niedziela, 29 sierpień 2010 09:10

Agresja bolszewicka 1939

Napisane przez

Wczesnym, pogodnym świtem 17 września 1939 r. Armia Czerwona przekroczyła wschodnie granice RP na całej ich linii, łamiąc samowolnie układ o nieagresji z lipca 1932 r. Doszło do tego w konsekwencji tajnego paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia tegoż roku, gdzie zaplanowano rozbiór Polski wzdłuż linii rzek Wisły, Narwi, Bugu i Sanu. Stalin nie chciał jednak wystąpić w opinii świata jako współagresor z III Rzeszą, która już od prawie trzech tygodni atakowała bezwzględnie Rzeczpospolitą, lecz usiłował postawić się w roli "elementu neutralnego". W niesłychanie obłudnej i kłamliwej nocie, wręczonej w Narkomindiele naszemu ambasadorowi Wacławowi Grzybowskiemu 17 września nad ranem, stwierdzano niezgodnie z prawdą, że po 10 dniach wojny polsko-niemieckiej Państwo Polskie przestało faktycznie istnieć.

W opinii Sowietów uzasadniało to zajęcie reszty ziem polskich, ze Lwowem, Tarnopolem, Pińskiem i Wilnem, aby rzekomo wziąć w opiekę bratnie narody Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi w obliczu chaosu na tym obszarze Europy Wschodniej. W istocie to właśnie agresja sowiecka 17 września, jako dopełnienie agresji nazistowskiej z 1 września, doprowadziła do ostatecznego upadku II RP. Nie zapominajmy, że zanim uderzyli Rosjanie, broniła się przed Niemcami jeszcze ponad połowa Polski. Funkcjonował normalnie rząd RP, korpus dyplomatyczny i sztab generalny Wojska Polskiego; naczelny wódz marszałek Śmigły ciągle wydawał rozkazy. Nie mogło tedy być mowy o "upadku państwa polskiego".
Co więcej, agresja sowiecka była nie tylko uzgodniona z Hitlerem, lecz nastąpiła na wyraźne żądanie i ponaglenie niemieckiego MSZ. Naziści denerwowali się, że Rosjanie nie chcą brać "swojej części Polski" i przez to "odciążyć" Wehrmacht. Ten ostatni zajął nawet pewne części "nadziału" sowieckiego, ponieważ generalicja nie była poinformowana przez Ribbentropa o tajnym protokole rozbiorowym (załączonym do oficjalnego "paktu o nieagresji"). Chcąc przyspieszyć działanie Kremla, niemieckie MSZ puściło nawet w eter 9 września fałszywą informację o... rzekomym upadku Warszawy! Kiedy i to nie pomogło, dano Sowieciarzom do zrozumienia, że w wypadku ich "opieszałości" Niemcy "uaktywnią" w Galicji ukraińskie ruchy nacjonalistyczne itp. "podejrzane" elementy antysowieckie...
Stalin działał bardzo przebiegle i ostrożnie, ponieważ miał bardzo wiele do zyskania. W wyniku relatywnie niewielkiego wysiłku militarnego (ponieważ Polska z oczywistych względów nie mogła się skutecznie przed Armią Czerwoną bronić) zyskiwał ponad 50% terytorium RP z 11-12 milionami ludności. Uzyskiwał niesłychanie korzystną geostrategicznie nową granicę z Rzeszą. Zauważmy, że ta właśnie granica najprawdopodobniej ocaliła Rosję przed totalną klęską w dwa lata później. Gdyby bowiem Hitler w 1941 r. zaatakował ZSRS z linii "granicy ryskiej", z pewnością rychło zająłby samą Moskwę czy Leningrad.
Jak wspomina jego córka, Swietłana Ałłiłujewa, Stalin zawsze był germanofilem. Ponoć jeszcze po II wojnie światowej zwykł był mawiać z pewną dozą nostalgii: Ech, we współpracy z Niemcami bylibyśmy niepokonani. Do 1932 r. współpraca ta układała się dobrze, lecz po dojściu Hitlera do władzy stosunki niemiecko-sowieckie zostały "zamrożone" z powodów ideologicznych (doktrynalne sprzeczności między marksizmem a nazizmem). Stalin nie mógł tego przeboleć. Jako stary cynik mawiał: Jeśli będzie trzeba, to i Związek Sowiecki przystąpi do Paktu Antykominternowskiego (tj. Osi Berlin-Rzym-Tokio). Z olbrzymim zaniepokojeniem obserwował natomiast zbliżenie polsko-niemieckie z lat 1934-38.
O ile Kreml zawsze był gotów do likwidacji państwa polskiego we współpracy z Niemcami, kierujący Polską piłsudczycy nie mieli jasnej wizji działania. Z jednej strony byli bardziej skłonni do zbliżenia z III Rzeszą niż z Rosją, z drugiej wszak wykreowana przez Marszałka Piłsudskiego "strategia równowagi" wykluczała wspólny z Hitlerem atak przeciwko ZSRS. Po zgonie Marszałka płk Józef Beck nie potrafił przez cztery lata wymyślić niczego nowego, operując skostniałymi, starymi formułkami i stereotypami myślowymi. W efekcie Polska ani nie uregulowała swych spornych spraw z Niemcami (Gdańsk, Korytarz), ani nie potrafiła wbić mocniejszego klina w relacje Berlin-Moskwa.
Stosunki polsko-sowieckie, począwszy od zgonu Piłsudskiego w 1935 r., pogarszały się sukcesywnie. Czyżby Beck nie brał pod uwagę możliwości "odwrócenia sojuszy" i ewentualnego ponownego dogadania się Rosjan i Niemców poza plecami RP? Fatalnie przezeń rozegrana sprawa czechosłowacko-zaolziańska we wrześniu 1938 r. tym bardziej pogorszyła i tak już złe relacje z Sowietami. Ci ostatni uważali się ? obok Francji ? za głównych protektorów Benesza w Europie i demontaż Czechosłowacji ewidentnie godził w ich interesy. Armia Czerwona przeprowadziła nawet manewry na Wołyniu, przy polskiej granicy; w dość ostrej nocie Narkomindieł "ostrzegł" Polskę przed ewentualnymi krokami militarnymi przeciwko Czechosłowacji. Riposta Becka była jeszcze bardziej ostra i arogancka.
Wszystko wskazuje na to, że liderzy sanacyjni w ogóle nie brali pod uwagę jakiejkolwiek możliwości kolaboracji Moskwa-Berlin, o rozbiorze Polski nie wspominając... Zastanawiać musi ta kompletna naiwność i ślepota Becka, Rydza i innych przywódców. Pewne "przecieki" o tajnych rokowaniach sowiecko-niemieckich z lata 1939 r. (docierające poprzez placówki zagraniczne) były chyba ignorowane, gdyż nic nie wiemy o ewentualnych na nie reakcjach Becka. Także i obszerne Diariusz i Teki wiceministra Jana hr. Szembeka nie mówią o możliwości szykującej się tragedii. W oficjalnej depeszy do posłów i ambasadorów RP, nadanej 24 sierpnia 1939 r., min. Beck zalecał zachować całkowity spokój wobec informacji o podpisaniu sowiecko-niemieckiego układu o nieagresji...
Tymczasem już od maja tajne rokowania Hitler-Stalin nabierały rumieńców. Wobec pogarszania się stosunków polsko-niemieckich wczesną wiosną, 10 marca Stalin wygłosił szeroko rozreklamowane w prasie zagranicznej przemówienie na zjeździe sowieckiej Kompartii, w którym wspomniał o możliwości reorientacji swej polityki wobec wielkich mocarstw; dotychczasowe zbliżenie z Francją mógłby zastąpić ewentualny alians z Rzeszą. Początkowo brak było odzewu z Berlina, jednak dyplomacja niemiecka (a zwłaszcza minister Joachim von Ribbentrop) dobrze to sobie zapamiętała.
Zaraz przeto po słynnej mowie Becka w Sejmie 5 maja 1939 r., "palącej mosty" w stosunkach polsko-niemieckich, tajne rokowania nabrały rozmachu. Dla Hitlera stało się jasne, że aby uniknąć wojny na dwa fronty (sojusz polsko-brytyjski z 6 kwietnia oraz wcześniejsze zobowiązania polsko-francuskie) i zabezpieczyć sobie tyły, należy dogadać się ? bez względu na dotychczasowe fobie ? z "czerwonymi". Aby to osiągnąć, gotów był do daleko nawet idących cesji terytorialnych kosztem Polski.

(?)
Tomasz Serwatka
Wyświetlony 4980 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.