czwartek, 23 wrzesień 2010 12:01

Konwencja republikanów

Napisane przez

Witajcie w stolicy świata ? tak zaczął swoje przemówienie słynny, były prezydent Dużego Jabłka: Rudie Giuliani. To pierwsza konwencja republikańska w Nowym Jorku. (...) Nigdy nie widziałem tu tylu Republikanów. Był poniedziałek, 30 sierpnia. Na końcowe przemówienie Prezydenta USA trzeba natomiast było czekać do czwartku.

 

Konwencja prezydencka to wielkie przedsięwzięcie. Dziesiątki mówców, wielu działaczy partyjnych, delegatów, ekip telewizyjnych, nie wspominając o specach od obsługi technicznej ? z jednej strony ? czy przyjezdnych: zwolennikach lub protestujących ? z drugiej. Oprócz tego, wiele codziennych imprez towarzyszących, których sama lista wypełniała codziennie jedną stronę gazety kongresowej "RollCall". Organizacja konwencji prezydenckiej to zadanie tak duże, że nawet w Ameryce liczba miast, które mogą realnie o tym myśleć spada obecnie do około dziesięciu ("USA Today"). Nie chodzi tylko o posiadanie odpowiedniej infrastruktury czy choćby środków na bezpieczeństwo; Kongres przeznaczył na ten cel 100 milionów dolarów. Wszystko trzeba jeszcze tak przygotować, aby miasto żyło w miarę normalnie. To techniczna strona medalu. Dla republikanów ważniejszy jest cel przedsięwzięcia: sprawić, aby zwolennicy obecnej administracji ? komentując wyniki wyborów drugiego listopada ? odczuli taką euforię, jaką dało się zaobserwować podczas niektórych przemówień konwencji. Na dwa miesiące przed konstytucyjnym pierwszym wtorkiem po pierwszym poniedziałku (dzień wyborów) wszystko jest ważne. Także to, gdzie konwencja odbędzie się.

Gdzie? Może Duże Jabłko? (Big Apple)
Chyba trudno o lepszą lokalizację. Jednak w czasie, kiedy Ameryka jest ? nazwijmy to ? jaskrawo podzielona ideologicznie, medal ten ma i drugą stronę. Protesty przeciwko konwencji miały większą skalę niż te z Bostonu, sprzed miesiąca. Nowy Jork jest bowiem, może nie jaskinią demokratów, ale miejscem, gdzie w grupie zarejestrowanych wyborców demokraci przeważają nad republikanami w stosunku 5 : 1 (PBS). To jednak tylko jeden z możliwych powodów protestów. Następny ? to wydarzenia z jedenastego września. Zawsze można wskazać, że taka lokalizacja konwencji to polityczne wykorzystywanie tragedii. Symboliczny charakter miejsca to jednak duża pokusa. Ma swoją moc.
Przez cztery dni w Madison Square Garden wydarzenia wyglądały podobnie jak u demokratów. Podobieństwa dotyczą jednak tylko formy. Co do treści, różnice dały się łatwiej zauważyć. Cztery dni konwencji miały kolejno tematy przewodnie zawarte w hasłach: Naród odwagi, Współczujący ludzie, Kraj możliwości oraz Bezpieczniejszy świat ? Ameryka większej nadziei. A różnice? Na przykład tandem Bush-Cheney formalną nominację delegatów otrzymał już pierwszego dnia. Tym razem analizy dokonajmy, grupując głównych mówców tematycznie.
W poczet gospodarzy można z pewnością zaliczyć wspomnianego na wstępie Giulianiego (gubernator stanu George Pataki wystąpił ostatniego dnia; obecny, witający przybyłych prezydent NY Michael Bloomberg ? pierwszego). Poniedziałkowe wystąpienie Gulianiego było sugestywną i gorąco przyjętą pochwałą przywództwa obecnego Prezydenta USA. Słynny mayor przywołał słowa Busha skierowane do terrorystów wkrótce po wrześniowej tragedii Wież Bliźniaczych WTC: Oni jeszcze o nas usłyszą. I usłyszeli ? dodał Giuliani. Po czym użył humoru: Nie sądzę, że my [republikanie] mamy we wszystkim rację, a demokraci się we wszystkim mylą. Oni mylą się w większości rzeczy. Dalej przekonywał, że teraz amerykańskie wartości są szczególnie ważne. Są czasy, kiedy przywództwo jest najważniejsze. Jego umiarkowane poglądy wycelowane były na zdobycie wyborców środka. Zresztą nie tylko jego, o czym za chwilę. Giuliani uwypuklił też obecne różnice między Stanami a Europą. Terroryści doszli do wniosku, że mogą poniżać światową wspólnotę i bardzo często spotykać się ? szczególnie w Europie ? z przyzwyczajeniem, uśpieniem i skłonnością do kompromisu (tak tak, historykom dobrze znane słowo appeasement ? europejskie ustępstwa na rzecz Hitlera przed drugą wojną światową). Giuliani przypomniał zdecydowaną reakcję Prezydenta: albo jesteście z nami, albo z terrorystami. Na tym tle nieco blado wypada brak wyrazu Kerry'ego, którego własne słowa ? tu powtórzone, dotyczące finansowania wojny w Iraku ? najlepiej go charakteryzują. Kandydat demokratów rzekł kiedyś: Tak naprawdę głosowałem za przeznaczeniem 87 miliardów dolarów, zanim głosowałem przeciw. Giuliani nie mógł tego nie wykorzystać.

Inni republikanie ze środka i nie tylko
Obecnie w partii republikańskiej zauważa się podział na ? nazwijmy ich z polska ? centrystów i konserwatystów. Co ciekawe, obie grupy uważają, że ich znaczenie wewnątrz partii rośnie. Do pierwszej grupy można by zdecydowanie zaliczyć wspomnianych już ludzi Nowego Jorku: Rudiego Giulianiego i George'a Pataki.
W środku znajdziemy także Johna McCaina, senatora z Arizony, weterana wojny wietnamskiej i sponsora ponadpartyjnego porozumienia ? wspólnie z demokratycznym senatorem Russem Feingoldem ? ustawy reformującej finanse kampanii wyborczej (ograniczającej tzw. soft money, czyli nielimitowane wpływy pieniężne przeznaczone dla partii i organizacji, nie zaś bezpośrednio dla indywidualnego kandydata). Swego czasu krążyły też plotki, że senator był rozważany jako kandydat demokratów na wiceprezydenta. McCain wystąpił pierwszego dnia. Wzmacniając wizerunek budowania mostów, co sprytnie wykorzystuje obecna administracja, wspomniał słynny motyw Prezydenta Franklina D. Roosevelta: rendez vous z przeznaczeniem. McCain nawiązywał do amerykańskiej jedności w obliczu wojny, wspominał o swoich przyjaciołach w Partii Demokratycznej. Nie przeszkodziło mu to jednak nawiązać do nieszczerego filmowca, który chciał, abyśmy uwierzyli, że Irak Saddama był oazą pokoju. Wzbudziło to zrozumiałe ożywienie słuchaczy (Michael Moore, który jawi się jako zbyt skrajny, nawet dla pokaźnej części demokratów, był obecny na sali, relacjonując przebieg konwencji dla "USA Today"). Oddajmy jednak jeszcze głos McCainowi kończącemu tematem ponadpartyjności. Dyskutujmy o różnicach między nami. Ale pamiętajmy, że nie jesteśmy wrogami, lecz sprzymierzeńcami w wojnie przeciwko realnemu wrogowi. (...) Nasi przeciwnicy są słabsi od nas nie tylko w ludziach i uzbrojeniu, ale przede wszystkim w sile swoich przesłań.
Republikaninem środka i zarazem jedną z gwiazd konwencji ? dzień drugi ? był popularny gubernator Kalifornii Arnold Schwarzenegger. Niedawno zastąpił odwołanego z powodu m.in. katastrofalnego deficytu budżetu stanu Graya Davisa. Były aktor, imigrant z Austrii, przywołał patriotyczne i republikańskie tony. Mówił, że kiedy usłyszał przemawiającego Nixona i kiedy dowiedział się, że jest on republikaninem, wtedy ? jak wspominał ? republikaninem stał się sam. I uwierzcie mi, w rodzinie mojej żony [Kennedy], to nie jest małe osiągnięcie. A któż to republikanin? Jeśli uważasz, że rząd powinien być odpowiedzialny przed ludźmi, a nie ludzie przed rządem, wtedy jesteś republikaninem. W relacji TVP, dziwnym trafem, tych słów nie było, pomimo że były inne, z bliskiego sąsiedztwa. Wróćmy jednak do Nowego Jorku. Jeśli uważasz, że twoja rodzina lepiej niż twój rząd wie jak wydawać swe pieniądze, wtedy jesteś republikaninem. Schwarzenegger bronił też Busha, sugerując problemy Kerry'ego w dziedzinie przywództwa. Zauważył, że Prezydent nie wyruszył na wojnę w Iraku ze względu na poparcie w sondażach, lecz dlatego, że to była odpowiednia decyzja. Jego przemówienie zakończyło się chóralnym skandowaniem słów: jeszcze cztery lata!
Trzeciego dnia konwencji wystąpił senator, konserwatywny demokrata z Georgii Zell Miller. Jego kadencja kończy się w styczniu 2005 i nie zamierza ubiegać się o reelekcję. Już wcześniej wyrażał się pozytywnie o republikańskiej platformie (choćby w znanym programie NBC ? Meet the Press, najstarszym programie na politycznej antenie). W Nowym Jorku zdaje się, że to właśnie jego wystąpienie było najmocniejszą krytyką polityki Kerry'ego. Najostrzejsi są ci, którym to wypada, jednak i oni nie kwestionują patriotyzmu, lecz potknięcia w ocenie sytuacji i chybione reakcje. Słowa Millera są o tyle ciekawe, że jeszcze 12 lat temu przemawiał na konwencji... demokratów, popierając Billa Clintona. Tym razem senator wyraził głęboką frustrację spowodowaną krótkowzrocznością polityki zagranicznej proponowanej przez demokratów. Gdzie jest ponadpartyjność w tym kraju w czasie, kiedy jej najbardziej potrzebujemy. (...) Główną obsesją demokratów jest obalić naszego Zwierzchnika Sił Zbrojnych. Odwołując się do krytyki sytuacji irackiej jego własnego zaplecza, Miller z żalem konkludował, że dziś demokraci widzą Amerykę jako okupanta, a nie wyzwoliciela. Krytykując zamiłowanie do łagodnej taktyki ? negację zdecydowanej polityki Reagana i popularność pacyfizmu Cartera, który po konwencji skrytykował z kolei Millera ? senator twierdził, że to, czego im [demokratom] brakuje, to nie patriotyzm, lecz trzeźwa ocena sytuacji. Od gorzkich słów pod adresem protestujących na ulicach, którzy sprzeniewierzając się wartościom palą własną flagę, były gubernator przeszedł do krytyki Johna Kerry'ego i zapisu jego głosowań. Miller żądał, aby Stany pozostały suwerenem. Kerry pozwoliłby Paryżowi decydować, kiedy Ameryka może się bronić. Ja chcę, aby to Bush decydował. (...) Ten polityk [Kerry] chce być liderem wolnego świata. Wolnego, jak długo?

(?)

 

Marek Janik
Wyświetlony 4854 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.