czwartek, 30 wrzesień 2010 11:17

Rodzicem być

Napisane przez

Dziecko jest już na świecie. Młodzi rodzice pochyleni nad kołyską, patrzą na buzię malucha. Dopiero teraz uświadamiają sobie, że wszystko naprawdę się zaczyna. Póki dziecko żyło w łonie matki, cała uwaga skoncentrowana była na przygotowaniach do jego narodzin. Lęk, radość, mieszanina uczuć, mnóstwo przeczytanych podręczników, wysłuchiwane rady. Trochę tak, jakby na porodzie wszystko miało się zakończyć. A jest przecież odwrotnie. Dziecko prędzej czy później znajduje drogę na świat. Ale co potem? Co dalej z odpowiedzialnością za życie i losy ledwie narodzonego człowieka?

Płacze bez ustanku i czują się kompletnie bezsilni, z tęsknotą wspominają czas oczekiwania na jego narodziny. Wszystkie problemy miały charakter teoretycznych idei, mniej lub bardziej godnych roztrząsania. Teraz to już konkret. A maluch w kołysce rośnie, rośnie, rośnie...
Po jakimś czasie przestaje być małą krzyczącą laleczką. Ma swoje zdanie, chce, żeby cały świat podporządkował się jego woli, złości się, stawia na swoim, eksperymentuje. Na tym etapie dociera do rodziców fakt, że rodzicielstwo to nie tylko fachowa obsługa, bycie ekspertem od karmienia i zmiany pieluch, że chodzi o coś więcej, i że to coś więcej będzie także więcej kosztowało, nerwów, pracy, cierpliwości.
Tak uświadamiamy sobie istnienie problemów wychowawczych i naszego stosunku do praw i obowiązków dziecka. Oczywiście, scenariusz ten nie dotyczy kolejnych dzieci. Rodzice są wtedy już o wiele mądrzejsi. Za wychowywanie zabierają się niemal w momencie poczęcia. Kolejne dzieci wchodzą bez problemu w zastany układ, w zasady, prawa i obowiązki. Rzecz jasna, także są żywiołowe i chętnie wyrażają swoje zdanie, ale świat wokół nich jest już stworzony, uporządkowany, nie ulega tak łatwo przekształceniom, nie jest chaosem dopasowującym się do dziecięcych "chceń". Mniej skuteczne wrzaski i naciski przestają być bronią stosowaną regularnie, jak w przypadku pierworodnych. O ile łatwiej jest wychowywać kolejne dzieci! Najciekawsze, że tajemnica sukcesu nie leży w dzieciach i ich wrodzonych predyspozycjach, ale przede wszystkim w rodzicach i ich zdolnościach przystosowawczych.

Siła autorytetów
W dzisiejszych czasach być rodzicem jest wyjątkowo trudno. W jaki sposób odnaleźć w sobie siłę do podejmowania decyzji, brania odpowiedzialności za dziecko i ? co najtrudniejsze ? do stawiania mu granic i wymagań, kiedy zewsząd otaczają nas doskonali fachowcy? Już kobieta w ciąży przestaje wierzyć swojej intuicji, samopoczuciu, nie słucha sygnałów płynących wprost do niej od dziecka. Dla niej najwyższym autorytetem od jej ciała jest lekarz, a najlepszym sposobem na kontakt z dzieckiem ? badanie USG. Poród staje się kolejną rodzicielską porażką. Kobieta może mieć poczucie, że bez sztabu fachowych osób, bez aparatury i leków nie podołałaby temu trudnemu zadaniu.
Zwolennicy porodów domowych podkreślają, że kobieta rodząca po swojemu, radząca sobie ze skurczami, bólem i całym trudem rodzenia, doświadcza swojej macierzyńskiej siły, dzięki czemu nie boi się podjąć nowych obowiązków, czuje się pewniejsza w nowej sytuacji. Te matki ? co bardzo znaczące ? także rzadziej doświadczają depresji poporodowej. Sama dolegliwość, znana wprawdzie od dawna, ale współcześnie szczególnie częsta, wydaje się skutkiem braku poczucia siły, niewiary w siebie i swoje możliwości. Przeważnie na porodówce rodzice napotykają zespół miłych, sympatycznych i fachowych osób, które poprowadzą poród, zajmą się dzieckiem, nauczą karmić, pokażą jak właściwie ubierać i pielęgnować. Wszystko to może dać do zrozumienia, że rodzice to amatorzy, którzy powinni uczyć się od wyedukowanych w tym kierunku specjalistów, słuchać ich we wszystkim i polegać na nich niezależnie od tego, co mówi im ich intuicja.
A potem zaczyna się seria wizyt u lekarza. Odpowiednie przyrosty wagi i długości ciała dziecka spędzają sen z powiek młodym opiekunom, którzy w tym właśnie szukają potwierdzenia swoich umiejętności. Strony internetowe poświęcone opiece nad dziećmi mogą tylko pogłębić rodzicielskie lęki. Oferują bowiem także pomoc specjalistów i fachowe porady najczęściej medyczne, rzadziej psychologiczne. Bardzo rzadko rodzice mogą usłyszeć słowa wsparcia i zaczerpnąć siły do dalszej pracy z dzieckiem. W dodatku pomysły na wychowywanie mogą być tak różne. Nie wiadomo, kogo słuchać: siebie? starszego pokolenia? nowoczesnych podręczników? Najgorsze, że wszystkie te źródła są ze sobą bardzo często sprzeczne.

Liberalnie czy autorytarnie?
Pośród podręczników o wychowaniu dzieci jeden wydał mi się szczególnie ważny: książka Dobra miłość, będąca wywiadem ze znanymi psychologami: Wojciechem Eichelbergerem i Andrzejem Samsonem. Jako jedna z niewielu pozycji, nie daje gotowych, jedynie słusznych rozwiązań, ale raczej pokazuje mechanizmy rządzące relacją rodzice-dzieci. Pozwala bardziej świadomie i skutecznie wychowywać, poszukując swojej własnej odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące dziecka. Zachęca jednocześnie do kształtowania rodziny na wzór demokratycznego państwa, w którym każdy ma swoje prawa i obowiązki, każdy czuje się współodpowiedzialny i ponosi konsekwencje swoich wyborów. Pod tym względem, proponowane podejście do kwestii wychowawczych wydaje się adekwatne do potrzeb dzisiejszego świata, bo, rzecz jasna, myśląc o wychowaniu, trzeba je mieć na uwadze.
Obecnie zaobserwować można ciekawą tendencję. Oprócz bardzo liberalnych poglądów na wychowanie, pojawiła się nostalgia za złotym wiekiem, w którym dzieci były grzeczne, rodziny spójne i kochające się, tęsknota za tradycyjnymi wartościami, które wyrażały się w przeróżnych formach takich jak mówienie w trzeciej osobie do rodziców (w tym sensie wychowawcze metody odzwierciedlają rzeczywistość społeczną; podobną nostalgię zaobserwować można przecież i na innych płaszczyznach). Wieści się upadek autorytetów, wszelkich zasad, biadoli nad zgubnymi skutkami bezstresowego wychowania. Taka czarno-biała wizja świata może budzić sporo zamieszania. A więc jak wychowywać? Jaki przyjąć model, jakie wzorce i jakie autorytety? A przy tym faktem jest, że instytucja rodziny przeżywa dziś poważny kryzys, co samo w sobie rodzi już dodatkowe trudności.

(?)
Joanna Sarnecka-Drużycka

Wyświetlony 4571 razy

Najnowsze od Joanna Sarnecka-Drużycka

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.