czwartek, 30 wrzesień 2010 11:05

O obrońcach Europy i krzywdzeniu Niemiec

Napisane przez

Artykuł Pana Bartosza Rutkowskiego "Obrońcy niesłusznej sprawy" podejmuje tematy istotne, godne poważnych studiów i refleksji. Zawiera też jednak myśli, z którymi zgodzić się nie sposób.

Nie polemizuję z generalną tezą, według której traktat wersalski skrzywdził Niemcy. Poruszanym aspektem był jednak wyłącznie problem ich wschodnich granic. Stąd wstrząsem są dla mnie wyrażone w tekście opinie. Czy przyłączenie do odbudowującego się państwa polskiego Wielkopolski i części Pomorza można nazywać "jawną niesprawiedliwością i nieprzyzwoitością"? Przecież był to niezbywalny element restytucji polskiego istnienia po stuleciu niewoli! Do Rzeczypospolitej wracały ziemie zagrabione przez Prusy w pierwszym, drugim i trzecim rozbiorze. I to nie wszystkie, gdyż w granicach Niemiec pozostała np. Warmia. Poza okresem, w którym państwo polskie nie istniało ? Wielkopolska zawsze stanowiła część Polski. W zasadzie nie inaczej jest i z Pomorzem Gdańskim, chyba że traktować krzyżacką zdradę i eksterminację ludności zaczętą w 1308 r. jako "akt nabycia historycznych praw". Czy odzyskiwanie tego, co zostało zagrabione i wyeksploatowane w sposób najpodlejszy, można określać jako "zapomnienie wszelkich możliwych zasad ze zdrowym rozsądkiem i przyzwoitością na czele"? W takim razie czy istnieją słowa na wyrażenie tych zbrodni, jakie nie jednorazowym aktem wyzwolenia, ale konsekwentnym działaniem w celu wyniszczenia ? czyniły Prusy i Rzesza Niemiecka? Jedyną prowincją przyłączoną do Polski po I wojnie światowej, która nie leżała w granicach przedrozbiorowych ? był fragment Górnego Śląska, o którego losie zdecydowało wygrane powstanie z 1921 roku. Istotnie ? ten, zamieszkany w większości przez Polaków region, Królestwo Pruskie zagarnęło prawie pół wieku wcześniej, niż Wielkopolskę i to nie nam, lecz monarchii Marii Teresy. Będę jednak obstawał "za Korfantym i jego chłopcami" ? to Polacy tam byli najliczniejsi i to do Polski w tysiącletnich dziejach Śląsk należał najdłużej. Podkreślam z całą mocą ? wszystko to to nie była żadna niesprawiedliwość, nieprzyzwoitość ani brak zasad. To był właśnie powrót sprawiedliwości, przyzwoitości, elementarnych zasad i jeszcze jednego, o czym autor "Obrońców" zapomina ? naszej ojczyzny na mapę Europy.
Drugi wątek wypowiedzi Bartosza Rutkowskiego dotyczy tych, którzy w czasie II wojny światowej zaciągnęli się do formacji walczących u boku Hitlera. Nie kwestionuję ich intencji, aczkolwiek były one z rodzaju tych, którymi brukuje się piekło. Argument, że przeciw sowieckiej Rosji ruszyło nawet dwunastu Anglików, nie bardzo może zmienić ogólny obraz zagadnienia. Nawet z naszego Drugiego Korpusu, i to krótko przed bitwą o Monte Cassino, bodaj dwóch żołnierzy przeszło na stronę Niemców. Jak wiadomo ? hitlerowskie polskojęzyczne radio "Wanda" głosiło wtedy, że powstaje polski legion walczący z Sowietami. Cóż ? naiwni i ignoranci znajdą się wszędzie. Możemy być dumni z tego, że u nas, przynajmniej wtedy, było ich wyjątkowo mało.
Nie neguję, że znaczną częścią tych, którzy poszli na wojnę w sojuszu z Hitlerem ? kierowała dobra wola. Uważam jednak, że jeśli mamy do czynienia z dwoma satrapiami, z których każda ma na sumieniu dziesiątki milionów wymordowanych ? nie mają większego sensu rozważania, który z ludobójczych systemów był "lepszy" czy zachował większy zakres śladowych "ludzkich cech". Leon Degrelle, wzywając do obrony Europy w szeregach formacji walczących u boku Hitlera, udowodnił, że był przede wszystkim tragicznym ignorantem. Obrona śródziemnomorskich wartości w takim towarzystwie to jak niesienie cywilizacyjnej misji na średniowiecznej Rusi do spółki z Dżingiz?Chanem. To prawda, że hitlerowskie Niemcy wyrastały z kultury europejskiej ? ale wyłącznie jako potworny nowotwór. Nie jako nowy, wadliwy konar śródziemnomorza, lecz jako odrażający wrzód. Liczba ochotników, którzy poszli walczyć w obronie "florenckiego Duomo, Europy Kartezjusza i Erazma" w szeregach formacji Hitlera ? jest tylko dowodem na to, jaką skalę miała niewiedza o planie, w którego urzeczywistnianiu wzięli udział. I jak masowe i tragiczne bywają takiej niewiedzy skutki.
Rzecz jasna ? całkowicie innej analizy wymagają losy małych narodów ? najpierw wyniszczanych przez Sowiety, a potem wepchniętych w tryby hitlerowskiej agresji. Tak samo zrozumieć można tych, którzy ledwie uchodząc z życiem z hekatomby zorganizowanej przez Stalina ? nawet z nadciągającą, tym razem niemiecką zagładą, wiązali jakieś nadzieje. To nad ich wyjątkowo tragicznym losem pochylał się Józef Mackiewicz.
Całkowicie podzielam pogląd Bartosza Rutkowskiego, że losu ponad miliona Europejczyków, wraz z Niemcami walczących przeciw Sowietom, nie wolno pokrywać niepamięcią. Zawsze uważałem, że z własnych i cudzych błędów ? należy czerpać wnioski. Szczególnie, gdy koszty tej nauki były tak tragicznie wysokie.

Artur Adamski
Wyświetlony 3666 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.