wtorek, 29 czerwiec 2010 17:40

Strzeżmy ich!

Napisane przez

Jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy i publicystów konserwatywnej proweniencji, Waldemar Łysiak, wielokrotnie przytaczał w swoich książkach słowa de Saint-Exupérego: "Jeśli pozwolisz, by robactwo się rozmnożyło, rodzą się prawa robactwa. I rodzą się piewcy, którzy będą je wysławiać".

 

Powyższa opinia idealnie odzwierciedla wydarzenia, z jakimi obecnie mamy do czynienia w kraju położonym między Odrą a Bugiem. W państwie teoretycznie wolnym, wszelako zdemoralizowanym, rzec można: zdewastowanym do fundamentów. Nadal stłamszonym, choć unoszącym od niedawna głowę i zwolna aspirującym do nowego życia po latach upodlenia. Deratyzacja i dezynsekcja naszej codzienności ? w każdym jej wymiarze ? wkraczają w fazę rozstrzygającą, a sojusz szczurów, pluskiew i robactwa wszelkiego innego autoramentu czyni, co może, by bieg historii odwrócić. "Gwałtu! Rety! Co się dzieje!" ? wyją "moralne autorytety", którym definitywnie kończy się epoka Eldorado, gdyż bezpowrotnie uciekają im władza, pozycja i pieniądze. Co ważniejsze, ucieka im także rząd dusz, tracą bowiem potencjał niezbędny do kształtowania opinii publicznej wedle ich woli. Jest to proces długotrwały, tym niemniej jego aktualna dynamika coraz częściej przywodzi na myśl tak zwany efekt śnieżnej kuli. To cieszy i równocześnie niepokoi.

"Ciemnota" atakuje

Im bliżej końca września, tym bardziej antypisowska fobia przeistacza się w histerię, powiedziałbym nawet w furię. I ja się nie dziwię. Minister Dorn "czyści" administrację rządową i policję, minister Ziobro porządkuje resort sprawiedliwości, minister Giertych nie żartuje, zapowiadając stopniowe uzdrawianie i przywracanie godziwej rangi narodowemu szkolnictwu. W tej sytuacji wieść, że stanowisko pełnomocnika rządu do spraw rozwiązania Wojskowych Służb Informacyjnych obejmie Antoni Macierewicz, człowiek zwany "biczem Bożym na agentów", że nikt inny tylko on formować będzie nowe służby, okazała się kroplą przelewającą kielich goryczy, przy okazji niejednemu niejeden włos na ciele jeżąc (Antoniego Macierewicza mianowano przewodniczącym komisji weryfikacyjnej dla funkcjonariuszy WSI oraz pełnomocnikiem ds. tworzenia służby kontrwywiadu wojskowego w randze wiceministra Obrony Narodowej). Tym zszokowanym nie na żarty ludziom ("panie Michnik, przecież to nie tak miało wyglądać, inaczej się umawialiśmy!") słusznie wydaje się teraz, że zegar tyka coraz głośniej, a czas biegnie coraz prędzej.
Można zarzucić im brak zahamowań, lecz sprytu odmówić nie sposób. Walcząc o zachowanie pozycji politycznej i ekonomicznej, walczą o życie. Zatem tym razem w pełni świadomie osobiste urazy przedkładają nad dobro kraju, podejmując grę inspirowaną mackami tajnych służb ? bo oto pojawiła się sytuacja, która interes ich klasy postawiła pod wielkim znakiem zapytania.
Bronią się więc, żerując na głupocie społeczeństwa, bezrozumnie łykającej medialną papkę niczym nieświadome sytuacji niemowlę, nie mające pojęcia, kto mu tę papkę przygotował i kto ją tak ochoczo serwuje. Biegli w dialektycznej retoryce nie wahają się zakłamywać prawdy w imię chimerycznej "prawdy wyższej", wykorzystując przy tym puste merytorycznie chwyty emocjonalne i czcze slogany. Mają brudne ręce i sumienia, a kreując niemal apokaliptyczną wizję zagrożenia, siebie prezentują jako ludzi światłych, broniących kraju przed zgrają chamskiej ciemnoty i "oszołomstwa".

Im gorzej, tym lepiej
Choć Polacy ostatnio zdecydowanie mniej skłonni są czerpać wiedzę o otaczającej ich rzeczywistości z polsatowskich "Wiadomości", "Faktów" TVN, "Radia ZET", "Polityki" rozdymanej "Niezbędnikiem inteligenta", "Nie", "Przeglądu", ewentualnie z prenumeraty teczkowej "Gazety Wyborczej", jednakże propaganda uprawiana pod hasłem "PiS zawłaszcza Polskę" nie ustaje. "Wolne i niezależne" media (wolne i niezależne od prawdy, zdrowego rozsądku oraz polskiej racji stanu) klecą złowróżbną atmosferę, wbijając Polakom do głów, że w ich kraju "robi się coraz duszniej".
Indoktrynacja antypisowska prowadzona jest aluzyjnie, za pomocą żonglowania wynikami sondaży lub dzięki kunsztownym analizom socjologicznym, udowadniającym założoną z góry tezę. Wszak nierzadko troska o zachowanie pozorów idzie w kąt ? mamy wówczas do czynienia z dzikimi atakami aplikowanymi prosto z mostu, wskazującymi narodowi, co i jak powinien o tym wszystkim myśleć, a myśląc, by należycie rozważył, kogo zaliczamy do największych polskich autorytetów i dlaczego są to redaktor Michnik oraz ksiądz Czajkowski. Nieustannie słyszymy wtedy, że grozi nam dyktatura populistów, rasistów i ksenofobów. Codziennie dowiadujemy się, że Polska ledwie dyszy w kleszczach układu rodzinnego, a prawa człowieka są w naszym kraju brutalnie deptane z winy "zaplutych karłów kaczej reakcji", czyli braci-bliźniaków, obdarowywanych etykietkami "osobowości paranoicznych", zamierzających zaprowadzić w Polsce niemal inkwizycyjny terror.
Obecną władzę ciągle łapie się za słowa, ośmiesza, opluwa. Napastliwe, bezpodstawne oskarżenia artykułowane są wedle zasady: im więcej rzucimy błota, tym więcej błota się przylepi. Negatywna wrzawa zdaje się nie mieć końca. Nie ma mowy o budowaniu czy choćby wspieraniu autorytetu władzy. Takie natężenie złej woli prezentowanej w prasie, radiu i telewizji uprawomocnia stwierdzenie, że środki masowego przekazu trzymają się planu: im gorzej IM będzie, tym lepiej będzie NAM. Trzeba być ślepym i głuchym, by tego nie zauważać: zdecydowana większość polskich mediów (niektórzy mówią: "mediów polskojęzycznych") reprezentuje siły polityczne, którym na rękę jest obecna, mniej czy bardziej zawoalowana, kampania nienawiści.
(?)
Krzysztof Ligęza

Wyświetlony 5101 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.