czwartek, 30 wrzesień 2010 09:37

Hard Orthodoxy czyli wyznania dogmatyka

Napisał

Początek XXI wieku to czas irytacji. Irytacji w polityce, obyczajowości, wzajemnych kontaktach, w świecie sztuki, w gospodarce. Irytacji, która przybrała różne formy: od wściekłości, zniechęcenia, obojętności, gnuśności po wzgardę i pesymizm. Irytacja nie ominęła też Kościoła katolickiego. Irytacja w stosunku do Kościoła objawia się porzuceniem tradycyjnych praktyk religijnych i zwyczajowo kończy się na stanowisku mówiącym, że w Boga wierzę, ale absolutnie nie do zaakceptowania jest obecnie funkcjonowanie w skostniałych strukturach Kościoła. To niepotrzebny balast, a nawet przeszkoda w bezpośrednim kontakcie z Bogiem. Zwyczajowo alternatywnym rozwiązaniem w stosunku do pierwszego jest zwrócenie się w stronę wolnego rynku idei; ci, którzy chcą pewnej pomocy, mogą wybrać z setek propozycji różnych kościołów, oferta jest tak wielka, że z pewnością każdy może tam znaleźć coś dla siebie. Od propozycji kościoła ekologów, New Age, liberalnej propozycji protestantów, po kościół scjentologów. Jednak z całą odpowiedzialnością twierdzę (mimo że wielu uzna taką tezę za moje samobójstwo intelektualne), że katolicyzm stanowi najlepszą propozycję.

Dlaczego katolicyzm?
Kościół katolicki jest jedyną "organizacją", która w prawie niezmienionej formie trwa od dwóch tysięcy lat. Nie jest do końca prawdą mówienie, że początek działalności Kościoła to okres charyzmatycznych osobowości, które rozkręciły to samonapędzające się koło zamachowe. Początek to, niestety, zdrada Judasza, tchórzostwo Piotra ? pierwszego papieża, kłótnie o palmę pierwszeństwa w przewodzeniu przyszłemu Kościołowi wśród apostołów. Ten ogólnoświatowy "sukces" religii opartej na wierze kilkunastu niewykształconych rybaków galilejskich z głębokiej prowincji, którzy nie tylko nie mieli pojęcia o reklamie, marketingu i istnieniu Piotra Tymochowicza, ale nawet o zasadach pisowni, musi mieć głębsze uzasadnienie. Pomimo tych słabości, które towarzyszą mu po dzień dzisiejszy Kościół katolicki trwa ? dając świadectwo, że nie jest jedną z wielu organizacji charytatywnych, ale czymś więcej.
Wrogowie Kościoła katolickiego zarzucają mu, że wprowadzając w obręb wierzeń Trójcę Świętą, dogmaty, zdaje się na łaskę wyobraźni, rezygnując z dobrodziejstwa rozumu. Jednak zapominają, że to właśnie rozum jest pożywką szaleństwa. Jak mawiał Gilbert Chesterton, poeci nie stają się wariatami; szachiści ? owszem. Współczesny umysł, powołując się na idee rozumu, zapomina, że wiara jest właśnie wiarą w coś, a nie udokumentowanym przeświadczeniem, wtedy bowiem nie mamy już do czynienia z wiarą, lecz z wiedzą. Jeden z najczęstszych zarzutów stawianych naszej religii jest właśnie taki, że wiara chrześcijańska jest po prostu wiarą, a to drażni naukowy charakter współczesnego umysłu. Nieszczęsny niewolnik rozumu oprócz tezy o agnostycyzmie musi przystać też na fatalne postrzeganie wszystkich wkoło, jako przewidywalnego łańcucha przyczyn i skutków, nic ponadto ? człowiek wierzący wie dobrze o różnorodności, w każdym tkwi odrobina zwierzęcia, szatana, Boga, człowieka. Ta wybuchowa konsystencja oddaje właśnie różnorodność i bogactwo tego, co nas otacza. Dla materialistów tajemnica nie ma najmniejszego sensu. Tym samym wpadają w dół, który sami sobie wykopali: będąc rzecznikami postrzegania rzeczywistości tylko przez pryzmat rozumu, stają przed ogromnym dylematem, gdy ktoś w otoczeniu doświadcza np. cudownego uzdrowienia, gdy współcześni medycy rozkładają ręce przed fenomenem stygmatów czy egzorcyzmów. Racjonaliści poprzez swą dogmatyczną wiarę, nie mogą przyjąć faktów oczywistych, bo właśnie ich "wiara" im tego zabrania, czyniąc ich wbrew wcześniejszym założeniem niewolnikami.
Trzeba jasno i wyraźnie stwierdzić, że to właśnie tajemnica trzymała od wielu lat w równowadze psychicznej liczne pokolenia ? kiedy niszczymy tajemnicę, niszczymy również równowagę psychiczną. Człowiek jest w stanie zrozumieć świat tylko wtedy, gdy to, czego nie rozumie, podeprze tajemnicą. Tajemnica jest wprawdzie rzeczą kruchą, ale nie nietrwałą ? podobnie jak witraż ? można go stłuc jednym uderzeniem, ale pielęgnowany przetrwa tysiąclecia.
Niewątpliwą skazą, nie tylko współczesnych katolików, jest chwiejność przekonań. Zapominają oni, że sfera zwątpienia może dotyczyć tylko nas samych, naszego postępowania, nigdy zaś przekonań. Co krok spotykamy ludzi wierzących, którzy wygłaszają na temat swej wiary laudacje, rozpoczynając je wszakże od zatrzeżeń: być może się mylę, nie jestem pewien, może tak nie jest... Terror postmodernizmu wytworzy niedługo kastę ludzi, którzy nie będą w stanie uwierzyć w poprawność tabliczki mnożenia czy dobry smak czekolady, gdyż nasza wątła kondycja intelektualna na taki dogmatyzm rzekomo nie pozwala. Dzisiejsi sceptycy burzą ostatni bastion ? bastion wiary, której domaga się nasz rozum. W tym kontekście Kościół katolicki jest więc największym wrogiem tolerancji, bo bazuje na autorytecie ? to ksiądz ma rozstrzygnąć, czy dać rozgrzeszenie, a nie komisja śledcza, to papież ma możliwość zajęcia stanowiska ex cathedra, to biskup ma możliwość ekskomunikowania krnąbrnego wiernego, to ojciec duchowy seminarium jednoosobowo może nie dopuścić młodego kleryka do święceń kapłańskich. Wszystko to jest ogromną twierdzą, bastionem autorytetu, wedle współczesnych ? mroczną formą dominacji.
Przez wiele lat w imię tolerancji starano się więc z głowy każdego człowieka ściągnąć tiarę papieską jako symbol ucisku Kościoła ? jak dzisiaj widzimy, próby tego rodzaju powiodły się, ale zrywając tiarę, urwano także głowę. Współczesne wersje ateizmu lub alternatywnych kościołów naobiecywały ludziom wyzwolenie z ciasnego dogmatyzmu. W efekcie zakuto ludzkość w jeszcze większe kajdany. Od pruskiego sceptyka Nietzschego, Sartre'a po "papieży" postmodernizm próbuje się koncentrować całą uwagę wyłącznie na człowieku ? tłumacząc go w prostacki sposób, bez Boga, bez tajemnicy. W efekcie wprowadzono człowieka do pokoju bez okien, drzwi i światła. Zatęchła atmosfera ateizmu doprowadza do tego, że rzucamy się na siebie, próbując rozładować strach. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wrogowie katolicyzmu atakowali go z określonej pozycji ? współczesność nawet nie potrafi zaatakować Kościoła, bo musiałaby zająć określone stanowisko światopoglądowe, a tego się boi. Atakując jeden system, ufamy drugiemu ? takiego mechanizmu już nie ma. Tym samym trudno już też być prawdziwym rewolucjonistą (co widać w świecie polityki). Zwróćmy uwagę, że współczesne autorytety atakują świat polityki za niedostatek moralności, by za chwilę zaatakować moralność za to, że jest... źródłem ucisku.
Degrengoladę współczesnego "postępowego" intelektualizmu, ośmieszającego autorytety, który w istocie sam staje się pośmiewiskiem, dobrze ilustruje przypadek Nietzschego. Oto człowiek kreujący wolę mocy i panowania nad światem w końcu życia panicznie boi się krów, rozmiękczony umysł popada w szaleństwo. Wielki Wyzwoliciel, prorok śmierci Boga kończy pod kuratelą swej siostry, niezdolny do samodzielnego życia i podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Współczesny człowiek, by funkcjonować w ramach zdrowego rozsądku, jak tlenu potrzebuje wiary i autorytetu. Autorytetu, który poda człowiekowi jak na tacy przekonanie o prawdzie obiektywnej, niepodważalnej, niezmiennej, istniejącej niezależnie od niego samego.
Współczesny człowiek utyskuje na katolicyzm, jako przymus rezygnacji z wielu rzeczy i przekonań. Skrajni wrogowie głoszą, że wyzwolenie polega na tym, że człowiek nie musi wybierać. Absurdalność tej tezy jest porażająca. Całe nasze życie jest preferencyjne, dokonujemy wyborów, począwszy od najbardziej podstawowych czynności ? zjeść jabłko czy ciastko (można zjeść jedno i drugie, ale pojawia się problem cukierka w kieszeni? zatrzymanie tego łańcucha będzie też wyborem) ? kochanie jednej kobiety będzie zawsze rezygnacją z pozostałych, wybudowanie domu będzie wyborem tego, a nie innego miejsca. Podobnie katolicyzm daje możliwość wyboru ? lecz wyboru konsekwentnego ? jeśli jesteś katolikiem, to nie możesz cudzołożyć. Wybrać możesz dowolnie ? możesz nadal zdradzać żonę ? lecz przez grzech przestajesz wtedy być katolikiem.
Współcześnie coraz więcej mówi się o nadciągającej na Kościół katolicki fali islamu. Wielu wierzących traktuje funkcjonowanie wewnątrz katolicyzmu jako niewystarczające dla ich potrzeb duchowych. W takich doniesieniach jest pewna przesada i ukryty fałsz. Ci, którzy rzekomo przechodzą z katolicyzmu na islam, nigdy katolikami nie byli, demaskuje ich bowiem to, co pociąga ich rzekomo w islamie, a nie to, czego nie mogli znaleźć w katolicyzmie. Twierdzą, że islam wprowadza dyscyplinę w ich życie, poprzez regularność odmawiania modlitw (pewnie nigdy nie słyszeli o katolikach, którzy o 12 odmawiają Anioł Pański, lub tych, którzy kultywują modlitwę brewiarzową o większej częstotliwości niż rozkładanie dywanika modlitewnego u wyznawców Allacha), poprzez możliwość postu Ramadan (o adwencie i poście w katolicyzmie też pewnie nie słyszeli). Trudno uwierzyć też w twierdzenia, że islam pociąga ich intelektualnie.
W sensie intelektualnym islam zatrzymał się kilkaset lat temu. Katolicyzm prowadzi debatę ze współczesnością, starając się sprostać niełatwemu przecież zadaniu ? oceniając rolę mediów, sztuki współczesnej, polityki, gospodarki etc. Takiej odwagi islamowi brak. Islam nie chce się mierzyć z nowoczesnością. Odrzuca ją en bloc ? razem z dobrodziejstwami, jakie ona niesie. Na dłuższą metę tego rodzaju rozwiązanie nie może być alternatywą.

(?)
Roman Konik
Wyświetlony 3817 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.