piątek, 24 wrzesień 2010 10:26

Pamięć pisana na piasku

Napisane przez

Widziałem kiedyś w Bułgarii kamień z inskrypcją informującą, że "w tym miejscu partyzanci podpalili stodołę". W Niemczech na każdym kroku trafiamy na pomniki i tablice z listami poległych żołnierzy. Nie upamiętniają one bojowników walczących o wartości wyższe od chęci panowania nad światem. A jednak są wszędzie - spiżowe, ukwiecone, pielęgnowane. Pamięć narodów o ofiarach dawnych pokoleń miewa imponujące rozmiary, bywa zdumiewająco wybiórcza i kreatywna.

Nasza przeszłość, pośród wielu innych, wyróżnia się tym, że nie musi być ubarwiana. Wystarczyłoby ją tylko upamiętnić w sposób choćby najprostszy i najbardziej oszczędny. Historię mamy taką, że nie musimy niczego do niej dodawać, wymyślać ani "naginać" ? wystarczy, byśmy pamiętali. Dlaczego więc tak często ? nie pamiętamy?
Mój krewny od lat poszukuje informacji dotyczących swojego stryja ? zamordowanego przez hitlerowców wybitnego działacza niepodległościowego. Andrzej Poszwiński, bo o nim mowa, był obok Wojciecha Korfantego i księdza Stanisława Adamskiego główną postacią utworzonej w 1918 roku Naczelnej Rady Ludowej. Jej celem było przyłączenie Wielkopolski do powracającej na mapę Europy Rzeczypospolitej. W znacznej mierze jego zasługą był sukces Powstania Wielkopolskiego, który Niemców zaskoczył i doprowadził do szewskiej pasji. W 1939 roku ludzie "piątej kolumny" wskazywali wkraczającym hitlerowcom powstańców sprzed dwudziestu lat. W licznych wioskach i miastach od razu ich rozstrzeliwano. Tylko niektóre miejsca egzekucji doczekały się tablic upamiętniających te zbrodnie dokonane na naszych bohaterach. Poszwiński od dawna był "upatrzony" przez agentów Hitlera. Nie został jednak rozstrzelany wraz ze swoimi towarzyszami. Oprawcy przygotowali dla niego coś specjalnego ? został zawieziony do poznańskiego zoo i zginął wrzucony do klatki z lwami. Poza zdawkową notatką ukrytą w pożółkłych archiwach i pamięcią rodziny ? jest to fakt nieznany. Podobnie, jak bezmiar innych wydarzeń związanych z walką o Polskę ? ważnych, znamiennych, a całkowicie zapomnianych.
Koledzy z ukazującego się na Pojezierzu Drawskim czasopisma "Moreny" długo dociekali historii cmentarza żołnierzy polskich, znajdującego się w lesie nieopodal Silnowa. Zagadki tej nie rozwiązał też cykl artykułów Andrzeja Sztylera, zamieszczony w "Gazecie Wyborczej". Jest paręset wojennych mogił, a żadne źródła nie dają nawet odpowiedzi, czy są to żołnierze września 1939, czy może polegli w 1945 roku w walkach na Wale Pomorskim. Wobec braków w archiwach ? odpowiedź dać mogą jedynie badania archeologiczne. A to przecież tylko jeden z wielu przypadków, w których naszą dwudziestowieczną historię trzeba by odkrywać metodami stworzonymi do rekonstruowania pradziejów.
Jest w naszej historii ogromnie dużo wielkich i tragicznych wydarzeń, które pokrywa zapomnienie. Często wynika to z tego, że pozostają one w cieniu dramatów jeszcze większych i jeszcze bardziej doniosłych. Może jeśli w zbiorowej pamięci zachowujemy to, że w ciągu kilku dni na Mokotowie i Woli wymordowano sto tysięcy ludzi ? nie starcza nam już percepcji, by mieć w świadomości np. nieszczęścia związane z wysiedlaniem Polaków z ziem włączonych w 1939 r. do Rzeszy? Przyznajmy, że dopiero Związek Wypędzonych ? głoszący na cały świat, że składa się z najbardziej niezawinionych i skrzywdzonych ofiar drugiej wojny światowej ? przypomniał nam o niemieckim dziele wypędzeń. I to nie polegających na przeniesieniu do innej części ojczyzny, ale często do niewolniczej pracy, do obozu w Auschwitz lub miejsca kaźni w najbliższym lesie. O tych hitlerowskich represjach więcej niż jednym zdaniem wspominają tylko niektóre polskie podręczniki historii. Sam się przyznaję ze wstydem, że pochodząc z rodziny wysiedleńców ? dopiero po lekturze zamieszczonych w "Spieglu" wspomnień "najbardziej skrzywdzonych" zainteresowałem się bliżej, "a jak to wtedy z naszymi było". Wiedziałem, że moich dziadków wraz z pięciorgiem dzieci Niemcy wywieźli już w 1939 r. Okazało się, że ich los był z całej familii najszczęśliwszy. Siostrę babci wraz z rodziną wyrzucili z własnego domu już wprost na ulicę. Innych przepędzili do granicy z Generalną Gubernią i zostawili w jakimś nieznanym miejscu, dając dobrą radę: "radźcie sobie szybko, bo po godzinie policyjnej tu się strzela bez ostrzeżenia".

(?)
Artur Adamski
Wyświetlony 5835 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.