wtorek, 29 czerwiec 2010 12:55

Lepiej teraz niż nigdy

Napisane przez

Naród jest organiczną całością, ukształtowaną przez przeszłość i tradycję ? uważał Edmund Burke, żyjący w XVIII wieku brytyjski filozof i polityk. Czy po ponad dwustu latach, już w XXI wieku, do członków danego narodu można zaliczyć tych, którzy od narodowej tradycji stronią, nie godząc się przy tym na rozliczenie własnej przeszłości? Wielu Polaków przypomina ludzi, którzy nie dysponują przyzwoitymi punktami odniesienia, więc nie rozpoznają samych siebie. Nie pojmują, kim są i nie wiedzą, wedle jakiego systemu wartości powinni się orientować Tymczasem jednostkami o zaburzonej tożsamości manipuluje się z dziecinną łatwością, co widać znakomicie przy okazji kolejnej między Odrą a Bugiem dyskusji dotyczącej projektów ustawy dekomunizacyjnej.

Fundamenty IV RP

W powyższym kontekście należy pamiętać, że Polska, szczycąca się największym ruchem antykomunistycznym, nigdy nie przeprowadziła dekomunizacji. Że do tej pory nie rozliczono u nas komunizmu. Że komuniści pozostali nietknięci, a po nieuczciwie przeprowadzanych prywatyzacjach, z samozwańczych posiadaczy narodowego majątku przekształcili się w jego pełnoprawnych właścicieli. Dziś wychodzi na jaw rzeczywista historia tamtych dni i jak ktoś słusznie zauważył, oznacza to koniec epoki, w której "ludzie honoru" w rodzaju Adama Michnika czy Czesława Kiszczaka dyktowali, co jest, a co nie jest prawdą historyczną, kto zasługuje na miano "prawdziwego bohatera" oraz jak należy rozumieć poszczególne etapy odzyskiwania wolności.
Tymczasem lewicowe środowiska liberalne boją się przeszłości, jak trzęsienia ziemi i czasu w jednym, więc póki mogą, starają się zrobić z nas idiotów, proponując Polsce przyszłość zbudowaną na zapomnieniu o przeszłości. To bardzo niepokojące nawoływanie: mamy amputować sobie pamięć i zapomnieć, co działo się wczoraj i przedwczoraj. A co za tym idzie, mamy nie rozumieć, co mówi się dzisiaj i jak się dzisiaj postępuje ? i dlaczego mówi się i postępuje tak, a nie inaczej.
A wszystko dlatego, że w 1989 roku zabrakło woli do radykalnego zerwania z przeszłością. Że Lech Wałęsa nie sprawdził się w roli budowniczego, w roli Pierwszego Elektryka. Że do władzy doszli ludzie, którzy nie zadali sobie trudu krytycznego i szczerego spojrzenia wstecz, ponieważ biograficznie i ideowo związani byli z systemem totalitarnym. Może to nieco zaskakujące, ale w ten właśnie sposób wznosimy fundamenty IV Rzeczypospolitej: głosząc prawdę o okolicznościach poczęcia jej poprzedniczki, ujawniając prawdziwe oblicze III RP. Jak to ujmował Stefan Żeromski: Trzeba rozrywać polskie rany, by nie zabliźniły się błoną podłości.
Wznosimy dziś fundamenty IV RP, powtórzę, niemniej, mimo wysiłków PiS-u, Polska nadal przypomina jedynie imitację państwa. To w dalszym ciągu karykaturalna budowla, wzniesiona na fundamentach obłudy, nikczemności i zbrodni. Ile potrwa remont tej budowli ? nie wiem. Trudno w ciągu kilku miesięcy nieuporządkowane zbiorowisko cyrkowych namiotów i barakowozów przeistoczyć w osiedle mieszkaniowe z prawdziwego zdarzenia. O ile to w ogóle możliwe, w skali całego kraju trzeba na to lat, lat kilkunastu, a pewniej i kilkudziesięciu, skoro brakuje nam polityków umiejących poprawnie zdefiniować interes narodowy oraz standardów etycznych w polityce, a do tego przejrzystych reguł postępowania.

Każdemu, na co zasłużył
I dlatego właśnie nieliche emocje towarzyszące aktualnej dyskusji o dekomunizacji w mojej ocenie są zupełnie nie na miejscu Sprawa jest oczywista: dopóty nie będzie mowy o uzdrowieniu Polski oraz sanacji stosunków społecznych, dopóki definitywnie nie odrzucimy lewicowego układu, jaki z nadania Moskwy przez sześć dziesięcioleci rządził Polską. Budowanie struktur prawego państwa i ich późniejsza jakość zależą wprost od sposobu rozliczenia się z totalitaryzmem. No bo jaką budowlę można wznieść, przepraszam bardzo, na kupie gnoju? Trzeciej RP, temu bękartowi okrągłego stołu, dekomunizacja niezbędna jest jak transfuzja cierpiącemu na hemofilię, bez tego o IV RP możemy co najwyżej śnić.
Wszak dekomunizacja to nic innego, jak nakreślenie wyraźnej granicy między systemem totalitarnym, a demokratycznym, swego rodzaju symboliczna brama prowadząca do uczciwości. Państwo i jego obywatele muszą przejść przez ową bramę, by przywrócić poczucie normalności i rządów prawa. "Humanitarne" stanowisko, by władcom PRL-u, ich wiernym sługom i następcom nie zrobić krzywdy, by nie wypominać im przeszłości, nie odbierać emerytur i majątków, nie wsadzać do więzień, a nawet gloryfikować mianem "ludzi honoru", prowadzi wprost do sytuacji, w jakiej można odnieść wrażenie, że wszystkie podłości mają zostać zapomniane, a żadna krzywda niegodna jest należytego zadośćuczynienia.
Zapytam tedy: cóż podobna postawa ma wspólnego z praworządnością? Ze sprawiedliwością w stosunku do tych, którzy obiecywali Polakom raj, a zafundowali im piekło?
(?)
Krzysztof Ligęza




 

 

 
Wyświetlony 4962 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.