poniedziałek, 30 sierpień 2010 10:20

W labiryncie roszczeń

Napisane przez

Berlin przetrwał w milczeniu kolejne apele orędowników niemiecko-polskiego pojednania. Nie pójdzie więc śladem Rzeczypospolitej, która mimo iż znacznie uboższa - w imię dobrosąsiedzkich stosunków wzięła na swoje barki ciężar odszkodowań należnych naszym obywatelom od strony rosyjskiej. Widać więc wyraźnie, że cechującej się podobno histeryczną antyrosyjskością Polsce na dobrych relacjach z Rosją zależy jednak niewspółmiernie bardziej, niż Niemcom - na stosunkach z Polską. Nie pierwszy raz atrapą konkretów są tu oświadczenia, które nic nie kosztują i mogą też niewiele znaczyć.

Prof. Janusz Tazbir, podsumowując skutki II wojny światowej, stwierdził, że Polska jest najprawdopodobniej jedynym w dziejach przypadkiem kraju, który został pomniejszony terytorialnie ? choć walczył w szeregach zwycięzców (niewielkie okrojenie Czechosłowacji przez odebranie jej tzw. Rusi Zakarpackiej nie może być uznane za drugi taki przykład, gdyż region ten odpadł w 1944 r. od państwa słowackiego ? od 1939 r. będącego satelitą Trzeciej Rzeszy). Dodając do tego fakt, że Polska w antyhitlerowskiej koalicji trwała najdłużej, na około pół setki jej uczestników zaangażowała czwarte co do wielkości siły zbrojne i poniosła największe straty ? bez wątpienia otrzymamy obraz politycznej krzywdy o rozmiarach w historii ludzkości nieznanych. Lecz nie jest to jeszcze koniec bilansu tragedii rozpoczętej 1 września 1939. Bezprecedensowa niesprawiedliwość polega też na utracie przez Polskę niepodległości na pół wieku, podczas gdy państwo utworzone z zachodniej połowy agresora cieszyło się wolnością już w parę lat po przegranej wojnie. Nie lepiej potoczyła się sprawa odszkodowań za wojnę, w której zginęło 22,2% obywateli RP, ok. 4% wyszło z niej z trwałym inwalidztwem, a 38% majątku narodowego przestało istnieć (np. 60% z 30 017 zakładów przemysłowych uległo całkowitemu lub częściowemu zniszczeniu, zburzono 63% mostów, 33% torów, stracono 81% taboru kolejowego itd.).
Warto znać rozmiar odszkodowań, jakie Polska otrzymała po takiej hekatombie. Prawo do reparacji zostało określone już w postanowieniach IV Konferencji Haskiej z 1907 r. a Traktat Wersalski z 1919 r. wprowadził do prawa międzynarodowego obowiązek naprawiania wyrządzonych przez agresora szkód. Prawdą jest, że rzadko bywało tak, by strona poszkodowana otrzymała adekwatny ekwiwalent poniesionych ofiar. W przypadku Polski po II wojnie światowej mamy jednak do czynienia z absolutną skrajnością. Konferencje w Jałcie i Poczdamie oddały sprawy polskich roszczeń w ręce utworzonej w Moskwie Międzysojuszniczej Komisji Odszkodowań. Według decyzji "wielkiej trójki" reparacje dla Polski miały pochodzić z sowieckiej strefy okupacyjnej i winny stanowić 15% całości świadczenia pobieranego przez ZSRS. Już z tego założenia wynikało, że najbardziej poszkodowany kraj otrzyma zadośćuczynienie mniej niż symboliczne. Praktyka okazała się jeszcze gorsza ? do Polski trafiał ułamek ustalonych kwot, a w wyniku żądania postawionego przez ZSRS ? z dniem 1 I 1954 r. Polska zrezygnowała z pobierania z Niemiec jakichkolwiek reparacji. Przez ponad 50 lat strona niemiecka konsekwentnie odmawiała jakichkolwiek rozmów na temat odszkodowań indywidualnych, mimo iż analogiczne roszczenia obywateli państw zachodnich oraz Izraela zostały zaspokojone. Jedynym odstępstwem od tej reguły było wyasygnowanie w 1960 r. przez Bundestag 140 mln marek na zapomogi dla kilku tysięcy ofiar zbrodniczych eksperymentów pseudomedycznych przeprowadzanych w niemieckich obozach koncentracyjnych. Dopiero u progu XXI stulecia fala precedensowych rozstrzygnięć w sądach amerykańskich zaczęła zagrażać interesom niemieckich firm działających w USA. Zmusiło to władze RFN do odstępstwa od realizowanej z żelazną konsekwencją polityki odrzucania wszelkich wniosków polskich ofiar. W efekcie negocjacji z rządem Gerharda Schroedera utworzono fundusz odszkodowawczy mający w założeniu dysponować kwotą 10 mld marek. Na sumę tę złożyć się miały środki z budżetu RFN oraz firm korzystających w czasie wojny z niewolniczej pracy blisko trzech milionów więźniów z Polski i krajów Europy Wschodniej. Nie obyło się przy tym bez całego szeregu skandali. Liczne koncerny, budujące niegdyś swą zamożność na hitlerowskich podbojach i darmowej pracy obywateli państw okupowanych, zrazu nie kwapiły się do jakiegokolwiek zadośćuczynienia. Potem nawiązywały do swej tradycji z czasów hitlerowskich ? dodając do swych niegodziwości z czasów Trzeciej Rzeszy kolejne upokorzenia wymierzone w swoje byłe ofiary. Tym razem polegały one na nazywaniu rekompensat świadczeniami charytatywnymi, zapomogami i określeniami z pogranicza słowa jałmużna. W momencie wypłaty odszkodowań pozostawało przy życiu zaledwie 500 tys. z ponad 2 mln 800 tys. przymusowych robotników z Europy Środkowej i Wschodniej. Ostatecznie trafiło do nich jedynie 1.812 mln. marek. Rozdzielając odszkodowania, nie uwzględniano długości okresu niewoli. W efekcie wielu byłych więźniów wyliczało, że wartość ich niewolniczej pracy wyceniono np. na 2 fenigi za godzinę. Wobec takich faktów ? jakimi słowami nazwać pojawiające się po stronie niemieckiej żądania kierowane pod adresem Polaków?

(?)

 

 

Artur Adamski
Wyświetlony 3845 razy
Więcej w tej kategorii: « Krótko San Marino »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.