poniedziałek, 30 sierpień 2010 09:23

Mali między wielkimi

Napisane przez

Pozycja państw w coraz większym stopniu zależy od gospodarki - jej rozmiarów, jakości i technologicznego poziomu. Tak istotny czynnik, jak wielkość populacji, nie zatraca jednak swojego znaczenia. Jest ważny szczególnie w przypadku narodów zamieszkałych w sercach kontynentów i sąsiadujących z mocarstwami.

Prof. Jerzy Łojek był zdania, że dwukrotnie większa liczba Polaków raczej wykluczałaby możliwość rozbiorów, nawet pomimo długotrwałej słabości Rzeczypospolitej. Do największych narodowych tragedii prawdopodobnie by nie doszło, gdyby ilość ludności kraju była znacząco większa. Nie przekłada się ona bezpośrednio na potencjał ekonomiczny czy militarny, ale na pewno ich wzrostowi sprzyja. Liczebność narodów jest bez wątpienia jednym z elementów, od których zależy bieg dziejów.
Latem 1920 r. bolszewicy wygrywali z nami kolejne bitwy, wszystko zdawało się wskazywać, że odradzające się państwo czeka zagłada. Negocjująca z Rosją Sowiecką brytyjska dyplomacja gwarantowała naszemu krajowi ocalenie, o ile zgodzi się on na wytyczenie wschodniej granicy według tzw. linii Curzona. Piłsudski zdawał sobie sprawę z grozy sytuacji, nie mógł też mieć pewności, że kontratak znad Wieprza radykalnie odmieni bieg wojny. Pomimo skrajnego zagrożenia nie wyraził jednak najmniejszego zainteresowania ofertą Londynu. Wiedział, że w efekcie powstałoby państwo tylko trochę większe od Królestwa Kongresowego i zamieszkane jedynie przez niewiele ponad 20 milionów ludzi. Kraj takich rozmiarów nie miałby żadnych szans przetrwania. Znana myśl Marszałka o Polsce skazanej na wielkość nie była przejawem mocarstwowych ambicji, lecz logicznym wnioskiem, że leżące w tej części Europy państwo małe, słabe, o stosunkowo nielicznej populacji ? nie tylko nie zachowa niezależności, ale nawet jego byt w jakiejkolwiek formie jest bardzo wątpliwy. Także jednym z celów ówczesnego wspierania państw bałtyckich i, niestety, nieudanych starań o utworzenie niepodległej Ukrainy, było zmniejszenie potencjału rosyjskiego imperium. Wolność narodów wielkiej Rosji miała być nie tylko triumfem sprawiedliwości, lecz i zwiększeniem bezpieczeństwa w naszej części kontynentu ? osiągniętym przez zmniejszenie dysproporcji między państwami.
Według często powtarzanego sloganu ? Polska ma dziś najlepszą koniunkturę od trzystu lat. Opinia ta wynika z tego, że wyjątkowo długo mamy stabilne granice, w których od całych dwunastu lat nie ma obcych wojsk a do tego działania wojenne nie są w obecnej chwili, w naszej części świata, narzędziem polityki. Nawet abstrahując od kwestii, na ile te bezcenne osiągnięcia są trwałe, dostrzegać należy, że polityka jest ciągłą grą potencjałów. Siła ekonomiczna odgrywa rolę największą, ale nie jest czynnikiem jedynym.
Przyrost naturalny spada w większości krajów Europy. Nie wszędzie jednak oznacza równie poważne konsekwencje. W Niemczech od dawna upowszechnia się zwyczaj posiadania minimalnej liczby dzieci. Wynikająca z zamożności kraju atrakcyjność obywatelstwa RFN skutkuje jednak stałym napływem chętnych do wtopienia się w niemiecką społeczność. Zdumiewająco szybkiej asymilacji w większej liczbie opierają się jedynie przybysze z krajów islamskich. Powstają więc muzułmańskie enklawy, ale pomimo radykalnego spadku urodzeń wśród rodowitych Niemców ? liczba obywateli ich państwa jest stabilna. Drogą szeregu dalekowzrocznych przedsięwzięć z problemem demograficznym radzi sobie Francja. Odpowiedzią na spadek urodzeń nad Sekwaną jest częściowe otwarcie granic dla mieszkańców dawnych kolonii. Oczywiście, przybywają oni wraz ze swoim językiem, kulturą, religią. Paryż nie przygląda się jednak temu biernie. Przeciwnie ? wydaje fortunę na to, by nie mieć do czynienia z żywiołowym osadnictwem Afrykańczyków i Azjatów, lecz kontrolować sytuację bardzo przemyślanymi i konsekwentnymi programami, mającymi na celu skuteczną naturalizację. Rekordowe sumy przeznaczane na promocję francuskiej kultury i języka mają na celu m.in. to, by nowi mieszkańcy Marsylii czy Nancy jak najszybciej mieli pełne poczucie przynależności do nowej ojczyzny. Część pozostaje na te zabiegi odporna, czego przejawem jest rozwój społeczności islamskich. Asymilacyjne zabiegi przynoszą też jednak oczekiwane rezultaty. Przy akceptacji Francuzów "z dziada pradziada" ? takąż samą narodowość z przekonaniem deklarują coraz liczniejsi czarno- czy żółtoskórzy. Paryski Instytut Badań Demograficznych prognozuje, że w roku 2050 liczba obywateli Francji wzrośnie do 75 mln, z czego 64 mln uważać się będą jednoznacznie za Francuzów. Wedle analogicznych przewidywań ? do połowy stulecia na poziomie dzisiejszym, lub nawet wyższym, utrzymywać się będzie populacja Wielkiej Brytanii.
Od końca lat dziewięćdziesiątych mamy w Polsce ujemny przyrost naturalny. W r. 2003 wynosił on ? 0,4 na 1000 mieszkańców. W 1982 r. urodziło się Polakom 720 tys. dzieci. W ostatnich latach przychodzi na świat niemal dwukrotnie mniej. Dla prostej zastępowalności pokoleń potrzeba, by statystyczne małżeństwo posiadało 2,1 dziecka. W Polsce liczba ta wynosi obecnie 1,4. Zestawienie tych dwóch liczb daje wyobrażenie, w jakim tempie za kilka lat zaczniemy "topnieć". Już dziś coraz częściej jesteśmy świadkami likwidacji szkół i spadku obrotów w firmach produkujących wszelkiego rodzaju wyroby dla dzieci. Wszystkie oficyny wydające podręczniki i książki dla młodych czytelników z roku na rok odnotowują spadek sprzedaży. Lecz to dopiero początek kłopotów. 60% studentów wyraża zainteresowanie opuszczeniem rodzinnego kraju na stałe, najchętniej zaraz po ukończeniu nauki. Nawet jeśli cel ten zrealizuje tylko co piąty z nich, stanowić to będzie odpływ kilkunastu tysięcy absolwentów każdego rocznika. Liczba mieszkańców Polski zmniejsza się stosunkowo powoli dzięki temu, że szczęśliwie wydłużyła się średnia długość życia. Ciągle jest nas ponad 38 milionów, lecz struktura wiekowa staje się coraz mniej korzystna. Jeszcze w 1990 r. osoby powyżej 64 roku życia stanowiły zaledwie 10%, dziś już 13%. A odsetek zatrudnionych należy do najniższych w Europie i od lat utrzymuje się znacznie poniżej 40%.
Nasze państwo zajmuje się zatrzęsieniem spraw, które powinny pozostawać w wyłącznej gestii obywateli i ich stowarzyszeń. Zapędy jego zbędnych organów opanowują kolejne obszary. Ostatnio roszczą prawo np. do ingerencji w treść reklam. Zapewne jest to efekt intelektualnej ułomności urzędników, którzy w sprawach rzeczywistej wagi nie mają do zaproponowania nic, lub zgoła nie dostrzegają problemu. Nie ulega wątpliwości, że państwo silne, sprawne i bogate to przede wszystkim takie, które ogranicza swoją rolę do tego, co naprawdę niezbędne. Nawet w nadzwyczajnych okolicznościach wyłącznie od decyzji obywatela zależeć musi, czy i ile miał będzie dzieci, oraz w jakiej części świata ma ochotę mieszkać. Zarazem jednak zadaniem państwa jest samo podtrzymywanie swego bytu, gdyż jest ono dobrem niezbędnym obywatelom. A byt o rozchwianej demografii, los państwa, którego populacja topnieje ? jest niepewny. Szczególnie, gdy przylega się do trzeciej najsilniejszej gospodarki świata, graniczy z największym państwem planety, ma za sąsiadów dwa najliczniejsze narody kontynentu. Szczęśliwie różnice w tych potencjałach wystawiają nas dziś jedynie na "politykę drażnienia" z jednej i zagrożenia ekonomiczną dominacją z drugiej strony. Obyśmy mieli tylko takie problemy z ościennymi potęgami!
Być może, ważniejsza od ilości jest "jakość" obywateli ? ich wykształcenie, życiowa postawa oraz to, czym dysponują. Większe zaludnienie sprzyja temu jednak bardziej od umiarkowanego. A dalecy też jesteśmy od przerostów, w których nadmiar ludności tłumiłby szansę wzrostu dobrobytu. Przeciwnie ? więcej ludzi to obszerniejszy rynek, większa szansa sprzedaży wszelakich produktów i osiągnięcia dobrej koniunktury.

(?)

 

 

Artur Adamski
Wyświetlony 4607 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.