sobota, 31 lipiec 2010 17:55

Polska w cieniu Wall Street, czyli kulisy kredytowania II RP

Napisane przez

W latach dwudziestych minionego stulecia Polskę odwiedziła grupa amerykańskich ekspertów finansowych, których zadaniem było ukształtowanie naszego systemu gospodarczego w taki sposób, aby - jak mówiono - przystawał on do nowych, amerykańskich standardów i gwarantował bezpieczne włączenie się naszego kraju w sieć międzynarodowych stosunków handlowych. "Nowe standardy" oznaczały przede wszystkim centralizację systemu bankowego i szereg dość zagadkowych reform gospodarczych, za których wprowadzenie nagrodą miał być kredyt, który pomógłby powojennej Polsce stanąć na nogi. Rzecz jednak w tym, że pożyczki zagraniczne – choć powszechnie wychwalane jako wyraz wspaniałomyślności – są na ogół jednak raczej wyrazem pragmatyzmu i służą osiągnięciu określonych celów politycznych. W każdym razie wszystko wskazuje na to, że taki właśnie był cel pożyczek zagranicznych udzielonych Polsce w dwudziestoleciu międzywojennym.

W 1919 roku w Paryżu europejscy przywódcy spotkali się na konferencji w celu podpisania układu pokojowego, mającego oficjalnie potwierdzić zakończenie działań wojennych i ustalić nowy ład w Europie. Istotną jego częścią miało być powstanie nowych niepodległych państw, w tym Polski, której po latach nieistnienia społeczność międzynarodowa przyznała "prawo samostanowienia". Perspektywy przed powstającą jak feniks z popiołów II Rzeczpospolitą nie były jednak świetlane. Doskwierał niedorozwój gospodarczy, na wszystko brakowało środków, a na dodatek trzeba było jeszcze stanąć do walki o granice z wielką, choć osłabioną Rosją. Na szczęście jeszcze wtedy, tuż po wojnie, nie zdążyły wyraźnie zarysować się nowe podziały i alianse polityczne, a wspólnym wrogiem Francji, Anglii i Stanów Zjednoczonych wydawała się wówczas prąca na zachód rewolucja bolszewicka, toteż rząd polski otrzymał na poczet wojny z Rosją wsparcie finansowe z zagranicy: Anglia dostarczała nam tekstylia, Francja broń, a USA żywność.

Z czasem jednak doraźny sojusz pomiędzy naszymi dobroczyńcami się rozpadł, a kością niezgody stała się kwestia odbudowy Niemiec, której otwarcie sprzyjała Anglia, a sprzeciwiała się Francja. Taki obrót spraw nie był specjalnie zaskakujący ? w Wielkiej Brytanii doskonale zdawano sobie sprawę, że polityczno-gospodarcza nieobecność Niemiec na mapie Europy oznacza dużą, a właściwie, za dużą szansę dla Francji, toteż konsekwentnie popierano program odbudowy i roszczenia terytorialne Niemiec. Francja z kolei dążyła do jak największego osłabienia Republiki Weimarskiej, widząc w odradzających się Niemczech zagrożenie dla swojej pozycji w Europie. Same zaś Niemcy zmuszono na mocy porozumień pokojowych nie tylko do oficjalnego wzięcia na siebie całej odpowiedzialności za wybuch wojny, ale także do zapłacenia reparacji, oszacowanych przez Komisję Odszkodowań na 33 miliardy dolarów (plus odsetki). Naturalnie kwota ta ? wynosząca rocznie 500 milionów dolarów i stanowiąca równowartość niemal 25% niemieckiego eksportu z 1921 r. ? znacznie przekraczała wówczas możliwości Niemiec. Sytuacja dodatkowo zaogniła się, kiedy w 1923 r. wojska francusko-belgijskie zajęły Zagłębie Ruhry pod pretekstem zabezpieczenia spłaty kontrybucji, a przyciśnięty do muru rząd niemiecki rozpętał inflację, która pod koniec roku doprowadziła do załamania się reichsmarki. W Stanach Zjednoczonych patrzono na rozwój wypadków w Europie z niemałym niepokojem. Amerykanie byli bowiem głównymi sponsorami zaangażowania wojennego Anglii i Francji, które uzależniały spłatę własnych długów od spłaty reparacji przez Niemcy. Impas w Niemczech dotykał więc bezpośrednio lub pośrednio wszystkich. Chcąc uniknąć oficjalnego zaangażowania, rząd USA postanowił zaangażować się nieoficjalnie i na wieść o kryzysie do Niemiec udała się delegacja złożona m.in. z przyszłego wiceprezydenta i bankiera Charlesa G. Dawesa, Owena D. Younga związanego z jednym z największych banków inwestycyjnych J.P. Morgan & Co (notabene wyłącznego sprzedawcy brytyjskich i francuskich obligacji w Stanach) oraz Edwina Kemmerera, doradcy ekonomicznego, który przez ostatnie 20 lat trudnił się reformowaniem gospodarek krajów Ameryki Łacińskiej, etatyzując je i uzależniając od Ameryki. Misja amerykańskich dyplomatów i bankierów zakończyła się pomyślnie i otworzyła drogę do realizacji ogromnego projektu pomocy gospodarczej dla Republiki Weimarskiej, zwanego planem Dawesa. Plan ten zakładał przede wszystkim udzielenie Niemcom znacznych pożyczek (w sumie ponad 800 milionów dolarów) w zamian za złożenie w ręce amerykańskiego eksperta bezpośredniego nadzoru nad całą gospodarką. Ponieważ gwarantem powodzenia całego przedsięwzięcia od strony finansowej miał być jeden z najpotężniejszych wówczas banków inwestycyjnych J.P. Morgan & Co, ekspertem został człowiek Morgana i późniejszy partner w jego banku, S. Patrick Gilbert. Aby obligacje dobrze się sprzedawały w Stanach, szef amerykańskiego banku centralnego Benjamin Strong (były dyrektor należącej do Morgana spółki powierniczej) zadbał o odpowiednie obniżenie krajowych stóp procentowych, czyniąc zagraniczne oprocentowanie zdecydowanie atrakcyjniejszym. Tym sposobem odbudowa Niemiec ruszyła pełną parą.
Tymczasem rząd polski wciąż borykał się z problemami i nie ustawał w staraniach o zagraniczne pożyczki. Ze wspomnianych wcześniej powodów Francja byłaby nawet skłonna do udzielenia nam pomocy finansowej, jednak ona sama także miała trudności i liczyła na zagraniczny kredyt. Rynek brytyjski był dla nas właściwie zamknięty. Pozostawało więc tylko liczyć na Amerykanów. W 1922 r. za pośrednictwem prezesa Baldwin Locomotive Works, Samuela Vauclaina, rząd Witosa usiłował nakłonić do udzielenia Polsce pożyczki bank Dillon, Read & Co, jednak ten nie był zainteresowany. Zmiana nastawienia Dillona nastąpiła dwa lata później, w listopadzie 1924 r., kiedy to sam zwrócił się do rządu polskiego z propozycją pomocy. Sytuacja w kraju po przeprowadzeniu reformy walutowej Grabskiego była początkowo niezła, jednak już po paru miesiącach, w 1925 r., zaczęły się kłopoty. Stale powiększał się deficyt w handlu zagranicznym i topniało pokrycie dewizowe złotego, a na domiar złego zbliżał się koniec ustępstw handlowych, do których zobowiązane były Niemcy na mocy traktatu wersalskiego. Rząd, chcąc zachować twarz wobec piętrzących problemów zewnętrznych i wewnętrznych, postanowił za wszelką cenę podjąć się "ratowania" złotego. Oferta Dillona wydawała się spadać prosto z nieba. Bank Dillon, Read & Co obwarował ją jednak niezbyt dla nas korzystnymi warunkami. Z obiecanej całkowitej sumy 50 milionów dolarów początkowo trafiła do nas tylko pierwsza transza w wysokości 35 mln (a właściwie jedynie 27,5, gdyż rząd polski musiał od razu potajemnie wykupić obligacje za 7,5 mln dolarów). Druga transza miała nadejść w przyszłości, jeśli tylko dotrzymamy warunków umowy. Oprocentowanie kredytu (8%) było relatywnie wysokie, ale nie ono stanowiło największy problem. Zasadniczą niedogodnością była klauzula zabraniająca rządowi polskiemu udzielania gwarancji jakimkolwiek pożyczkom emitowanym w dolarach, a także zakaz emitowania na rynku amerykańskim w ogóle jakichkolwiek obligacji polskich w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Sytuacja wyglądała zatem tak, że przy zamknięciu dla nas francuskiego i brytyjskiego rynku kredytowego, trudnościach ze stabilizacją waluty i utarczkach handlowych z Niemcami to od Dillona zależał przepływ funduszy zagranicznych do naszego kraju.
Zmiana ustosunkowania do polskich pożyczek banku Dillon, Read & Co w ciągu dwóch lat, od 1922 r. do 1924 r., może się z początku wydawać zagadkowa, bowiem ocena naszej gospodarki w oczach międzynarodowej finansjery nie zmieniła się w tym czasie i Polska wciąż uznawana była raczej za państwo sezonowe. Co ciekawe jednak, zmiana nastawienia Dillona pokrywa się z rozpoczęciem prac nad planem Dawesa i pojawieniem się plotek o możliwości wybuchu wojny celnej z Niemcami (o czym zapewne świetnie poinformowany był Dillon, którego doradca ekonomiczny, Edwin Kemmerer, był w bliskich stosunkach z prezesem Reichsbanku, Hjalmarem Schachtem). W zrozumieniu tej intrygującej reorientacji może więc pomóc przyjrzenie się aktywności Dillon, Read & Co poza granicami Polski.
(?)
Juliusz Jabłecki

Wyświetlony 7353 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.