czwartek, 23 wrzesień 2010 10:38

Obudzić w polactwie Polaków

Napisane przez

Piętnastolecie, które minęło od upadku komunistycznego reżimu, stanowi już dystans wystarczający dla dojrzałej oceny zachodzących przemian. Z coraz większą dozą prawdopodobieństwa pozwala też przewidzieć, dokąd obrana droga nas doprowadzi. Spośród znanych mi wypowiedzi traktujących o tych zagadnieniach ostatnia książka Rafała Ziemkiewicza jest zbiorem wniosków najcelniejszych.

Do lektury może zrażać sięganie przez autora do mocnych słów. Uzasadnia je jednak nie tylko temat ? poruszający emocje każdego, komu na Polsce zależy. Dominujące na prasowym rynku gazety usypiają nas manierą nadużywania eufemizmów. Nie jest ona dziełem przypadku, a tym bardziej nie wynika z erudycji publicystów. Coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że jednym z osiągnięć np. "Gazety Wyborczej" jest nowy rozdział historii polszczyzny. Tytuł tak zasłużony w zacieraniu różnic między ofiarami a katami od lat posługuje się swoistą nowomową, w której już na poziomie werbalnym rozmywają się podłości dawnych funkcjonariuszy, nazywanych teraz ludźmi honoru, zasługującymi na przywileje w niepodległej ojczyźnie. Nawet jeśli zwalczanie tejże niepodległości było sensem ich życia. Dobrze, że lansowana uparcie przez Michnika "nowa moralność" spotyka się ze sprzeciwem ? zrównoważonym, ale i nazywającym rzeczy po imieniu.
Podobno cechuje mnie nadwrażliwość, gdy spotykam się z niepochlebnymi opiniami o moim kraju. Książka Ziemkiewicza jest nimi przepełniona. A jednak żadna z jego myśli nie oburza mnie ani odrobinę. Jeśli byłyby to sądy adresowane do obcych i w ich własnym języku ? autor doczekałby się rękoczynu. Jednak kiedy powodowany troską swój mówi do swoich ? nie pozostaje nic innego, jak podzięka za godne namysłu gorzkie słowa, z których żadne nie jest przesadą.
Diagnoza Ziemkiewicza opiera się na historycznych analogiach. A są one jaskrawe. Ilekroć mieliśmy wokół siebie mocarstwa ? znikaliśmy z mapy, gdy tylko dysproporcja potencjałów osiągała odpowiedni poziom. Dzisiejszy dystans, dzielący naszą gospodarkę od krajów wysoko rozwiniętych, jest przepastny. Nie staliśmy się też otoczoną morzem wyspą. Bóg dał nam jednak okres wyjątkowego w europejskiej polityce spokoju. Czy rozsądnie jest liczyć, że ten bezprecedensowy stan trwał będzie wiecznie? Ze wszech miar logiczne wydaje się wykorzystanie nieznanego żadnemu z minionych pokoleń komfortu sytuacji międzynarodowej do wewnętrznego wzmocnienia, nadrobienia cywilizacyjnych dysproporcji. Tymczasem w Polsce dzieje się coś dokładnie przeciwnego. W żadnym kraju naszego kontynentu nie pozwala się na leżenie odłogiem podobnej części zasobów. Nigdzie nie ma tak wielkiej liczby ludzi żyjących z przeróżnych świadczeń, żadne cywilizowane państwo nie dopuszcza do tego, by średni okres aktywności zawodowej był tak krótki, jak u nas. Można by sądzić, że jesteśmy najbogatszym, a nie najbiedniejszym krajem Unii, skoro pozwalamy sobie na najbardziej samobójcze proporcje pracujących i niepracujących. Pomimo tego ta Polska nie jest dla przytłaczającej większości tutejszych mieszkańców wartością, wspólnym domem, nadrzędnym interesem. W okresie poprzedzającym unicestwienie naszego państwa w XVIII w. na przeszkodzie ratujących je reform i budowy armii stawały krótkowzroczne "grupy interesu" ? strzegące nieznanych nigdzie indziej praw. Ci, którzy z dobrodziejstw Rzeczypospolitej czerpali najwięcej, byli zarazem niezdolni do jakiejkolwiek dla niej ofiary. Dziś tradycję tę kontynuują pragnące żyć na koszt reszty społeczeństwa lobby zawodowe, a rozpasany i wciąż narastający aparat urzędniczy dopełnia reszty. Rodaków lekceważących przyszłość kraju, których horyzonty zawężają się do dbania o własne korzyści, Ziemkiewicz nazywa polactwem. Podobnie, jak w XVIII wieku Polska to dla polactwa jedynie adresat roszczeń. Tak jak wtedy jest grupą wręcz dominującą i w podobny sposób więzi ojczyznę w niebezpiecznym zastoju. Jakość elit politycznych nie jest przecież dziełem spisku. W demokratycznym systemie są one lustrem narodu. Jeśli więc znacząca część parlamentu to motłoch, któremu poselska godność potrzebna jest tylko do kolejnego skoku na kasę i alkoholowych rajdów ? analogiczną klasę musi mieć proporcjonalna część wyborców. A działania naszego sejmu i rządu są wypadkową nacisków tłumu i koteryjnych interesów.
Marność dużej części społeczeństwa nie wynika jednak tylko ze smutnego faktu, że hołota jest tym dobrem naturalnym, którego nigdy nam nie zabraknie. Według Ziemkiewicza, bez obelżywego określenia "chamstwo" dzisiejszej Polski nie sposób opisać, gdyż nasz kraj jest nim zalany w stopniu w krajach cywilizowanych nieznanym. Nie jest to cechą narodową, lecz wynikiem historycznych doświadczeń. Hitleryzm ze stalinizmem urządziły nam przecież swoistą Białą Górę, z której z życiem uszła, wyrzucona na margines, jedynie część naszej elity. Pokolenia wyrosły w rzeczywistości absurdu, a szansa uzdrowienia tej sytuacji została roztrwoniona przez samozwańcze "autorytety moralne", od 1989 roku upowszechniające mieszanie złego i dobrego. "Okrągłostołowy kontrakt stulecia" przestępcom dał bezkarność, bogactwo i szansę odzyskania władzy. Kreatorzy nowej rzeczywistości zadbali o to, by zamiast uwłaszczonego społeczeństwa z silną klasą średnią ? powstała struktura, w której poniżej wąskiej warstwy oligarchów rozciąga się bezmiar pozbawionej własności biedoty. Gdyby na początku przemian obdarzyć ją choćby częścią istniejącego narodowego majątku, dla wielu bycie wreszcie u siebie nie byłoby wyłącznie cynicznym sloganem. Zmarnowano szansę narodzenia klasy drobnych właścicieli. Zamiast tego powołano liczony w milionach margines pożeraczy socjalu, w każdych wyborach głosujący wyłącznie według kryterium "kto da więcej". Stabilna demokracja jest możliwa wyłącznie w społeczeństwie złożonym w większości z obywateli dysponujących jakąś własnością, gdyż to właśnie posiadanie rodzi odpowiedzialność. Ludowładztwo pariasów generuje postawy bierne i roszczeniowe. Nic dziwnego, że dziś w Polsce wybory wygrywa ten, kto przelicytowuje kolejne deklaracje bez pokrycia, podczas gdy postulujący najniezbędniejszy wysiłek ? jest bez szans.

(?)


Rafał A. Ziemkiewicz, Polactwo, Fabryka Słów, Lublin 2004

Artur Adamski
Wyświetlony 3221 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.