niedziela, 29 sierpień 2010 10:48

Zawsze tylko ch** Homosie o sobie

Napisane przez

W starym dowcipie żydowskim pytają pana, powiedzmy, Rabinowicza o Żydów. Co też o nich sądzi? ? Żydzi ? powiada pan Rabinowicz z namaszczeniem ? to naród wybrany, to naród artystów, myślicieli i uczonych. ? A co pan powie o pańskim sąsiedzie, panu Cukiermanie? ? Cukierman? Pan przy mnie nie wymawiaj tego nazwiska! ? denerwuje się Rabinowicz. ? To jest łobuz, to jest oszust, to jest...

Dziś jednak będzie nie o Żydach, ale o homosiach, którzy, okazuje się, też myślą o sobie całkiem podobnie jak pan Rabinowicz o swych rodakach: że w ogóle jest świetnie, a w szczególe ? już nie za bardzo.
Tak w ogóle wszyscy wielcy, wszyscy genialni to geje.
Bo ta wszystka architektura, różnego rodzaju zdolni naukowcy na całym świecie, poeci, malarze, to w większości to są geje. Nawet Aleksander Wielki. I oni tworzą kulturę. Czyli sam cymes, szampan i frukty.
A konkretnie? A konkretnie wódka i ogórki, bo to całe środowisko to taka zbiorowość, gdzie jeden drugiemu za plecami dupę obrabia, to jest jeden fałsz i wszystko nastawione, żeby się rżnąć.

Nauka bada, więc nie ma co ukrywać
O tworzeniu kultury przy okazji obrabiania dupy (lub odwrotnie) nie dowiedziałem się wcale od jakichś zoologicznych homofobów, ale z książki Doroty Majki-Rostek poświęconej socjologicznej analizie sytuacji homoseksualistów polskich. Książka jest okropnie naukowa, pełno tam różnych Goffmanów, Bergerów, Znanieckich etc. ? w trzech czwartych zupełnie ni priczom, więc domyślam się, że to pewnie praca doktorska. Do tego dochodzi jeszcze tradycyjna danina feudalna w postaci umieszczenia cytatów z dzieł recenzentki i autora wstępu, toteż normalnie czytać się tego pasztetu nie da. Ponieważ jednak autorka włóczyła się nie tylko po bibliotekach, ale i po gejowskich imprezkach (tzw. obserwacja uczestnicząca), jak również zgodnie z regułami sztuki przesłuchała obiekty swych badań (swobodny wywiad otwarty), zebrało się trochę materiału wartego, by rzucić nań okiem.
Nie są to wprawdzie żadne rewelacje, ale mają za to dobre pochodzenie: toć bierzemy je wprost ze skarbczyka Nauki. Nie sposób też przypuszczać, że wypowiedzi zostały dobrane tendencyjnie. Przeciwnie, p. Majka-Rostek sprawia wrażenie, jakby całym sercem była po stronie swych króliczków i gdy tylko króliczkowi coś się wypsnie, zaraz sama dodaje słuszne komentarze: że oni niewinni, że to efekt społecznej stygmatyzacji, zinternalizowanej opresji, mechanizmów neutralizacji itp. Sama też stara się być delikatna i np. gejowskie pikiety, czyli punkty, gdzie można łatwo upolować partnera do szybkiego seksu (zazwyczaj są to parki, szalety, dworce etc.) nazywa elegancko umownymi miejscami spotkań ? tak jakby chodziło o romantyczną randkę pod ratuszowym zegarem. Sami homosie bywają bardziej rzeczowi:
Jak ktoś chce kogoś szybko do łóżka, to leci pod Panoramę Racławicką i od razu kogoś porwie, albo od razu w krzakach, bo w lokalu to trzeba posiedzieć, trzeba czasem stracić czasu i pieniędzy ? i nic nie ma z tego.
A warto tu dodać, że autorka wszystkie wywiady przeprowadziła nie z jakimiś pierwszymi lepszymi homosiami, lecz z osobami należącymi do tzw. środowiska (wrocławskiego oraz warszawskiego) i właśnie o tym "środowisku" niemal każdy z jej rozmówców opowiada bezeceństwa niczym najgorszy homofob:
Nie ma co ukrywać, że my się po prostu zaliczamy, wchodzisz do klubu i widzisz: z tym byłem, z tamtym się przespałem i całe towarzystwo też wszystko wie. Głównie tu chodzi o gejów, ale lesbijki obracające się w tym towarzystwie to jest to samo.
Tak jak ja obserwuję środowisko homoseksualne, to niektórzy przeginają mocno. Mój znajomy to ujął tak: "Zawsze to jest tylko ch[...]. Raz większy, a raz mniejszy, nie pamięta się nawet twarzy". Często się nawet sobie nie przedstawia. I wielu ludzi tak żyje.

Po prostu miłość i jedna wielka orgia
Równocześnie homosie chętnie odwołują się do stereotypu "wrażliwego geja", takiego troszkę kobiecego i z artystyczną duszą. Teraz z kolei okazuje się, że każdy homoś to człowiek niezmiernie delikatny i kulturalny, choć Bóg raczy wiedzieć, jak to się godzi z wzajemnym zaliczaniem się w krzakach pod Panoramą.
Ogólnie chyba można powiedzieć, że geje są bardziej wrażliwi. Ja to widzę po sobie, że ja jestem bardzo wrażliwy na nieszczęścia, nieraz jakieś filmy typu wyciskacze łez to oddziaływują na mnie jak na większość kobiet, że chusteczka i zaraz płaczę.
Tam taka kultura jest. Tam w ogóle, jak zauważyłem, że w środowisku ludzi kochających inaczej to jest miłość, kochanie się, nie jak to się mówi z detalami, ale po prostu miłość do drugiego człowieka.
Ale z homoseksualistą można pogadać. Jest czuły, delikatny, ma dużo zainteresowań.
Rzeczywiście, delikatne rozmowy są ważne, choć jeśli idzie o zainteresowania, to najczęściej przeważa jedno:
Ja, jak chcę kogoś poderwać, to zagadam, na kawę zaproszę, a potem otwarcie zapytam, czy jest zainteresowany umówieniem się. I w dzisiejszych czasach to otwarcie się pyta, czy robi to za pieniądze, czy z przyjemności, to później nie ma nieporozumień, awantur i skandali.
Jeśli zaś awantur i skandali nie ma, to znaczy, że było kulturalnie, po prostu miłość do drugiego człowieka ? i czegóż chcieć więcej? Autorka w pewnym miejscu pisze oględnie (i o powołując się na książkę, która powołuje się na książkę... ? ot, taki naukowy sznureczek), że charakterystyczną cechą homosiów jest poświęcanie przez nich większej ilości czasu na swe zainteresowania seksualne. Ale sami homosie znowu ujmują rzecz znacznie jędrniej:
Geje są uzależnieni od seksu. Jest to używka jak każda inna. Mnie seks bardzo zmienił. Nie na dobre, na złe. Bo u nas od seksu się wszystko zaczyna, wszystkie znajomości. (...) Ja w ciągu dnia jednego potrafiłem mieć ośmiu kochanków. I ja jestem człowiekiem uzależnionym seksualnie.
A "środowisko"? Niby trafiają się tam różni ludzie. Ale najwięcej to prowadzi rozwiązły tryb życia.
Każdy mówi piękne rzeczy ? o wspólnocie, przyjaźni, miłości, o pomaganiu sobie. A zorganizowała się na przykład teraz w tej organizacji wycieczka, to później się okazało, że to była jedna wielka orgia i nic więcej.

Geje trzymają się razem, jak każdy jest osobno
Oczywiście, można przyjąć wykrętnie, że p. Majce-Rostek trafiła się przypadkiem do badania najgorsza swołocz i znalazła się ona jakby w sytuacji pechowego entomologa, który w wielkiej dżungli wlazł akurat na kopiec leniwych mrówek. Niemniej, gdy czyta się podobne wyznania o stylu życia homoseksualistów, ich obyczajach, a także o ich lekkoduchostwie i demonstracyjnej wesołkowatości (oni tacy są, żyją dniem dzisiejszym, są bardziej tacy zwariowani), trudno uznać przeciętnego homosia za okaz zdrowia psychicznego. Podobnie poczynający sobie heteryk (tak nas homosie nazywają) byłby zapewne szybko zdiagnozowany jako erotoman, człowiek o niedojrzałej osobowości, mający problemy z własną tożsamością płciową i może nawet jako... utajony homoś! Naturalnie, promiskuityzm występuje nierzadko także wśród heteroseksualistów ? nikt jednak nie walczy pod pstrokatymi sztandarami o tolerancję dla "mniejszości" dziwek i dziwkarzy. To istotna różnica.
Samemu "środowisku" daleko przy tym do lansowanego ideału tolerancji. Tam też istnieje dyskryminacja i wykluczenie, są homosie lepsi i gorsi. Gorsi to przede wszystkim ci zmanierowani i wypindrzeni: "cioty" z dowcipów, rozpoznawalne nawet dla heteryków, bo te dupodajki to mają ruchy takie ciotowskie, kobiece. Ale również geje starzy, na których patrzy się z nieukrywaną niechęcią, a starzy to znaczy ? po czterdziestce, bo kariera wesołego homosia trwa krócej niż kariera baletnicy. Potem zostają już tylko pikiety i dogadywanie się co do ceny, żeby nie było awantur i skandali. "Środowisko" jest bowiem niebezpieczne także i dla tych homosiów, którzy chcieliby żyć w stałym związku.
Ciężko pogodzić się gejom, że jakieś dwie osoby są razem. Geje trzymają się razem, jak każdy jest osobno. Natomiast gdy jest jakaś para w grupie wtedy już jest gorzej. Próbują to rozbić. To jakaś zazdrość zawsze jest.
Tu przebiega to o wiele szybciej niż w środowisku hetero. Tu się kochają, ten zobaczy jakiegoś chłopczyka, tu się puści, tam się puści, tamten zobaczy, awantura, już na siebie gadają, że ten to kurwa, a tamten jeszcze gorszy.
Dlatego roztropne pary uciekają ze "środowiska", natomiast pozostają w nim ? a także w organizacjach gejowskich! ? głównie osoby samotne: z czasem coraz bardziej sfrustrowane i pełne pretensji do całego świata. To właśnie spośród nich wywodzą się zazwyczaj homosie-aktywiści, do upadłego udowadniający, że życie spaprała im cudza "nietolerancja".
Czemu jednak aż tak wielu homosiów, mimo przekonania, że środowisko jest obłudne, plotkarskie, że geje są bardzo złośliwi, właśnie w nim woli przebywać, jeśli zaś spotyka się prywatnie również z heterykami, to najchętniej na osobności? Bariery te wywodzą się głównie z obaw przed zachowaniem heteroseksualistów wynikającym z ich nietolerancji ? podpowiada poprawnie p. Majka-Rostek, ale to chyba nie do końca prawda. Heterycy są bowiem odbierani jako zagrożenie również wtedy, gdy nic specjalnie nie robią, ale są, a geje sobie myślą: "Co też oni sobie o nas myślą?". Nawet obecność zaprzyjaźnionego heteryka określanego jako przesympatyczna osoba sprawia, że beztroska zabawa gaśnie.
Tacy swobodni i weseli, a wygląda na to, jakby czegoś się wstydzili. Czego? Tu "sami swoi", każdy każdego już zaliczył, już wszyscy umoczeni, a wtem przychodzi heteryk, któremu nigdy w głowie nie postało, by mieć ośmiu partnerów jednego dnia, i choć tego nie okazuje, to ? zdaniem homosiów ? pewnie czuje się od nich lepszy. Dlatego większość chce jednak getta, a zabawy tylko we własnym gronie ? choćby miała się skończyć jedną wielką orgią.
Styl życia homosiów ze "środowiska" przypomina bowiem trochę postępowanie Pijaka z "Małego księcia", który pił, bo się wstydził, a wstydził się tego ? że pije. A tam, gdzie wszyscy piją, łatwo o podtrzymywania złudzenia, że nikt nie jest pijakiem.

Już zapłacone ? mówi św. Paweł
Nieustannym zagrożeniem pozostaje natomiast każde spojrzenie "z boku". Homosie często podkreślają swoją indywidualność i nawet ekscentryczność, ale istnieje pewien temat, na który wszyscy mają to samo zdanie: emocjonalne, banalne i jak najgorsze.
Nie znoszę Kościoła katolickiego, nie znoszę kleru, to ich gęganie, ta interpretacja.
To jest jakaś grupa interesów, klika, szajka, nieźle ustawieni są, otumaniają ludzi i tak dalej.
Kiedy tylko nadarza się okazja, to w stosunku do Kościoła rzymskokatolickiego odnoszę się z niechęcią.
W polskich warunkach dałoby się te gejzery nienawiści jeszcze od biedy jakoś zracjonalizować: że Kościół u nas dużo może, że się wtrąca, że... Ale na Zachodzie, gdzie Kościół poza nieśmiałym przypominaniem doktryny właściwie już nic nie może, sytuacja jest przecież identyczna: uświadomiony homoś ma obowiązek na Rzym ujadać.
W dodatku to, co w Biblii najbardziej homofobiczne i o czym nikt w Kościele już od dawna nie wspomina, te różne przepisy o kamienowaniu itp., pochodzi ze Starego Testamentu, a nie słychać, by geje manifestowali przed synagogami i meczetami. Natomiast w Nowym Testamencie homosiów bynajmniej się nie wyróżnia, wymieniając wśród tych, którzy nie posiądą królestwa Bożego, także cudzołożników i rozwiązłych bez podziału na "orientacje", oraz m.in. zdzierców ? a przecież każdy kolejny minister finansów nie obraża się zaraz z tego powodu na Kościół Powszechny.
Jest jednak w Liście do Rzymian fragment, gdzie św. Paweł mówiąc o tych, co cześć oddają stworzeniu zamiast Bogu, sugeruje, że to właśnie uleganie urokom "permisywizmu" i "konsumpcjonizmu" prowadzi prosto do jednopłciowej obłapki:
Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie (1, 26-27).
Bezecność namiętności, o których pisze Apostoł, to atymia. I nie polega ona w pierwszym rzędzie, jak można by przypuszczać, na wywoływaniu zgorszenia czy na szczególnej obrzydliwości uczynku. Raczej na tym, że człowiek bezecny sam traci do siebie szacunek, a potem rozpaczliwie ? bo cudzy wzrok nie zneutralizowany bezwarunkową afirmacją staje się nie do zniesienia ? próbuje temu zaprzeczyć. Z tego powodu św. Paweł żadnych kar doczesnych dla homosiów się nie domaga: jego zdaniem już oni sami odbierają bowiem za swój bezwstyd (aschemozyne ? co oznacza także niedostojność) stosowną zapłatę. Dotąd wszakże musieliśmy wierzyć Apostołowi na słowo. Teraz, dzięki uczonej pracy p. Majki-Rostek, wiemy już, jak ta zapłata konkretnie wygląda. Ano, zawsze (...) tylko ch[...]. Raz większy, a raz mniejszy.
Jak widać, nawet lektura współczesnych dzieł socjologicznych może pomóc w głębszym zrozumieniu Słowa Bożego.

Dorota Majka-Rostek, Mniejszość kulturowa w warunkach pluralizacji. Socjologiczna analiza sytuacji homoseksualistów polskich, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2002.


Lech Stępniewski

Wyświetlony 3324 razy

Najnowsze od Lech Stępniewski

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.