sobota, 31 lipiec 2010 15:26

Wojna brazylijsko-polska

Napisane przez

Po 1918 r. odrodzona Rzeczpospolita pragnęła otoczyć opieką emigrantów, wykorzystać ich do pracy dla Polski oraz sprawić, by nie zrywali łączności z krajem. Szczególnie dotyczyło to tej Polonii, która nie wtopiła się, jak amerykańska, w miejscowe społeczeństwo, a była oddalona od Polski, mając z dawną ojczyzną utrudnione kontakty, jak na przykład w Brazylii.
Na przełomie lat 20. i 30. XX w. wychodźstwo polskie w Brazylii szacowano na 200-300 tys. osób. Rozpoczęło się ono jeszcze w XIX w., jako emigracja "za chlebem". W większości byli to ludzie niezamożni, tym bardziej więc wymagali wsparcia ze strony "starego kraju", zwłaszcza że wielu z nich czuło się Polakami, kultywując język i obyczaje. Gromadzili się oni w większości w trzech stanach południowo-zachodniej Brazylii: Parana, Santa Catarina i Rio Grande do Sul, graniczących z Argentyną i Urugwajem. W samej tylko Paranie skupiska polskie liczyły 100 tys. osób na ogółem 1 milion mieszkańców stanu.

Liga Morska i Kolonialna

Sprawą zajęła się Liga Morska i Kolonialna ? stowarzyszenie społeczne, ale funkcjonujące przy finansowym i organizacyjnym wsparciu państwa. Liga miała poprzedniczki powstałe wcześniej, które łączyły się z innymi, mniejszymi towarzystwami i zmieniały cele i zakres działania, a wraz z tym ? nazwy. Ostatnią z nich była Liga Morska i Rzeczna, która w 1930 r. przekształciła się w Ligę Morską i Kolonialną. Wprawdzie już i wcześniej akcję wspierania wychodźstwa podjęły niektóre agendy państwa i organizacje społeczne, lecz Liga czyniła to najbardziej efektywnie. Chodziło też o opiekę nad aktualnie udającymi się na emigrację. By nie jechali przypadkowo w nieznane sobie okolice, rzuceni na los przypadku, lecz w sposób zorganizowany, mając już w momencie przybycia zapewnione początki egzystencji na dobry początek.
W kwietniu 1933 r. wyjechał do Brazylii gen. bryg. w stanie spoczynku Stefan Strzemieński, jako przedstawiciel Zarządu Głównego LMiK. Po powrocie przedstawił plany zorganizowania tam akcji osadniczej. Zakupienie w Paranie na cele osadnicze 2 mln hektarów ziemi, a w zamian budowę linii kolejowej Riozinho-Guarapuava (też w Paranie) o długości 138 km, która połączyłaby polskie osiedla, i prawo do jej eksploatowania przez 60 lat. Stanowy rząd Parany zaakceptował te propozycje.
Z budowy linii kolejowej nic nie wyszło, a umowa z rządem Parany podpisana w czerwcu 1934 r. opiewała na 7 tys. ha ziemi. Powstającą tam osadę nazwano "Morska Wola", a jej terytorium powiększyło się o dokupione 2 tys. ha. Liga kupiła też drugi teren, również w Paranie, pod kolejną osadę o nazwie "Orlicz-Dreszer", około 21 tys. ha. (gen. dyw. Gustaw Orlicz-Dreszer był od 1930 r. prezesem LMiK, aż do swojej tragicznej śmierci w katastrofie samolotowej, gdy zginął w Bałtyku w pobliżu mola w Orłowie-Gdyni w 1936 r.). Na obszarach tych miały powstać nie tylko gospodarstwa rolne, lecz i cała obsługująca je infrastruktura: osady o charakterze miejskim, ze sklepami, magazynami, bankami, "Morska Wola" została podzielona na część miejską i wiejską. Część wiejska to było 286 działek po 25 ha każda, część miejska to 62 działki 100 x 60 metrów każda. W sierpniu 1935 r. ruszyli z Polski do "Morskiej Woli" pierwsi emigranci, w końcu 1936 r. mieszkało tam już 75 polskich rodzin, czyli około 350 osób wywodzących się częściowo ze starej, przesiedlonej tu emigracji, bądź z nowej. Zakładano, że od 1937 r. rozpocznie się kolonizacja obszaru "Orlicz-Dreszer".
Warto dodać, że niezależnie od Ligi działało powstałe w 1928 r. Polskie Towarzystwo Kolonizacyjne, które miało w swojej dyspozycji 50 tys. ha ziemi w stanie Parana i 170 tys. w stanie Espirito Santo. Liga, przypomnijmy, nabyła łącznie tylko 30 tys. ha, ale od momentu jej pojawienia się w Brazylii, Polskie Towarzystwo Kolonialne współpracowało z nią.

Szczęk broni
Mimo pomyślnych rokowań z rządem Parany, w kwietniu 1934 r. w polskiej prasie pojawiły się niepokojące, a nawet tragiczne doniesienia. Oto wychodzący w Kurytybie, stolicy Parany, dziennik "Correio do Parana" podniósł alarm, że Polska szykuje podbój kilku stanów Brazylii (Parana, Santa Caterina i Rio Grande do Sul), chcąc je opanować najpierw swoimi osadnikami, by oderwać je od Brazylii i uczynić je polskimi koloniami.
Argumenty były takie, że z ramienia Ligi przybył do Brazylii generał Strzemieński i to w mundurze, że Polska chce skupić swoich emigrantów właśnie na obszarze tych trzech stanów, by zachwiać tam etnicznymi proporcjami, spolonizować je, no i dysponować zwartą masą swoich ludzi. Wniosek ? pisał kurytybski dziennik ? wyłania się dla Brazylii w całej grozie: polski generał chce wyrwać mieczem kawał ziemi z "żywego ciała narodu brazylijskiego". A w ogóle Polska buduje z kawałka Brazylii nowe państwo z dostępem do morza, w istocie zaś swoją kolonię. Ulicami Kurytyby przeciągały demonstracje antypolskie, studenci z miejscowego uniwersytetu agresywnie manifestowali. Z kolei oburzone miejscowe organizacje polonijne planowały kontrdemonstrację i pochód pod siedzibę "Correio do Parana" oraz odwetowe zdemolowanie redakcji. Wtedy zapewne polałaby się krew. Na szczęście nie doszło do tego.
Dodatkowe zarzuty, jakie wysuwała strona brazylijska, były i takie, że polskie osady, zwłaszcza "Morska Wola" powstawały częściowo na ziemiach zabranych Indianom. To nic, że zabrał je im i odsprzedał Polakom rząd stanowy Parany, to nic, że (jak będzie o tym nieco niżej) ludność indiańska też była objęta przez rząd Brazylii programem przymusowej asymilacji. Ale cóż z tego, że naciągane i nieprawdziwe, jeśli jako argumenty w wojnie propagandowej były one nośne.
W Polsce dzienniki obszernie pisały o tych zajściach i całej awanturze, szczególnie "Ilustrowany Kurier Codzienny", stosując kontrpropagandę. W numerze 116 z kwietnia 1934 r. dał szyderczy tytuł Oczekujemy przybycia polskiego sztabu generalnego, zapożyczając go z "Correio do Sul". Kolejny to Polska tworzy za Oceanem nowe państwo z dostępem do morza. Histeryczne alarmy szowinistów brazylijskich, "LKC", nr 117, 1934, czy wreszcie Omal nie polała się krew polska w Brazylii, "IKC", nr 122, 1934. Ale też w numerze 117 pismo zadało rzeczowe pytanie w związku z wizytą gen. Strzemieńskiego i prasową propagandą Ligi Morskiej i Kolonialnej wokół tej wizyty: Czy konieczne było zatem stwarzanie wojskowych pozorów? Rzeczywiście! Pytanie było zasadne.
(?)
Marek Arpad Kowalski

Wyświetlony 3614 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.