wtorek, 03 sierpień 2010 13:41

Ucieczka Platformy przed reformami

Napisane przez

Większość komentatorów winą za tę sytuację obwiniało polityków PiS. Przez kilka tygodni zwycięzców wyborów oskarżano m.in. o wygórowane ambicje, chęć przejęcia władzy, prowadzenie tzw. czarnego PR wobec Platformy i w konsekwencji zmarginalizowanie tej partii.

 

Parlamentarny sukces Prawa i Sprawiedliwości i późniejsze zdecydowane zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego sprawiły, że dotychczasowy system władzy uległ poważnemu osłabieniu, wyłoniła się szansa na rozbicie rządów postkomunistycznej nomenklatury, niejednokrotnie nieformalnej, ale skutecznej i wpływowej. Tymczasem Platforma Obywatelska, która miała tworzyć koalicję rządową, wycofała się z rozmów i zagłosowała przeciwko rządowi, który przecież sama zaczęła tworzyć.

Tolerancja dla "czarnego PR" Platformy

Tymczasem kolejne wybryki polityków PO, zarówno wyborcze, jak i powyborcze, były tolerowane, jak choćby słynna konferencja prasowa Hanny Gronkiewicz-Waltz w hospicjum. Zapewne Platforma cieszyła się w establishmencie dużym kredytem zaufania. Świadczy o tym również sprawa sekretarza generalnego PO Grzegorza Schetyny. Jeszcze w czasie kampanii wyborczej Zbigniew Ziobro w odpowiedzi na atak Hanny Gronkiewicz-Waltz przypomniał publikację tygodnika "Newsweek". Według tego artykułu Schetyna miał obiecać pewnemu przedsiębiorcy zgodę na budowę w zamian za sponsorowanie klubu koszykarskiego Śląsk Wrocław, którego Schetyna był prezesem. Biznesmen wpłacił pieniądze i w ciągu dwóch tygodni dostał zezwolenie. Tymczasem kilka dni wcześniej Donald Tusk w publicznej wypowiedzi zapewniał, że gdyby prasa postawiła poważne zarzuty jego współpracownikowi, to natychmiast zostałby wyciągnięte konsekwencje: możliwy jest tylko jeden rodzaj postępowania, natychmiastowe zawieszenie osoby. Schetyna nie tylko nie został odsunięty, ale po wyborach parlamentarnych był tym politykiem PO, który negocjował z PiS kształt rządu koalicyjnego. Taka decyzja Platformy może świadczyć nie tylko o mocnej pozycji Schetyny w Platformie, ale także o chęci upokorzenia ewentualnego koalicjanta. W takiej sytuacji już wtedy trudno było spodziewać się powstania rządu PiS?PO.

Warunki Rokity
Niewątpliwie część polityków PO do końca opowiadała się za powstaniem takiego rządu, chociaż do opinii publicznej zdołał się przebić tylko głos Jana Rokity. Jednak nawet w tym przypadku nie można zapominać o istnieniu zasadniczych podziałów pomiędzy tymi partiami. Pisał o tym sam Rokita, który w słynnym artykule scharakteryzował powyborczy konflikt mianem sporu pomiędzy "reformatorami i sarmatami". Rokita zaliczył PiS do zachowawczego obozu "sarmatów", PO zaś do reformatorów. Według niego tylko rząd PO?PiS może stworzyć trwały sojusz "konserwatywno-liberalny", który będzie zdolny do zreformowania Polski. Artykuł Rokity był w zasadzie ostatnią próbą porozumienia pomiędzy tymi partiami: Jedni chcieli solidarności, tożsamości i ludowego katolicyzmu. Drudzy nowoczesności, reform instytucji publicznych, przezwyciężenia narodowych wad. Współczesny wymiar tego sporu na polskiej centroprawicy dotyczy pytania, czy budować kompromis ludowo-konserwatywny ostatecznie nieuchronnie prowadzący w objęcia Leppera i Rydzyka? Czy też istnieje szansa na pojednanie konserwatywno-liberalne dla spełnienia dwóch wielkich nadziei zamanifestowanych wynikami ostatnich wyborów?
Przez cały tekst Rokity przebija jednak również głęboką jego nieufność wobec tzw. populistów z Radia Maryja i enigmatycznie nazywanych "związkowców" (charakterystyczne, że w tekście wprost nie pada nazwa związku "Solidarność"). Wydaje się, że Rokita chciał ukazać pewien scenariusz polityczny. Jego oferta była w miarę czytelna ? polityk PO proponował bowiem zawarcie koalicji rządowej, ale na jego warunkach i już bez tzw. populistów (czyli środowiska Radia Maryja i "związkowców").

Powtórka z AWS?
Takie rozwiązanie byłoby jednak powtórką z 1997 r., kiedy Unii Wolności udało się zmajoryzować o wiele większego koalicjanta ? Akcję Wyborczą Solidarność. To właśnie wtedy związkowcy z AWS pod presją liberałów z UW dali narzucić sobie taki schemat działania rządu, który wykluczał realizację, nawet częściową, programu wyborczego. Działanie to było na tyle skuteczne, że nawet po odejściu z rządu Unii, AWS nie potrafiła odejść od politycznych ustaleń. Jedyny minister rządu Jerzego Buzka, który starał się obejść ten układ, został po kilku miesiącach usunięty ? był nim właśnie Lech Kaczyński.
Przyjęcie oferty Rokity oznaczałoby więc w praktyce odcięcie się PiS od środowiska Radia Maryja, które przecież w ewidentny sposób pomogło w wyborach parlamentarnych i prezydenckich. Byłoby to poważne osłabienie społecznej pozycji Prawa i Sprawiedliwości i poddanie się dyktatowi koalicjanta.
Platformie nie chodziło zresztą tylko o wyeliminowanie "populistów" z Radia Maryja. Solą w oku liberałów jest także rząd Jana Olszewskiego. Nie ukrywał tego Donald Tusk, który jeszcze w czasie kampanii wyborczej mówił: wspomagałem Lecha Wałęsę w 1992 roku po to, żeby nieudolny premier z nieudolnymi ministrami nie marnowali wysiłków milionów Polaków. Natomiast zaraz po zaprzysiężeniu rządu Kazimierza Marcinkiewicza Tusk powiedział: Mam nieodparte wrażenie, że jesteśmy świadkami narodzin rządu Jana Olszewskiego-"bis". Szczegóły rozmów sprzed wielu, wielu lat, a także ich efekt do złudzenia przypominają rok 1992.
(?)
Piotr Bączek

Wyświetlony 6207 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.