sobota, 31 lipiec 2010 19:15

Konspiracyjne Wojsko Polskie, Okręg Śląski

Napisane przez

Zbrojny opór przeciwko komunizacji Polski jest tematem ciągle niezbadanym dostatecznie, bo o ile dysponujemy wieloma publikacjami dotyczącymi walki z nową okupacją na terenie Polski Centralnej czy też Kresów, to ciągle niewiele wiadomo, jak kształtował się i przebiegał opór przeciwko władzy komunistycznej na Śląsku.

Coraz silniejszy był opór wśród społeczeństwa polskiego, pomimo pięciu lat terroru hitlerowskiego, klęski Powstania Warszawskiego, niezliczonych wywózek nie tylko wśród zdekonspirowanych żołnierzy podziemia, ale także ludności cywilnej, np. górników ze Śląska, więzień i tortur często zupełnie niewinnych ludzi. Społeczeństwo polskie nadal oczekiwało pełnej wolności i prawdziwego wyzwolenia, dającego mu swobodę w wyborze swoich przedstawicieli i drogi rozwoju. Miast tego na bagnetach Armii Czerwonej przynoszono ustrój obcy i wrogi wobec narodu polskiego, aresztowania członków AK, NSZ, jak również ludzi zupełnie niezwiązanych z konspiracją były na porządku dziennym. Terror NKWD i "polskiego" UB, którego celem było sparaliżowanie społeczeństwa, osiągał często rozmiary większe niż podczas okupacji niemieckiej.

Do aresztu UB można było trafić na podstawie donosu, za to, że ktoś miał "szwagra w lesie" bądź za "propagandę ustną", np. opowiedzenie dowcipu o Armii Czerwonej. Władza "ludowa" przez pierwszy rok po "wyzwoleniu" utrzymała czysto okupacyjny przepis karzący śmiercią za samo posiadanie radioodbiornika (informacje o wykonanych wyrokach śmierci za posiadanie radia publikowała ówczesna prasa!), wprowadzono również przepis pozwalający aresztować dzieci od lat 13. Dostanie się w ręce UB oznaczało straszliwe tortury, porównywalne z metodami gestapo, często okrutniejsze od metod hitlerowskich. Mimo olbrzymiego terroru społeczeństwo polskie nie pozwoliło się zastraszyć, wierząc, że stan nowej okupacji jest tylko tymczasowy.
Podstawowy trzon zbrojnej i politycznej opozycji stanowiła spora grupa członków organizacji niepodległościowych z czasów okupacji, zwłaszcza Armii Krajowej, w mniejszym stopniu Narodowych Sił Zbrojnych. Można by zaryzykować twierdzenie, że powszechna wśród członków organizacji niepodległościowych z czasów okupacji, podobnie jak w innych rejonach kraju, stała się wola kontynuowania walki przeciwko nowemu okupantowi. O ile w innych rejonach kraju, np. na Białostocczyznie, Lubelszczyznie czy w północnej części Mazowsza, zbrojny opór podziemia, nazywanego umownie "poakowskim", został bardzo szybko ujęty w ramy organizacyjne, to na Górnym Śląsku i Podbeskidziu, mieliśmy do czynienia ze swoistą działalnością "samodzielnych" grup zbrojnego podziemia o rodowodzie akowskim, niechętnym organizacjom podziemia narodowego: Narodowym Siłom Zbrojnym czy Narodowemu Zjednoczeniu Wojskowemu. Inna rzecz, że żadna z tych organizacji nie zdołała na terenie Górnego Śląska stworzyć silnej siatki organizacyjnej.
W katowickim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej przechowywany jest ciekawy dokument, obrazujący stosunek, gremiów kierowniczych jednego z oddziałów partyzanckich Inspektoratu Rybnickiego Armii Krajowej do nadchodzącego wraz z frontem "wyzwolenia". Źródłem tego dokumentu jest konfident Urzędu Bezpieczeństwa, obecny wśród uczestników narady, nie może to jednak podważać autentyczności:
(...) W miesiącu listopadzie 1944 r. wydana została instrukcja, zarządzenie, że AK jest rozwiązana a to z powodu istnienia możliwości wyzwolenia Polski przez Armię Radziecką.
W tym celu zwołano naradę u Grzybka w Roju, gdzie omawiano jakie stanowisko będziemy zajmowali. I tam padło oświadczenie, że rozwiązanie AK nastąpiło tylko ze względu na bezpieczeństwo, że przed nami stoją inne zadania, że należy konspirację utrzymać, że należy jak najwięcej broni zmagazynować, gdyż ona będzie nam jeszcze potrzebna (...)
Sądzić można, że takich "narad organizacyjnych" w sztabach AK w momencie zbliżania się frontu i na wieść o klęsce Powstania Warszawskiego odbyło się wiele. Większość szeregowych żołnierzy AK, jak również dowódców było zdania, że opór i konspirację należy kontynuować, a rozpuszczenie oddziałów i dekonspiracja może mieć fatalne skutki nie tylko dla nich samych, ale również pozbawi ludność cywilną jakiejkolwiek obrony przed terrorem NKWD, Armii Czerwonej i rodzimej bezpieki. Nie mówiąc już o zbrojnych bandach kryminalistów, będących plagą, lat okupacji i pierwszych lat powojennych. Wielu dowódców obawiało się przekształcenia oddziałów partyzanckich w bandy rabunkowe w momencie, gdy ich członkowie rozpuszczeni zostaną do domów.
W czerwcu 1945 r. dochodzi do pierwszych kontaktów śląskiego podziemia z dowództwem Konspiracyjnego Wojska Polskiego w osobie jego twórcy i głównego organizatora kpt. Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca". Śląskie grupy podziemia poszukiwały kontaktów z organizacjami najbliższymi sobie ideowo, a nie doszło do stworzenia na Śląsku, samodzielnej silnej grupy zbrojnej. Przyczyną mógł być fakt, że Śląsk stanowił specyficzny obszar pod względem narodowościowym, a północna jego część, silnie zurbanizowana, nie nadawała się do działań partyzanckich na szerszą skalę. Do pierwszych kontaktów z KWP "Warszyca" doszło za sprawą Stefana Gurtlera ps. "Tse", znającego okolice Radomska i tamtejszą siatkę konspiracyjną jeszcze z czasów okupacji. Gurtler nawiązał łączność z "Warszycem" za pośrednictwem jego adiutanta Henryka Zimka ps. "Leszek". Na przełomie października i listopada 1945 r., po otrzymaniu rozkazów od kpt. Sojczyńskiego przystąpił wspólnie z płk Pawłem Stopą "Dąb" oraz mjr. Gerhardem Szczurkiem ? późniejszym komendantem KWP na Śląsku ? do organizowania Okręgu Śląskiego KWP, nadając mu kryptonim "Klimczok".
Konspiracyjne Wojsko Polskie, utworzone przez mjr Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca", którego kolebką był powiat radomszczański, doskonale wpisywało się w nurt walki zbrojnej podziemia poakowskiego. Szybko rozrastająca się organizacja, w szeregach której znalazło się wielu żołnierzy AK niechcących stać obojętnie wobec komunizacji kraju, znajdowała również wielu zwolenników wśród osób niemających do tej pory nic wspólnego z konspiracją.
Ciekawe, dlaczego wielu partyzantów odmówiło udziału w walce w szeregach Narodowych Sił Zbrojnych, jak chociażby w oddziale kpt. Henryka Flame ps. "Bartek", działającego na terenie Podbeskidzia i południowych obszarów Górnego Śląska. Powodem mogła być zbyt radykalna i bezkompromisowa postawa NSZ w walce z reżimem komunistycznym. NSZ prowadziło prawie wyłącznie walkę zbrojną, nie uznając żadnej możliwości "porozumienia" politycznego z "władzą ludową". Taka postawa nie odpowiadała wielu działaczom podziemia wywodzącym się z Armii Krajowej, widzieli oni ewentualność choćby częściowego uzyskania swobód demokratycznych za pomocą walki politycznej. Nie odmawiając też często władzy komunistycznej miana polskiej.
(?)
Andrzej Krzystyniak

Wyświetlony 7140 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.