

A w polityce, mimo że od powstania bokserów upłynęło już w Jangcy całe mnóstwo wody, Chińczyki nadal trzymają się mocno. Właściwie zaś nie tyle Chińczycy, co Koreańczycy, i to w dodatku ci z Północy. Okazało się bowiem ostatnio, że reżim w Phenianie, nic sobie nie robiąc z gróźb Rady Bezpieczeństwa ONZ, przeprowadził pierwsze podziemne testy broni jądrowej. Wprawdzie sam ładunek był ponoć niezbyt duży (niespełna jedna kilotona trotylu w porównaniu z ponad dwunastoma, które spadły na Hiroszimę), lecz rząd amerykański, który notabene podał feralne informacje, z góry zapowiedział podjęcie w tej sprawie "stosownych kroków". Trudno, oczywiście, dziwić się stanowisku USA, ale chyba jeszcze trudniej nie podziwiać realpolitycznej przenikliwości Kim Dzong Ila, który w końcu zrozumiał lekcję wyłożoną nader dokładnie w Iraku: Stany Zjednoczone atakują inne państwa nie dlatego, że mają one broń masowego rażenia, lecz przeciwnie ? dlatego właśnie, że jej nie mają.
(?)
Juliusz Jabłecki

Wyświetlony 8961 razy
Juliusz Jabłecki

Najnowsze od Juliusz Jabłecki

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.