niedziela, 01 sierpień 2010 21:07

Brunatny wiatr odnowy

Napisane przez

O Rosji nie da się ani pisać, ani mówić rzetelnie, jeśli ta nie tkwi w nas gdzieś głębiej, jeśli jej w sobie nie nosimy, jeśli jej sobą nie odczuwamy. Kto raz usłyszy tę ledwie słyszalną nutę, kto się do niej nastroi duszą, umysłem i ciałem, ten już na zawsze będzie kochankiem ojczyzny poetów i zbrodniarzy, filozofów i głupców regulujących bieg purpurowych rzek historii. Stanie się ofiarą wiecznego przekleństwa i doświadczy nieśmiertelnej świętości. Bo Rosja jest dziedziną dwojakich myśli i rozszczepionych uczuć. Można ją śmiało nazwać zakładniczką dwutorowego biegu wydarzeń, gdzie wszelki akt stworzenia zrazu funkcjonuje jako zaprzeczenie własnej istoty. Ten kraj, choć istnieje na mapie, choć ograniczają go jakieś ramy geograficzne, choć ma swoje granice, swój obszar, to tak po prawdzie w pierwszym rzędzie istnieje jako zjawisko mentalne, nawet nie rozumowe, raczej podświadome, i właśnie z tej perspektywy należy go rozpatrywać. Bowiem Rosja to wielka, wspaniała idea, taka, dla której bez trudu poświęca się wszystko, nawet to, co najważniejsze - wolność.

 

W starym piecu nowy diabeł pali
Gdy rozmawia się o Rosji, słyszy się dwie opinie. Pierwsza mówi o tym, że Rosja się modernizuje, ale ten proces musi być trudniejszy i dłuższy niż w innych krajach postkomunistycznych, dlatego trzeba przymknąć oko na dzisiejszy kryzys demokracji, ograniczanie wolności słowa, coraz mocniejszy kaganiec dla biznesu. Druga opinia mówi, że Rosja staje się coraz bardziej autorytarna, a reformy obiecywane przez Putina okazały się fikcją (Nie bójcie się Rosji. Rozmowa Marcina Wojciechowskiego z Alexandrem Rahrem, www.gazeta.pl, 14-10-2005).
Jeszcze za rządów Borysa Jelcyna na świecie panowała opinia, że Rosja pójdzie drogą sąsiadów i nie będzie odstawać pod względem demokracji od takich krajów jak Polska czy Czechy. Niepokorna historia lubi jednak płatać figle. W dzisiejszej Rosji demokracja to źle kojarzące się słowo. Na moskiewskich ulicach, w metrze, w barach, nawet pod budką z piwem często słyszy się, opinię że "wszystkiemu jest winna demokracja". Taki stosunek Rosjan do ustroju powszechnie szanowanego i uznawanego na Zachodzie jest, jak się wydaje, efektem głębokiego rozczarowania. Ludzie są do głębi zawiedzeni biegiem historii, która w ich mniemaniu obeszła się z nimi wyjątkowo niesprawiedliwie. Ale za to, co się stało, obwiniają nie tyle historię, co tych, którzy ją tworzyli i umieli wykorzystać jej rozchwianie. Jest jakąś igraszką losu i wielką nauczką na przyszłość, że rosyjscy wyborcy, wykorzystując urządzenia demokracji, sami odebrali sobie do niej prawo. Świadczą o tym wyniki wyborów parlamentarnych z 1999 roku i prezydenckich, które odbyły się rok później, a także wszystkich następnych. Demokracja i liberalny model gospodarki są całkowicie zdyskredytowane w dzisiejszej Rosji, podobnie zresztą jak prawie na całym obszarze byłego ZSRR. Po wszystkich katastrofach lat 90. większość obywateli ma poczucie, że raczej przegrali, niż wygrali na skutek zmian. Dziś ludzie chcą tylko jednego ? stabilności i porządku. Podobne odczucia ma zresztą także elita, która chce mieć prawo do wyjazdów za granicę i zarabiania pieniędzy wymienialnych na waluty zachodnie, ale niekoniecznie jest jej potrzebna demokracja, wolność słowa czy liberalny system polityczny. Trudno o wszystko obwiniać Władimira Putina, który jest po prostu produktem rosyjskich elit oraz masowych oczekiwań (op. cit.).
Niektórzy znawcy tematu mówią, że Władimir Putin mógłby zrobić więcej. I mają rację. Owszem, mógłby, ale nie jest mu to akurat na rękę. Po cóż budować wszystko od nowa, kiedy stare aż prosi się o renowację? Wszak już ponad trzysta lat temu największy z poetów wydał straszny wyrok na wszystkich bez mała odnowicieli: Rozpadła się więź czasów! (w tym miejscu specjalnie powołuje się na rosyjski przekład Hamleta różniący się od przekładów polskich) ? krzyczał szalony Hamlet. Od tego momentu słowa te są nieustannie powtarzane przez mędrców, pisarzy, poetów i mężów stanu na nieskończenie wiele sposobów. Lecz nikt do tej pory nie śmiał otwarcie przyznać, że nie ma sensu łączyć raz zerwanych ogniw, że nie ma sensu znów wprowadzać dziejów w koleinę, z której już dawno wypadły. Wszyscy próbują na nowo wskrzesić widmo dawnego szczęścia. Próbuje także prezydent Putin, ale w jego próbach czai się orwelowski kanon dwójmyślenia. Dla reszty nie zorientowanego świata może być rosyjskim Hamletem, ale dla Rosjan będzie Faustem! Dlaczego akurat Faustem? Bo w rzeczy samej pragnie tego co Faust, który przez całe życie cieszył się szacunkiem i uznaniem ludu (tak jak obecnie rosyjski prezydent), wpajał im swoją ideę ogólnego dobra, wydaje się więc, że był szczęśliwy a w istocie odczuwał niezadowolenie. Paktował z diabłem i w zamian za Małgorzatę zaprzedał wrogowi rodzaju ludzkiego duszę. Podobnie nieszczęśliwy jest Władimir Putin ? jego lud, choć mu ufa i wierzy w niego i jego mowę o ogólnym szczęściu, odczuwa pewien duchowy niedosyt. Ale jest na to lekarstwo, trzeba tylko odnaleźć dla siebie taką faustowską Małgorzatę i Putin ją odnalazł. Dla niej zaprzedał swą duszę demonom przeszłości. Jego Małgorzatą stała się myśl o wskrzeszeniu Imperium. I cóż to wszystko znaczy? A no tylko tyle, że tą jedną myślą Putin nakarmi i siebie, i swój naród ? zagłuszy niedosyt zmarniałych dusz. I tylko nieliczni, obserwując to wszystko z boku powiedzą ? aha, w starym piecu nowy diabeł pali.
Putin, tak jak jego poprzednicy, wyznaje zasadę, że społeczeństwo nie dość świadomie przyjmuje ofiarowaną mu rzeczywistość. Trzeba więc, aby ktoś je kontrolował, objaśniał świat i dopełniał nie uformowaną świadomość ludu. Takie myślenie może się okazać wielką iluzją. Po długiej fazie konsolidacji, po długim okresie wmawiania obywatelom, że dla Rosji zachodni model liberalny jest szkodliwy, naród może w końcu w to uwierzyć. Potwierdzają to zresztą sondaże. W rankingu najlepszych polityków XX w. zwyciężają Jurij Andropow i Leonid Breżniew. Rząd, który chce rozwoju, powinien się zastanowić, dlaczego tak jest, dlaczego ludzie tak źle odnoszą się do Michaiła Gorbaczowa czy Nikity Chruszczowa (op. cit.).

 

Smutny żywot pogrobowca
Stanisław Ciosek powiedział kiedyś, że dzisiejsi Rosjanie dźwigają na swoich plecach ogromny garb historii ? ciężar, który muszą zdjąć sami. Rzecz w tym, że w Rosji ten garb nikomu nie wadzi, a nawet przeciwnie, jest on ? im częściej się o nim Rosjanom przypomina ? powodem do "ugarbiania" wszystkich tych, w których dzieje wdarła się przemocą rosyjska idea braterstwa. Wcześniej tj. do roku 1985 nikt w Rosji (Związku Radzieckim) nie śmiał pomyśleć o tej dziedzicznej krzywiźnie, tym bardziej głośno o niej mówić. Wystarczyło, że wszyscy wiedzą, i że trzymają tę wiedzę zamkniętą w więzieniu czterech ścian własnego mieszkania. Później, a była to już era Gorbaczowa, stary świat zaczął drżeć w posadach. Pod jego wpływem zmieniał się Związek Radziecki i zmieniali się Rosjanie. Ciche domowe prawdy z początku powoli i nieśmiało, ale jednak dochodziły do głosu. W ludzi wstępował duch odnowy; odgrzebywano stare ? zdawałoby się na zawsze ? utracone nadzieje. Cóż to był za czas! Niektórzy nie bardzo wiedzieli, co się dzieje, ale i tak wszystkim udzielało się to charakterystyczne napięcie tamtego okresu. Coś wisiało w powietrzu, które z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc robiło się coraz gęstsze. Do słownika, niby ukradkiem, wkradły się dwa nowe sformułowania: pieriestrojka i głasnost'. Niedługo też, z rangi zwyczajnych zwrotów awansowały do miana magicznych zaklęć, za pomocą których jęto rozpraszać spiżową zasłonę kłamstwa. I mniejsza o to, jak komu to wychodziło, ważniejsze jest to, że faktycznie miały w sobie tyle siły, że za ich pomocą (parafrazując Jerzego Giedroycia) ludzie wytrącali starym demonom historii kły, czyniąc z nich bezzębne i śmieszne maszkary przeszłości. Zachód zakochał się w melodii śpiącej w literach tych słów. Po raz pierwszy spoglądano na przedstawicieli "Wschodu", jak na ludzi, jak na braci i siostry, jak na kogoś, kto (wyjąwszy poza nawias barierę językową) nie odróżnia się zbytnio od "zachodniej" reszty. Coraz częściej i coraz śmielej odwracano spojrzenia w stronę Zachodu, który już nie wydawał się taki znowu "zgniły". Wszystko jednak zaczęło się dużo wcześniej, a to, czego byliśmy świadkami u końca poprzedniego wieku, było tylko następstwem wcześniejszych działań i zamierzeń. Tak pisał o tym prof. Norman Davies, w swojej książce Europa: Nie ulega wątpliwości, że sowiecki komunizm ogłosił "Zachód" ideologicznym wrogiem. Nie przeczył jednak, że jego własne korzenie tkwią w Europie i że największym marzeniem Lenina było połączyć rewolucję w Rosji ze spodziewaną rewolucją w Niemczech. A więc "zachodnia cywilizacja" nie była czymś do gruntu złym. Co więcej, czołowych przywódców Zachodu można było łatwo uznać za godnych podziwu ? pod warunkiem, że już nie żyli. Krótko mówiąc, Zachód zrobił się dekadencki, podczas gdy Wschód ? w rękach zwycięskiego proletariatu ? zachował pełnię sił i zdrowia. Wcześniej czy później kapitalistyczne reżimy zaczną się chylić ku upadkowi, socjalistyczna ojczyzna zada im ostateczny cios, granice upadną, a Wschód złączy się z Zachodem pod sowieckim przywództwem, w nowym rewolucyjnym braterstwie. O tym marzył Lenin i to miał na myśli Leonid Breżniew, mówiąc o "naszym wspólnym europejskim domu" [L. Breżniew, przemówienie w Bad Godesberg z 23 listopada 1981]. Tę ideologię mesjanistycznej misji komunizmu wyeksportowano ? w kilku lokalnych wariantach ? do wszystkich krajów znajdujących się pod sowieckimi wpływami. W aspekcie ściśle historycznym chodziło o wpojenie ludziom dwóch podstawowych dogmatów: o pierwszoplanowej roli "sił społeczno-ekonomicznych" oraz o łagodnym charakterze rosyjskiej ekspansji. Ideologia ta bardzo zyskała na sile po sowieckim zwycięstwie nad Niemcami w latach 1941-1945, i jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych podawano ją do wierzenia, niczym Ewangelię, milionom uczniów i studentów w Europie. Pod sam koniec kariery komunizmu pierwszy sekretarz KPZR Michaił Gorbaczow przywrócił do życia slogan o "naszym wspólnym europejskim domu". Żywo podchwycili go liczni obcy komentatorzy i przyjęto go z powszechnym zadowoleniem, ale Gorbaczow nigdy nie zdążył wyjaśnić, o co mu właściwie chodziło. W ogóle los obszedł się z nim, mało by powiedzieć, że niełaskawie. Cóż ? życie kieruje się swoimi własnymi prawami, w które wpisana jest okrutna zasada odwiecznej równowagi. Co kwitnie, musi się kiedyś obrócić w proch, co żyje, wcześniej lub później umiera. Niekiedy jednak zdarzają się tragiczne odstępstwa od tej zasady i coś lub ktoś, co żyje, nie może odejść w spokoju ? błąka się, gdzieś między życiem a śmiercią. Obok nas istnieje dziwna strefa cienia, dokąd wypędzamy tych, których nie wypada jeszcze uśmiercać, ale też, nie potrzeba już zawracać sobie nimi głowy. W cywilizowanym świecie proceder ten nazywa się śmiercią cywilną, ale w istocie jest to uśmiercenie ducha ? najokrutniejszy wyrok, jaki można wydać na ludzką istotę. Taki człowiek zmienia się w "pogrobowca", innym słowem staje się upiorem historii. Michaił Gorbaczow ? mniejsza o to czy zasłużenie ? stał się dla swoich rodaków czymś w rodzaju takiej zjawy. Nie mówi się o nim, nie dopuszcza się go do głosu, odepchnięto go na skraj realnego świata, aresztowano w więzieniu sumienia, o którym należy jak najprędzej zapomnieć. Stał się dla Rosjan synonimem najtragiczniejszej w ich dziejach porażki. Ludzka pamięć jest po prostu wybiórcza. Chruszczow i Gorbaczow w pojęciu przeciętnego Rosjanina byli burzycielami a więc nie zasługują na pamięć. Rosyjski lud ukochał sobie wielkich budowniczych: Piotra Wielkiego, Katarzynę II, Lenina, Stalina a teraz i Władimira Putina, człowieka, który zręcznie wślizgnął się w skórę swoich wielkich poprzedników ? osób, za którymi zawsze stała siła. Wszyscy ci, którzy poważyli, albo w przyszłości poważą na tę siłę targnąć, podzielą los Gorbaczowa, w tym także Borys Jelcyn, którego powoli ogarnia cień zapomnienia.
(?)
Piotr Bączek
Wyświetlony 5097 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.