niedziela, 01 sierpień 2010 10:42

Lew, czarownica, stara szafa

Napisane przez

6 stycznia odbyła się polska premiera filmu Lew, czarownica i stara szafa. Wprowadzeniu filmu do kin towarzyszy wyjątkowo natężona kampania medialna, dyskusje nad jego przesłaniem toczą się na łamach wielu czasopism. Ponoć w niektórych krajach dofinansowuje się uboższe dzieci, aby mogły zobaczyć ekranizację znanej powieści C.S. Lewisa w ramach lekcji religii. Przyznam, że czekałam z wielką nadzieją i niecierpliwością na film. Odkąd odkryłam Narnię, przeczytałam opowieść o niej już wielokrotnie i chętnie będę do niej powracać. Ciekawa byłam jak da się zekranizować historię, która - w moim odczuciu- dzieje się nie na poziomie wydarzeń i faktów, ale w rzeczywistości wewnętrznej, duchowej. I oczywiście zdawałam sobie sprawę z tego, że w filmie z konieczności wiele wątków zostanie pominiętych, czy uproszczonych. Mimo to przeżyłam ogromne rozczarowanie.

Doświadczenie religijne
Opisaną w pierwszym tomie Opowieści z Narnii historię znają już niemal wszyscy. Troje dzieci przechodzi przez starą szafę do innego świata, w którym przeżywają niezwykłe przygody, pokonują złą białą czarownicę, gnębiącą krainę, poznają też dobrego lwa Aslana. Punktem kulminacyjnym wydarzeń jest niewinna śmierć Aslana i jego odrodzenie się, zmartwychwstanie. I oczywiście tu szczególnie dają się zauważyć bezpośrednie odniesienia do chrześcijaństwa. Z filmu nie dowiadujemy się jednak niczego więcej. Kim jest Aslan? Skąd pochodzi? Właściwie jest zaledwie jednym z narnijskich mówiących zwierząt, tyle że nieoswojonym i sprawującym funkcję króla, co przecież w oczywisty sposób z tym gatunkiem się kojarzy. Słowem wyciąganie wniosków o chrześcijańskich odniesieniach w Lwie, czarownicy i starej szafie trudno jest faktycznie mówić na podstawie filmu. Czy samo to, że niewinna postać ginie i za sprawą czarów odradza się można już wnioskować, że mamy tu do czynienia z postacią Chrystusa? Wydaje mi się to zbyt banalne i uproszczone.
Co innego w książce. Tu postać Aslana jest wprowadzona poprzez ukazanie głębokiej relacji między nim a jego poddanymi. To ten sposób oddania, który powodował pierwszymi chrześcijanami ? głęboka żywa wiara aż po śmierć. Opisując Aslana, narrator dodaje, że jest on synem wielkiego władcy zza morza. Lokuje go tym samym niejako poza społecznością Narnijczyków, jako kogoś z innego świata. Zarazem ta odmienność równoważona jest niezwykłą bliskością relacji między dziećmi a Aslanem. Lewis z niesłychaną precyzją opisał tu relację między Bogiem a człowiekiem, istotę doświadczenia religijnego, o którym wielokrotnie próbowali pisać tacy znawcy religii jak Mircea Eliade czy Rudolf Otto. Tremens et fascina, czyli bojaźń i fascynacja to te uczucia, które nieustannie towarzyszą osobom kontaktującym się z Aslanem. Tego w oczywisty sposób brakuje w filmie. Ze względu na baśniowo mityczny sztafaż można by przypuszczać, że mamy tu do czynienia z pogańskimi obrzędami. Przecież w przeróżnych mitologiach postaci bóstw zabijanych i odradzających się znamy wiele (choćby egipski Ozyrys).

Sens dziejów
W książce Lewisa wyjątkowe jest też to, że poprzez baśniową opowieść udaje się uzasadnić jedność świata, jeden cel, do którego dąży bez względu na religie czy tradycje. Wszelkie mitologie, baśnie, legendy mają sens i zmierzają w konsekwencji do tego samego celu. Mają też jedno źródło. Jest nim właśnie ów Aslan. Jakże to bliskie wymowie encykliki Dominus Jesus ogłoszonej w Kościele przed kilkoma laty. Światło prawdy we wszystkich religiach, które sprawia, że mimo różnic jesteśmy w stanie podążać w tym samym kierunku. A Aslan to starotestamentowy Lew Judy, którego ponownego przyjścia wszyscy oczekują. Znów tego wymiaru brakuje filmowi. Mamy, oczywiście, świat pełen przedziwnych stworów, przeważnie przypominających bohaterów innych filmów fantasy. Odnosi się wrażenie, że jesteśmy w świecie baśni, nic więcej. Powiedziałabym nawet, że w filmie ten religijny kontekst został skrzętnie ukryty za polityczną poprawnością. Nikt w filmowej Narnii nie mówi o Bożym Narodzeniu tylko o Gwiazdce (a Boże Narodzenie to przecież także oczekiwanie na ponowne przyjście Chrystusa, co w kontekście narnijskich wydarzeń nie jest bez znaczenia), święty Mikołaj wygląda raczej jak powiększony krasnal, tak że z trudem można zorientować się, z kim mamy do czynienia.

Spór o obrazy
Wychodząc z kina zastanawiałam się, skąd we mnie tak silne uczucie zawodu. To nie tylko kwestia przywiązania do książki, jakiejś naiwnej wiary, że film pokaże wszystko, co zawierał pierwowzór. Myślę, że ekranizacja Opowieści z Narnii unaocznia w pewnym sensie spór toczony w Kościele od wieków ? spór o obrazy. Do dziś w jego konsekwencji w tradycji wschodniej nie tworzy się realistycznych przedstawień boskiej czy duchowo religijnej rzeczywistości w poczuciu, że przekracza ona ramy bezpośredniego zmysłowego doświadczenia. Zamknięcie w realizmie, czyli de facto sprowadzenie tej rzeczywistości do wymiaru ludzkiego świata rozumiane jest jako świętokradztwo. Podstawą jest nieco zapomniane na Zachodzie przykazanie, które zabrania tworzenia obrazów Boga. Dlatego właśnie w Kościele wschodnim nie zobaczymy rzeźb ani zwykłych obrazów przedstawiających świętych czy sceny z życia Jezusa tylko ikony ? okna do nieba, które w symboliczny sposób mówią o rzeczywistości niedostępnej poprzez zmysły. Tu rolę grają barwy. Wszystkie postaci wyłaniają się ze złotej wieczności. Ich postawa, gesty, rekwizyty zawsze są te same. Autorzy wielu ikon pozostają anonimowi, ponieważ pisanie ikon to nie zindywidualizowana twórczość, ale rodzaj modlitwy.
Jakże inaczej problem te został rozwiązany na Zachodzie. Tu będziemy mieli pełny realizm, aż po kicz. Różnica ta pokazuje nieco inną perspektywę. Na Wschodzie akcentuje się boskość, niezmienność, nieuchwytność, na Zachodzie raczej podkreśla się człowieczeństwo Jezusa. Jego życie było zwykłe, jego cierpienie na wskroś ludzkie, wszystko, co dokonało się w ciągu dokładnie wyliczonych 33 lat, to tylko fakty, zdarzenia historyczne, które można zbadać i opisać. Gubi się w tym symboliczny wymiar owych zdarzeń, który prowadziłby nas w subtelny sposób ku rzeczywistości niewidzialnej.
(?)
Joanna Sarnecka-Drużycka
Wyświetlony 5151 razy

Najnowsze od Joanna Sarnecka-Drużycka

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.