czwartek, 23 wrzesień 2010 11:40

Co z tym Lisem?

Napisane przez

Wielki sukces rynkowy książki o charakterze publicystycznym przynajmniej w części musi być przejawem troski o aktualny stan kraju. Bez względu na ocenę dzieła znanego dziennikarza - mam nadzieję, że kolejne dodruki nie wynikają w znaczącej mierze z uroku redaktora Lisa i są efektem patriotyzmu oraz zainteresowania sprawami publicznymi.

Przesadą jest nazywanie wypowiedzi Tomasza Lisa "traktatem o państwie". Jego praca jest jednak zbiorem myśli, choć nie zawsze udanych, to w większości godnych uwagi, a bywa, że oryginalnych. Nie jest odkryciem, że mamy owrzodzoną scenę polityczną, że szerzy się prywata i korupcja. Bije w oczy kryzys przywództwa i upadek etosów. Wyliczane przez autora zagrożenia też są oczywiste, choć może nie dla wszystkich, więc cenne jest upowszechnianie ich świadomości. I w tej informacyjnej funkcji zawiera się chyba największa wartość publikacji. Autor wskazuje bowiem mechanizmy ograniczające nasz rozwój. Wymierza ostrze przeciw etatyzmowi i barierom krępującym przedsiębiorczość. Postuluje też zmniejszenie zakresu zobowiązań budżetu. Wiele jego myśli robi wrażenie wyprowadzonych wprost z programu "Silne Państwo Minimum", przygotowanego m.in. przez Czesława Bieleckiego dla prezydenta Wałęsy i, niestety, niezrealizowanego. Lis jest nawet umiarkowanym zwolennikiem jednomandatowych okręgów wyborczych. Swojej analizy sytuacji nie ogranicza do struktur państwowych czy samorządowych. Wskazuje na bardzo niski poziom rozwoju naszego społeczeństwa obywatelskiego. Obrazowym przykładem jest ilość organizacji pozarządowych ? wielokrotnie u nas mniejsza, niż w krajach Zachodu.
Bywa też jednak, niestety, że Lis ma trudności z logicznym kojarzeniem faktów. Niemal wpada w ekstazę, wspominając sukcesy początku lat dziewięćdziesiątych, a przy innej okazji ubolewa, że zbudowaliśmy niemal modelowe państwo typu latynoskiego. Zupełnie nie dostrzega związku z "grubą kreską" i polityką gospodarczą, która w części polegała na uwłaszczeniu nomenklatury. Nie są mu też znane ówczesne głosy prawicy, trafnie przewidujące efekty realizowanego wariantu reform. Reprezentuje też najbardziej pospolite poglądy na lustrację i dekomunizację ? tzn. gdy była szansa ich wprowadzenia, był "przeciw", a ostatnio zaczął dochodzić do wniosku, że jednak trzeba było być "za". Przyznaje, że kompromisy zawarte z właścicielami Polski Ludowej były "zgniłe", ale nie postrzega ich jako źródła dzisiejszej degrengolady. Niepokojąca jest fascynacja Lisa postacią Franklina Delano Roosevelta. Dla Amerykanów jest on zapewne wielkim prezydentem, ale przecież dla Polaków ? wyłącznie łajdakiem. Mam nadzieję, że opinia o Roosevelcie nie jest przejawem poglądów, lecz tylko jednym z potknięć w serii popisów erudycyjnych, które Lisowi nie zawsze wychodzą. Chyba że uparte wliczanie Opolszczyzny do najbiedniejszej części Polski albo kojarzenie czasów Reagana z aferą Watergate to efekty niezbyt uchwytnych dla mnie tropów myślowych.

(?)


Tomasz Lis, Co z tą Polską, Rosner & Wspólnicy, Warszawa 2003

Artur Adamski

Wyświetlony 3491 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.