sobota, 31 lipiec 2010 15:10

"Czarnoksiężnik z krainy Oz" albo o narodzinach amerykańskiego populizmu

Napisane przez

Czarnoksiężnik z Krainy Oz Lymana Franka Bauma jest jedną z najsłynniejszych amerykańskich książek dla dzieci. Uwielbiana przez kolejne pokolenia Amerykanów opowiastka wielokrotnie służyła za podstawę scenariuszy filmowych (w pierwszej ekranizacji z 1939 r. główną rolę zagrała późniejsza gwiazda musicali Judy Garland), a opisana w niej tajemnicza Yellow Brick Road (droga wybrukowana żółtą kostką), którą podróżują bohaterowie stała się niezwykle popularnym motywem w muzyce i popkulturze (tytuł Goodbye Yellow Brick Road nosi np. płyta Eltona Johna). Mało kto zdaje sobie jednak sprawę, że Czarnoksiężnik z Krainy Oz jest także wyrafinowanym alegorycznym obrazem amerykańskiej sytuacji politycznej i gospodarczej z końca XIX wieku, a w szczególności wielkiej batalii ruchu populistycznego o zalegalizowanie srebra jako równorzędnej państwowej waluty. Tak czytana, historia Czarnoksiężnika z Oz, Dorotki i jej podróży po Yellow Brick Road staje się nie tylko bardziej zrozumiała, ale i znacznie ciekawsza.

Książka Bauma nie bez przyczyny nawiązuje do amerykańskiego sporu o bimetalizm, ponieważ mimo że Ameryka przeszła w XIX wieku wiele zmian, tak na płaszczyźnie politycznej i gospodarczej, jak kulturowej i społecznej, to wszystkie one w mniej lub bardziej bezpośredni sposób łączyły się z kwestią wyboru państwowego systemu pieniężnego. Wyboru, który ? przynajmniej wówczas ? sprowadzał się do przyjęcia jednego z dwóch rozwiązań: standardu jednego kruszcu bądź bimetalizmu, czyli równorzędnego funkcjonowania i srebra i złota wymienialnych po sztywnym kursie. Bimetalizm miał w USA dość długą tradycję, bowiem przez pierwsze niemal 80 lat swojego istnienia Kongres nie monopolizował bicia państwowego pieniądza i do roku 1857 zagraniczne monety swobodnie krążyły po kraju. Problemem takiego rozwiązania był jednak sztywny parytet wymiany srebra na złoto (początkowo po kursie 15 do 1). Dostępne zasoby obu kruszców raptownie się zmieniały tak, że kurs pomiędzy nimi właściwie stale był nieaktualny i zawyżał tylko wartość jednego z metali względem drugiego. Skutkiem tego ludzie chowali na lepsze czasy kruszec o zaniżonej wartości i posługiwali się tym przeszacowanym. Historycznie złoto i srebro wymieniały się w roli "dobrego" i "złego" pieniądza, jednak począwszy od roku 1834 r. ustalony parytet zaniżał wartość srebra, co doprowadziło z czasem do tego, że od połowy XIX w., mimo wciąż formalnie obowiązującego bimetalizmu, w obiegu znajdowały się niemal wyłącznie złote monety, a tym samym de facto funkcjonował standard złota. Na początku lat 70. XIX w. odkrycie potężnych złóż srebra na Zachodzie i jednocześnie spadek popytu na ten metal wśród krajów europejskich (które wprowadzały standard złota) zapowiadały jednak, że srebro zacznie szybko tracić na wartości. Przy sztywnym kursie wymiany było to równoznaczne z napływem znacznych ilości srebra do USA, zwiększeniem podaży pieniądza i inflacją, która stopniowo znów doprowadziłaby do monometalizmu, z tym że tym razem srebrnego. Kilku świadomych tego senatorów, m.in. republikanin John Sherman (brat Williama Tecumesha Shermana, osławionego dowódcy wojsk Unii w wojnie secesyjnej) przepchnęło przez Kongres w 1873 r. pozornie niewinną ustawę w praktyce zakazującą dalszego bicia srebrnych monet. Rok później dodano jeszcze zapis formalnie nakazujący demonetyzację srebra, co w praktyce odbierało srebru charakter prawnego środka płatniczego. Obie, przeforsowane dość pokątnie, ustawy zostały okrzyknięte mianem "zbrodni '73" i zaogniły agitację na rzecz bimetalizmu, podsuwając kształtującemu się w USA ruchowi populistycznemu bardzo silne argumenty.

Trudno odmówić racji przeciwnikom demonetyzacji srebra. Z czasem utrwalił się ich wizerunek jako w większości biednych farmerów ze Środkowego Zachodu, którzy nie tylko tonęli w długach, ale także z nadzieją patrzyli na dokonywane nieopodal odkrycia złóż srebra. Choć nie jest to obraz do końca prawdziwy ("wolne srebro" miało wielu stronników także w zindustrializowanych częściach USA), faktem jest jednak, że w konsekwencji wprowadzonych rozwiązań prawnych zamiast sprzyjającej dłużnikom inflacji nastąpiła deflacja, a srebrne monety praktycznie z dnia na dzień straciły wartość. W tej sytuacji wysunięty przez Partię Populistyczną, a później także Demokratyczną, postulat "uwolnienia srebra" zaskarbił sobie aprobatę całej rzeszy ludzi i na wiele kolejnych lat ukształtował dialog polityczny w USA. Kwestia bimetalizmu stała się przy tym obiektem niemal religijnej krucjaty, na co najlepszym dowodem może być język, jakim posługiwano się w debatach. Na przykład podczas konwencji demokratycznej w Chicago w 1896 r., kiedy miano oficjalnie wyznaczyć kandydata partii na urząd prezydenta, William Jennings Bryan, który swą płomienną przemową zapewnił sobie wówczas nominację, przekonywał, że nie można wciskać na skronie pracy korony cierniowej i przybijać ludzkości do krzyża ze złota. Mowie Bryana przysłuchiwał się zapewne pośród tłumów także mieszkający wtedy w Chicago Lyman Frank Baum. To właśnie bowiem o pierwszej kampanii prezydenckiej Bryana i długiej drodze ruchu populistycznego z miejsca narodzin na Środkowym Zachodzie do Waszyngtonu opowiada książeczka Bauma Z Kansas do Baśniowej Krainy, której tytuł zmieniono później na Czarnoksiężnik z Krainy Oz.
Główną bohaterką książki jest Dorotka, mała dziewczynka mieszkająca z ciocią Em, wujkiem Henrykiem i swoim pieskiem Toto na biednej farmie w Kansas. Dorotka jest dokładnie taka, jak cała Ameryka ? pogodna, uczciwa i dzielna. Pewnego dnia dziewczynka zostaje porwana przez symbolizujące ruch populistyczny tornado. Niesiony przez trąbę powietrzną dom opada w końcu po długim locie na dół i okazuje się, że Dorotka trafiła do tajemniczej Krainy Oz ? miejsca, będącego odpowiednikiem Ameryki, w której uncja złota (angielski skrót: oz) zyskała znaczenie niemal mistyczne. W nowej rzeczywistości Dorotkę wita Dobra Czarownica z Północy (w Nowej Anglii było sporo zwolenników "wolnego srebra") i Manczkinowie ? zwykli, szarzy Amerykanie ? którzy są jej bardzo wdzięczni za zabicie Złej Czarownicy ze Wschodu. Okazuje się bowiem, że spadając na ziemię dom przygniótł wiedźmę trzymającą w niewoli i zmuszającą do pracy biednych Manczkinów. Czarownica ze Wschodu to prezydent Grover Cleveland, znienawidzony przez populistów zwolennik standardu złota, który podczas swojej drugiej prezydentury (przypadającej na nieszczęśliwy okres recesji z 1893 r.) zniósł ustawę nakazującą skarbowi państwa skup srebra, usiłując w ten sposób nie dopuścić do powrotu bimetalizmu. Zmiażdżenie Złej Czarownicy przez tornado symbolizuje zaś najprawdopodobniej doszczętne rozbicie frakcji Clevelanda przez populistycznych zwolenników Williama Jenningsa Bryana podczas wspomnianej już konwencji narodowej Partii Demokratycznej w Chicago w 1896 r. W każdym razie po Złej Czarownicy zostają tylko srebrne trzewiki, które Dobra Czarownica z Północy wręcza Dorotce. Niestety, ani Dobra Czarownica, ani Manczkinowie nie mogą jej wskazać drogi powrotnej do Kansas, ale radzą za to, aby udała się do Szmaragdowego Miasta znajdującego się na końcu drogi wybrukowanej żółtą kostką i spytała o radę wielkiego Czarnoksiężnika Oza. Droga to, oczywiście, standard złota, a Szmaragdowe Miasto symbolizuje Waszyngton.
Rezolutna dziewczynka za radą Manczkinów wyrusza w podróż i niebawem spotyka pierwszego towarzysza ? Stracha na Wróble. Jest on bardzo nieszczęśliwy, ponieważ w głowie zamiast mózgu ma siano i gdy tylko dowiaduje się, że Dorotka idzie po pomoc do potężnego Czarnoksiężnika, natychmiast uznaje, że i on powinien udać się do Oza i poprosić go o trochę rozumu. Strach na Wróble ma przypominać typowego farmera z Zachodu. Choć na pozór wydaje się głupi, w bajce wkrótce przekonujemy się, że jest naprawdę sprytny i zaradny, co doskonale oddaje przesłanie populistycznych polityków, wedle których lud był wystarczająco rozgarnięty, żeby zrozumieć zawiłości ekonomiczne związane z wyborem systemu pieniężnego i sam najlepiej wiedział, co miało być dla niego najlepsze.
Strach i Dorotka wyruszają więc dalej razem i podczas postoju w lesie spotykają Blaszanego Drwala, który cały zardzewiał i nie może się nawet ruszyć. Widząc jego nieszczęście, Dorotka naciera wszystkie zawiasy oliwą tak, że po chwili Drwal jest już jak nowo narodzony. Okazuje się, że kiedyś był człowiekiem, ale jego siekierkę zaczarowała Zła Czarownica ze Wschodu, przez co zdarzały mu się przykre wypadki przy pracy i stopniowo zaczął tracić różne części swojego ciała. Szczęśliwie za każdym razem blacharz przychodził mu z pomocą i dorabiał to nogę, to znów rękę, a w końcu i cały korpus. Dzięki temu Drwal mógł dalej pracować i byłby może nawet szczęśliwy ze swojego nowego ciała, ale, niestety, po tych wszystkich zabiegach stracił serce i bardzo mu to przeszkadzało. Blaszany Drwal jest ucieleśnieniem socjalistyczno-populistycznego wyobrażenia o klasie robotniczej, która w wyniku industrializacji całkowicie zatraciła ducha, skazując swoich przedstawicieli na społeczną alienację. Robotnik z niegdyś niezależnego i dumnego rzemieślnika stał się małym trybikiem wielkiej maszyny wytwórczej. Trybikiem, który w dodatku na skutek kryzysu z 1893 r. zardzewiał i skazany na bezrobocie trwał bezczynnie jako ofiara polityków ze Wschodu (z Waszyngtonu), którzy nie chcieli dopuścić do zwiększenia podaży pieniądza przez ustanowienie bimetalizmu.
(?)
Juliusz Jabłecki

Wyświetlony 7913 razy
Więcej w tej kategorii: « Bony - co poszło źle? Just do it! »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.