wtorek, 31 sierpień 2010 21:13

Nadzieja nie hańbi

Napisane przez

Do głębi poruszył mnie (i mam nadzieję, że nie tylko mnie) opublikowany w styczniowej "Opcji" list Kingi Majchrowskiej zatytułowany "W obronie normalnych rodzin". Czytelniczka zaprezentowała w nim historię autentyczną, historię dziejącą się tu i teraz, przy czym - opowiadając o przeżyciach własnych i jej rodziny - chcąc nie chcąc zapisała przeżycia dziesiątków tysięcy innych polskich rodzin. Jako że Polska to kraj, w którym życie gospodarcze, społeczne i polityczne, dużo częściej niż z cegieł wykonanych ze społecznej solidarności wznoszone jest z absurdu, poniżej garść refleksji tytułem należnego komentarza do wzmiankowanego listu.

Nie jest tajemnicą, że na przestrzeni ostatnich lat drastycznie ? i dramatycznie ? zmalały szanse życiowe milionów Polaków. I nie chodzi bynajmniej o tak zwany "margines", jak do niedawna określano rozmaitej maści "obszczymurków", recydywistów oraz ludzi wywodzących się ze świata alkoholu i przemocy. Wedle różnych szacunków, ów "społeczny margines" obejmował ongiś od dwóch do trzech procent populacji. Dziś dołącza doń niezliczona rzesza matek i ojców (niekoniecznie samotnych), trzy miliony bezrobotnych wraz z rodzinami, a w tym także dwa miliony głodnych dzieci. To Polacy wykluczeni z normalnego życia. Polacy, którzy w swoim kraju okazują są niepotrzebni.
Marginalizacja wielkiej grupy ludności, traktowanie jej jak obywateli drugiej kategorii, poza indywidualnym poziomem, na którym dokonuje się zniszczenie psychiczne i ugruntowanie w bierności (...) jest to masowa rekrutacja do przestępczości, patologii społecznych i łamania prawa ? przestrzega na łamach "Tygodnika Solidarność" psycholog społeczny, profesor Zbigniew Nęcki. I podsumowuje: Dziś najbardziej potrzeba nam (...) systemowej polityki eliminującej dramat na rynku pracy, zbliżający nas do realiów azjatyckich.
Rzeczywiście, coś bardzo złego dzieje się z Polską, skoro na minimum socjalne w postaci dachu nad głową, wiktu, przyodziewku i opierunku, liczyć mogą wyłącznie osadzeni w więzieniach, do woli i bez ograniczeń korzystający z urzędowej opiekuńczości.

Czy przyszłość to science-fiction?
Siedemdziesiąt procent rodaków oszczędza na kulturze. Tyleż samo ogranicza wydatki na żywność. Co trzecia para małżeńska rozpoczyna wspólne życie kątem u rodziny, bez szans na własne mieszkanie ? często już szczycąc się zasiłkiem dla bezrobotnych lub właśnie tego zasiłku pozbawiona. Wielu nie wytrzymuje psychicznie, rozpadają się motywacje, dominuje zniechęcenie i rezygnacja, zatem wraz z biedą do rodzin wdziera się koszmar: pesymizm, apatia, bierność, alkoholizm, wreszcie agresja.
Dzieciom wywodzącym się z takich środowisk trudno zdobyć wykształcenie, tak więc i one skazane są na beznadziejny start. Wiele z nich jest zdolnych, niektóre są nawet ponadprzeciętnie zdolne, ale nic z tego nie wynika, ponieważ dla tych ludzi istnieje tylko przeszłość i teraźniejszość. Przyszłość to science fiction, skoro przeciętne wydatki gospodarstwa żyjącego poniżej minimum socjalnego były prawie o czterdzieści procent niższe od granicy wyznaczającej sferę niedostatku. Żaden rozwój nie jest możliwy, kiedy społeczeństwo pauperyzuje się w tak wielkim stopniu.
Politycy od piętnastu lat wmawiają Polakom, że ci żyją w wolnym, demokratycznym kraju, że przyszłość zależy wyłącznie od nich, że należy "brać sprawy w swoje ręce" i własnym sumptem "wygrzebywać się z dołka". Lecz ludzie, którzy to powtarzają, są głupcami ? jeżeli w to, co mówią, wierzą. Lub oszustami ? jeżeli nie wierzą. Świadomie czy nieświadomie, łżą. Ten kraj nie jest wolny, albowiem demokracja i wolność bez zdrowego rozsądku to fikcja, a zdrowy rozsądek między Odrą i Bugiem postkomuna wypleniła niemal ze szczętem. Natomiast wolność wyjałowiona ze społecznej solidarności, w kraju, w którym chwieje się elementarne poczucie bezpieczeństwa milionów obywateli, to fatamorgana, jest złudzeniem, nie istnieje. Wolność to dobro, które umożliwia posiadanie (czy choćby tylko korzystanie) z innych dóbr. A dopiero wtedy, gdy posiada się pieniądze, inne dobra stają się osiągalne. To truizm, o którym większość ekonomistów opętanych krzewieniem "liberalizmu bez granic" zdaje się nie pamiętać. Albo celowo o tym zapomina.

"Co jeszcze mamy stracić?!"
A kto dziś ma pieniądze? Przestępcy? Parlamentarzyści? Bankowcy? Przedstawiciele agencji rządowych i funduszy centralnych? Rzesza prezesów, dyrektorów, członków rad nadzorczych, doradców i specjalistów, lukratywnymi kontraktami żywiąca niezliczone tabuny bliższych i dalszych pociotków? Nomenklatura partyjna obsadzająca stanowiska w spółkach skarbu państwa? Urzędnicy administracji rządowej najwyższego szczebla? O, tak, oni wszyscy rzeczywiście znakomicie radzą sobie finansowo ? w sumie kilkaset tysięcy, może milion osób, nabijających "średnią pensję" do statystycznego poziomu.
A pozostali?
Pozostali jakoś zipią, a cała reszta zaciska zęby. Niektórzy z nich zaś piszą listy do redakcji gazet, listy ociekające słowami gorzkimi jak piołun: Powtarzają nam, że aby coś zyskać, trzeba najpierw coś stracić... Pozamykali nam zakłady pracy, fabryki, pegeery. Tyle straciliśmy, że tego nie da się opowiedzieć. Co jeszcze mamy stracić, życie? Redakcje drukują zaś te utyskiwania, w redakcyjnych komentarzach kwitując je następująco:
Konkurencja i wolny rynek w polskim wydaniu są zagrożeniem i przekleństwem. Polska jest krajem, w którym najszybciej na świecie wzrósł odsetek liczby ubogich, a proces ubożenia społeczeństwa dramatycznie się pogłębia. Rośnie zagrożenie biedą ? mimo upływu piętnastu lat, nie powiódł się zamysł modernizacji cywilizacyjnej kraju. Przybywa osób żyjących w poczuciu upośledzenia ekonomicznego, bezradności i zagrożeniu biedą, a towarzyszy im poczucie społecznej degradacji i niezawinionej krzywdy. Wizja sytego i szczęśliwego społeczeństwa wolnych ludzi zmieniła się w ostatnich dekadach w senny koszmar. Obiektywny poziom ubóstwa wzrósł w Polsce z sześciu procent w 1988 roku do blisko czterdziestu, natomiast w strefie bezpośredniego zagrożenia ubóstwem znajduje się już ponad sześćdziesiąt procent Polaków. Są w Polsce gminy, w których prawie połowa rodzin puka do drzwi ośrodków pomocy społecznej. Ludziom nie wystarcza na zaspokojenie elementarnych potrzeb. Nie mają na czynsz, opał, gaz, elektryczność, środki czystości, ubranie, lekarstwa. Niektórym brakuje na żywność. Rośnie liczba niedożywionych i głodnych ? tego nie sposób wyjaśnić wyłącznie życiową nieporadnością. Dzieci ze środowisk popegeerowskich przychodzą do szkoły z objawami choroby głodowej i zjawisko to nie wynika z tego, że rodzice nie dają im jedzenia ? oni nie mają im co dać.

Jedno wielkie oszustwo
Ludzie piszą listy, redakcje je komentują, a bieda przetacza się przez Polskę szeroką ławą, niczym tsunami zagarniając pod siebie coraz to nowe zastępy desperatów. W rytm tej fali pracodawcy zarzekają się, że wystarczy ograniczyć prawa pracownika zapisane w kodeksie pracy czy zmienić regulacje dotyczące związków zawodowych, a wtedy bezrobocie spadnie jak ręką odjął. Jasne. Dzisiaj nagminnie omijają i łamią prawo (a sądy traktują ich łagodnie, naruszanie zapisów Kodeksu Pracy uznając za wykroczenia o niewielkiej szkodliwości społecznej), a jutro już całkiem bezkarnie będą mogli traktować ludzi jak mierzwę. Jeśli ktoś chce, niech wierzy, że zadbają o wygodę i prawa zatrudnionych kosztem własnego zysku. Już dbają, tysiącom zatrudnionych oferując pensje wystarczające na byle jakie jedzenie, ale już nie na czynsz i ubranie ? czyli oferując mniej niż to, co w Rzymie gwarantował pan swoim niewolnikom. Zresztą niektórzy i tego nie mają, jak więc oceniać system, w którym ludzki byt gorszy jest niż los niewolników w starożytności? Kilkanaście lat po tak zwanym "przewrocie czerwcowym", za miesięczną pracę kasjerka w hipermarkecie otrzymuje na rękę 624 złote. Czy tak ma wyglądać "wolny rynek"? Toż to żaden wolny rynek, to quasi-niewolnictwo, służące jednemu celowi: kumulacji czyjegoś zysku.
Firmy zagraniczne (...) wykorzystują tanią siłę roboczą do granic możliwości. Zatrudniają zbyt mało ludzi, żeby mogli oni spełnić powierzone im zadania w określonym umową czasie pracy, a za nadgodziny nie chcą płacić. Nie lepiej z pracownikami postępują przedsiębiorcy polscy. (...) Rezultat jest taki, że wyzysk i krzywda ludzka wołają o pomstę do nieba. Setki tysięcy ludzi zarabiają grosze, z których nie da się wyżyć. Wielu pracodawców traktuje swoich pracowników podle. W zakładzie pracy chronionej pod Otwockiem właściciel fabryczki mówił o załodze: ? To jest mój cyrk i moje małpy. (...) Ludzie milczą, dokąd tylko mogą, ponieważ boją się, że stracą źródło zarobków i nadzieję na chleb ? przypomina Wiesława Mazur na łamach "Naszej Polski". Tymczasem analitycy zapowiadają, że bezrobocie u nas będzie spadać nieznacznie i niezmiernie powoli, ponieważ wzrost gospodarczy w Polsce ma specyficzny charakter i nie powoduje przyrostu ilości miejsc pracy.
Według danych GUS, jednej piątej Polaków przypada jedna dwudziesta dochodu narodowego, pięćdziesięciu pięciu procentom jedna czwarta, piętnastu procentom piętnaście procent, ale za to dziesięciu procentom ? ponad połowa dochodu. Polska, państwo gangsterskich interesów, skompromitowane, przeżarte aferami, pozbawione efektywnego przywództwa, przypominać zaczyna kleptokratyczne kondominium na miarę afrykańskich reżimów.
Otóż w sytuacji, gdy co trzecia polska rodzina nie uiszcza regularnie opłat czynszowych, co piąta z tego tytułu ma kilkumiesięczne zaległości bądź nie płaci za wodę, gaz czy energię elektryczną, gdy co trzeci Polak z powodu braku pieniędzy nie wykupuje leków, rezygnuje z wizyt u dentysty, nie używa kosmetyków poza najtańszym mydłem i szamponem ? to nie jest system sprawiedliwy, to nie jest system etyczny, moralny i prawy. Taka Polska to jakieś jedno wielkie oszustwo.

(?)

 

Krzysztof Ligęza
Wyświetlony 5469 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.