wtorek, 29 czerwiec 2010 12:42

Hrabia z salonu

Napisał

Urok osobisty, kultura słowa, muzyczny talent, lwowski akcent, profesjonalizm i pasja, z jaką uprawiał swój zawód artysty, zjednywały hrabiemu Wojciechowi Dzieduszyckiemu sympatię prawie wszystkich wrocławian. Ci, którzy nie przyłączali się do zgodnego chóru jego chwały, stanowili całkowity margines stolicy Dolnego Śląska. Stąd jego liczne nagrody, wyróżnienia, stałe felietony w prestiżowych czasopismach, liczne wywiady, występy i inne splendory, niedostępne dla przeciętnego śmiertelnika. Jednym z ostatnich sukcesów hrabiego było przyznanie mu w 1999 roku tytułu Honorowego Obywatela Miasta Wrocławia oraz odsłonięcie wybudowanego jego staraniem pięknego pomnika Fryderyka Chopina postawionego w Południowym Parku miasta. Przez wiele lat w Dusznikach Zdroju organizował Festiwale Szopenowskie. Po dzień dzisiejszy wielu młodych artystów zabiega o jego przychylność i we wszystkim naśladuje swojego mistrza. Salon był żywiołem hrabiego, w którym czuł się, jak ryba w wodzie.

Tajny agent
W połowie września br., nagle jak przysłowiowy grom z jasnego nieba, spadła na wrocławian wiadomość, że hrabia Wojciech Dzieduszycki w latach 1949-1972 był tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa. Sam zainteresowany przesłał do Rady Miasta stosowne pismo, w którym do tego się przyznaje. Było to związane z przygotowywaną na jego temat publikacją IPN, którą postanowił uprzedzić. Dziś ten ponad dziewięćdziesięcioletni schorowany hrabia, łamiącym się głosem przeprasza wszystkich, którym w ten sposób wyrządził krzywdę. Nie zaprzecza i nie wypiera się tego, co jest już ewenementem wśród jemu podobnych. Tego, że hrabia ma nieciekawe powiązania, domyślano się od dawna. W ściśle koncesjonowanym okresie realnego socjalizmu prowadził swój kabaret "Dymek z papierosa", o którym inni artyści mogli tylko pomarzyć. Wszystko to jednak tłumaczono jego niezwykłymi talentami, którymi rzekomo zauroczeni byli cenzorzy i urzędnicy tamtych czasów wydający odpowiednie zezwolenia. Jak podali w wywiadach telewizyjnych historycy IPN, był to agent szczególny. Nie zadowalał się zwykłymi wskazówkami i zadaniami, jakie zlecali mu prowadzący go oficerowie, sam z własnej inicjatywy wskazywał osoby wymagające inwigilacji, śledzenia i zwalczania wrogich nastrojów. To on raczej prowadził swoich oficerów, niż oni jego. O innych stronach tej ciemnej gry wypada na razie zamilczeć, oczekując na zapowiedzianą publikację kilkuset stron raportów, jakie pisał hrabia. Podobnie zaczekać trzeba z oceną jego kontaktów zagranicznych, organizowanych również dla tego celu. Wiadomo, że za swoje usługi dla bezpieki domagał się podwyżek wynagrodzenia.

Tragedia salonu
Wrocławski, a wraz z nim krajowy salon jest wstrząśnięty, zszokowany i zdruzgotany. Nie wiadomo, co z tym fantem począć. Potępić nie bardzo wypada, kiedy jeszcze wczoraj ci sami ludzie podziwiali, chwalili i zabiegali o jego względy. Milczeć też nie można, bo jak pisze miejscowa "Odra", milczenie jest najgorszą postawą, jaką można wobec lustracji przyjąć. W tej sytuacji przyjęto metodę wyjaśniania, zrozumienia, a nawet przejścia do kontrataku. Jak pisze redakcja tej samej "Odry" (Nr 10/1006) w odredakcyjnym tekście pt. "Teczka Dzieduszyckiego", Oparcie się jedynie na tym, co zachowało się w dokumentach ocalałych po UB i SB, jest daniem zgody na to, żeby ludzie, którzy stali na straży zniewolonego narodu, teraz wystawiali mu świadectwo moralności. Kapo z obozów koncentracyjnych nie otrzymali przecież prawa wyrokowania o moralności więźniów. Trzeba przyznać, że mocno powiedziane. W sumie wynika z tego, że albo nie wypada potępiać niefortunnego hrabiego, albo nie warto nawet zaglądać do brudów po UB i SB. O zawartości samej teczki, pomimo zachęcającego tytułu, nie ma tu ani słowa. Przez 45 lat Wojciech Dzieduszycki był stałym felietonistą tego miesięcznika. Podobne stanowisko zajął Przewodniczący Rady Miasta Wrocławia, który w wywiadzie radiowym powiedział wprost, że nie wie co z tym zrobić. Trzeba wszystko rozważyć i zastanowić się. Wiadomo jednak, że cokolwiek by zrobił, będzie źle zrozumiane. Odebrać mu honorowy tytuł, to hańba dla jego nadal czynnych i aktywnych w życiu publicznym wnioskodawców. Powiedzieć zaś, że był zdrajcą, który świadomie, a często też z własnego wyrachowania donosił i szkodził swoim koleżankom i kolegom, to tak, jak by powiedzieć to o sobie samym. Jak się wydaje, i w tej sytuacji znaleziono salomonowe wyjście. Po prostu pan hrabia sam zrzeknie się zaszczytnego tytułu.
(...)

Adam Maksymowicz
Wyświetlony 6085 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.