niedziela, 29 sierpień 2010 09:17

Zdradzona "Solidarność"

Napisane przez

Ćwierćwiecze "Solidarności" skłania do odświętnych obchodów, podniosłych refleksji, okolicznościowych akademii, podczas których używa się wielkich słów i padają egzaltowane, ale oficjalne deklaracje. Legendę tworzą po latach często ci mniej do tego powołani.

Nowsze czasy i inny porządek przetwarza i wchłania na swój sposób dawniejsze wydarzenia. To nawet naturalne i zapewne potrzebne, jeśli nie zastępuje rzetelnej refleksji, prób dotarcia do prawdy owego czasu, jego rozumienia i nadawania mu znaczenia, możliwie najwierniejszego prawdzie, także po to, by służyła następnym czasom, tym, którzy przyjdą później. Tym bardziej że fenomen "Solidarności" jest zjawiskiem historycznie zamkniętym. Najpierw została rozbita i metodycznie niszczona w stanie wojennym przez władze komunistyczne PRL od 1981 roku, później, w przełomowym roku 1989 została właściwie pominięta, czy ściślej, usunięta ze swym przesłaniem ideowym, choć stanowiła pewien grunt i najbliższy punkt odniesienia dla dalszych przemian i, przede wszystkim, zmiany systemu. Zapewne, niewystarczający był już wtedy jej program ekonomiczny czy polityczny, ale ważna była mobilizacja społeczna, poparcie dla radykalnych przemian państwa i odrzucenia systemu komunistycznego, co potwierdziły wybory 1989 roku. Być może upadek "Solidarności" był ceną za obalenie komunizmu, bo nic w ludzkich dziejach nie odbywa się w sposób prosty, jednoznaczny, czysto racjonalny, dający się w pełni organizować i kontrolować. Nie znaczy to jednak, że wszystko jest historycznie zniszczalne, bo dziedziczy się także pośrednio rozmaite dobra, idee i instytucje, w wypadku "Solidarności" także pamięć poczucia niezwykłej wspólnoty, a nawet jedności, po raz pierwszy doznawanej przez większość polskiego społeczeństwa w czasach panującej od wojny PRL.

"Solidarność" to nie tylko przeszłość
Nieszczęściem polskiego życia publicznego i intelektualnego, a zatem i naszych elit intelektualnych i politycznych, jest brak pogłębionej refleksji o wspólnych, nie partykularnych czy partyjnych celach i racjach całego polskiego społeczeństwa, o całej sytuacji historycznej i kulturowej Polski, o kierunku jej rozwoju, nie tylko gospodarczego czy politycznego, ale i kulturowego i cywilizacyjnego. Obecny chaos rozbieżnych interesów politycznych i partyjnych, prywata i brak obiektywnych standardów życia publicznego jest po części dziedzictwem PRL i dominacji postkomunistów, po części wynikiem zaniechania radykalnych zmian i budowy nowego ładu po 1989 roku, w końcu wreszcie, co jest raczej skutkiem, dezorientacji, pomieszania różnych wartości i tendencji, co utrudniło ludziom jasne wybory, postawy i oceny, i zahamowało energię społeczną. III RP jest raczej postPRL-em niż następczynią niepodległej II Rzeczpospolitej.
W budowie III RP trzeba się było odwołać ideowo do jedynej tradycji możliwej do przyjęcia w PRL, to znaczy tradycji oporu i protestu trwającego już od lat 40., a później okresowo w przełomach lat 1956, 1968, 1970, 1976, 1980, których zwieńczeniem i najważniejszym przejawem był ruch "Solidarności". W niej skupiły się wszystkie dotychczasowe akcje niezgody i oporu wobec systemu komunistycznego w Polsce i to doświadczenie "Solidarności" było najważniejsze w budowie nowego porządku po PRL. Jest ono niezbędne także do zrozumienia tego, czym była Polska jako państwo komunistyczne PRL.
Czym zatem była "Solidarność"? Powiada się, jak najsłuszniej, że to wielki zbiorowy ruch protestu przeciw władzom PRL, który powstał lawinowo od pierwszych strajków w lipcu i sierpniu 1980 roku, połączył wszystkie znaczące grupy zawodowe, warstwy i klasy, ogarniając w istocie całe społeczeństwo. W ciągu kilku miesięcy powstała po raz pierwszy sytuacja przewagi społeczeństwa nad władzą, świadomość wspólnoty i jedności podzielonego dotąd społeczeństwa, a także poczucie wyjątkowości i niezwykłości sytuacji, podniosłość i odświętność wydarzeń. Pękła wówczas bariera strachu przed władzą i jej paraliżującą siła, zachwiała się również siła władzy, mającej poczucie bezwzględnego panowania nad społeczeństwem. Był to niewątpliwie największy wyłom w monolicie systemu komunistycznego w Polsce, a i zapewne w całym obozie sowieckim. Powiada się też często, że ruch "Solidarności" był rodzajem insurekcji, narodowego powstania, lecz bez użycia siły, a z atrybutami symbolicznymi i religijnymi, które były niewątpliwie manifestacją związku z niedawną wizytą Jana Pawła II. Podnosi się też, że "Solidarność" była masowym, ale spontanicznym protestem i nie miała wyraźnego programu politycznego, ekonomicznego, społecznego, żądała tylko naprawy, a nie zmiany ustroju komunistycznego. Nie była "Solidarność" ruchem antykomunistycznym, powściągała nadmierne żądania, intuicyjnie wyczuwając, że są one niemożliwe do spełnienia, była umiarkowana w żądaniu większych swobód, możliwości zrzeszania się, wolnego słowa. W tym kształcie ruch "Solidarności" należał jeszcze w całości do realiów PRL, nie przekraczał, by tak rzec, jej horyzontów i wyobrażeń, z czasem okazał się ostatnim i największym protestem rozsadzającym podstawy systemu PRL, budowanego w Polsce niemal od półwiecza.

"Dziel i rządź"
To wszystko jest prawda łatwa do przyjęcia i na ogół znana. Ale sens i znaczenie "Solidarności" jest większe i trzeba je umieścić w najszerszym kontekście historycznym ostatnich dziejów Polski pod panowaniem komunizmu. Wtedy te dzieje znajdą pełniejsze oświetlenie, a "Solidarność" zajmie w ich należną, decydującą rolę.
Bo przecież historia PRL nie była jednoznaczna ani jednostajna, trwała zbyt długo, by się nie zmieniać, komplikować, dramatyzować. Zmieniała się w niej świadomość ludzi, zmieniała się całość społeczeństwa, poddawana rozmaitym strategiom władzy: opresji, rozluźniania rygorów, stabilizacji. Od początku PRL trwał w niej ruch oporu i walki, ale z czasem także odruch zmęczenia, rezygnacji, przyzwyczajenia, w końcu biernej akceptacji gdzieś w latach 60., oczywiście pod nieustanną presją władzy komunistycznej: zastraszania, restrykcji, represji, tresury społeczeństwa. Pierwsza opozycja niepodległościowa, wywodząca się jeszcze z wojennego podziemia została rozbita w końcu lat 40. Odwróciła się od niej także ta część społeczeństwa, która dała się zjednać władzy komunistycznej obietnicami awansu, nobilitacji, udziału we władzy. Według zasady "dziel i rządź" rozbito jedność społeczeństwa, dzieląc je na grupy i klasy, które nastawiano przeciw sobie i skłócano przy użyciu silnie zideologizowanej propagandy. Wprowadzano swego rodzaju permanentny stan wyjątkowy, klimat nieustannej walki, ścigania urojonych wrogów, siania strachu i podejrzeń, życia pod pręgierzem w stałym zagrożeniu. Stalinizm i terror Urzędu Bezpieczeństwa rozbiły skutecznie społeczeństwo odradzające się dopiero z trudem po katastrofie wojennej. Mimo śmierci Stalina i końca jego ekipy władzy system nie osłabł, wciągając do współpracy nowe pokolenia, kadry ideologiczne części inteligencji, służące do indoktrynacji reszty społeczeństwa wizją utopii lepszego świata i sowieckich ideałów.

(?)
Marek Klecel

 
Wyświetlony 4590 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.